Arcydzieło gatunku. Połączenie "Gwiezdnych Wojen" z "Grą o tron"
Premiera "Diuny 3" to jedna z głośniejszych premier science fiction końcówki roku. I tak jak w przypadku "Gry o tron" i "Gwiezdnych wojen", fani uniwersum serialowej Diuny od HBO Max otrzymają jedną z najwspanialszych oper kosmicznych na dużym ekranie.
Diuna. Mix Gry o tron i Gwiezdych Wojen?
Dwuczęściowe science fiction Denisa Villeneueve'a, dostępne na HBO Max, to idealne połączenie dwóch najbardziej rozpoznawalnych serii we współczesnej rozrywce. Raczej nie zmieni się to w trzeciej, finałowej, części.
Skąd takie porównanie i wnioski? Akcja "Diuny" rozgrywa się w fascynującym świecie, od którego trudno oderwać wzrok. Bohaterowie serii żyją w Imperium Galaktycznym, którego istnienie zależy od sukcesu produkcji pewnej przyprawy na pustynnej planecie Arrakis.
Collider twierdzi, że "Diuna" wydaje się idealnym połączeniem "Gwiezdnych Wojen" i "Gry o tron", szczególnie że bez Franka Herberta nie byłoby planety Tatooine i postaci Neda Starka. To właśnie "Diuna" zainspirowała budowę świata w tych dwóch epickich seriach, która zaczęła się od złożoności Imperium i daremnej walki o władzę, która pogrążyła przedstawiany świat w chaosie.
Książe Leto Atryda, podobnie jak Ned Stark, jest idealistą, który nie potrafi zboczyć z właściwej drogi. W dużym skrócie, Imperator skazany jest od samego początku na porażkę, tak samo jak Ned Stark w roli Namiestnika Króla. Ich upadek jest nieunikniony i daje początek wojnie, z której nie ma powrotu.
Jeśli chodzi o pustynne planety, to są one częstym motywem w "Gwiezdnych Wojnach", podobnie jak cały dyskurs o przyprawach, które w świecie Lucasa działają jak narkotyk.
I choć najlepsze lata "Gry o tron" i "Gwiezdnych wojen" już minęły, to "Diuna" bardzo sprawnie ciągnie ten temat. Reprezentuje to co najlepsze w obu światach. A fani mogą być pewni, że nuda im nie grozi.
Najnowsza odsłona tej doskonałej serii science fiction od Denisa Villeneuve'a zadebiutuje w kinach 18 grudnia 2026 roku.