DAJ CYNK

Huawei HarmonyOS: miało być mikrojądro, jest maxi fikołek

Dodane przez: Piotr Urbaniak (gtxxor)

Kategoria: Felietony

Interakcje: 34402

HarmonyOS – centrum sterowania

Bo jak inaczej nazwać to, że nawet sam producent nie jest w stanie jednoznacznie zdefiniować, czym właściwie jest nowy system.

Wierzcie mi lub nie, ale hejterem Huawei’a zdecydowanie nie jestem. Wprost przeciwnie – szalenie imponuje mi zręczność, z jaką chiński producent porusza się po ogólnoświatowym rynku, atakując kolejne sektory produktowe mimo jawnie wrogiego lobby USA. Problem w tym, że patrząc z punktu widzenia sympatyka, który z uporem maniaka śledzi kolejne doniesienia z Shenzhen, niniejszym czuję się niczym kołowrotek. Serio.

Huawei obiecał mikrojądro w Hongmeng

Cofnijmy się do sierpnia 2019 roku, kiedy to w trakcie konferencji dla deweloperów, świeżo przyciśnięty niesławną blokadą handlową, Huawei po raz pierwszy prezentował system HarmonyOS. Dodajmy, wtedy jeszcze znany w mediach głównie pod kodową nazwą Hongmeng, aczkolwiek sam producent kod ten rozszyfrował.

Zobacz: Huawei: Hongmeng OS ma być szybszy od Androida oraz iOS

Wtedy też przedstawiono HarmonyOS jako system oparty na tzw. mikrojądrze. Bez wchodzenia w detale, chodzi o taki rodzaj OS-u, który domyślnie zawiera jedynie funkcje kanoniczne, takie jak niskopoziomowe zarządzanie przestrzenią adresową czy moduł planisty (dyspozytor). W tego rodzaju układance wszystkie pozostałe komponenty, w tym sterowniki, system plików, a nawet mechanizmy komunikacji międzyprocesowej, leżą już w warstwie użytkownika. Słowem, mogą być modyfikowane i wymieniane niezależnie od samego systemu, i to bardzo kusząca wizja.

Monolityczne jądro Linuksa, które stoi u podstaw Androida, zawiera dziesiątki milionów linijek kodu. Często literalnie zbędnego, jeśli weźmiemy pod uwagę na przykład sterowniki do egzotycznych drukarek i fakt, że mogą się one znaleźć w galanterii lub Thermomiksie – a to tylko pierwsze przykłady z brzegu. Tymczasem mikrojądra są nawet o cztery-pięć rzędów wielkości mniejsze, ich elastyczność pozwala zaś umieścić w pamięci urządzenia tylko to, co jest istotnie potrzebne.

Zachwytom nie było końca, a rozentuzjazmowani przedstawiciele Huawei’a, z prezesem Richardem Yu na czele, przekrzykiwali się w prezentowaniu kolejnych zalet HarmonyOS. Spychając na bok korporacyjną kurtuazję, Androida – oraz iOS – sam Yu wprost określił mianem przeładowanego kodem, podczas gdy autorski dyspozytor deterministyczny miał na łopatki rozkładać szeregowe planowanie Linuksa pod względem efektywności przydzielania zasobów. Oj, naprawdę spektakularna to była prezentacja.

Fantasmagoria? Nie – na profilach społecznościowych firmy Huawei cały czas znaleźć można archiwalne wpisy z tamtego okresu, wypchane efektownymi animacjami i buńczucznymi slajdami. Mało tego, wciąż aktywne pozostaje też repozytorium na GitHubie zawierające źródła i rozszerzoną dokumentację, co stanowi żywy dowód na to, że opisywany projekt istnieje. W jakiejś formie.

HarmonyOS ma niespodziankę: proces z Androida Q

Po środowej konferencji i szumnej prezentacji HarmonyOS 2.0 rodzi się jednakowoż nieuchronne pytanie, o jaką właściwie formę chodzi. Ja przyznam, że zgłupiałem. Nie wiem i chyba sam Huawei również nie do końca wie, porzucając niestety rewolucjonizowanie rynku mobilnych systemów operacyjnych na rzecz marketingowego pudrowania.

Zobacz: Huawei pokazał HarmonyOS: lekarstwo na trudne połączenia

Do rzeczy. Mijają niespełna dwa lata; jest czerwiec 2021 roku i bloki startowe opuszcza właśnie rzeczony HarmonyOS 2.0. Tylko, wbrew sugestywnej nazwie, ma on tyle wspólnego z rzekomym poprzednikiem, co płaskoziemcy z wiedzą naukową.

Jak już wiadomo, HarmonyOS 2.0 to po prostu kolejna wariacja na temat Androida 10, w dodatku nosząca znamiona pracy wykonywanej na kolanie. Okazuje się bowiem, że w systemie pozostał proces easter egga protoplasty. Wprawdzie Huawei zasłania się użyciem nadplanowych zasobów, ale to nie zmienia sedna sprawy: nowy HarmonyOS ma się nijak do pierwotnie przedstawionych, rewolucyjnych założeń. Cytując prezesa Richarda Yu, jest przeładowany kodem i archaiczny, ale zostawmy zgryźliwości.

Zobacz: Huawei HarmonyOS miał rozgromić Androida, a sam jest Androidem

Forkowanie Androida ciężko piętnować, wszak w mniejszym bądź większym stopniu robi to lwia część branży. W tym miejscu wystarczy przytoczyć przykład Amazon Fire OS, nie wspominając już o dziesiątkach nakładek UI, spośród których znaczna część ewidentne znamiona back-endowych modyfikacji również nosi. Znamienny jest natomiast fikołek, który włodarze Huaweia wykonali.

Repozytorium mikokernelowego HarmonyOS właściwie od chwili premiery jedynie leży i pokrywa się kurzem. Temat jego komercyjnego zastosowania ucichł wraz z garstką telewizorów z niedostępnej na Starym Kontynencie rodziny Vision TV. Tym, co finalnie trafia do użytkowników ponad 100 urządzeń, jak się pochwalono, jest de facto kolejne wcielenie popularnego robocika. Bardzo estetyczne, bo przywodzące na myśl fenomenalnego w tej kwestii Deepin Linuksa, a ponoć także zoptymalizowane jak nigdy… ale jednak to dalej stare schematy. Co najwyżej w ciekawszym anturażu.

Rozumiem poniekąd narrację, że spółka z Shenzhen zunifikowała nazewnictwo, by, jak twierdzą niektórzy komentatorzy, podkreślić wspólny ekosystem. Ma to sens, gdyż niewykluczone, że prostsze urządzenia – pokroju smart zegarków – mimo wszystko otrzymają mikrokernel, czyli prawdziwy HarmonyOS. Zresztą, na to wskazuje jedna z wypowiedzi Huawei'a, który utrzymuje teraz, że jądro Linux trafi wyłącznie na "urządzenia z większą ilością pamięci". Bądź co bądź, patrząc z technicznego punktu widzenia, w najlepszym razie wyszedł z tego chaos, w gorszym – soczysty policzek dla tych, którzy wierzyli w rewolucję na nieco skostniałym już rynku mobilnych OS-ów.

Konia z rzędem temu, kto się w tym zamieszaniu odnajdzie, bo pamiętajmy, że – obok projektów z serii Harmony – Huawei rozwija też LiteOS; mikrokernelowy system dla urządzeń internetu rzeczy. Trochę paradoksalnie, temu ostatniemu jest do pierwotnego HarmonyOS bliżej niż nowej wersji 2.0, która stosując dotychczasową nomenklaturę, mogłaby być kolejnym EMUI. Dodatkowo, sam HarmonyOS pierwszej generacji został wcielony w otwartoźródłowy projekt OpenHarmony, a ten – żeby było zabawniej – idzie dwoma ścieżkami. Tylko jedna z nich wychodzi od zera, druga to z kolei pocięty Android. Nie zazdroszczę ludziom z PR-u, którzy będą musieli tłumaczyć te zawiłości statystycznemu konsumentowi. 

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News

Źródło zdjęć: Huawei (YouTube)

Źródło tekstu: wł., Huawei

Przewiń w dół do następnego wpisu