DAJ CYNK

Test Sony WH-XB900N - słuchawki z ANC dla fanów basu

Dodane przez: Arkadiusz Bała (ArecaS)

Kategoria: Testy sprzętu

Interakcje: 20880

Brzmienie i jakość dźwięku

Sony WH-XB900N do źródła można podłączyć albo przewodowo, albo za pośrednictwem łączności Bluetooth 4.2. W tym drugim przypadku mamy do dyspozycji kodeki SBC, AAC, aptX, aptX HD oraz LDAC, a więc niemalże pełny przekrój rozwiązań dostępnych na rynku.

Sony WH-XB900N

Uprzedzając nieco fakty – testowane słuchawki brzmią o wiele lepiej w trybie bezprzewodowym, niż po kablu. W tym drugim przypadku brzmienie jest zdominowane przez dudniący bas i ma poważne problemy z separacją.

Ale po Bluetooth to zupełnie inna bajka! Żeby nie było niedomówień – to nadal granie basowe, w związku z czym możemy z miejsca zapomnieć o takich pojęciach jak „realizm” czy „naturalność”. Niskie tony – a konkretnie midbas – są podbite i to one stanowią dominantę brzmienia. W efekcie jest ciepło, a dodatkowy bas potrafi zarówno uspokoić przekaż, odwracając nieco uwagę od wyższej średnicy i tonów wysokich, jak i podkreślić sekcję rytmiczną, dodając utworom energii.

Trzeba podkreślić, że brzmienie zostało skrojone głównie z myślą o szeroko pojętej muzyce popularnej, szczególnie spokrewnionej z rapem. Nie oznacza to, że w bardziej wymagających gatunkach, takich jak jazz czy muzyka klasyczna, WH-XB900N nie sprawdzą się w ogóle. Należy jednak liczyć się z tym, że efekty prawdopodobnie okażą się rozczarowujące.

Sony WH-XB900N

Jak już kilkukrotnie wspomniałem, tony niskie są podbite. Technicznie nie są szczególnie imponujące. Zejście jest stosunkowo słabe, subbasu nie ma prawie w ogóle, a podkreślony jest głównie midbas, który na dodatek okazuje się dość powolny i słabo kontrolowany. Rozlewa się na średnicę, co czasem może skutkować nieprzyjemnymi przydźwiękami, np. w przypadku partii fortepianowych, a w szybkich utworach metalowych nie nadąża za sekcją rytmiczną. Całościowo więc nie jestem nim zachwycony, jednak taki sposób prezentacji niskich tonów zaskakująco dobrze współgra z resztą brzmienia, a przytoczone wady nie rażą, o ile trzymamy się głównego przeznaczenia słuchawek, a więc gatunków typowo „radiowych”.

Jako że słuchawki grają brzmieniem na planie V, średnica stanowi raczej uzupełnienie dla pozostałych pasm, a nie główną atrakcję. Charakteryzuje się dość niską rozdzielczością, jest miękka i wycofana. Fajnie współgra ze spokojnymi, balladowymi utworami i kobiecymi wokalami, gdzie dodatkowa porcja ciepła potrafi przynieść bardzo przyjemne rezultaty. Przez większość czasu tony średnie będą się jednak starały przede wszystkim nie przeszkadzać i w tej roli również spisują się dobrze.

Jeśli miałbym wskazać moją ulubioną składową brzmienia słuchawek, to byłyby to bez dwóch zdań tony wysokie. W porównaniu z resztą pasma są one zaskakująco rozdzielcze, ładnie rozciągnięte i stanowią świetną kontrę dla tutejszego zalewającego wszystko basu. Są przy tym stosunkowo łagodne dla słabszych realizacji, nie eksponując wpadek realizatora oraz nie wprowadzają nadmiernej sybilizacji.

Sony WH-XB900N

Scena jest ciasna, a instrumenty grają tuż przy głowie słuchacza, bez wyraźnego podziału na plany. Z separacją bywa różnie. Generalnie nie jest zła, ale wskazanie wyraźnych granic pomiędzy poszczególnymi dźwiękami może sprawiać problemy, szczególnie w obrębie przełomu basów i niższej średnicy.

Dynamika jest niestety wyraźnie spłaszczona, ale było to do przewidzenia, biorąc pod uwagę fakt, że mówimy o słuchawkach basowych, na dodatek bezprzewodowych. Głośność maksymalna nie budzi natomiast zastrzeżeń. Sony WH-XB900N potrafią zagrać wystarczająco głośno, by przebić się przez gwar ulicy, nawet przy wyłączonym ANC.

Mikrofon

Zastosowany w słuchawkach mikrofon w kontrolowanych warunkach spisuje się dobrze. Głos rejestrowany jest wyraźnie i bez poważniejszych zniekształceń. Z pomocą Sony WH-XB900N komfortowo przeprowadzimy rozmowę telefoniczną, choć trzeba mieć na uwadze, że czasem nasze wypowiedzi mogą się zlewać z dźwiękami otoczenia.

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News

Źródło zdjęć: własne

Źródło tekstu: własne

Przewiń w dół do następnego wpisu