Sprawdzili stacje ładowania elektryków. Przekłamanie nawet o 37%

Mogłoby się wydawać, że największym problemem stacji ładowania jest czas. W końcu nawet podczas szybkiego ładowania cały proces trwa kilkadziesiąt minut. Okazuje się jednak, że możesz płacić za prąd, którego nawet nie zużyłeś.

Paweł Maretycz (Maniiiek)
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Sprawdzili stacje ładowania elektryków. Przekłamanie nawet o 37%

Na problem ten natknęła się firma EVCI Global, będąca niezależnym organem przeprowadzającym kontrole stacji ładowania w Wielkiej Brytanii. Okazuje się, że aż 31,5% skontrolowanych ładowarek podaje niewłaściwe wartości poboru energii elektrycznej. Te są zaniżane lub zawyżane. Warto podkreślić, że za normę przyjęty jest próg 2% odchylenia. Taka stacja jest uznawana za sprawną.

Dalsza część tekstu pod wideo

Błędne wskazania ładowarek

Oczywiście kluczowa jest tu kwestia wielkości samego błędu. 85% wadliwych dystrybutorów energii generowało błąd pomiarowy w zakresie od 2 do 5%. 15% przekraczało ten poziom. Niechlubny rekordzista przekłamywał wyniki aż o 37% na niekorzyść właściciela pojazdu. 

Jak to jednak wygląda w Polsce? Otóż dziennikarze Radia ZET postanowili to zweryfikować. Otóż po kontakcie z Urzędem Dozoru Technicznego, który odpowiada za dopuszczanie stacji ładowania do użytku, ustalili, że w Polsce nie prowadzi się badań dotyczących prawidłowości odczytu. Za ten aspekt odpowiada jedynie sam właściciel stacji i tylko on je kontroluje. Co niestety daje znacznie szersze pole do nadużyć, niż wadliwe stacje w Wielkiej Brytanii.