DAJ CYNK

Test telefonu Huawei Ascend P6

Dodane przez: Arkadiusz Dziermański

Kategoria: Testy sprzętu

Interakcje: 234286

Prawy bok telefonu został zagospodarowany w maksymalny możliwy sposób. Znajdziemy na nim, kolejno od góry: przycisk blokady ekranu/włączania, przyciski regulacji głośności oraz dwa gniazda, na karty microSIM oraz microSD z wysuwanymi tackami. Nie są one w żaden sposób oznaczone i jestem absolutnie pewny, że karty użytkowników tego modelu nie raz będą lądowały w nieodpowiednim gnieździe. Przyciski mogłoby być trochę lepiej wyczuwalne. Nie jest źle, nie jest też idealnie. Dodatkowo przez cienką obudowę, odblokowanie leżącego telefonu bez wzięcia go do ręki jest trudne do wykonania. Na lewym boku znajdują się dwa elementy. Pierwszy z nich, to wygrawerowany napis. Jest to ciąg znaków, liter i cyfr, którego przeznaczenia nie udało mi się odszyfrować. Nie jest to na pewno numer IMEI. Natomiast na samym dolne lewego boku znajduje się... kółko. Coś, co początkowo wydawało mi się przyciskiem okazało się mieć całkowicie inne zastosowanie. Po serii prób wciśnięcia owego owalnego elementu i użycia go jako przycisku aparatu olśniło mnie, że może to się jednak nie wciska, a wyjmuje? Eureka! - wyjmuje się. W ten oto sposób znalazłem brakujący kluczyk do otwarcia gniazd na karty. W postaci eleganckiej metalowej szpilki siedzi sobie u dołu obudowy. Całe szczęście, bo spinacze gdzieś wyszły. Następny problem pojawił się przy próbie podłączenia słuchawek. Zaraz... tu nie ma gniazda Jack? Znalezienie go zajęło mi trochę mniej czasu niż odkrycie zastosowania dziwnego kółka. Otóż gniazdo Jack 3,5 mm jest zaślepione szpilką do otwierania gniazd na karty. Nie jest to do końca przemyślane, ponieważ jest to mały element, który łatwo zgubić. A jak złapie nas potrzeba podłączenia słuchawek gdzieś poza domem, to o stratę nie trudno. Dodatkowo umieszczenie gniazda słuchawkowego na boku obudowy bywa zabójcze dla kabli, a poza tym włożeniem telefonu do kieszeni nie należy do prostych czynności. Przenieśmy się teraz na drugą stronę obudowy. U dołu tylnego panelu znajdziemy centralnie umieszczone informacje o modelu, a obok szczeliny głośnika zewnętrznego. W górnej części centralnie znajduje się logo Huawei, a w lewym rogu obiektyw aparatu fotograficznego oraz dioda doświetlająca.

Telefon, poza zaokrągloną i plastikową dolną krawędzią, został wykonany z metalu. Pomimo tego P6 nie jest ciężki. Jego masa to 120 gramów. Ciężar został bardzo równomiernie rozłożony, dzięki czemu telefon wygodnie leży w dłoni. Obudowa jest wykonana perfekcyjnie. Idealnie spasowana, materiały są wysokiej jakości i sprawiają wrażenie trwałych. Tylny panel, oczywiście niezdejmowalny, ma tendencję do zbierania odcisków palców. Podczas użytkowania udało mi się na nim spowodować dwie bardzo płytkie i ledwo widoczne rysy. Pomimo tego ten element, jak i krawędzie boczne robią bardzo dobre wrażenie i nie powinny się ścierać podczas eksploatacji.

Patrząc na obudowę nie trudno jest odnieść wrażenie, że gdzieś już to było. Na bocznych krawędziach mamy dwie czarne kreski pokazujące gdzie należy złapać żeby stracić zasięg, z tyłu centralnie umieszczone logo, aparat w lewym górnym rogu... wypisz wymaluj iPhone 4 lub nowszy. Daleko tutaj do powiedzenia, że jest identycznie. Jest podobnie i wywołuje szybkie i łatwe skojarzenie. Co więcej, obudowa nie jest jedynym elementem, który od razu stawia przed oczami sprzęt innego producenta. Nie jest to jednak kopiowanie w stylu takich wynalazków jak NokLa lub SciPhone. To jest coś na zupełnie innym poziomie. Wzorowanie się, ale z wyczuciem i przede wszystkim - bardzo dobrym efektem końcowym.

Obudowa wywołuje masę pozytywnych wrażeń. To od niej zaczęła się moja miłość do Huawei P6.

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News
Przewiń w dół do następnego wpisu