Xiaomi 18 Pro Max w naszych rękach. Ten jeden detal jest na nie
Xiaomi 18 Pro Max i Xiaomi 18 Pro to jedne z pierwszych telefonów z nowymi 5 GHz procesorami Snapdragon. Skorzystaliśmy z okazji i złapaliśmy je w nasze ręce podczas Snapdragon Summit. Nietypowe pierwsze wrażenie.
Xiaomi chciało błysnąć, no ale sam nie wiem
Na wstępie, zgodnie z daną obietnicą zaznaczę, że nasz wyjazd na Snapdragon Summit zasponsorował Qualcomm, ale nie wpływa to na wydźwięk i charakter naszych tekstów. Wracając zaś do tematu, jak już pisaliśmy nowe flagowce Xiaomi zapowiadają się wyjątkowo gorąco, a ekran z funkcją anonimizacji treści (jak w Galaxy S26 Ultra) to wyjątkowo atrakcyjny dodatek.
Gdy już wydawało się, że jedyne co uda się zobaczyć to smartfon w dłoni prezesa, w specjalnej strefie spotkałem oba telefony. Czyli malutkiego Xiaomi 18 Pro z podstawowym Snapdragon 8 Elite Gen 6 oraz nieco większego Xiaomi 18 Pro Max z flagowym chipem Qualcommu w wersji Snapdragon 8 Elite Extreme Gen 6.
Przedpremierowe pokazy mają swoje prawa
Gdy na hasło 4 zera odblokowałem komputer Googlebook jedna z osób z obsługi wpadła z paniką. Okazało się, że pierwsze wrażenia są dostępne dla dziennikarzy od października. No dobrze, a jak z telefonami?
Motorola Signature 27 z topowym procesorem w wersji Extreme stała sobie pod kopułką i nawet nie szło jej wziąć do ręki. Tuż obok były natomiast przyczepione do standów Xiaomi 18 Pro i Xiaomi 18 Pro Max. Zainteresowanie nimi nie było jednak wielkie... przez ten jeden detal.
Telefony były niestety zablokowane. Jedyne co mogliśmy zrobić to zdjęcia obudów i dostępu do aparatu, bez opcji zgrania zdjęć. W przeciwieństwie do szczęściarza, jakim jest SuperScientific, nie mogłem oglądać czarnego, różowego i białego wariantu telefonów. W ruch poszedł nakrapiany srebrnymi drobinkami granatowy Cosmic Blue.
No ładnie na renderach, ale w ręku nie polecam
Nie zamierzam się znęcać absolutnie nad możliwościami i designem Xiaomi 18 Pro i Xiaomi 18 Pro Max. To wyjątkowo kompaktowe i lekkie telefony, oferujące niewyobrażalne wręcz możliwości praktycznie w każdej dziedzinie. A już ekran na wyspie aparatów z animowanymi kompanami jest zwyczajnie uroczy i chwyta za serce.
Natomiast cały ten Cosmic Blue, z racji swojej pstrokatości i wykończenia na wysoki połysk, powoduje negatywne odczucia. Raz, że palcuje się od samego patrzenia, to do tego całościowo daje wrażenie taniego plastiku i pustego w środku telefonu.
Jestem więcej niż pewien, że Xiaomi dało tutaj absolutnie wszystko, tylko nie tanie materiały. Ale jeśli nie chcesz się zrazić do urządzenia na dzień dobry, do ręki weź inny wariant wykończenia. O ile niska masa jest zawsze na plus, to w połączeniu z taką fakturą niestety nie zgrywa się.
Słowem, to wariant kolorystyczny bardziej pod spektakularne rendery i marketing, ale już nie do codziennego użytkowania. Oczyma wyobraźni już słyszę krzyki żon/mężów, "dałeś/aś 7000 zł za takie badziewie z plastiku?!".
Zabrałem na wyjazd Vivo X300 Ultra, Google Pixel 11 Pro XL i Apple iPhone 18 Pro Max. Jeden cięższy i większy od drugiego. Nowe telefony Xiaomi w smukłości, masie i ogólnych gabarytach to przy nich pchełki. I w sumie trochę szkoda, że nowoczesna lekkość i dobre wyważenie, przy siermiężnej klasie premium konkurentów jawią się jako tania plastikowość.
Powyższy tekst rzecz jasna nie jest recenzją i nawet trudno go nazwać pierwszymi wrażeniami. To bardziej ocena jednego z 4 dostępnych wariantów wykończenia obudowy. I tylko ten jeden mnie nie przekonał. Czekam na kolejne. PS. tym razem na europejską premierę nie będziemy musieli czekać aż do lutego — globalna dostępność planowana jest jeszcze na ten rok.