Chiny są technologicznie w 2004 roku. Nie ma co bić piany

Ile by Chiny nie chwaliły się przełomami, fakty są bezlitosne. Analitycy szacują, że to poziom rozwoju z 2004 roku. Serio. Mokry sen o własnych akceleratorach AI nadal pozostaje tylko snem i marketingową papką.

Patrycja Korba
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Chiny są technologicznie w 2004 roku. Nie ma co bić piany

Mimo potężnych budżetów Chiny są daleko w tyle

Według najnowszych analiz przeprowadzonych przez Francois-Xaviera Bouvignies, analityka z banku inwestycyjnego UBS, chińska technologia litograficzna znajduje się obecnie na etapie rozwoju zbliżonym do tego, w jakim holenderski gigant ASML był w 2004 roku.

Dalsza część tekstu pod wideo

Z powodu nałożonych sankcji eksportowych przez USA, Państwo Środka straciło dostęp do nowoczesnych maszyn od takich firm jak ASML czy Lam Research. Choć chińskie podmioty takie jak ACM Research czy AMEC odniosły duży sukces w tworzeniu urządzeń do osadzania chemicznego i trawienia wafli krzemowych, wciąż nie potrafią sprostać głównemu i najtrudniejszemu wyzwaniu – zaawansowanej fotolitografii.

To właśnie ten, najbardziej wymagający etap produkcji jest największym europejskim skarbem dzierżonym niepodzielnie przez holenderski ASML. Wymagana jest tutaj skrajna precyzja, ogromna stabilność procesów i do tego wielka przepustowość maszyn, by cały proces był opłacalny.

Chiny wciąż jednak próbują i można przyjąć, że w końcu im to wyjdzie

Chiny budują własny, równoległy ekosystem, w którym główną rolę gra Shanghai Micro Electronics Equipment (SMEE). W 2023 r. pojawiły się nieoficjalne doniesienia, że firma zaprezentowała swój pierwszy skaner immersyjny DUV (Deep Ultraviolet) o nazwie SSA/800-10W, przystosowany do litografii 28 nm.

Brakuje jednak jakichkolwiek twardych dowodów na to, że sprzęt ten faktycznie trafił do masowego użytku, a branża komentowała, że to tylko potwór Frankensteina złożony z używanych komponentów. Niedawne, lipcowe plotki o wielkoskalowej produkcji rodzimych maszyn DUV również nie znalazły absolutnie żadnego potwierdzenia w dokumentach zakupowych fabryk, ofertach pracy inżynierów czy w publikacjach badawczych.

Pamiętać należy, że samo wybudowanie działającego prototypu to dopiero połowa drogi. Proces wdrożenia komercyjnego może zająć nie miesiące, lecz całe lata. Wymaga on rygorystycznych testów na waflach inżynieryjnych, porównywania wyników z rynkowym standardem maszyn ASML, tworzenia nowych procedur produkcyjnych oraz żmudnej certyfikacji. Patrząc na branżowe standardy to przynajmniej 2 lata dodatkowej pracy, o ile ktoś wie, co robi. Chiny tymczasem działają po omacku.