Teoria Spisku wycofana ze sprzedaży. Makao i po makale
Historię książki "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata" autorstwa Karoliny Opolskiej można podsumować słowami Greka Zorby: Jaka piękna katastrofa. Jeżeli ktoś czekał na słynną erratę, to mam złe wieści – prostowania błędów nie będzie.
Ten wydawniczy dramat pokazał nam kilka rzeczy: autorzy książek mogą bezrefleksyjnie korzystać z narzędzi SI, a wydawnictwa nie muszą tego sprawdzać. Taka postawa szybko się jednak mści, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto podda materiał weryfikacji. Zasłanianie się błędem technicznym i hejtem to kiepska narracja, a próba przeczekania kryzysu prowadzi donikąd.
Pytanie, czy inni zapamiętają tę lekcję?
Halucynacje SI, czyli błąd techniczny
Krótkie wprowadzenie dla osób, które nie kojarzą lub nie pamiętają tematu. Pod koniec ubiegłego roku głośno zrobiło się o książce Karoliny Opolskiej. Ta ostatnia obecnie jest jedną z twarzy TVP, a na Uniwersytecie Civitas pełni rolę zastępczyni kierownika Katedry Dziennikarstwa i Nowych Mediów. To osoba o dużym doświadczeniu w rodzimych mediach. Skupmy się jednak na publikacji.
Książka "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata" szybko okazała się blamażem. Autorce zarzucono zmyślenie przypisów, powoływanie się na nieistniejące książki. Co istotne, mogła to robić nieświadomie, bo w swojej pracy prawdopodobnie wspomagała się narzędziami SI. Sprawę nagłośnił w mediach społecznościowych Artur Wójcik, który przedstawia się jako "historyk, popularyzator i podcaster, demaskator mitów, opisywacz szurii i pseudonauki wszelakiej". Wójcik pierwszy wpis w tym temacie zaczął słowami: "Dawno nie czułem takiego zażenowania".
Ta historia mogłaby w tym momencie zmierzać do końca. Autorka i wydawnictwo mieli szansę powiedzieć, jak się sprawy mają i np. przyznać, że halucynacje SI potrafią być niebezpieczne, a oni padli ich ofiarą (na własne życzenie). Wybrano jednak inną drogę. Postanowiono przekonać wszystkich, że powoływanie się na nieistniejące książki to efekt… błędu technicznego.
Taką narrację przyjęło stojące za publikacją wydawnictwo Harde wchodzącego w skład Grupy ZPR Media. Żeby było śmieszniej: wydawca deklarował w oświadczeniu, że "na żadnym etapie książka nie była pisana ani współtworzona przez narzędzia AI". Jak to stwierdzono? Tego już nie wyjaśniono. Ale zastrzeżeń do pracy Karoliny Opolskiej nie było. Ba, napisano, że wykazała się ona wyjątkową rzetelnością.
Errata będzie za kilka dni. Czyli nigdy
Afera zataczała coraz szersze kręgi, autorce wytykano kolejne błędy w jej książce i to skłoniło ją do ogłoszenia, że "w najbliższym czasie ukaże się errata wydawnictwa, która wszystko wyjaśni". Jej przygotowanie miało zająć kilka dni, a działo się to w listopadzie. Mijały dni, potem tygodnie i miesiące, lecz erraty nie publikowano. Wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że autorka i wydawnictwo postanowili przeczekać sprawę. Jednak ta taktyka okazała się nieskuteczna.
Na początku marca pisałem, że postanowiłem odświeżyć sprawę. Z Karoliną Opolską nie udało mi się skontaktować. Więcej szczęścia miałem z wydawnictwem, którego przedstawiciel odpisał mi:
Obecnie nie mam żadnych nowych informacji w tej sprawie, jeśli się pojawią nowe informacje, wówczas Wydawnictwo HARDE wyda oświadczenie, które zostanie wysłane do mediów.
I trzeba zaznaczyć, że nie była to pusta obietnica. W sprawie pojawiły się nowe informacje, otrzymałem na skrzynkę mailową kolejne oświadczenie. Brzmi ono następująco:
Wydawnictwo HARDE oraz Karolina Opolska, autorka książki "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata”, podjęli wspólną decyzję o wycofaniu książki ze sprzedaży.
Autorka zachowuje pełnię praw do książki, a wszelkie decyzje dotyczące jej ewentualnego ponownego wydania będą podejmowane przez nią samodzielnie, zgodnie z jej dalszymi planami zawodowymi i wydawniczymi.
Wydawnictwo milczy. Pracodawcy szykują stanowisko
Zwróciłem się do przedstawiciela wydawnictwa o rozwinięcie komunikatu, chciałem się dowiedzieć np., czy klienci, którzy zakupili książkę, mogą się domagać zwrotu pieniędzy. Niestety, odpowiedzią była wymowna cisza. Mój rozmówca powtórzył ostatecznie, że wszystko, co mają do przekazania, jest już w oświadczeniu.
Postawiłbym pieniądze na to, że studenci na tym przykładzie będą się uczyć, jak nie rozwiązywać problemów. Kto wie, może wykład na ten temat przygotują pracownicy Uniwersytetu Civitas? Na razie poprosiłem uczelnię o komentarz do całej sprawy. Brzmi on następująco:
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Karolinę Opolską, decyzja o wycofaniu książki „Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata” została podjęta wspólnie przez autorkę oraz wydawnictwo. Uniwersytet Civitas nie był stroną procesu wydawniczego ani nie uczestniczył w przygotowaniu publikacji.
Pani Karolina Opolska jest wykładowczynią Uniwersytetu Civitas, wysoko ocenianą przez studentów i współpracowników za swoją działalność dydaktyczną. Jej praca na uczelni jest niezależna od działalności dziennikarskiej i publikacyjnej realizowanej poza jej strukturami. Na ten moment nie widzimy podstaw do zmiany formy współpracy. Jednocześnie każdą sytuację budzącą zainteresowanie opinii publicznej traktujemy poważnie i opieramy się na oficjalnych, potwierdzonych informacjach przekazywanych przez zaangażowane strony.
Jako uczelnia przykładamy dużą wagę do rzetelności warsztatu dziennikarskiego oraz odpowiedzialnego korzystania z narzędzi, w tym narzędzi AI – są to również tematy obecne w programach dydaktycznych uczelni. Uczymy krytycznego myślenia, odpowiedzialności i rzetelności w pracy dziennikarskiej. To wartości, które przekazujemy studentom niezależnie od indywidualnych sytuacji związanych z działalnością poza uczelnią
Można odnieść wrażenie, że ta sprawa stała się skórką banana dla kolejnej instytucji. Bo nie wiem, jak można przekonywać, że uczy się "krytycznego myślenia, odpowiedzialności i rzetelności w pracy dziennikarskiej" i jednocześnie przechodzić obojętnie obok poczynań redaktor Karoliny Opolskiej, tłumacząc, że to jej działalność poza uczelnią. Kuriozum.
Z podobną prośbą zwróciłem się do TVP. W tym przypadku komunikat był krótki:
Telewizja Polska nie jest stroną umowy Karoliny Opolskiej z Wydawnictwem Harde i nie brała udziału w powstawaniu jej książki
Sygnał dla pracowników TVP i Uniwersytetu Civitas jest dość jasny: po godzinach możecie naprawdę nawywijać, nas to nie obchodzi, drzwi zawsze będą otwarte...
Co na to sama Karolina Opolska? Co prawda autorka nie odniosła się do meritum sprawy, ale na Facebooku zamieściła komentarz następującej treści:
Od wczoraj przeczytałam o sobie, że jestem śmieciem, że powinnam wrócić do burdelu, że powinnam się zastrzelić (powiesić, utopić - do wyboru do koloru!), że ktoś powinien mnie pobić w ciemnej uliczce, że powinnam trafić za kratki, że jedyna moja przyszłość to only fans. Dużo rozważań na temat tego, jak wyglądają moje miejsca intymne i czy coś sobie tam wytatuowałam. A poza tym klasyk, że jestem brzydka, stara i gruba… co gorsze - obrywają moi bliscy. A to wszystko przez książkę wycofaną ze sprzedaży. Naprawdę? Tak ma wyglądać debata? I nie, nie „robię z siebie ofiary hejtu”, opisuję co mnie spotyka i zostawiam Państwu do oceny czy tak to powinno wyglądać
Odpowiedź jest oczywista: nie tak powinno to wyglądać. Podobnie jednak można skomentować działania Karoliny Opolskiej i wydawnictwa Harde w tej sprawie.
Demaskator podchodzi do sprawy z pesymizmem
Swoją opinią podzielił się przywołany już Artur Wójcik, który nagłośnił całą sprawę. Zapytałem go m.in. o to, czy jest usatysfakcjonowany sposobem, w jaki Karolina Opolska i wydawnictwo próbują zamknąć sprawę.
Trudno tu mówić o jakiejkolwiek satysfakcji, bo cała sytuacja jest co najmniej dziwna. Autorce i wydawnictwu udowodniono wykorzystanie sztucznej inteligencji do stworzenia publikacji. Mimo to zarówno autorka, jak i wydawnictwo utrzymywali, że na żadnym etapie AI nie została użyta. Zapowiedziano przygotowanie erraty do książki, choć od początku było wiadomo, że będzie to zadanie karkołomne. Skala błędów i przeinaczeń jest tak duża, że publikację należałoby w zasadzie napisać od nowa. Teraz okazuje się, że również w kwestii erraty wprowadzono odbiorców w błąd. Sytuacja pokazuje, że twórcy tego „dzieła” lekceważą swoich czytelników, czyli klientów, którzy kupują ich produkty. Od początku należało przeprosić, przyznać się do błędu i wycofać nakład ze sprzedaży. Tego wymagała przyzwoitość
Zapytałem też historyka o to, kto ponosi większą winę za tę niewątpliwą wpadkę wydawniczą:
Nie ma tu jednego, głównego winnego. Zarówno autorka, jak i wydawnictwo popełnili kardynalne błędy. Jeśli Opolska korzystała z AI przy pisaniu książki, powinna to wyraźnie zaznaczyć. Jeśli natomiast tak nie było, redaktorzy powinni byli wychwycić problem, błędy w publikacji są na tyle oczywiste, że u każdego redaktora z choćby minimalnym doświadczeniem powinna zapalić się lampka ostrzegawcza. W takiej sytuacji należało przeprowadzić rzetelną rozmowę z autorką i podjąć decyzję, czy książka w ogóle powinna zostać wydana. Jak widać, Wydawnictwo Harde stoi na żenująco niskim poziomie, skoro takie błędy przeszły przez proces redakcyjny
Artur Wójcik opisał też sposób, w jaki Karolina Opolska próbowała rozwiązać problem nim jeszcze wybuchła afera. W jego opinii te działania nie wyglądały zbyt profesjonalnie:
To zaskakujące zachowanie jak na dziennikarkę, która deklaruje tak bogate doświadczenie zawodowe
Na koniec zapytałem swojego rozmówcę, czy autorzy i wydawnictwa wyciągną wnioski z tej lekcji. Niestety, nie miał dla nas dobrych wieści. W jego opinii rzetelność będzie tracić na rzecz przyspieszania procesów, co zapewniają narzędzia AI. Bo czas to pieniądz. I chociaż Wójcik nie ma nic przeciwko korzystaniu z rozwiązań tego typu, to apeluje, by używać ich mądrze.