Wykryto dwie stare galaktyki. Ale nie są tym, czym się wydają

Teleskop Webba namierzył w głębi kosmosu dwa czerwone punkciki, które przez chwilę uznano za jedne z najstarszych galaktyk we wszechświecie. Dokładniejsze obserwacje pokazały jednak coś zupełnie innego.

Jakub Krawczyński (KubaKraw)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Wykryto dwie stare galaktyki. Ale nie są tym, czym się wydają

Kosmiczne złudzenie zmyliło astronomów

Niebo z Ziemi wygląda płasko. Nawet największe teleskopy nie pokazują, czy dany obiekt jest blisko i słaby, czy bardzo daleko i jasny, bo oba przypadki mogą wyglądać identycznie. To duży problem, gdy szuka się najdalszych, a więc i najstarszych galaktyk we wszechświecie.

Dalsza część tekstu pod wideo

Światło z bardzo odległych obiektów dociera do nas mocno rozciągnięte przez ekspansję wszechświata. Zjawisko to nazywa się przesunięciem ku czerwieni (tzw. redshifting) i sprawia, że światło widzialne najdalszych galaktyk zamienia się w podczerwień. Teleskop Webba został zaprojektowany właśnie do obserwacji w podczerwieni, dzięki czemu może wypatrywać obiektów z najwcześniejszych epok wszechświata.

Aby szybko ocenić odległość do danego obiektu, astronomowie stosują tak zwaną metodę zaniku. Polega ona na sprawdzaniu, w których filtrach, czyli zakresach długości fal, dany obiekt jest widoczny, a w których znika. Im dalszy obiekt, tym przy dłuższych falach następuje ten zanik. Metoda jest szybka, ale niezbyt precyzyjna, więc bywa zawodna.

Zespół kierowany przez Maruse Bradac, specjalistkę w dziedzinie kosmologii obserwacyjnej z Uniwersytetu w Lublanie, użył Webba do obserwacji gromady Pocisk (Gromada galaktyk 1E0657-558), czyli stosunkowo bliskiej nam gromady galaktyk. Naukowcy szukali w tle zdjęcia odległych galaktyk i metodą zaniku znaleźli dwa obiekty, nazwane Bullet BD1 i Bullet BD2. Wszystko wskazywało, że to bardzo młode i niezwykle odległe galaktyki.

Naukowcy postanowili to zweryfikować i wykonali dokładniejsze obserwacje spektroskopowe, czyli rozłożyli światło obiektów na poszczególne kolory. Okazało się, że to wcale nie galaktyki, lecz brązowe karły leżące w naszej własnej galaktyce.

Brązowy karzeł to obiekt pośredni między dużą planetą a małą gwiazdą. Jest za mały, by w jego wnętrzu zachodziła reakcja termojądrowa, więc z czasem tylko stygnie. Bullet BD1 i Bullet BD2 mają temperatury około 125 i 27 stopni Celsjusza, co czyni je jednymi z najzimniejszych znanych brązowych karłów. Ich odkrycie pomoże zrozumieć, jak takie obiekty właściwie powstają.

Pomyłka okazała się więc cenna. Pokazała, że nawet najnowocześniejszy teleskop można oszukać pozorną odległością, ale dzięki temu naukowcy trafili na dwa wyjątkowo rzadkie obiekty tuż za rogiem naszej kosmicznej okolicy.