Unia dociska telekomy. Brak miedzi na te zachcianki - płaczą operatorzy

Komisja Europejska przygotowała nowy projekt prawa dla branży telekomunikacyjnej. Dokument ma zmienić zasady budowy infrastruktury i zarządzania częstotliwościami. Zapytaliśmy ekspertów i polskie telekomy o ocenę tych planów.

Marian Szutiak (msnet)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Unia dociska telekomy. Brak miedzi na te zachcianki - płaczą operatorzy

Nadchodzi unijny Akt o sieciach cyfrowych

Akt o sieciach cyfrowych (DNA, Digital Networks Act) to propozycja ujednolicenia przepisów w całej Unii Europejskiej. Nowe prawo zastąpi dotychczasowe dyrektywy i będzie stosowane bezpośrednio we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej, w tym również w Polsce.

Dalsza część tekstu pod wideo

Dokument wprowadza nowe zasady dla dostawców usług elektronicznych oraz zmienia reguły gospodarowania pasmem radiowym. Powstaną również nowe instytucje nadzorujące, w tym unijne Biuro ds. Sieci Cyfrowych. Projekt ma, według urzędników, ułatwić rozwój nowoczesnych technologii. Dodatkowe informacje można znaleźć pod tym adresem (w języku angielskim).

Akt o sieciach cyfrowych jest obecnie na etapie konsultacji społecznych. Zapytaliśmy ekspertów i operatorów o procedowany dokument. Chcieliśmy się dowiedzieć, jak DNA wpłynie na branżę telekomunikacyjną w Polsce.

Stanowisko Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji

Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji (PIIT) widzi w nowym dokumencie głównie zmiany formalne. Unijne rozporządzenie po prostu zastąpi dotychczasowe dyrektywy. Według ekspertów treść przepisów to jednak tylko ewolucja. Izba chwali nowe podejście do zarządzania częstotliwościami radiowymi. Rządy państw członkowskich nie będą mogły traktować aukcji pasm jako narzędzia do łatania deficytów w budżecie.

Z drugiej strony PIIT dostrzega w projekcie wady. Organizacja uważa, że dokument powiela stare rozwiązania prawne. Nowe przepisy nie eliminują też problemu nadmiernej regulacji na poziomie krajowym. Izba ostrzega, że takie podejście Komisji Europejskiej może spowolnić rozbudowę sieci i wdrożenie nowych technologii. Poniżej publikujemy pełne odpowiedzi PIIT na nasze pytania.

Unia dociska telekomy. Brak miedzi na te zachcianki - płaczą operatorzy
  1. Gdzie DNA jest "rewolucją", a gdzie tylko porządkowaniem tego, co już mamy w EECC i Open Internet?

Za rewolucyjną można uznać zmianę formalną – dotychczasowe ramy regulacyjne dla sektora wynikały z dyrektyw, które wymagały wdrażania w Polsce w drodze ustaw. Teraz Komisja Europejska proponuje, by uregulować tę materię w bezpośrednio stosowalnym rozporządzeniu unijnym. Prawo krajowe wciąż będzie potrzebne, ale już tylko do tego, by nadać kompetencje organom, ukształtować procedury i określić te kwestie, które pozostają w wyłącznej kompetencji państw członkowskich (tj. przede wszystkim obowiązki dotyczące zapewnienia bezpieczeństwa publicznego).

Zmiany merytoryczne wynikające z projektu DNA uznajemy raczej za ewolucję i to w dosłownym znaczeniu – taką, która punktowo uderza we właściwe tony, ale często też błądzi i nie ma wiele wspólnego z postępem. Za pozytywne uznajemy dostrzeżenie potrzeby odejścia od fiskalizmu oraz zwiększenia przewidywalności w zakresie gospodarowania zasobami radiowymi. To ważne, by państwa członkowskie nie traktowały aukcji pasm jako prostego narzędzia do zasypywania deficytów budżetowych. Z punktu widzenia użytkowników, a więc wszystkich nas, lepiej będzie, jeśli środki będą przeznaczane na inwestycje i rozwój sieci oraz usług, a nie na wydatki administracyjne.

Warto wskazać też na zmiany „słodko-gorzkie”. Dobrze, że Komisja dostrzega kluczową rolę sektora komunikacji elektronicznej dla zapewnienia bezpieczeństwa oraz odporności gospodarki i społeczeństwa. Rzecz w tym, że nakładając na operatorów kolejny poziom obowiązków nie osiągnie się celów, które wymagają zapewnienia odpowiedniego wsparcia. O takiej pomocy, chociażby w ujęciu – obniżenie jednych wymagań regulacyjnych w zamian za inwestycje na rzecz gotowości na najtrudniejsze sytuacje – projekt DNA niestety nie wspomina.

Na wielu płaszczyznach DNA nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Wiele instytucji, co najwyżej po „liftingu”, zostało przeniesionych z poprzednich ram regulacyjnych – i to nie z Europejski Kodeks Łączności Elektronicznej (EKŁE), ale z ram z 2002 r. czy nawet z regulacji jeszcze wcześniejszych. Patrząc na same przepisy można odnieść wrażenie, że przez ostatnich 20-kilka lat rynek cyfrowy nie zmienił się, a to oczywiście nie jest prawda. W swoich raportach Enrico Letta i Mario Draghi wskazywali na potrzebę tworzenia jednolitego rynku cyfrowego, który będzie odpowiadał na dzisiejsze potrzeby w zakresie budowania konkurencyjności europejskiej gospodarki. Póki co projekt DNA nawet nie eliminuje krytykowanego powszechnie zjawiska gold-platingu, dopuszczając utrzymywanie nadregulacji przyjętych w aktach implementujących EKŁE (w przypadki Polski – w Prawie komunikacji elektronicznej).

Podsumowując, na poziomie formy może i mamy małą rewolucję, ale na poziomie treści – głównie zmiany kosmetyczne i to niekoniecznie upiększające. Na ten moment realnego nowego otwarcia brak, więc jest nad czym pracować.

  1. Jakie zapisy budzą największy niepokój branży, a jakie nadzieje?

Jak wskazaliśmy wyżej, duże nadzieje wiążemy ze zmianami w zakresie gospodarowania częstotliwościami. Jeśli chodzi zaś o niepokój, to jest on związany przede wszystkim z tym, że DNA może się okazać kolejną straconą szansą na uregulowanie sektora w sposób odpowiadający dzisiejszym wyzwaniom i potrzebom. Bez zdecydowanej korekty kursu regulacji ryzykujemy spowolnienie inwestycji i innowacji w sieciach cyfrowych.

Wydaje się, że europejskie myślenie o regulacji telekomunikacji zatrzymało się gdzieś w połowie drogi pomiędzy likwidowaniem państwowych monopoli a stworzeniem warunków do funkcjonowania wysoce konkurencyjnego sektora, którego podstawową cechą jest zdolność szybkiego i wielkoskalowego wdrażania nowych technologii z korzyścią dla całej gospodarki i całego społeczeństwa. Niestety wiele wskazuje na to, że Komisja Europejska zamierza cały czas stać w rozkroku, trwoniąc potencjał firm wciąż zanurzonych po szyje w regulacjach. Jako PIIT będziemy zdecydowanie i wytrwale zabiegać o to, by DNA w ostatecznym kształcie odpowiadał poziomowi ambicji, na który Unię przecież stać.

  1. Czy brak obowiązkowego "podatku od Big Techów" i postawienie na "dobrowolną współpracę" to rozczarowanie czy rozsądne rozwiązanie?

DNA nigdy nie miał wprowadzać żadnego podatku od Big Techów, więc nie możemy w tym zakresie mówić o rozczarowaniu. Jeśli zaś chodzi o mechanizmy dobrowolnej współpracy, o których mowa w projekcie, to jako Izba nie mamy w tym zakresie jednolitego stanowiska. Nasi członkowie prezentują w tym zakresie różne poglądy. Co jest jednak dla nas jasne to to, że celem DNA, jak i innych aktów wpływających na kształt rynku cyfrowego, powinno być stwarzanie jak najlepszych warunków dla uczciwej, zdrowej konkurencji w szybko zmieniającym się otoczeniu technologicznym.

  1. Jak DNA może przełożyć się na konkurencję? Czy ułatwi powstanie pan europejskich operatorów, a jeśli tak, co z rynkami lokalnymi?

To nie zależy od tego, jaki projekt zaproponowała Komisja, ale w jakim kształcie DNA zostanie przyjęty. Na ten moment nie widzimy wyraźnych sygnałów świadczących o tym, że DNA będzie sprzyjać stwarzaniu warunków do funkcjonowania operatorów naprawdę pan-europejskich. Wyjątkiem są przepisy mówiące o prowadzeniu działalności satelitarnej. W tym obszarze widać duże, zorientowane centralnie ambicje Komisji Europejskiej, co może budzić obawy nie tylko państw członkowskich, ale także operatorów sieci naziemnych. Jako PIIT będziemy bacznie śledzić ożywioną dyskusję, która z pewnością będzie się toczyć na ten temat w toku prac nad DNA.

Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji zamierza brać czynny udział w tworzeniu nowego prawa. Organizacja planuje na bieżąco monitorować unijne prace legislacyjne oraz reagować na wszelkie modyfikacje projektu. Izba deklaruje również ochronę polskiego rynku telekomunikacyjnego przed nowymi zagrożeniami ze strony instytucji europejskich.

Akt o sieciach cyfrowych oczami telekomów

Przejdźmy do stanowiska największych operatorów telekomunikacyjnych w Polsce. Firmy te otrzymały od nas identyczny zestaw pytań.

Akt o sieciach cyfrowych miał być dużą deregulacją i impulsem inwestycyjnym dla Europy. Niestety, w obecnym kształcie branża widzi w nim kolejną warstwę skomplikowanych przepisów, które zwiększają koszty i nie rozwiązują kluczowych problemów, tj.: równe zasady konkurencji z globalnymi platformami (Big Techami) czy realne wsparcie dla budowy nowoczesnej infrastruktury. Europa potrzebuje regulacji, które ułatwiają inwestowanie i innowacje, a nie tylko dokładają operatorom nowych obowiązków. Ciągłe i często nieprzewidywalne zmiany przepisów prawa pogłębiają stan niepewności regulacyjnej, destabilizują otoczenie prawne przedsiębiorców, i w sposób nieuchronny negatywnie wpływają na prowadzenie działalności gospodarczej, utrudniając jej stabilne, długofalowe planowanie i rozwój.

napisał na wstępie Karol Wieczorek, rzecznik prasowy Netii
Unia dociska telekomy. Brak miedzi na te zachcianki - płaczą operatorzy
  1. Co się praktycznie zmieni po wejściu w życie Aktu o sieciach cyfrowych?

Przedstawiciele telekomów podkreślają bardzo wczesny etap prac nad dokumentem. Nowe prawo to w ich ocenie głównie kontynuacja znanych już przepisów. Branża nie widzi w projekcie systemowej rewolucji, obawia się natomiast dodatkowych obowiązków.

Orange:

Jesteśmy na początku prac legislacyjnych, które będą intensywne na poziomie europejskim i krajowym. Dlatego dziś trudno przesądzić, jaki będzie ostateczny kształt rozporządzenia i jego wpływ na rynek i naszą firmę. Oceniając sam projekt DNA widzimy, że Komisja Europejska nie zdecydowała się na rewolucję, a raczej na kolejną wersję rozwiązań, które już znamy.

Przyznajemy, że z nadzieją oczekiwaliśmy pojawienia się projektu DNA licząc, że zgodnie z raportami Draghi, czy Letta oraz wczesnymi zapowiedziami Komisji, realnie zmienią istniejący reżim regulacyjny. To z kolei poprowadzi do uproszczenia, odchudzenia i liberalizacji, która pozwoli europejskiej gospodarce na skuteczniejszą rywalizację z gospodarkami azjatyckimi czy amerykańską.

Liczymy, że wyniku dalszych prac. powstaną możliwie proste ramy regulacyjne, dzięki którym będziemy mogli na uczciwych, równych zasadach konkurować na coraz bardziej złożonym rynku cyfrowym. Będą lepiej przemyślane zasady dystrybucji częstotliwości, uproszczone obowiązki sprawozdawcze i mniej różnego rodzaju obowiązków.  

Projekt DNA wskazuje też na krytyczną rolę, jaką operatorzy i ich infrastruktura spełniają w świecie narażonym na kryzysy i konflikty. Za tym powinien pójść cały pakiet rozwiązań, które pomogą zaspokoić rosnące oczekiwania oraz potrzeby dyktowane przez niespokojne czasy. Mamy nadzieję, że w toku dalszych prac legislacyjnych, projektodawcy dostrzegą potrzebę wypracowania zintegrowanego podejścia do wzmocnienia odporności europejskiej łączności i oprócz dodatkowych obowiązków zaproponowane zostaną również instrumenty, w tym finansowe, wspierające wdrożenie rozwiązań wzmacniających bezpieczeństwo i niezawodną łączność.

Netia:

Projekt jest bardzo obszerny i w wielu miejscach niejasny, a na jego wdrożenie przewidziano tylko pół roku. To zdecydowanie za mało na spokojne przygotowanie systemów i procesów.

W ostatnich latach operatorzy są w permanentnym procesie zmiany prawa w ramach regulacji poszczególnych segmentów i DNA – wbrew zapowiedziom nt deregulacji - wpisuje się niestety w ten trend. Wymuszane regulacjami choćby zmiany w systemach IT są kosztowne i pochłaniają zasoby, które można by spożytkować na wprowadzanie nowych produktów, prowadzenie podstawowego biznesu.

Play:

Prace nad DNA znajdują się jeszcze w dość wczesnej fazie pierwszego projektu, dlatego trudno dziś przesądzać o jego finalnym kształcie. Obecna wersja jest raczej ewolucją obecnego modelu regulacji rynku telekomunikacyjnego niż zmianą systemową czy rewolucyjną.

Z uznaniem odbieramy akcenty w DNA nastawione na zwiększenie stabilności i przewidywalności środowiska regulacyjnego – w szczególności wydłużenie terminów rezerwacji częstotliwości oraz rozkładanie opłat za rezerwacje na raty.

  1. Czy jednolite reguły w całej UE zwiększą, czy zmniejszą presję cenową na rynku detalicznym Internetu w Polsce?

Operatorzy zgodnie przypominają o dużej konkurencyjności polskiego rynku. Ceny usług należą w Polsce do najniższych w Europie. Telekomy nie przewidują dalszych obniżek. Wskazują jednak na szansę usunięcia nadmiarowych przepisów krajowych.

Orange:

W Polsce konkurencja jest bardzo duża a ceny niskie. Akt o sieciach cyfrowych nie powinien w tym zakresie wiele zmienić.

Jeśli jednak, mówiąc o jednolitych regułach, mamy na myśli wyeliminowanie zjawiska tzw. gold-platingu, czyli wprowadzania i utrzymywania na poziomie krajowym wymagań, które wychodzą poza ściśle określone ramy unijne, to taka zmiana miałaby pozytywny skutek zarówno dla operatorów, jak i klientów. Koszty nadmiarowej regulacji, to po prostu nieuzasadnione obciążenie przedsiębiorców.

Widzimy potrzebę przejrzystych reguł w zakresie polityki konsumenckiej. Nadmiernie skomplikowana polityka konsumencka nie zawsze służy samym klientom, a zdecydowanie ogranicza innowacyjność i elastyczność ofert.

Netia:

Ceny Internetu zależą głównie od poziomu konkurencji i kosztów inwestycji w sieci. Polska jest przykładem rynku bardzo konkurencyjnego, z bardzo niskimi cenami detalicznymi. DNA w obecnym kształcie nie wprowadza mechanizmów, które realnie te koszty obniżą. Z kolei, jeśli nowe przepisy będą oznaczały dodatkowe obowiązki i wydatki po stronie operatorów, to presja kosztowa może nawet wzrosnąć.

Pozytywem byłoby rzeczywiste ujednolicenie zasad w całej UE i koniec tzw. „goldplatingu”, czyli dokładania krajowych wymagań ponad regulacje unijne – to dałoby bardziej równe warunki gry.

Play:

Reguły funkcjonowania rynku telekomunikacyjnego w UE są jednolite już od wielu lat. W szczególności wspierają rozwój konkurencji, która ma bezpośrednie przełożenie na poziom cen detalicznych. DNA utrzymuje to prokonkurencyjne podejście do rynku.

T-Mobile:

Sam fakt przyjęcia aktu prawnego na poziomie UE w formie bezpośrednio obowiązującego rozporządzenia nie oznacza automatycznie pełnej jednolitości reguł w praktyce. Projekt DNA w obecnym kształcie nadal pozostawia przestrzeń na utrzymanie dodatkowych krajowych rozwiązań, wynikających m.in. z obowiązujących już regulacji sektorowych. Trudno jest ocenić, jaki bezpośredni wpływ będą mieć wprowadzone reguły na ceny detaliczne w Polsce, jednak ceny usług telekomunikacyjnych w naszym kraju są jednymi z najniższych w całej UE – trudno byłoby utrzymać ten bardzo niski poziom cen w przyszłości bez ograniczania inwestycji infrastrukturalnych.

  1. Jak operator patrzy na planowane przyspieszenie przejścia z miedzi na światłowód (terminy, koszty, kto zapłaci)?

Telekomy we własnym zakresie sukcesywnie rozwijają sieci światłowodowe. Zastępowanie przestarzałych technologii obniża koszty utrzymania infrastruktury i drastycznie zmniejsza zużycie prądu. Branża stanowczo sprzeciwia się jednak ustalaniu odgórnych terminów wyłączania miedzi przez europejskich urzędników.

Orange:

Wycofanie się z sieci miedzianych jest naturalnym i nieuchronnym procesem, który prowadzimy od kilku lat. Jesteśmy jednak przeciwni ustalaniu odgórnej daty wyłączenia miedzi, czy innej technologii. Ten proces powinien zachodzić zgodnie z uwarunkowaniami rynkowymi i optymalizacją kosztów przedsiębiorcy.

W naszej ocenie, regulacje w tym zakresie, powinny przede wszystkim wspierać ten proces, m.in. umożliwiając łatwą zmianę technologiczną w umowach, czy zapewniając neutralność technologiczną w przepisach przeciwpożarowych. Nie mówiąc już o ewentualnym wsparciu finansowym takiej operacji, którego obecnie nie ma nawet w podstawowym zakresie. W propozycji pojawia się natomiast lista dodatkowych, kosztownych obowiązków dla całego rynku np. obowiązki raportowe, których istotne ograniczenie KE zapowiadała.

Planowane wprowadzenie tak restrykcyjnych regulacji abstrahuje od skali usług na sieciach miedzianych (wystarczy jedna działająca linia miedziana, aby regulacje zostały wprowadzone) i realnego wpływu funkcjonowania tych sieci na rozwój nowoczesnych technologii.

Liczymy na zmianę w tym zakresie i przejście z twardych regulacji na realne wsparcie - także finansowe oraz i zachęty będą służyć jednolitemu rynkowi.

Netia:

Światłowód jest oczywistą technologią docelową wszędzie tam, gdzie budowa łączy przewodowych na ekonomiczne uzasadnienie. Problem polega na tym, że w projekcie zamiast zachęt pojawia się obowiązkowy, biurokratyczny proces wyłączania miedzi z bardzo napiętymi terminami. To może generować wysokie koszty i przynieść skutki podobni do próby administracyjnego narzucenia konsumentom elektromobilności.

Play:

Obecnym problemem rynkowo-regulacyjnym jest brak zasad związanych z wyłączaniem sieci starszych generacji i zastępowaniem ich sieciami nowej generacji. Z jednej strony właściciele sieci muszą mieć pewność, że nie będą karani przez regulatora za wyłączenie sieci i usług. Z drugiej strony budowa nowych sieci wymaga wsparcia administracyjnego, w szczególności w zakresie dostępu do nieruchomości i instalacji wewnątrzbudynkowych.

Wyłączenie sieci miedzianych jest procesem przynoszącym wysokie oszczędności operatorom – sieci FTTH wykorzystują znacznie mniej energii niż sieci DSL lub inne rozwiązania starszej generacji.

Istotne jest, aby proces ten był przewidywalny zarówno dla operatorów, jak i klientów.

T-Mobile:

Popieramy rozwój nowoczesnych sieci i stopniowe przechodzenie na technologie światłowodowe, bo to naturalny kierunek rozwoju technologicznego, natomiast uważamy, że proces ten powinien odbywać się w sposób rynkowy i ewolucyjny, a nie poprzez sztywne, odgórnie narzucone zobowiązania na poziomie UE jak przewiduje to obecna treść DNA. Tak szybka całkowita rezygnacja z łączy miedzianych, jak przewiduje obecny projekt DNA, jest po prostu niemożliwa z punktu widzenia operacyjnego i może skutkować ograniczeniem konkurencji i tym samym zmniejszeniem wyboru dla klientów.

  1. Czy uproszczone, zharmonizowane zasady dotyczące np. współdzielenia infrastruktury, dostępu do słupów/budynków, widma – realnie przyspieszą rozbudowę sieci?

Krajowi operatorzy mocno popierają plany wydłużenia czasu rezerwacji pasm radiowych. Taka zmiana pozwala na stabilne planowanie wydatków inwestycyjnych. Krytykują za to pomysły przymusowego udostępniania infrastruktury innym podmiotom.

Orange:

Z praktyki wiemy, że udostępnianie swoich zasobów, jak i korzystanie z infrastruktury cudzej, kiedy jest podyktowane rachunkiem ekonomicznym, zazwyczaj każdemu się opłaca. Zdarzają się przypadki, w których interwencja regulacyjna jest potrzebna, np. gdy mówimy o korzystaniu z infrastruktury zrealizowanej z udziałem środków publicznych, ale w tym wypadku mamy już właściwe przepisy.

Warto przypomnieć, że w raporcie na temat stanu Dekady Cyfrowej za 2025 r., Polska została pochwalona przez Komisję za realizację celów budowy sieci stacjonarnej wskazując, że poziom pokrycia sieciami szybkiego internetu jest wyższy niż średnia unijna (84%). To przyspieszenie już nastąpiło, niezależnie od DNA.

Polskie rozwiązania, zawarte w tzw. Megaustawie, służyły Komisji do wprowadzania ich na szerszą skalę w całej UE.

Rozwiązania przyjęte w DNA, czy wcześniej w tzw. GIA (Gigabit Infrastructure Act) od dawna funkcjonują w Polsce. W zakresie kluczowych elementów dostępu do infrastruktury, takich jak kanalizacja teletechniczna, czy okablowanie wewnątrzbudynkowe, polski regulator wiele lat temu określił warunki dostępu dla największych dysponentów infrastruktury, ustalając także ceny dostępu. Rozwiązania funkcjonują i dzięki temu obserwujemy istotny i bardzo konkurencyjny - na tle innych krajów - rozwój nowoczesnej infrastruktury.

Dlatego uważamy, że obecnie nie ma potrzeby nowych, twardych regulacji nakazujących współpracę między przedsiębiorcami telekomunikacyjnymi. Zawsze jest za to miejsce na środki miękkie, które będą motywowały operatorów do jeszcze bardziej efektywnego wykorzystania swoich zasobów.

Netia:

Mogą pomóc – ale tylko wtedy, gdy rzeczywiście będą upraszczać przepisy, a nie tworzyć nowe obowiązki. Pozytywnym przykładem są dłuższe, stabilne rezerwacje częstotliwości – to daje operatorom pewność inwestowania na wiele lat. Natomiast pomysły przymusowego współdzielenia tych zasobów, za które firmy wcześniej zapłaciły miliardy, budzą poważne obawy, bo podważają stabilność i przewidywalność inwestycji.

Największą barierą w praktyce nadal są sprawy lokalne – dostęp do nieruchomości, procedury budowlane i zgody administracyjne. Jeśli DNA realnie je uprości, sieci będą powstawać szybciej.

Play:

Nie upatrujemy w DNA dużego wpływu na obszar wsparcia inwestycji. Z punktu widzenia regulacji EU regulacją dotyczącą tego obszaru jest Gigabit Infrastructure Act, w przypadku, którego wiele rozwiązań było już wcześniej wdrożone w regulacjach w Polsce. Interesujące mogą być rozwiązania wspierające budowę sieci FTTH w miejscach, gdzie wyłączane są sieci starszych generacji – jednakże w chwili obecnej są one jeszcze zbyt ogólne, żeby moc ocenić ich skuteczność

T-Mobile:

Część propozycji zawartych w DNA, zwłaszcza w obszarze zarządzania częstotliwościami, oceniamy pozytywnie – na przykład propozycje przewidujące nieoznaczone w czasie rezerwacje częstotliwości lub co najmniej 40-letnie i ich automatyczne przedłużanie. Ważne jest jednak, by zmienione zasady odnoszące się do długości rezerwacji miały zastosowanie nie tylko do nowo przyznawanych rezerwacji, lecz także do tych już przyznanych. Z drugiej strony niektóre postanowienia – jak zasada domyślnego współdzielenia pasma – w naszej ocenie mogą zniechęcać do inwestycji i prowadzić do obniżenia jakości usług. Zmiany mają sens tam, gdzie realnie upraszczają procesy i wzmacnia pewność prawa, a nie tam, gdzie prowadzą do dodatkowych obowiązków lub ingerencji w dobrze funkcjonujące modele rynkowe.

  1. Czy DNA coś zmieni w praktyce dla neutralności sieci, „otwartego Internetu” i zarządzania ruchem?

Projekt unijny nie wprowadza zmian w ochronie konsumentów. Dokument kopiuje w tej kwestii stare przepisy o otwartym Internecie. Powstały one przed wieloma laty, dlatego branża uważa je za nieprzystające do obecnych realiów. Operatorzy oczekują równych obciążeń dla dostawców infrastruktury oraz wielkich platform, które generują największy ruch. Telekomy potrzebują też pilnych wytycznych dla innowacyjnych usług opartych na sieciach nowej generacji.

Orange:

Komisja nie zaproponowała żadnych rozwiązań służących zmianie stanu obecnego. Traktowanie ochrony interesów mieszkańców, obywateli, konsumentów jako celu nadrzędnego jest jedną z przewag, która pozytywnie wyróżnia UE na tle świata. Nie jest jednak tak, że obowiązujące rozporządzenie o otwartym Internecie jest pozbawione wad. Przede wszystkim nie odpowiada na wyzwania, jakie wiążą się ze zmianami technologicznymi np. network slicing - jedna z kluczowych funkcji i zalet technologii 5G - i w ten wątek w toku dalszych prac powinien być uwzględniony.

Netia:

Zachowane zostają stare zasady, które powstały ponad 10 lat temu, gdy rynek wyglądał zupełnie inaczej. Dziś największy ruch w sieciach generują globalne platformy, które nie podlegają takim samym obowiązkom jak operatorzy.

Play:

Analizujemy jego (DNA, przyp. red) wpływ na ten obszar.

T-Mobile:

W praktyce DNA nie wprowadza nowych zasad w obszarze neutralności sieci, tylko istniejące reguły przenoszone są do DNA. Nie rozwiązuje to dotychczasowych problemów interpretacyjnych na gruncie wprowadzania nowych innowacyjnych usług. Ani nie wprowadza zapowiadanego wcześniej wyrównania szans dla wszystkich graczy, czyli ujednolicenia obciążeń regulacyjnych między operatorami infrastrukturalnymi, inwestującymi znaczące kwoty na terenie UE oraz globalnymi hyperskalerami.

Pozytywnie oceniamy możliwość wydania przez Komisję Europejską aktu wykonawczego, który mógłby doprecyzować zasady dotyczące tzw. usług specjalistycznych, jednak sektor nie może pozwolić sobie na wieloletnie oczekiwanie na jasność regulacyjną, podczas gdy technologie takie jak 5G slicing są już wdrażane globalnie.

Europa potrzebuje szybkiej i jednoznacznej interpretacji przepisów, aby nie tracić konkurencyjności i umożliwić rozwój innowacyjnych usług cyfrowych. DNA powinno zapewniać, by innowacyjne technologie nie były blokowane, lecz wspierane z korzyścią dla konsumentów, przemysłu i sektora publicznego.

Głos polskiej administracji publicznej

Wysłaliśmy nasze pytania także do krajowych instytucji państwowych. Poprosiliśmy o oficjalne stanowisko między innymi Ministerstwo Cyfryzacji. Resort obecnie nadal analizuje sprawę i zapowiada wydanie oficjalnego stanowiska w przyszłym miesiącu.

Projekt Aktu o Sieciach Cyfrowych (DNA) jest obszerną i złożoną propozycją legislacyjną. Obecnie intensywnie pracujemy nad projektem Stanowiska Rządu oraz prowadzimy szczegółowe analizy, dlatego na tym etapie jest jeszcze zbyt wcześnie, aby udzielić odpowiedzi na zadane pytania.

Zgodnie z harmonogramem prac KSE, przyjęcie Stanowiska Rządu planowane jest na początek kwietnia br. Dodatkowo, nie została jeszcze opublikowana polska wersja językowa projektu.

Pozostajemy w stałym kontakcie z Komisją Europejską, w tym w ramach prac Grupy Roboczej Rady UE ds. Telekomunikacji i Społeczeństwa Informacyjnego.

Wiele propozycji zawartych w projekcie DNA wymaga doprecyzowania, dlatego prowadzimy dialog z KE w celu wyjaśnienia intencji projektodawców. Rozmowy są w toku, a ich rezultaty będą miały istotny wpływ na ostateczne stanowisko, jakie przyjmiemy.

przekazała Jowita Bieda z Ministerstwa Cyfryzacji
Unia dociska telekomy. Brak miedzi na te zachcianki - płaczą operatorzy

Skontaktowaliśmy się również z Instytutem Łączności. Organizacja nie chciała zabierać głosu przed zakończeniem prac rządowych.

Projekt ten znajduje się obecnie na etapie konsultacji na poziomie Unii Europejskiej. Po stronie krajowej trwają analizy oraz uzgodnienia międzyresortowe, a nade wszystko dialog i uzgodnienia z przedstawicielami rynku telekomunikacyjnego oraz interesariuszami branżowymi. Na tym etapie nie zostało jeszcze wypracowane oficjalne stanowisko strony polskiej.

Instytut Łączności - PIB, jako państwowy instytut badawczy, wspiera administrację publiczną w zakresie analiz technicznych i eksperckich dotyczących infrastruktury telekomunikacyjnej, bezpieczeństwa sieci oraz nowych technologii. Nie pełnimy jednak roli podmiotu kształtującego stanowisko regulacyjne państwa ani nie prezentujemy odrębnych stanowisk w sprawach będących przedmiotem uzgodnień rządowych.

Z uwagi na trwający proces konsultacyjny oraz brak uzgodnionego stanowiska krajowego, nie możemy na tym etapie szczegółowo odnieść się do przedstawionych przez Pana zagadnień.

napisała Kinga Graczyk z Polskiego Instytutu Łączności

Czasu na regulacje jest coraz mniej

Proces legislacyjny dla Aktu o sieciach cyfrowych nabiera tempa. Zebrane przez nas opinie pokazują, że europejska branża telekomunikacyjna z ostrożnością patrzy w stronę Brukseli. Operatorzy oczekują przede wszystkim deregulacji i ułatwień inwestycyjnych. Obawiają się z kolei powielenia starych błędów i nakładania kolejnych biurokratycznych obowiązków.

Wiele zależy od ostatecznego kształtu rozporządzenia. Polskie telekomy zgodnie podkreślają potrzebę ochrony wysoce konkurencyjnego krajowego rynku. To od niego zależą niskie ceny dla konsumentów. Przyszłość europejskiej infrastruktury i wyrównanie szans między dostawcami sieci a globalnymi platformami technologicznymi to obecnie najważniejsze wyzwania dla unijnych decydentów.

Będziemy śledzić dalsze losy tego dokumentu. Stanowisko polskiego rządu poznamy najprawdopodobniej na początku przyszłego miesiąca.