W Lublinie zawyły syreny i alert RCB znowu daje ciała
Kilka minut przed południem w Lublinie zawyły syreny ostrzegawcze. Nie jest to pierwsze tego typu zdarzenie, chociaż tym razem przynajmniej wiemy, że ma to związek ze zmasowanym atakiem na zachodnią Ukrainę. Problemem znowu okazuje się alert RCB.
Jeszcze przed samymi syrenami na profilu X Alertu RCB pojawił się następujący wpis:
„UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów.” Alert RCB został wysłany do odbiorców na terenie woj. podkarpackiego i lubelskiego.
Natomiast podczas pisania tego tekstu na x pojawił się kolejny wpis:
„UWAGA! UWAGA! UWAGA! Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów.”
Co gorsza, mimo że zapytałem o to kilku osób i sam dysponuję czterema numerami, to nie dostałem żadnego SMS-a z alertem.
Alert się spóźnił i spóźniać się będzie
Czy to wina osób pracujących w RCB? Niekoniecznie. System ten sam w sobie jest wadliwy. Jak możemy przeczytać na stronie:
Przy bardzo dużym obszarze (w marcu 2019 roku Alert był uruchomiony na terenie całej południowej Polski) czas dostarczenia SMS-a może trwać nawet 3-4 godziny. Dlatego ważne jest, żeby w przyszłości Alert RCB uruchamiać na zdecydowanie mniejszych obszarach, gdzie prawdopodobieństwo wystąpienia zagrożenia jest najwyższe.
W przypadku zdarzeń związanych z konfliktem zbrojnym opóźnienie rzędu 3-4 godzin jest czymś nie do zaakceptowania. Skąd ktoś, kto mieszka w mniejszej miejscowości bez syren, ma wiedzieć, że powinien się schronić, skoro nie dostał SMS-a? Skąd ktoś, kto usłyszał syren, ma wiedzieć, co się dzieje, jeśli sam nie sprawdzi na X alertu RCB, który powinien mu przyjść na telefon?
Aktualizacja:
Dostałem SMS z Alertem na jeden z 4 numerów. Pozostałe wciąż są bez ostrzeżenia.