Usuńcie nasze miasto z map GPS…
Tak protestują mieszkańcy 3,5-tysięcznego miasteczka Wedmore położonego w hrabstwie Somerset w Wielkiej Brytanii. Wąskie ulice miasteczka są uchem igielnym trasy przelotowej, gdzie ciężarówki klinują się między ścianami budynków, wyrywają lusterka samochodowe i… porywają samochody.
Tak protestują mieszkańcy 3,5-tysięcznego miasteczka Wedmore położonego w hrabstwie Somerset w Wielkiej Brytanii. Wąskie ulice miasteczka są uchem igielnym trasy przelotowej, gdzie ciężarówki klinują się między ścianami budynków, wyrywają lusterka samochodowe i… porywają samochody.
Zdarzeniem, które ostatecznie sprowokowało lokalne społeczności do działania, był swoisty kulig na początku zeszłego roku. Historia zaczęła się typowo dla Wedmore. Ciągnik siodłowy z ogromną naczepą zjechał z autostrady i zaczął kluczyć między zabudowaniami miasteczka. Zawadzał o znaki drogowe, reklamy sklepów i przewody elektryczne, a na głównej ulicy, gdzie parkowały samochody, zaczął porywać boczne lusterka aut. Kiedy już wyjechał z miasta, okazało się, że porwał coś jeszcze. Ciężarówka na odcinku kilkuset metrów ciągnęła niewielki samochód z przerażonym kierowcą w środku.
Człowiek bezgranicznie ufający nawigacji satelitarnej może stanowić zagrożenie nie tylko dla otoczenia, ale także dla samego siebie. W listopadzie słowacki kierowca ciężarówki przewożący 22 tony papieru posłuchał wskazówek nawigacji satelitarnej i zjechał z autostrady kilkaset kilometrów od celu podróży. Komputer kierował go w coraz węższe uliczki, aż w końcu ciężarówka dosłownie zaklinowała się między budynkami. Według obserwatorów zdarzenia mężczyzna wyskoczył z pojazdu i zaczął płakać.
Mapy elektroniczne powstają najczęściej na podstawie zdjęć satelitarnych i w wersji pierwotnej pokazują tylko sieć dróg. Z taką mapą ekipa specjalistów przemierza samochodem wybrany obszar, ulica po ulicy, ze średnią prędkością 30 kilometrów na godzinę. Tak są rejestrowane dodatkowe informacje - stacje benzynowe, ograniczenia prędkości oraz niebezpieczne miejsca.
Problemem jest to, że ekipy, które nanoszą dodatkowe dane, nie zawsze zwracają uwagę na rzeczy istotne dla kierowców ciężarówek - szerokość drogi, zakręty czy nachylenia podjazdów. Mapy są aktualizowane przeważnie raz do roku, a w przypadku Polski, ekipy nanoszące dodatkowe informacje rzadko opuszczają większe miejscowości… Wniosek z tego jest prosty: włączając nawigację, lepiej nie wyłączajmy mózgu.