Sprawdzili stacje ładowania elektryków. Przekłamanie nawet o 37%
Mogłoby się wydawać, że największym problemem stacji ładowania jest czas. W końcu nawet podczas szybkiego ładowania cały proces trwa kilkadziesiąt minut. Okazuje się jednak, że możesz płacić za prąd, którego nawet nie zużyłeś.
Na problem ten natknęła się firma EVCI Global, będąca niezależnym organem przeprowadzającym kontrole stacji ładowania w Wielkiej Brytanii. Okazuje się, że aż 31,5% skontrolowanych ładowarek podaje niewłaściwe wartości poboru energii elektrycznej. Te są zaniżane lub zawyżane. Warto podkreślić, że za normę przyjęty jest próg 2% odchylenia. Taka stacja jest uznawana za sprawną.
Błędne wskazania ładowarek
Oczywiście kluczowa jest tu kwestia wielkości samego błędu. 85% wadliwych dystrybutorów energii generowało błąd pomiarowy w zakresie od 2 do 5%. 15% przekraczało ten poziom. Niechlubny rekordzista przekłamywał wyniki aż o 37% na niekorzyść właściciela pojazdu.
Jak to jednak wygląda w Polsce? Otóż dziennikarze Radia ZET postanowili to zweryfikować. Otóż po kontakcie z Urzędem Dozoru Technicznego, który odpowiada za dopuszczanie stacji ładowania do użytku, ustalili, że w Polsce nie prowadzi się badań dotyczących prawidłowości odczytu. Za ten aspekt odpowiada jedynie sam właściciel stacji i tylko on je kontroluje. Co niestety daje znacznie szersze pole do nadużyć, niż wadliwe stacje w Wielkiej Brytanii.