DAJ CYNK

Komiksy, które warto znać – część 3 (Polska przed 1989 r.)

Anna Rymsza (Xyrcon)

Poradniki

Komiksy z czasów PRL, które warto znać
Polski komiks rozwijał się pod wpływem ustroju, który nakładał sporo ograniczeń. Mimo tego przed rokiem 1989 polscy rysownicy i scenarzyści stworzyli tomy, które warto, a nawet trzeba poznać. Wiele z nich broni się bez znajomości kontekstu geopolitycznego i bez względu na zmiany pokoleniowe. Do tego są to komiksy z mojego dzieciństwa, więc tym bardziej się cieszę, że mam okazję się nimi podzielić z Czytelnikami.

Skąd się bierze woda sodowa

Tadeusz Baranowski, Skąd się bierze woda sodowa, wyd. Ongrys
Skąd się bierze woda sodowa, Tadeusz Baranowski, wyd. Ongrys

Skąd się bierze woda sodowa z 1976 roku uchodzi za najlepszy komiks Tadeusza Baranowskiego – mojego ulubionego rysownika (przynajmniej jeśli chodzi o Polskę). Humor jest prosty, ale sprytny, oparty nai grze słów oraz na sprytnych podpisach kadrów. Przy tym ilustracje są kolorowe i nierealistyczne, ale nie przekombinowane. Przed napisaniem tego przeglądu odświeżyłam sobie ten tytuł i wciąż nie ma strony, przy której nie uśmiecham się pod nosem.

I co chodzi? Dwóch rewolwerowców wyrusza na poszukiwanie źródeł wody sodowej. Oczywiście je znajdują, ale to nie jest ważne. Liczy się podróż i absurdalne sytuacje, które ich spotykają po drodze. Klasyczne konflikty z westernów zostały postawione na głowie, a potwory okazują się nieszkodliwe. Nie ma prawa i bezprawia, są za to gadające zwierzęta. Przy tym Baranowski zabawił się „czwartą ścianą” i jego postacie są świadome faktu, że są bohaterami komiksu. Co więcej, rozmawiają z autorem. Gorąco polecam, niezależnie od wieku.

Tytus, Romek i A'Tomek. Księga XVI: Tytus dziennikarzem

Tytus, Romek i A'Tomek. Księga XVI: Tytus dziennikarzem
Tytus, Romek i A'Tomek. Księga XVI: Tytus dziennikarzem, Henryk Jerzy Chmielewski, wyd. Prószyński i S-ka

Doskonale znana seria komiksów Papcio Chmiela nie znalazła się na szczycie listy z dwóch powodów: nie jest to mój ulubiony styl graficzny i dość długo zastanawiałam się, którą księgę wybrać. Seria Tytus, Romek i A'Tomek, wydawana od 1957 roku miała „bawić i uczyć”, ale mam wrażenie, że wczesne głównie bawią, a nauka zaczęła się gdzieś w latach osiemdziesiątych. Już prawie poleciłam Uczłowieczenie przez umuzykalnienie, ale przypomniałam sobie o maszynie do pisania tekstów, która miała tryb pieczenia ciast z XVI tomu. Komiksy Chmielewskiego są pełne takich absurdów, które zresztą doskonale pasują do przedstawionego świata.

Nie będę zdradzać fabuły. Dość wspomnieć, że Tytus (szympans) przypadkiem dostał posadę redaktora naczelnego i razem resztą zaczyna zbierać materiały do artykułu. Nie jest lekko. Księga XVI: Tytus dziennikarzem, wydana w 1981 roku, uchodzi za punkt kulminacyjny w rozwoju serii. To moment, gdy Chmielewski znalazł swój język. Nie ma tu nieświeżych pomysłów, a humor równoważy walory edukacyjne.

Zobacz: Komiksy, które warto znać (Marvel) – część 1

Kajko i Kokosz: Dzień Śmiechały

Kajko i Kokosz: Dzień Śmiechały, Egmont
Kajko i Kokosz: Dzień Śmiechały, Janusz Christa, wyd. Egmont

Francuzi mają Asterixa i Obelixa, a my mamy wojów z grodu kasztelana Mirmiła – Kajko i Kokosza. Komiksy o nich były wydawane od 1972 roku. Są w nich echa słowiańskich legend, ogromny szacunek do natury i lekko ironiczne komentarze. Myślę, że najlepszy z nich jest Dzień Śmiechały (1983-1984) – łączy jubileuszową napaść zbójcerzy na gród z częścią obyczajową, pokazującą zwyczaje, panujące w tym świecie. Janusz Christa świetnie tu pokazał kontrast między słowiańską finezją humoru i germańskim grubiaństwem, ubierając wszystko w obchody święta analogicznego do naszego pierwszego kwietnia.

Warto wiedzieć, że Janusz Christa, twórca Kajko i Kokosza, zgodził się na kontynuację ich przygód. Od 2016 roku Egmont wydaje kolejne tomy, rysowane przez współczesnych autorów. Pojawiła się też ekranizacja Kajko i Kokosza na Netflixie, ale jeszcze jej nie oglądałam. Sopot, rodzinne miasto Christy, ma wzbogacić się o atrakcję turystyczną, upamiętniającą dzielnych wojów.

Szninkiel

Rosiński, Van Hamme. Szninkiel, wyd. Egmont
Szninkiel, Rosiński i Van Hamme, wyd. Egmont

Większość fanów komiksu zetknęła się z serią Thorgal albo z Kapitanem Żbikiem z rysunkami Grzegorza Rosińskiego, ale mi one nigdy nie przypadły do gustu. Znacznie bardziej podoba mi się Szninkiel, do którego scenariusz napisał Jean Van Hamme (komiks jest więc polski tylko w połowie). Historia trochę zalatuje Władcą Pierścieni, bo tu również przedstawiciel niezbyt rosłej rasy ma przywrócić pokój na planecie dość podobnej do tolkienowskiego świata. Odpowiedzialność spada na Szninkiela o imieniu J'On w niespodziewanym momencie i trudno powiedzieć, czy prowadzi go jakaś moc, czy zbiegi okoliczności. Mesjanizm miesza się z fantastyczną podróżą i kryzysami wiary, by zaskoczyć mocnym zakończeniem. To ciężka i budząca refleksje historia.

Oryginał został wydany w 1987 roku w Belgii po francusku, a rok później w Polsce. Autor scenariusza sam mówi, że ujął tu ideę marketingu teologicznego. W obiegu jest wersja kolorowa w trzech tomach i wydana niedawno rocznicowa, czarno-biała.

Zobacz: Komiksy, które warto znać (DC Comics) – część 2

Funky Koval: Sam przeciw wszystkim

Funky Koval: Sam przeciw wszystkim
Funky Koval: Sam przeciw wszystkim, Bogusław Ploch, Maciej Parowski, Jacek Rodek, obecnie wyd. Prószyński i S-ka.

Funky Koval miał być polskim superszpiegiem dla kultury masowej, stworzonym na wzór amerykański. Pierwsze jego przygody, drukowane od 1982 roku w czasopismach, przypominały kiepską wycieczkę międzywymiarową bez ciągłości i konsekwencji. Całe szczęście, że autorzy w końcu z tego zrezygnowali i zaczęli pracować nad spójną, kompletną historią Funky Kovala. Możliwe, że to najlepszy polski komiks, a na pewno nikt nie spodziewał się takiego sukcesu. Co więcej, w twarzach postaci zostały uwiecznione osobistości świata polskiej fantastyki tamtego okresu. Tom Sam przeciw wszystkim to świetna nowela szpiegowska i wcale nie przeszkadza fakt, że kontynuuje wcześniejsze wątki.

Polch, Parowski i Rodek stworzyli świat przyszłości na wzór Stanów Zjednoczonych z lat osiemdziesiątych. Na Księżycu jest miasteczko filmowe Hollymoon, panowie często mają wąsy, do komunikacji zdalnej służą zegarki i wszystkie pojazdy wyglądają jak DeLorean DMC-12. Zresztą Ploch rysuje, jakby korzystał z CAD-a i pakuje mnóstwo detali na drugi plan, co doskonale pasuje do klimatu. W tym świecie główny bohater stara się rozwiązać międzyplanetarną intrygę. Komiks „wchodzi” nie gorzej niż amerykańskie filmy akcji z tego okresu. Koval jest twardy, sprytny i nie lubi czekać, aż sprawa przycichnie.

Przygody Kwapiszona

Przygody Kwapiszona, okładki
Kwapiszon, Bohdan Butenko. Zdj. Artur Balana, CC Wikimedia

Kwapiszon to główna postać serii komiksów Bohdana Butenki. Butenko rysował prosto, czasami infantylnie, co najlepiej widać w serii książeczek dla dzieci Gapiszon. Fabuła komiksów o Kwapiszonie jest banalna. Ot dwóch bandziorów próbuje zdobyć korzyści majątkowe w typowy dla siebie sposób. Postacie mówią niewiele, używają kolokwialnego języka, a sensem serii jest po prostu pościg. Nie jest to jednak byle jaki pościg, ale wycieczka po Polsce. Co ciekawe, fabuła jest tak skonstruowana, że można czytać 8 tomików w kółko.

Zawsze podobała mi się za to oprawa graficzna tej serii, gdzie Butenko połączył zdjęcia atrakcji turystycznych w polskich miastach z narysowanymi ręcznie postaciami. Pomysł był jak na swoje czasy innowacyjny, wymagał starannego planowania i łączenia mediów. Mówimy tu o komiksie po raz pierwszy wydanym w 1976 roku niezbyt dobrze prosperującym kraju (poza częścią 9, wydaną w 2011 roku, pierwszą z kolorowymi zdjęciami). Komiks trudno dostać i o ile wiem, nie był wznawiany. Niemniej zamieszczam go tu, bo nie sposób mówić o polskim komiksie bez Butenki.

Zobacz: Komiks to nie tylko rozrywka - Beata poleca najlepsze powieści graficzne

Podróż Smokiem Diplodokiem

Podróż Smokiem Diplodokiem, Tadeusz Baranowski
Podróż Smokiem Diplodokiem, Tadeusz Baranowski, wyd. Ongrys

Ten komiks zostawiłam na koniec, ponieważ jest to mój ukochany komiks z dzieciństwa. To w tej opowieści po raz pierwszy spotkałam się z niebanalną kreską i nieograniczoną fantazją Tadeusza Baranowskiego. Tu też zaczęła się moja komiksowa podróż na poważnie. Trudno mi powiedzieć, czy urzekły mnie kolory, bujna roślinność czy fakt, że autor pięknie przekracza tu czwartą ścianę. A może po prostu historia dinozaura z rozciągniętymi uszami trafiła na dobry moment mojego dziecięcego życia?

Podróż smokiem Diplodokiem została wydana w 1984 roku i jest wznawiana, podobnie jak inne komiksy Tadeusza Baranowskiego. Opowieść została osadzona w tym samym uniwersum, co Antresolka Profesorka Nerwosolka i Przepraszam remanent.

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News

Źródło zdjęć: Wł., Ongrys, Egmont, Prószyński i S-ka

Źródło tekstu: wł.

Przewiń w dół do następnego wpisu