DAJ CYNK

Samsung Galaxy S21 sprzedawany bez ładowarki? Przecież to nie problem!

Dodane przez: Arkadiusz Bała (ArecaS)

Kategoria: Felietony

Interakcje: 7262


Już za kilka chwil odbędzie się premiera smartfonów Samsung Galaxy S21, a w sieci aż roi się od plotek, jakoby telefony miały być oferowane bez ładowarek w zestawie. Internauci wściekli, tylko… czy jest o co?

Jak zwykle pierwsze było Apple. W ślad za nim poszło Xiaomi, a wiele wskazuje na to, że także Samsung dołączy dziś do trendu sprzedawania smartfonów bez ładowarek w zestawie. Według producentów takie działania mają się przysłużyć ochronie środowiska. Po drugiej stronie barykady słychać natomiast głosy o żerowaniu na klientach. No i trudno się nie zgodzić – jest w tym oburzeniu jakaś logika.

No bo ładowarka w pudełku z telefonem zawsze była. Zawsze. A teraz co? Ktoś chce nam ją zabrać? I jeszcze oczekuje, że za zapłacimy tyle samo? Nie trzeba dyplomu z ekonomii, by dojść do wniosku, że jesteśmy na tym stratni. Skoro my jesteśmy stratni, to znaczy, że ktoś naszym kosztem zarabia i tym kimś jest pewnie producent. Reszta to już żelazna logika – producenci złodzieje, ładowarka świętość.

Ci pazerni producenci!

Postawmy sprawę jasno: na jakie szczytne idee by się producenci nie powoływali, wiadomo, że chodzi tutaj o optymalizację kosztów i w efekcie wyższe zarobki dla producentów. Może niekoniecznie będą zbijać kokosy na samej sprzedaży ładowarek, ale mniejsze pudełka to mniejsze koszty magazynowania i transportu, a to już wymierna oszczędność.

Także tak, chodzi o kasę i tego nie mam zamiaru kwestionować. I tak, konieczność zdobycia ładowarki we własnym zakresie to jest pewna niedogodność, ale i tak popieram decyzję producentów. No dobra, może „popieram” to za duże słowo, ale uważam, że jest to bez porównania mniejszy problem, niż próbuje się to przedstawiać w Internecie.

Samsung Galaxy S21 bez ładowarki?

No bo pomyślcie chwilę, ile macie w domu sprzętów ładowanych bądź zasilanych przez microUSB albo USB-C? A do ilu z nich były dołączone ładowarki? Sam naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem jakiś produkt – poza smartfonami i tabletami oczywiście – który miałby ją w zestawie. Zazwyczaj producenci ograniczają się wyłącznie do kabelka i to zwykle na tyle krótkiego, że i tak się do niczego nie nadaje. A świat się nie kończy.

Kto nie ma ładowarki, niech pierwszy rzuci kablem!

Ktoś może powiedzieć, że to przecież dlatego, że każdy ma ładowarkę do telefonu. No i jest to całkiem trafny argument. Tyle tylko, że ta jedna czy dwie ładowarki w domu to trochę mało. Sam korzystam obecnie chyba z pięciu ładowarek (a i to nie jestem pewien, czy jeszcze o jakiejś nie zapomniałem), z czego do dwóch mam na stałe podłączoną lampkę biurkową i Chromecasta, a kolejne trzy czasem nie wystarczą, kiedy akurat w tym samym momencie muszę podładować telefon, słuchawki i aparat. A nie daj Bóg, żeby chciała z nich skorzystać jeszcze żona!

Być może ktoś będzie mi próbował zarzucić kiepską logistykę, ale nie chodzi mi w tym momencie o to, czy potrzebuję pięciu, czy jednej ładowarki USB. Zmierzam do tego, że dawno przestaliśmy mówić po prostu o ładowarce do telefonu, tylko o czymś bardziej uniwersalnym, co w domu po prostu musi być i kropka. To nie wczesne lata 2000., kiedy kabelkiem z wymyślną wtyczką można było naładować tylko komórkę i nic innego. Co się stanie, jeśli nie znajdę ładowarki w zestawie z moim kolejnym smartfonem? Nic, po prostu użyję ładowarki, której na co dzień używam do ładowania aparatu. Albo pada do konsoli. Albo odłączę Chromecasta. W każdym razie jakaś ładowarka na pewno się w domu znajdzie, a jak nie, to i tak najwyższy czas, żeby ją wreszcie kupić.

Zobacz: Samsung Galaxy S21 też bez ładowarki?
Zobacz: Xiaomi Mi 11 bez ładowarki, ale... jednak z ładowarką

I nie, to nie znaczy, że cieszę się, że wraz z nowym telefonem prawdopodobnie nie dostanę ładowarki. Ale będę robił za adwokata diabła i bronił producentów, bo w mojej ocenie mają święte prawo oczekiwać, że każdy z nas taką ładowarkę jednak ma. A jeśli nie, to świat nie kończy się na adapterach dodawanych do zestawu i za kilkadziesiąt złotych naprawdę można kupić coś, co będzie nam lepiej służyło i przetrwa niejeden telefon.

Także rozumiem oburzenie, ale czy to naprawdę tak wielki problem? Czy naprawdę powinno się to spotkać z większym oburzeniem niż brak wsparcia dla starszych urządzeń, utrudnianie napraw czy coraz częstsze przemycanie reklam do fabrycznych aplikacji? Pozwolę to sobie zostawić bez odpowiedzi.

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News

Źródło zdjęć: własne, Pexels

Źródło tekstu: własne

Przewiń w dół do następnego wpisu