Promptuj chłopie, czyli jak tech-giganci piszą nam słownik na nowo
Język przestał rozwijać się organicznie. Dziś jest projektowany, testowany i optymalizowany dokładnie tak samo, jak aplikacje i algorytmy.
Jeszcze kilkanaście lat temu symbolem sukcesu marki było wejście do codziennego słownika. „Adidasy”, „pampersy” czy „walkman” nie oznaczały konkretnych produktów, ale uniwersalne nazwy całych kategorii. Dziś ten sam mechanizm działa szybciej i globalnie, a jego autorami są firmy technologiczne. Nie „wyszukujemy informacji”, ale „googlujemy”. Nie „zamawiamy przejazdu”, tylko „łapiemy ubera”. Nie „oglądamy seriali online”, ale umawiamy się na „netflix & chill”.
Big Tech projektuje sposób, w jaki mówimy
Platformy cyfrowe nie tylko dominują rynek, ale również standaryzują język codziennej komunikacji. Choć reklama od dawna wpływała na język, jednak dopiero era wielkich korporacji online nadała temu procesowi globalną skalę. „Marka przestaje być nazwą własną, a zaczyna pełnić funkcję rzeczownika lub czasownika” - pisał językoznawca prof. Jerzy Bralczyk. Nowe pojęcia pochodzące z platform cyfrowych rozprzestrzeniają się błyskawicznie i funkcjonują niemal identycznie niezależnie od kraju czy języka.
Czemu tak się dzieje? Po części z powodu upodobań ludzkiego mózgu. Od lat widzimy uproszczenie komunikacji do krótkich komend: „scroll”, „share”, „like”, „follow” czy „stream”. A badania nad psychologią języka pokazują, że mózg preferuje komunikaty, które wymagają minimalnego wysiłku poznawczego. Dlatego użytkownicy chętniej używają słów krótkich, rytmicznych i często powtarzanych - są łatwiejsze do przetwarzania i budują poczucie znajomości.
Dlaczego mózg „mówi markami”
Jeszcze dwie dekady temu „googlować” było językową ciekawostką, a dziś podobnie funkcjonują „scrollować”, „streamować” czy „snapować”. Podobnie jest z robieniem „selfika”, „ajkoszeniem” czy „tweetowaniem”. Psychologowie wskazują tutaj na prosty mechanizm tzw. efekt dostępności — im częściej spotykamy dane słowo lub markę, tym większa szansa, że zacznie ono zastępować całą czynność lub kategorię. A platformy cyfrowe mają przewagę, której wcześniej nie posiadały tradycyjne marki — ich komunikaty są obecne niemal nieustannie: w smartfonach, mediach społecznościowych, wyszukiwarkach, komunikatorach i aplikacjach streamingowych. Według danych z 2025 r. przeciętny użytkownik internetu spędza dziś online ponad 6 godzin dziennie i dlatego stopniowo słowa z sieci stają się częścią codziennego systemu językowego.
AI tworzy nowy globalny słownik
Najbardziej dynamiczne zmiany widoczne są obecnie w obszarze sztucznej inteligencji. Coraz częściej użytkownicy nie „piszą”, ale „promptują”, czyli tworzą instrukcje dla modeli językowych. A przecież jeszcze kilka lat temu słowo „prompt” praktycznie nie funkcjonowało poza środowiskiem technologicznym. Dziś pojawia się w mediach, edukacji i marketingu, a samo „promptowanie” zaczyna funkcjonować jako nowa kompetencja cyfrowa. Podobnie „token”, czy „halucynacja AI” funkcjonują globalnie praktycznie bez tłumaczenia. Użytkownicy w różnych krajach używają tych samych pojęć, niezależnie od lokalnego języka.
Według raportu NASK „Nastolatki” już 70 proc. polskich nastolatków korzystało ze sztucznej inteligencji, a co dziesiąty używa jej codziennie. Wpływ sztucznej inteligencji na język, którym się posługujemy, jest ogromny, z czego na ogół nie zdajemy sobie sprawy — zwracała uwagę prof. Katarzyna Kłosińska, przewodnicząca Rady Języka Polskiego podczas dyskusji poświęconej AI w języku. Zdaniem ekspertów to pierwszy moment w historii, gdy technologiczny słownik rozwija się szybciej niż języki narodowe są w stanie go adaptować. Eksperci Oxford University przy okazji wyboru Słowa Roku 2025 „Rage bait” wskazywali, że słowa nie tylko definiują trendy; pokazują również, jak platformy cyfrowe kształtują nasze myślenie i zachowanie.
Język jako produkt technologiczny
Jeszcze dekadę temu nowe słowa rodziły się głównie w kulturze, polityce albo reklamie. Dziś język funkcjonuje podobnie jak każdy inny produkt cyfrowy: jest projektowany, analizowany i optymalizowany pod kątem skuteczności. Platformy cyfrowe regularnie testują różne wersje komunikatów, nagłówków i interfejsów, aby sprawdzić, które z nich zwiększają zaangażowanie użytkowników i skuteczniej wpływają na zachowania odbiorców. W efekcie słowa coraz częściej powstają w interfejsach aplikacji, systemach AI i mediach społecznościowych. Język przestał być wyłącznie narzędziem komunikacji, a staje się elementem infrastruktury technologicznej.
Coraz częściej nie mówimy już własnym językiem — mówimy językiem Big Techu.