Ten router niczego nie udaje – po prostu jest dobry. Test TP-Link Archer BE400
TP-Link Archer BE400 to pozornie prosty router Wi-Fi 7, który wyposażono w wiele zaawansowanych funkcji. Sprawdzamy, czy warto go kupić.
Lubię sprzęt bez nonsensów. Taki, który niczego nie udaje, nie jest do niego przypisana żadna przekombinowana historia ani nie próbuje przyciągać uwagi krzykliwym wyglądem. Wiecie, sprzęt, który robi, co ma robić i najlepiej, jeśli robi to dobrze.
No i takim sprzętem na pierwszy rzut oka jest TP-Link Archer BE400. Prosty, dwupasmowy router Wi-Fi 7 o wyglądzie topornym jak Volkswagen z końca ubiegłego wieku. Dodajmy, że można go mieć już za ok. 580 zł, a na pokładzie ma spory wachlarz zaawansowanych funkcji i zaczyna to brzmieć jak spełnienie marzeń co bardziej pragmatycznych użytkowników. Tylko jak to marzenie wypada w starciu z rzeczywistością?
Wygląd i wykonanie
Nie ma co ukrywać, TP-Link Archer BE400 wygląda dość spartańsko. Nie jest może ładny – na pewno nie w takim sensie, w jakim użyłaby tego słowa moja żona – ale osobiście jego pragmatyczny design uważam za miłą odmianę po gamingowych choinkach i designerskich meshach, jakie miałem okazję ostatnio testować.
Niewątpliwym plusem testowanego modelu jest to, że nie znajdziemy tu kawałka zbędnego plastiku. Obudowa jest bardzo smukła, a do tego perforowana od góry i od dołu, co zapewnia przyzwoitą wentylację podzespołów bez konieczności uciekania się do dodatkowych wentylatorów. Anteny są „gołe”, tj. każda z nich stanowi osobny element i nie są obudowane tak jak chociażby w większości modeli gamingowych. Nie jest to może szczególnie estetyczne, ale daje dodatkową elastyczność przy ustawianiu routera, ponieważ możemy ręcznie zmienić ustawienie każdej z nich.
A skoro o tym mowa, warto wspomnieć, że od spodu TP-Link Archer BE400 ma nie tylko gumowane nóżki, dzięki którym stabilnie stoi na blacie, ale także haczyki umożliwiające powieszenie go w pionie. To jeden z wielu ukłonów pod adresem bardziej zaawansowanych użytkowników.
Kolejnym są tutejsze diody LED, których mamy aż siedem. Służą one do sygnalizowania stanu urządzenia, połączenia oraz działania poszczególnych funkcji. Każda z nich oznaczona jest czytelną ikoną, dzięki czemu łatwo się połapać, co się dzieje z urządzeniem, bez konieczności każdorazowego odpalania panelu. Co więcej, jak na tak rozbudowany panel informacyjny prezentuje się to dość subtelnie i nijak nie rozprasza podczas codziennego używania. A nawet jeśli, to nic nie stoi na przeszkodzie, by z poziomu aplikacji diody wyłączyć całkowicie lub ustawić ich wygaszanie według harmonogramu.
Jeśli chodzi o dostępne złącza, nie to nie ma tu większych ekscesów. Mimo to jak na model de facto budżetowy, wachlarz dostępnych opcji jest spory. Znajdziemy tu pojedynczy port WAN (2,5 Gbps), cztery LAN (1x 2,5 Gbps, 3x 1 Gbps) i pełnowymiarowe USB-A 3.2. Ciekawostka – to ostatnie jest jedynym złączem umieszczonym z boku obudowy. Cała reszta znajduje się z tyłu i została wyraźnie oznaczona kolorami. Dodatkowo nie zabrakło wygodnych przycisków WPS, resetu i zasilania.
A wykonanie? Solidne, ale bez fajerwerków. Konstrukcja to w większości plastik i to niekoniecznie taki z półki premium. Spasowanie elementów jest jednak bez zarzutu, a gdyby router przypadkiem mi upadł na ziemię, to prawdopodobnie wyszedłby z tego bez szwanku. Jest też bardzo lekki, bo waży ok. 601 g.
Funkcjonalność i aplikacja
Zarządzanie routerem TP-Link Archer BE400 może się odbywać na jeden z dwóch sposobów: z poziomu przeglądarki albo z wykorzystaniem aplikacji mobilnej TP-Link Tether. Funkcjonalnie ich możliwości są zbliżone, a różnią się głównie interfejsem. W pewnym uproszczeniu, apka jest nieco bardziej przyjazna dla początkujących użytkowników i mocniej bazuje na elementach graficznych, natomiast panel webowy operuje głównie tekstem i tabelkami, ale za to zaawansowane funkcje są nieco łatwiej dostępne.
Niezależnie jednak od tego, jak zamierzacie sterować routerem, w panelu admina czeka na Was sporo fajnych atrakcji. Począwszy od przejrzyście zwizualizowanej mapy sieci i wykorzystania zasobów, poprzez możliwość tworzenia osobnych sieci dla gości i urządzeń IoT, aż po dodatkowe funkcje pokroju ochrony rodzicielskiej czy wbudowanego VPN (i to zarówno w roli klienta, jak i serwera). Ba, możemy nawet skonfigurować sieć mesh, w której testowany model może przejąć rolę jednego z modułów.
To bogactwo różnych narzędzi oraz opcji konfiguracji stanowi jeden z głównych atutów sprzętu TP-Link, w związku z czym miło widzieć, że nawet niedrogi Archer bynajmniej na tym polu nie zawodzi. Swoją funkcjonalnością bohater testu mógłby zawstydzić niejeden model kilkukrotnie droższy.
Niestety jest też łyżka dziegciu. Część funkcji – głównie tych związanych z bezpieczeństwem – wymaga dodatkowej subskrypcji. Do tego wcale nie należy ona do najtańszych. Za pakiet Bezpieczeństwo+ trzeba zapłacić 29,99 zł miesięcznie lub 199,99 zł rocznie. To oznacza, że co dwanaście miesięcy musielibyśmy dopłacić mniej więcej 1/3 ceny samego urządzenia, by cieszyć się kompletem wszystkich funkcji. Trochę boli.
Jakość połączenia w praktyce
TP-Link Archer BE400 może się pochwalić obsługą Wi-Fi 7, choć złośliwcy mogliby powiedzieć, że jest ona odrobinę wybrakowana. Mamy tutaj tylko dwa pasma: 2,4 i 5 GHz. Nie ma natomiast obsługi pasma 6 GHz, które – w teorii – robi największą różnicę w przypadku nowego standardu.
Specyfikacja na papierze nie jest jednak aż tak istotna, a liczą się realne osiągi. Tutaj w przypadku Wi-Fi teoretycznie możemy uzyskać przepustowość rzędu 6,5 Gbps – taką wartość deklaruje producent. To oczywiście czysto teoretyczny sufit. W praktyce wyniki będą niższe, choć nadal wypadają bardzo dobrze. W optymalnych warunkach podczas testu z iPhone 17 Pro Max nie miałem problemu, by w testach uzyskać 930 Mbps przy pobieraniu danych i 297 Mbps przy wysyłaniu, wykorzystując tym samym pełną przepustowość mojego światłowodu.
Na drugim końcu mieszkania, czyli dwa pomieszczenia dalej i z przeszkodą w postaci zbrojonych ścian, nadal udawało mi się wyciągnąć ok. 300 Mbps przy pobieraniu oraz wysyłaniu. Mając na uwadze cenę sprzętu, uważam, że to dobry wynik. TP-Link Archer BE400 stanowi wyraźny upgrade względem większości routerów oferowanych przez dostawców Internetu oraz sprawdzi się w mieszkaniach o trudnym układzie pomieszczeń. No a nawet gdyby nie wystarczył, zawsze można na jego bazie zbudować sieć mesh.
Podsumowanie
TP-Link Archer BE400 niczego nie udaje, bo nie musi – on po prostu jest dobry. To doskonała propozycja dla nieco bardziej zaawansowanych użytkowników domowych, którzy szukają czegoś więcej, niż zapewnia im domyślny router od dostawcy Internetu, ale nie chcą wydawać fortuny. Tutaj znajdą doskonałe parametry, rozbudowaną funkcjonalność i całkiem wygodne opcje zarządzania. No i jeśli myślicie w tych kategoriach, to pewnie przypadnie Wam także do gustu jego prosty, bezpretensjonalny design.
Myślę, że za ok. 580 zł trudno znaleźć sprzęt, który wyraźnie by z bohaterem testu wygrywał. Z mojej strony to rekomendacja praktycznie bez wahania.
-
Atrakcyjna cena
-
Bardzo dobra jakość połączenia bezprzewodowego
-
Rozbudowane funkcje konfiguracji
-
Wbudowany VPN i kontrola rodzicielska
-
Wygodne zarządzanie z poziomu przeglądarki web lub aplikacji
-
Design nie każdemu przypadnie do gustu
-
Brak pasma 6 GHz
-
Część funkcji wymaga dodatkowej opłaty