Ta superziemia naprawdę jest super. Jest najgęstsza w swojej klasie
Bycie superziemią nie zawsze oznacza, że odkryta planeta jest super w potocznym tego słowa znaczeniu. Tym razem jednak badacze pochwalili się odkryciem, któremu nie sposób odmówić wyjątkowości. Ma bowiem wyjątkowo dużą gęstość.

Super-Ziemie to obiekty, które znajdują się poza Układem Słonecznym, ale podobnie jak nasz dom są planetami skalistymi, choć większymi od nas. Do tego grona badacze zaliczyli też K2-360 b, która znajduje się w odległości mniej więcej 764 lat świetlnych od nas. Gwiazda, wokół której krąży, ma podobną masę do naszego Słońca. Ale przy tym wszystkim ta superziemia jest też super gęsta niczym ołów.
Niezwykła gęstość
Choć K2-360 b nie jest dużo większy od Ziemi – jego wielkość jest raptem 1,6 razy większa od naszej planety, to jednak jednocześnie jego masa jest już 7,7 razy większa. Efekt? Niezwykle wysoka gęstość, która wynosi około 11 gramów na centymetr sześcienny. Przy tym przeliczniku litrowa butelka z zawartością musiałby ważyć 11 kg. Tym samym K2-360 b zapisało się w historii astronomii jako najgęstszą znaną planetą w swojej klasie ultrakrótkookresowych superziemi. Jest też jedną z najgęstszych ze wszystkich znanych nam egzoplanet.



O co chodzi z tą klasą planety? Mowa o planetach o bardzo krótkim okresie orbitalnym, czyli czasie, który jest potrzebny na okrążenie ich gwiazdy. W przypadku K2-360 b potrzeba na to raptem 21 godzin – czyli 3 godziny mniej niż Ziemia potrzebuje na obrót wokół własnej osi, o okrążeniu Słońca nie wspominając. Jednak ze względu na bardzo bliskie sąsiedztwo wobec gwiazdy superziemia ta raczej nie ma szans na zaistnienie tam życia. Naukowcy mają jednak teorię na temat tego skąd K2-360 b się tam wzięła i skąd w niej taka gęstość.
"Koleżanka"
Aby tego dokonać przygotowano specjalne modele obiektu na bazie obserwacji planety i gwiazdy, którą okrąża. Na tej podstawie wywnioskowano między innymi, że superziemia ma prawdopodobnie duże, stanowiące prawie połowę jej masy jądro, składające się z żelaza. Zdaniem badaczy może to być martwe jądro świata, który w przeszłości mógł być dużo większy, a także odleglejszy od swojej gwiazdy. Bardzo jednak możliwe, że druga ze znalezionych w tym układzie planet, czyli K2-360 c mogła pchnąć koleżankę bliżej ich słońca. W efekcie intensywne promieniowanie pozbawiło superziemię gazów z atmosfery, pozostawiając jedynie kawałek skały pokryty prawdopodobnie oceanami lawy.
Dla samej K2-360 b nie był to pewnie przyjemny proces, ale dzięki temu my mamy okazję zachwycić się kolejnym wyjątkowym okazem odkrytym w kosmosie.