DAJ CYNK

Test telefonu Nokia 3310 2017

18.08.2017

Dodane przez: Arkadiusz Dziermański

Kategoria: Testy sprzętu

Interakcje: 36401

Nokia 3310 to telefon legenda. Chuck Norris w świecie komórek. Wskrzeszenia jej podjął się obecny właściciel marki Nokia, HDM Global. Czy było to dobre posunięcie?



Nokia 3310 to telefon legenda. Chuck Norris w świecie komórek. Wskrzeszenia jej podjął się obecny właściciel marki Nokia, HDM Global. Czy było to dobre posunięcie? Czy w ogóle było to na poważnie, czy tylko w celach czysto marketingowych? Jak wiadomo, są takie piosenki, których coverów się nie robi, a przynajmniej robić się nie powinno. O Nokii 3310 można powiedzieć to samo. Czy próba przywrócenia jej do życia po 17 latach udała się chociaż w małym stopniu? Sprawdźmy.

Zestaw i najważniejsze informacje



Telefon otrzymałem w pierwszej wersji pudełka. Jest to niewielkie, płaskie, kartonowe i bardzo kolorowe opakowanie, w którym obok telefonu znajdziemy jednoczęściową ładowarkę z końcówką microUSB, bardzo prosty, żeby nie powiedzieć prymitywny, zestaw słuchawkowy oraz standardowy zestaw instrukcji szybkiego startu. Od niedawna 3310 2017 jest sprzedawana w częściowo przezroczystym pudełku prezentującym telefon. Trochę jak startery operatorów z telefonami w zestawie ponad 15 lat temu.



Najważniejsze informacje:

  • plastikowa obudowa o wymiarach 115,6 x 51 x 12,8 mm i masie 79,6 gramów,
  • wyświetlacz TFT o przekątnej 2,4 cala i rozdzielczości 240 x 320 pikseli,
  • łączność GSM 900 i 1800 MHz oraz Bluetooth 3.0,
  • obsługa dwóch kart SIM (w trybie stand-by) i gniazdo na kartę pamięci microSD (16 MB pamięci wbudowanej),
  • odtwarzacz MP3 i radio FM,
  • port microUSB i gniazdo Jack 3,5 mm,
  • wymienny, litowo-jonowy akumulator o pojemności 1200 mAh (BL-4UL),
  • aparat o rozdzielczości 2 Mpix z diodą doświetlającą.


Obudowa i wykonanie



Na renderach prasowych Nokia 3310 2017 nie przekonywała mnie swoją stylistyką. Była jakaś taka... dziwna. Kształt obudowy, nietypowo umieszczony ekran... Coś tutaj wyraźnie nie grało. Sytuacja całkowicie zmieniła się po zobaczeniu pierwszego zdjęcia "żywego" telefonu. Szczególnie w klasycznym, niebieskim kolorze obudowa robi bardzo dobre wrażenie. Nie maleje ono po wzięciu telefonu do ręki. Ładne zaokrąglenia, wyprofilowany przedni panel, elegancko podświetlone klawisze. Niby nic wielkiego, ale nowa 3310 jest bardzo ładna.

Obudowa jest dobrze wykonana, ale oczywiście nie na zasadzie połączenia szkła i jednolitej bryły szczotkowanego aluminium, ale na zasadzie dobrej jakości, sztywnego plastiku. Co prawda nie mówimy tutaj o pancerności pierwszej 3310, wersja 2017 jest delikatniejsza, ale spodziewałem się czegoś znacznie gorszego. Zastrzeżenia można mieć tylko do tylnej klapki, która lekko ugina się w nad akumulatorem. Pod spodem została umieszczona gąbka, która ma temu zapobiegać, ale jest ona albo zbyt miękka, albo powinna być grubsza. Wszystkiemu towarzyszy stres towarzyszący zdejmowaniu tylnej klapki. Bestia jest tak mocno trzymana zatrzaskami, że za każdym razem miałem wrażenie, że tym razem ją złamię.

Rozmieszczenie poszczególnych elementów obudowy jest standardowe. W końcu też nie ma ich zbyt wiele. Na przednim panelu mamy ekran i klawiaturę alfanumeryczną z klasycznym D-Padem, klawiszami słuchawek i dwoma przyciskami funkcyjnymi, a na tylnym aparat z diodą doświetlającą. Boki są gładkie, a górny i dolny panel chętnie bym ze sobą zamienił. Dlaczego? Gniazdo microUSB znajduje się na górnej krawędzi, a Jack 3,5 mm na dolnej. Jak pierwszy raz chciałem naładować telefon, spojrzałem na okrągłe gniazdo z dołu obudowy i pomyślałem - No nie! Retro jak retro, ale ładowarkę z okrągłym bolcem mogli sobie darować. Gniazdo karty SIM i karty pamięci znajdują się pod tylną klapką i do ich wyjęcia trzeba też wyjąć akumulator.



Komentarze
Zaloguj się