Unia wpadła na pomysł. Zaserwuje nam wyższe ceny
Komisja Europejska wpadła na pomysł, jak przyspieszyć rozwój przemysłu w państwach wspólnoty. Problem w tym, że oznacza to wyższe ceny samochodów, pomp ciepła czy też baterii.
Unia Europejska chce uniezależnić się od Chin i Stanów Zjednoczonych. Chociaż cel sam w sobie jest słuszny i trudno go krytykować, to jego realizacja już budzi wątpliwości. Niemcy grzmią, że to oznacza wyższe ceny nie tylko samochodów elektrycznych, pomp ciepła, ale też baterii, czyli potencjalnie również elektroniki, w tym laptopów czy smartfonów.
Unia szykuje nam podwyżki
Pomysł Komisji Europejskiej - określany jako Industrial Accelerator Act (IAA) - jest prosty. Bruksela chce między innymi uzależnić dostęp firm do środków publicznych od tego, ile produktów wyprodukowanych w Unii Europejskiej wykorzystują. Przy czym urzędnicy przewidują tutaj też możliwość korzystania z rozwiązań państw sojuszniczych, w tym Wielkiej Brytanii, Kanady oraz Japonii.
Przykład? Zamówienie publiczne na nowe auta oznacza, że samochód musi być zbudowany częściowo z elementów, które zostały wyprodukowane na Starym Kontynencie. Jeśli nie będzie, to do przetargu dana firma w ogóle nie będzie mogła podejść.
Ta propozycja określana jest jako "Made in Europe". Ma dotyczyć strategicznych obszarów, w tym: sektora energochłonnego (stal, aluminium i cement), sektora samochodowego (zachęta do kupowania europejski aut) oraz sektora czystych technologii (atom, pompy ciepła, fotowoltaika, ale też baterie). Dla Polski oznacza to między innymi problem w kwestii elektrowni atomowych, które mamy przecież budować we współpracy z Amerykanami.
Niemcy krytykują zmiany
Propozycje nie podobają się między innymi Niemcom, którzy grzmią o odchodzeniu od wolnego handlu. Mówią też o stworzeniu w ten sposób biurokratycznego potwora, bo konieczne będzie np. sprawdzanie, ile części w akumulatorze samochodu pochodzi z Europy.
Protekcjonizm nie chroni przed brakiem konkurencyjności. Kto izoluje własny rynek, zagraża dostępowi do globalnych rynków wzrostu w przyszłości.
Polska nie mówi jednym głosem
Również w Polsce propozycje są szeroko komentowane. Prezes Instytutu Reform Aleksander Śniegocki jest zdania, że dla Polski to szansa, aby stać się jednym z beneficjentów zmian.
Z kolei Kamil Laskowski, ekspert Fundacji Instrat uważa, że IAA będzie uwzględniał interesy francuskich i niemieckich firm, a nie polskich. Jego zdaniem wymóg pochodzenia produkcji przemysłowej nie powinien dotyczyć całej Unii. Dostawy powinny pochodzić z kraju członkowskiego, w którym przetarg jest prowadzony.