SSD ma 16 lat i nie chce umrzeć. Takiej elektroniki już nie robią
Stare podzespoły komputerowe potrafią zaskoczyć trwałością. Świetnym przykładem jest leciwy nośnik półprzewodnikowy firmy SanDisk.
SanDisk P4 trafił na rynek jeszcze w 2010 roku, czyli w czasach, gdy SSD były drogie, oferowały mniejsze pojemności i pozostawały dużo mniej popularne niż obecnie. Jeden z takich nośników nadal pozostaje sprawny, a jego SMART wygląda wręcz absurdalnie. Licznik zapisanych danych przekroczył już 9 PB, co odpowiada ponad 140 tysiącom zapisów całego dysku.
Czy obecne SSD też będą wciąż działać za 16 lat? Raczej nie
Nie oznacza to jednak, że kości NAND rzeczywiście przyjęły tyle danych. Autor eksperymentu korzysta z intensywnego buforowania oraz tzw. "ghost writes", dzięki czemu część operacji zwiększa licznik urządzenia, ale nie kończy się fizycznym zapisem całej porcji danych w komórkach NAND. To bardziej ekstremalny test kontrolera, firmware'u oraz mechanizmów zarządzania nośnikiem niż klasyczny test wytrzymałości pamięci.
Mimo wszystko wynik jest imponujący. SanDisk P4 wykorzystuje stare MLC NAND wykonane jeszcze w procesie klasy 32 nm oraz dodatkowy bufor SLC nCache, a producent deklarował dla wersji 64 GB wytrzymałość na poziomie zaledwie 40 TBW. Sam dysk ma obecnie ponad 61 tysięcy godzin pracy na liczniku i nadal przechodzi ogólne testy.
Nie oznacza to, że jest okazem zdrowia. SMART odnotował już ponad 2200 niekorygowalnych błędów, a logi pokazują powtarzające się problemy z odczytem LBA 0. Innymi słowy - 16-letni SanDisk nadal żyje, ale ważnych danych zdecydowanie lepiej już mu nie powierzać.
Czy obecne SSD też będą wciąż działać za 16 lat? Raczej nie. Zwłaszcza przy takim obciążeniu. Dzisiejsze nośniki korzystają głównie z pamięci 3D TLC NAND, a w tańszych modelach coraz częściej z QLC NAND. Upakowanie trzech lub czterech bitów w pojedynczej komórce pozwala obniżyć koszt i zwiększyć pojemność, ale odbywa się kosztem liczby możliwych cykli zapisu.