DAJ CYNK

Sony A7 III – aparat, który (prawie) pokochałem

Dodane przez: Arkadiusz Bała (ArecaS)

Kategoria: Testy sprzętu

Interakcje: 15842

Za mały czy za duży?

Jedną z głównych zalet bezlusterkowców w zestawieniu z lustrzankami miały ich niewielkie wymiary, uzyskane po wyeliminowaniu komory lustra. No i Sony A7 III dowodzi, że faktycznie coś w tym jest. Sam korpus w zestawieniu np. z Nikonem D780 jest malutki - o ok. 2 cm na wysokość i szerokość. Jest też od niego dużo lżejszy - 200 g to nie przelewki.

Małe gabaryty to duża zaleta, szczególnie kiedy przychodzi do transportu. Z mniejszym i lżejszym aparatem łatwiej się również biega podczas całodniowego eventu, a na pewno mniej bolą na wieczór kark i ramię.
Na całe szczęście na redukcji rozmiarów nie ucierpiała jakość wykonania. Sony A7 III to solidna, dobrze spasowana konstrukcja wykonana ze stopu magnezu.

Sony A7 III

Z drugiej jednak strony dla kogoś, kto kilka lat temu z premedytacją wybrał jeden z mniejszych korpusów systemu mikro cztery trzecie, Sony A7 III wcale taki mały nie jest. To nie jest sprzęt, który wrzucę do kieszeni kurtki albo do torby obok laptopa. To jednak kawał sprzętu, którego nie bierze się „przy okazji” i który mocno uprzykrzy nam pakowanie bagażu ma dłuższy wyjazd, szczególnie jeśli poza korpusem weźmiemy pod uwagę obiektywy.

No właśnie - obiektywy. Jako samo body A7 III to mikrus. Sęk jednak w tym, że samym body zdjęć nie zrobimy, a szkło dla pełnej klatki to szkło dla pełnej klatki. Choć w całym systemie znajdziemy kilka mniejszych stałek, to jednak większość obiektywów, szczególnie zoomów, jakaś wybitnie kompaktowa nie jest. Ba, często są większe od analogicznych szkieł pod systemy z lustrem (np. obiektywy Sigma Art).

Sony A7 III

No i to generuje jeszcze jeden problem. Razem z aparatem dostałem dwa obiektywy stałoogniskowe. Patrząc na realia systemu - stosunkowo małe. O ile jednak 35 mm f/1.8 pasował do korpusu jak ulał, o tyle 85 mm f/1.8 już zaczynał ciążyć, przesuwając mocno środek ciężkości całej konstrukcji w stronę frontu. Z większymi szkłami - w tym w zasadzie jakimkolwiek sensownym zoomem - problem ten jest z pewnością jeszcze bardziej odczuwalny. Oczywiście nie jest to sprawa życia i śmierci, ale ergonomia zestawu mocno na tym cierpi.

Obsługa, czyli klęska urodzaju

Po wzięciu do ręki Sony A7 III sprawia generalnie bardzo dobre wrażenie. Widać, że ktoś, kto go projektował, przemyślał kwestię jego obsługi. Mamy tu wygodny, głęboki grip, za który możemy chwycić. Mamy rozsądnie rozmieszczone przyciski - w większości w pełni programowalne, dzięki czemu każdy może odsyłać do wybranej przez nas funkcji. Mamy wreszcie dżojstik do ustawiania punktu ostrości i aż trzy pokrętła. W zasadzie wszystko, czego potrzebujemy, żeby przez cały dzień nie zaglądać do głównego menu.

I bardzo, ale to bardzo dobrze, bo samo menu to dramat. Producent wyszedł z założenia, że skoro oddaje w nasze ręce tak zaawansowany sprzęt, to powinien on mieć jak najwięcej funkcji i opcji konfiguracji, żebyśmy go mogli w pełni wykorzystać. I to się chwali. Niestety odnalezienie się w tym gąszczu to nie lada wyzwanie. Samych opcji związanych z fotografowaniem mamy tutaj 14 stron, a poszczególne pozycje są często rozlokowane nieintuicyjnie i opisane w niekoniecznie zrozumiały sposób.

Sony A7 III

Problem ten częściowo rozwiązuje opisana wcześniej możliwość zmiany funkcji przypisanej do fizycznych przycisków oraz zakładka „Moje menu”, gromadząca wybrane przez nas najważniejsze opcje. Niestety najpierw będziemy musieli te najważniejsze opcje w menu ustawień zlokalizować.

No i dochodzi kwestia łączności bezprzewodowej. Sony A7 III taką oczywiście oferuje - w końcu to nowoczesny aparat. Szkoda tylko, że z pomocą aplikacji bezprzewodowej nie można przenieść na smartfona RAW-ów, a jedynie JPG - i to na dodatek w znacznie zmniejszonej rozdzielczości. Jestem osobą, która zdjęcia bardzo często obrabia jeszcze w terenie z poziomu telefonu, więc jest to dla mnie aspekt bardzo ważny. Wiem też, że nie jestem w tym odosobniony - w ten sposób pracuje wielu kolegów z branży. W przypadku Sony A7 III coś takiego w zasadzie nie wchodzi w grę.

Sony A7 III

Z drugiej jednak strony mimo tragicznego interfejsu nie brakuje tu udogodnień, które znacznie pomagają w codziennej pracy z aparatem, a czasem mogą wręcz uratować skórę. Mam tu na myśli m.in. ładowanie przez USB-C, obecność obok gniazda mikrofonowego gniazda słuchawkowego czy dwa sloty na karty SD.

Źródło zdjęć: własne

Źródło tekstu: własne

Przewiń w dół do następnego wpisu