DAJ CYNK

Szybki Internet w telefonie zniknie w ciągu 3 lat, a sieć 5G w Polsce nigdy nie powstanie - ostrzega Instytut Łączności

09.03.2019

Dodane przez: orson_dzi Arkadiusz Dziermański

Kategoria: Dyskusje o rynku

Interakcje: 38162

Instytut Łączności na zlecenie Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji przygotował raport dotyczący przyszłości Internetu mobilnego w Polsce oraz oceny szans na wdrożenie sieci 5G. Z wyliczeń wynika, że w perspektywie 2-3 lat polskie sieci komórkowe nie będą w stanie obsłużyć generowanego ruchu, a o 5G możemy praktycznie pomarzyć. Wszystko przez zbyt niskie dopuszczalne normy promieniowania elektromagnetycznego (PEM).

Internet mobilny w Polsce

Wykorzystywanie Internetu mobilnego w Polsce jest zupełnie inne niż w reszcie Europy. Ze względu na słabo rozwiniętą sieć stacjonarną oraz brak inwestycji w obszarach małomiasteczkowych i wiejskich, Internet mobilny często jest substytutem Internetu stacjonarnego. To doprowadza do sytuacji, w której mobilny dostęp do sieci stanowi w Polsce 14% udziału w całkowitym ruchu internetowym, przy średnio zaledwie 6% w całej Europie.

Z szacunków CISCO wynika, że w 2022 roku średnia dla Europy wzrośnie do 10%, podczas gdy w Polsce będą to już 22%.

Średnie miesięczne zużycie Internetu mobilnego w Polsce w 2018 roku wyniosło 5,22 GB miesięcznie dla jednej karty SIM. W 2020 roku będzie to już 11,62 GB, 38,58 GB w roku 2023, aż do 85,86 GB(!) w 2025 roku. Wynika to ze zmiany sposobu korzystania z Internetu. Rośnie w nim udział treści wideo, których jakość stale się poprawia, a waga takich plików rośnie. Ericsson szacuje, że w 2024 roku aż 70% danych przesyłanych w Internecie będą stanowić treści wideo.

Koniec Internetu mobilnego w Polsce jest bardzo bliski

Jeśli sieci komórkowe w Polsce będą działać w takiej konfiguracji jak obecnie, to ich pojemność zostanie wyczerpana szybciej niż nam się wydaje. Na obszarach wiejskich już w 2019 roku, wielkomiejskich w 2020 roku, a w miejskich i podmiejskich w 2021 roku. Co ciekawe wsie i małe miasta stanowią tylko 21% całego zużycia danych Internetu mobilnego  Polsce.

W przypadku, kiedy sieci komórkowe w Polsce zostałyby odpowiednio zmodyfikowane z wykorzystaniem najnowszych rozwiązań sieci LTE (m.in. MIMO 4x4, 256 QAM) to udałoby się kupić dodatkowe 2-3 lata. Wtedy pojemność sieci na obszarach wiejskich wyczerpałaby się w 2021 roku, wielkomiejskich w 2022 roku, miejskich w roku 2023, a na obszarach podmiejskich w 2024 roku.

Dwa rozwiązania problemu, oba niemożliwe do wykonania

Instytut łączności wykonał symulacje dla dwóch możliwych rozwiązań problemu przepełnionej sieci w Polsce. Jednym jest zagęszczenie siatki anten, czyli zwyczajne dobudowanie dużej liczby nadajników, a drugim wykorzystanie nowych częstotliwości – 700 MHz, 2,6 GHz oraz 3,6 GHz i to nie do budowy sieci 5G, która docelowo ma działać na tych częstotliwościach, a dla uruchomienia na nich sieci LTE. W przypadku zastosowania jednego i drugiego rozwiązania, aktualnie obowiązujące normy dopuszczalnego promieniowania elektromagnetycznego (PEM) zostałyby znacznie przekroczone na wysokości 2 metrów nad poziomem terenu. W jaki sposób? To zależy od gęstości zabudowy i prezentuje to poniższa grafika.

Na niebiesko został zaznaczony obszar, na których obecne normy PEM zostałyby przekroczone w obu sytuacjach.

Budowanie dodatkowych stacji bazowych też nie jest wcale tak dobrym rozwiązaniem. Z jednej strony - jest kosztowne. A to oznaczałoby koniec tanich usług i nielimitowanych abonamentów za niecałe 30, a czasem nawet i 20 zł miesięcznie. Z drugiej strony, zbyt gęsta siatka nadajników doprowadziłaby do nadmiernej kumulacji mocy. Niektóry nadajniki mogłyby się wzajemnie zagłuszać

Podnosimy normy PEM, albo rezygnujemy z Internetu mobilnego i 5G

Na chwilę obecną jedynym skutecznym rozwiązaniem problemu jest podniesienie rygorystycznych norm dopuszczalnej wartości promieniowania elektromagnetycznego. W Polsce cały czas obowiązuje radziecka norma PEM, która została ustalona na długo przed pojawieniem się na rynku tworu jakim jest Internet mobilny, która była dostosowana do pracy radiolinii w latach 80-tych XX wieku.

Tak niskie normy PEM (0,1W/m2) obowiązują już tylko głównie w krajach postkomunistycznych. Wyjątkiem jest np. Szwajcaria, ale ze względu na zupełnie inny sposób pomiaru promieniowania elektromagnetycznego, do którego za moment przejdziemy. Podniesienie normy PEM w Polsce zakłada ich zwiększenie do obowiązującej w Europie normy 10W/m2.

A co z siecią 5G? Trzeba powiedzieć wprost, w obecnej sytuacji sieć 5G w Polsce nie będzie mogła zostać uruchomiona i jest to zwyczajnie niemożliwe. Wg wyliczeń Instytutu Łączności, przy obecnych normach PEM, np. w przypadku województwa mazowieckiego uruchomienie sieci 5G byłoby całkowicie niemożliwe na 80% nadajników, bo zostałyby na nich przekroczone obecne normy promieniowania elektromagnetycznego.

Oczywiście można 5G uruchomić, np. poprzez zupełne wyłączenie usług w innych pasmach. Tylko wtedy dostęp do podstawowych usług straciłyby miliony osób.

Zwiększenie norm promieniowania mogłoby też wpłynąć na wygląd nadajników. Mogłyby być dużo mniejsze i z krajobrazu mogłyby zniknąć 30, czy nawet 50-metrowe stalowe kolosy, które straszą swoim wyglądem. Otwarcie trzeba jednak powiedzieć, że sama zmiana norm nie spowoduje, że operatorzy z dnia na dzień rozbiorą stare maszty i postawią nowe. Dopiero nowo powstające mogłyby być dużo mniejsze, a w perspektywie lat stare zostałyby przez nie zastąpione, np. ze względu na niższe koszty eksploatacji.

Czy są inne rozwiązania problemu?

Czysto teoretycznie – oczywiście, że tak! Jednym z nich jest naśladowanie wspomnianej Szwajcarii i wygaszenie częstotliwości sieci 2G i 3G, a następnie przekazywanie ich na rzecz sieci LTE oraz 5G. Jest to przede wszystkim proces długotrwały. Wiązałoby to z koniecznością wymiany wielu urządzeń, jak choćby działających w sieci GSM terminali płatniczych. Pomijając już wymianę zwykłych telefonów. Do tego pasma na częstotliwościach sieci 2G i 3G są stosunkowo wąskie i zwyczajnie nie byłyby w stanie pomieścić całego ruchu. Obecnie operatorzy często posiłkują się częstotliwościami starszych technologii, udostępniając je w miarę możliwości na rzecz ruchu w sieci LTE.

Norma normie nie równa

Wróćmy teraz na moment do wspomnianej Szwajcarii. Jak to jest, że pomimo podobnych norm do naszych, Szwajcarzy już uruchomili w kraju sieć 5G? To kwestia sposobu wykonywania pomiarów natężenia promieniowania elektromagnetycznego. W Polsce nie tylko normy są restrykcyjne. Również sam sposób pomiaru powoduje, że operatorzy czują się momentami jak ten radziecki saper rozbrajający miny przeciwpiechotne za pomocą młotka.

Otóż obowiązujące w Polsce przepisy nakazują operatorom nieprzekraczanie norm PEM w każdym miejscu i przez całą dobę. Sam pomiar jest wykonywany zawsze wzdłuż głównej osi promieniowania, czyli w miejscu, w którym zawsze jest ono najwyższe. Wyjątkiem jest sytuacja, w której jest to miejsce fizyczne niedostępne dla człowieka i pomiar w tym miejscu nie jest możliwy do wykonania. Wtedy następuje minimalne przesunięcie pomiaru. Dodatkowo pomiar jest wykonywany przy ustawionej maksymalnej mocy nadajnika, co jak przekonują operatorzy, nie zdarza się w codziennej pracy.

W Szwajcarii działa to zupełnie inaczej. Przede wszystkim, pomiar w ogóle nie jest wykonywany w momencie, kiedy przeprowadzona wcześniej symulacja wykaże, że w danym miejscu normy nie zostaną przekroczone. Dodatkowo pomiary wykonuje się tylko w miejscu przebywania ludzi i to przez zaledwie cztery godziny dziennie.

Porównując obrazowo obie sytuacje, w Polsce normy promieniowania nie mogą być przekroczone na dachu bloku, w jego piwnicy, na balkonie mieszkania, a nawet kilka metrów przed lub nad balkonem przez 24 godziny na dobę. W Szwajcarii normy nie mogą być przekroczone przez 4 godziny na dobę, ale tylko w sypialni i tylko w momencie, kiedy przeprowadzona wcześniej symulacja wykażę, że taka sytuacja może wystąpić. Dzięki temu Szwajcaria może utrzymać niskie wartości dopuszczalnej normy promieniowania elektromagnetycznego.

Podobny sposób pomiaru jest wykorzystywany też w wielu innych europejskich krajach. Zamiast sprawdzania natężenia chwilowego (czyli tu i teraz, w momencie pomiaru), wyciągana jest średnia z ustalonego przedziału czasu, czyli kilku godzin lub np. całej doby.

Zmieniamy normy, albo cofamy się w czasie

Doszliśmy do momentu, w którym Polska ma dwa rozwiązania - zwiększa dopuszczalne normy PEM do europejskich poziomów i dalej rozwija się cyfrowo, albo ze względu na przepełnienie sieci komórkowych zaczyna się cofać. Oczywiście w takim przypadku ucierpią na tym zwykli ludzie. Nie tylko stracą dostęp do szybkiego Internetu, możliwości oglądania filmów na urządzeniach mobilnych czy przesyłania sobie zdjęć za pomocą komunikatorów czy mediów społecznościowych. Do tego dojdą wyższe abonamenty, bo za coś trzeba budować kolejne nadajniki żeby jakoś działanie tej sieci utrzymać oraz ograniczenia w dostępie do usług. Operatorzy będę musieli postawić na drastyczne rozwiązania i wprowadzić np. różnego rodzaju ograniczenia prędkości.

Teraz wszystko leży w rękach rządzących i przegłosowania zmian zaproponowanych w tzw. Megaustawie.

Zobacz: Projekt Megaustawy już gotowy. Zakłada zwiększenie norm PEM i stworzenie funduszu szerokopasmowego
Zobacz: Krzyczą, że 5G zabija i twierdzą, że mają dowody. Podsumowanie krakowskiego zlotu przeciwników 5G

Komentarze
Zaloguj się