DAJ CYNK

Vivo TWS Neo | szybki test

Dodane przez: Arkadiusz Bała (ArecaS)

Kategoria: Testy sprzętu

Interakcje: 18263


Vivo TWS Neo to słuchawki TWS celujące w nieco wyższy segment niż większość konstrukcji tego typu. Niestety robią trochę za mało, żeby uzasadnić swoją wysoką cenę.

Podsumowanie | Ocena końcowa: 7/10

Słuchawki Vivo TWS Neo oferują lepszą jakość dźwięku i szersze wsparcie kodeków niż większość konkurencyjnych konstrukcji, co jest ich główną siłą. Nieźle wypada także czas pracy na baterii. Niestety wspomniane zalety nie rekompensują wygórowanej ceny. Na korzyść słuchawek nie przemawia także mocno rozjaśnione, pozbawione basów brzmienie, które kiepsko zgrywa się z większością popularnych gatunków, oraz dobór materiałów, który nie przystaje do omawianego segmentu cenowego.

Wady

  • Agresywne, mocno skupione na wysokich tonach brzmienie
  • Wygórowana cena
  • Jakość materiałów nie przystaje do ceny urządzenia
  • Brak izolacji
  • Część funkcjonalności dostępna wyłącznie na smartfonach Vivo

Zalety

  • W kategoriach technicznych wysoka jakość dźwięku
  • Lekkie i wygodne
  • Niezły czas pracy na baterii
  • Wsparcie dla kodeka aptX Adaptive

Zacząć wypadałoby od tego, że Vivo TWS Neo to słuchawki, które w polskich sklepach znajdziemy za 499 zł. To o tyle istotne, że kiedy wyjmiemy je z pudełka… cóż, zdecydowanie na to nie wyglądają. Efektowne błyszczące wykończenie z charakterystycznym gradientem może się podobać, fakt, ale twardy plastik, z którego wykonano i słuchawki, i etui, robi już nieco gorsze wrażenie. Kojarzy się z konstrukcjami kilkukrotnie tańszymi, a nie produktem aspirującym – bądź co bądź – do segmentu premium.

Vivo TWS Neo

W kwestii wygody Vivo TWS Neo wypadają całkiem w porządku, o ile pasują nam konstrukcje douszne. Słuchawki są lekkie, nie uwierają i leżą w uszach komfortowo, ale jednocześnie nie zapewniają żadnej izolacji od otoczenia i nie trzymają się równie pewnie co klasyczne dokanałówki. Co prawda podczas codziennego w biurze lub na spacerze w parku raczej nie będzie to problemem, ale w autobusie lub podczas ćwiczeń testowane słuchawki raczej  się nie sprawdzą. Na plus trzeba odnotować wyjątkowo precyzyjną obsługę gestami oraz funkcję wstrzymywania odtwarzania po wyjęciu słuchawek z uszu.

Vivo TWS Neo obsługują łączność Bluetooth 5.2 oraz szeroki wachlarz kodeków, w tym AAC, SBC i aptX Adaptive. Ten ostatni ma zapewniać wyższą jakość dźwięku i niższe opóźnienia względem klasycznego aptX, jednak korzyści z tego tytułu są praktycznie niedostrzegalne. Szczególnie w przypadku gier nadal daje się we znaki wyraźny brak synchronizacji między dźwiękiem a wyświetlanym obrazem. Mimo to obecność nowszej wersji kodeka zasługuje na pochwałę.

Vivo TWS Neo

Oczywiście nie jest wykluczone, że lepsze rezultaty w kontekście opóźnień można uzyskać na smartfonach Vivo, ponieważ część funkcjonalności dostępna jest wyłącznie w przypadku urządzeń producenta. Mowa chociażby o funkcji szybkiego parowania po otwarciu etui oraz aktywacji efektów dźwiękowych. W przypadku innych smartfonów nasze możliwości są znacznie bardziej okrojone i to nawet po instalacji dedykowanej aplikacji. Oferowana przez nią funkcjonalność sprowadza się do aktualizacji oprogramowania słuchawek i personalizacji sterowania.

Dźwiękowo Vivo TWS Neo budzą dość mieszane uczucia. Technicznie na pewno prezentują wyższy poziom niż większość dousznych TWS-ów; w pewnym sensie nawet adekwatny do ceny. Wsłuchując się uwagę przykuwa całkiem niezłe odwzorowanie detali, ładne zróżnicowanie dźwięków i efektowna scena. Niestety wszystko to podkopuje charakter brzmienia. Jest ono mocno skupione na wysokich tonach, które na dłuższą metę potrafią być agresywne i dość męczące. Jednocześnie przez brak poprawnej izolacji niskich tonów nie ma tu prawie w ogóle, choć trzeba oddać, że to co się uchowało, technicznie wypada całkiem nieźle. Tak czy inaczej tutejsza prezentacja dźwięku kiepsko zgrywa się z większością popularnych gatunków, o ile nie mamy dość specyficznych preferencji.


Deklarowany przez producenta czas pracy na baterii to jednorazowo ok. 4,5 godziny oraz 22,5 godziny po uwzględnieniu akumulatora w etui. To dobry wynik, nawet jeśli daleko mu do rekordów. Do ładowania słuchawek wykorzystamy port USB-C. Niestety zabrakło ładowania bezprzewodowego.

No i mając to wszystko na uwadze koniecznie trzeba ponownie wrócić do ceny. 499 zł to dużo jak za parę pchełek TWS ze wszystkimi ich ograniczeniami. Choć testowany model ma swoje plusy, ma też kilka wad, które skutecznie je podważają i nie robi zbyt dużo, żeby je zrekompensować.

Sprawdź cenę słuchawek w serwisie Ceneo

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News

Źródło zdjęć: własne

Źródło tekstu: własne

Przewiń w dół do następnego wpisu