DAJ CYNK

Samsung Galaxy Fold - jak ja go pragnę! Miałem hejtować, nie potrafię

09.10.2019

Dodane przez: orson_dzi Arkadiusz Dziermański

Kategoria: Testy sprzętu

Interakcje: 12001

Ekran – WOW! To wszystko co jestem w stanie powiedzieć

Samsung Galaxy Fold test

W rzeczywistości ekran Galaxy Folda w żaden sposób nie pokrywa się z moimi oczekiwaniami. Spodziewałem się nieprzyjemnej plastikowej powłoki. Coś, co można spotkać np. w laptopach z dotykowymi, ale pokrytymi plastikiem wyświetlaczami. Czyli dosyć lepkiej powierzchni, uginającej się pod naciskiem i ogólnie nieprzyjemnej w dotyku. Rzeczywistość jest zupełnie inna.

Powierzchnia ekranu w Galaxy Foldzie nie odbiega niemal niczym od szklanych paneli. Powierzchnia się nie ugina, dotyk jest pewny, a wykonując różnego rodzaju gesty na ekranie palec płynnie przesuwa się po powierzchni.

Samsung Galaxy Fold test

Ale… Tak, zgięcie jest zarówno widoczne, jak i delikatnie wyczuwalne w trakcie „macania”. Fizyki (jeszcze) nie przeskoczymy i tutaj w pełni przekonuje mnie zdanie, że są to cechy ekranu, a nie jego wady. W codziennym użytkowaniu byłbym w stanie nie tyle, że przymknąć na to oko, co niemal całkowicie przestać to zauważać.

Mówimy tutaj ciągle o ekranie wewnętrznym. Ten zewnętrzny jest pokryty szkłem i to w zasadzie typowo smartfonowy wyświetlacz. Tylko mniejszy. Na tyle mały, że jeśli ustawimy najmniejszą czcionkę oraz skalowanie treści, dla osób ze słabszym wzrokiem wyświetlane elementy mogą być zbyt małe. A tego nie możemy ustawić oddzielnie dla obu ekranów. A szkoda, bo ekran wewnętrzny idealnie pasuje do zastosowania małej czcionki. Poza tym elementem ekrany są od siebie całkowicie niezależne, ale do tego elementu zaraz przejdziemy.

Samsung Galaxy Fold test

Oba wyświetlacze są bardzo dobrej jakości. Perfekcyjna czerń, bardzo dobre, ładnie nasycone (nie przesycone!) kolory, wysoki kontrast. Wszystko jest na miejscu i pod tym względem nie ma się do czego przyczepić.

W odświeżonym Foldzie, w przeciwieństwie do jego pierwszych wersji, powłoka ochronna szczelnie obejmuje cały ekran. Kończy się gdzieś pod powierzchnią ramek i bez ingerencji w konstrukcji nie ma opcji, abyśmy się do niej dostali.

Małym zgrzytem jest na moje oko wcięcie w rogu ekranu. Nie jest ono duże, po pewnym czasie pewnie przestałbym zwracać na nie uwagę, ale przez ten krótki czas trochę za mocno rzucało się to w oczy. No i wielka szkoda, że w Foldzie nie użyjemy rysika. Póki powierzchnia ekranu jest jaka jest, przesuwanie po nim jakimkolwiek twardym narzędziem nie wchodzi w grę.

Interfejs, czyli jak zgubiłem się w Androidzie. Multitasking robi robotę!

Samsung Galaxy Fold test

Zastosowany interfejs pozwala na zachowanie autonomii obu ekranów. Oznacza to, że wszelkie skróty, widżety, aplikacje, są osobne dla ekranu zewnętrznego i wewnętrznego.

W środku mamy typowego Androida. Takiego samego jak w dowolnym innym współczesnym Samsungu. Z tym, że trochę bardziej rozciągniętego. Przestrzeni mamy naprawdę dużo, więc nawet jak ustawimy najmniejszą czcionkę i rozmiar wyświetlanych elementów – na ekranie wewnętrznym będzie to wyglądać bardzo dobrze.

Samsung promuje w Foldzie multitasking. Czyli coś, co znamy z Windowsa, a mianowicie prace na wielu oknach i aplikacjach. Działa to zaskakująco dobrze i jest na tyle nowym elementem Androida, że musiałem chwilę poklikać aby połapać się jak to wszystko działa.

Samsung Galaxy Fold test

Otóż na ekranie możemy umieścić maksymalnie trzy aplikacje. Jedna zajmie nam całym ekran w pionie, a dwie podzielą wysokość między sobą. Szerokość okien możemy modyfikować. Każda z otwartych w ten sposób aplikacji działa niezależnie. To znaczy, że w jednej może być stale uruchomiony film, w drugiej możemy przeglądać Internet lub po zalogowaniu pisać komentarz na TELEPOLIS, a w trzeciej możemy przeglądać kalendarz lub robić zdjęcia. Dodatkowo każdą z aplikacji możemy zamienić na osobne, otwarte okno, dowolnie przesuwane po ekranie. Zupełnie jak w Windowsie.

Samsung Galaxy Fold test

Jeśli otwarte aplikacje zminimalizujemy, skrót do nich pojawi się na pulpicie w postaci wiszącego przycisku. Wybierając go zobaczymy otwarte aplikacje i każdą z nich można indywidualnie wywołać w formie niewielkiego, dowolnie przesuwanego okna. Może i jest to bajer, ale bardzo użyteczny i co najważniejsze – perfekcyjnie działający.

Przechodzenie pomiędzy aplikacjami jeszcze trochę kuleje. Dla przykładu, jeśli otworzymy film na Netflixie na ekranie wewnętrznym, po zamknięciu obudowy nie przeniesie się on na ekran zewnętrzny. I odwrotnie. To wymaga dopracowania, ale pewnie wiele osób ucieszy fakt, że jeśli zajdzie konieczność zatrzymania odtwarzania, wystarczy zamknąć obudowę. Warto też wspomnieć o tym, że Netflixa odpalimy idealnie na pełnym ekranie. Ale filmów z YouTube'a już tak nie rozciągniemy. Oczywiście na ekranie wewnętrznym.

Przewiń w dół do następnego wpisu