DAJ CYNK

Test telefonu Nokia Lumia 900

Dodane przez: Lech Okoń (LuiN)

Kategoria: Testy sprzętu

Interakcje: 53217

Nie da się ukryć, że Lumia 900 to niemal wierna kopia Lumii 800. Dostajemy jedynie większy ekran, proporcjonalnie większą baterię i HSPA+ DC (pobieranie do 42 Mb/s). Poza tym mamy praktycznie to samo, co w poprzedniku - nawet design utrzymany jest w tym samym stylu, skopiowanym do Lumii 900 prosto z Lumii 800 i Nokii N9. Choć "kserowanie" telefonów traktuję zwykle jako wadę, tym razem jestem w stanie Nokii wybaczyć. Przede wszystkim, duży ekran telefonu ekstremalnie zwiększył komfort użytkowania, a polikarbonowe wdzianko nowej Lumii jeszcze nie spowszedniało do tego stopnia, by można było określić je nudnym.

Nie da się ukryć, że Lumia 900 to niemal wierna kopia Lumii 800. Dostajemy jedynie większy ekran, proporcjonalnie większą baterię i HSPA+ DC (pobieranie do 42 Mb/s). Poza tym mamy praktycznie to samo, co w poprzedniku - nawet design utrzymany jest w tym samym stylu, skopiowanym do Lumii 900 prosto z Lumii 800 i Nokii N9. Choć "kserowanie" telefonów traktuję zwykle jako wadę, tym razem jestem w stanie Nokii wybaczyć. Przede wszystkim, duży ekran telefonu ekstremalnie zwiększył komfort użytkowania, a polikarbonowe wdzianko nowej Lumii jeszcze nie spowszedniało do tego stopnia, by można było określić je nudnym.

Nudny co najwyżej może być system operacyjny, który z założenia wygląda dokładnie tak samo na wszystkich telefonach z Windows Phone. Również i w tym przypadku dużo pomaga rozciągnięcie ekranu do 4,3 cala, a połączenie tak dużego wyświetlacza z technologią AMOLED dodaje Windows Phone wiele dostojności. Lumia 900 trafiła do wolnej sprzedaży w Polsce dopiero 3. lipca 2012 roku. Sugerowana cena 2250 zł sugeruje, że wyposażony w 1-rdzeniowy procesor telefon ma do zaoferowania znacznie więcej, niż tylko nieco podstarzałą już specyfikację. W recenzji postaram się odnaleźć ów magiczny czynnik i odpowiedzieć czy aby na pewno warto za niego Nokii dopłacić. Zapraszam do lektury recenzji najwygodniejszej Nokii z jaką kiedykolwiek miałem do czynienia.

Zestaw minimalny

W niewielkim, niebieskim pudełku znajdziemy oprócz telefonu kluczyk do wyjmowania szufladki karty microSIM, przewód microUSB, "grzybokształtną" ładowarkę USB i słuchawki "pchełki", przypominające te dodawane do iPhone'ów. Przy tej cenie telefonu, trudno zestaw określić bogatym, trudno jednak też jednoznacznie określić co więcej w pudełku mogłoby się znaleźć. W końcu do telefonu nie wsadzimy karty pamięci, a brak wyjścia TV "usuwa" potrzebę zakupu dodatkowego kabla.

Obudowa w masie barwiona

Telefon ma jednolitą, polikarbonową obudowę o wymiarach 127,8 x 68,5 x 11,5 mm i masie 160 gramów. Lumia 900 jest odczuwalnie grubsza i cięższa od popularnych smartfonów z ekranami o przekątnej 4,3 cala (Galaxy S II czy Motorola RAZR) czy nawet od 4,7-calowego HTC One X. Barwione w masie tworzywo ma miłą w dotyku, nie zbierającą odcisków palców fakturę i jest odporne na ścieranie czy zarysowania. Nie ma tu zewnętrznej warstwy farby, co przynajmniej w teorii powinno zapewnić długie utrzymanie walorów estetycznych urządzenia. Z tyłu obudowy mamy jednak też srebrny pasek obudowy aparatu fotograficznego 8 Mpix, który bardzo szybko zaczyna zbierać rysy. Obok aparatu znajdziemy jeszcze niewielką, podwójną diodę doświetlającą zdjęcia. Obudowa jest zaokrąglona z lewej i prawej strony, natomiast góra i dół są ścięte i pozbawione dodatkowego profilowania. Odbija się to niestety na komforcie trzymania telefonu w dłoni, w którą wbija się on niezbyt przyjemnie.

Lewa strona obudowy jest gładka, a z prawej mamy kolejno przyciski: regulacji głośności, blokady telefonu (też włącznik) i spust aparatu fotograficznego. Wszystkie są metalowe i na tyle wyprofilowane, by palce przesuwały się po nich gładko. Na górze obudowy znajdziemy złącze słuchawkowe, dodatkowy mikrofon, gniazdo microUSB i trochę moim zdaniem za dużą szufladkę karty microSIM. Ta ostatnia w testowej sztuce telefonu nie budziła zaufania - nie przylegała idealnie do bryły urządzenia i sprawiała wrażenie jakby miała odpaść. Było to mylne wrażenie, bo o samoistnym wysuwaniu się karty absolutnie nie ma mowy. Głośnik zewnętrzny i mikrofon słuchawki znalazły się na dole obudowy.



Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News
Przewiń w dół do następnego wpisu