TELEPOLIS.PLhttp://www.telepolis.plTematyką portalu TELEPOLIS.PL jest szeroko pojęta telekomunikacja - zarówno stacjonarna, jak i ruchoma. Obejmuje ona telefonię w najróżniejszej postaci, sprzęt telekomunikacyjny, a także nowe technologie służące do przekazywania danych i komunikacji międzyludzkiej. Codziennie na stronach TELEPOLIS.PL pojawia się nawet kilkanaście wiadomości, a w ciągu miesiąca kilka obszernych artykułów.plWed, 06 Jul 2022 09:46:10 +0200Copyright (c) Comperia.pl S.A., All Rights ReservedWed, 06 Jul 2022 09:46:08 +0200TELEPOLIS.PLhttp://www.telepolis.pl/rss/admin@telepolis.pl (Telepolis.pl)Nowe PlayStation Plus w akcji. Zapłaciłem za butik, dostałem dyskonthttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-plus-essential-extra-premium-recenzja-opinie<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/06/playstation-plus-nowe/playstation-plus-nowe.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Sprawdziłem w akcji nowe PlayStation Plus. Liczyłem na więcej. Dużo więcej.</strong></p><p>Starożytni Grecy wierzyli, że na początku był Chaos. Dopiero z niego powstali Bogowie i cały znany nam świat. Nie ma to rzecz jasna większego znacznia – po prostu szukam dobrego momentu, kt&oacute;ry można by uznać za początek wojny między PlayStation i Xboksem. Tak naprawdę jednak interesuje nas to, co miało miejsce nieco p&oacute;źniej. <strong>Konkretnie w 2017 roku, kiedy to Microsoft wprowadził usługę Xbox Game Pass.</strong></p> <p>Game Pass <strong>zmienił zasady gry</strong>. Od teraz gracze, kt&oacute;rzy chcieli pograć na konsoli Microsoftu, nie musieli już kupować każdej gry osobno. Zamiast tego mogli opłacać niedrogą subskrypcję, kt&oacute;ra gwarantowała im dostęp do bogatej biblioteki tytuł&oacute;w dostępnych od zaraz na wyciągnięcie ręki. A co w tym czasie mieli do dyspozycji posiadacze PlayStation? Abonament PlayStation Plus z trzema darmowymi grami na miesiąc i usługę streamingu PlayStation Now. Albo – co jest bardziej prawdopodobne – tylko PlayStation Plus, bo Now przez lata dostępny był raptem na kilku rynkach i nic nie wskazywało na to, żeby miało się to kiedykolwiek zmienić.</p> <p>Tak czy inaczej <strong>oferta subskrypcyjna Sony na tle rywala zaczęła się prezentować dość biednie</strong>, a gracze to dostrzegali. Na odpowiedź trzeba jednak było czekać aż pięć lat, ponieważ dopiero teraz debiutuje zupełnie nowe, przeprojektowane PlayStation Plus, kt&oacute;re raz na zawsze pokaże Microsoftowi, gdzie jego miejs…</p> <p><em>W tym miejscu autor tekstu nie umiał się powstrzymać i wybuchnął salwą śmiechu. Do pisania artykułu wr&oacute;cił po ok. dziesięciu minutach.</em></p> <p>Wybaczcie. Problem w tym, że <strong>jeśli nowe PlayStation Plus faktycznie jest „nowe”, to ze mnie jest anorektyk</strong>. A zdecydowanie nie jest – dowody znajdziecie na naszym kanale youtube’owym. Sony postanowiło ujednolicić nieco swoją ofertę, łącząc PlayStation Plus i PlayStation Now w jedną subskrypcję. <strong>Bo w sumie tym w praktyce jest nowe PlayStation Plus – nieco bardziej zawiłym rebrandingiem.</strong> Dla Polak&oacute;w jednak jest to pewna nowość, ponieważ do tej pory do PlayStation Now i streamingu gier nie mieliśmy dostępu. Ale czy jest się z czego cieszyć?</p> <h3><strong>Nowe szaty kr&oacute;la</strong></h3> <p>I tu powoli dochodzimy do meritum. Nowe PlayStation Plus właśnie wystartowało, a ja miałem okazję sprawdzić je w akcji. Pierwsze wrażenia? „Meh.”</p> <p>Ale po kolei. Przede wszystkim wybaczcie ten przydługi wstęp, jednak wydaje mi się, że <strong>szerszy kontekst jest w tym wypadku dość istotny</strong>. Sony pali się grunt pod nogami. Game Pass może nie pogrążył sprzedaży PlayStation 5, ale to mocny argument w rękach Microsoftu, na kt&oacute;ry Japończycy nie mieli dotąd odpowiedzi. Odpowiedzi, na kt&oacute;rą liczyli sami gracze. Na pewno dało się to wyczuć, czytając sekcje komentarzy w branżowych mediach i na portalach społecznościowych. <strong>Nowe PlayStation Plus miało być właśnie taką odpowiedzią</strong>. Nawet jeśli Sony nigdy tak tego nie komunikowało (całkiem rozsądnie), to w ten spos&oacute;b było, jest i będzie ono postrzegane przez użytkownik&oacute;w.</p> <p style="text-align:center"><img alt="" src="/images/2022/06/playstation-plus-nowe/playstation-plus-nowe-06.jpg" /></p> <p>Ta świadomość siedziała mi gdzieś z tyłu głowy od pierwszych chwil, kiedy wczoraj, kr&oacute;tko po p&oacute;łnocy m&oacute;j dotychczasowy abonament PlayStation Plus został przekształcony w <strong>PlayStation Plus Essential</strong>. Odbyło się to całkiem bezproblemowo i pewnie nawet bym tego faktu nie odnotował, gdybym nerwowo nie odświeżał interfejsu konsoli (nie oceniajcie – to na potrzeby artykułu 😅). Kilka kliknięć i udało mi się dokopać do menu, w kt&oacute;rym mogłem dokonać upgrade’u do wariantu Extra lub Premium.</p> <p>Oczywiście wybrałem ten ostatni – choćby po to, żeby sprawdzić wszystko, co nowe PlayStation Plus ma do zaoferowania. Jako że moja aktualna subskrypcja kończyła się 14 lipca 2022 roku, <strong>koszt migracji do wyższego poziomu wyliczono na 24,18 zł</strong>. Dla mnie układ idealny. Zapłaciłem grosze, a 22 dni to dość czasu, żeby sprawdzić, z czym to się je i podjąć decyzję, co dalej. Podejrzewam jednak, że gdyby do końca subskrypcji zostało nieco dłużej, to wcale do śmiechu by mi nie było.</p> <h3><strong>Bo liczy się ilość, a nie jakość</strong></h3> <p>No dobra, to co dostałem dzięki upgrade’owi? Przede wszystkim <strong>pokaźną bibliotekę gier na PlayStation 4 i 5 dostępnych od ręki dla każdego użytkownika</strong>. Jest ich sporo – sam naliczyłem <strong>niecałe 360 tytuł&oacute;w</strong>. Wśr&oacute;d takiego mrowia gier każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Sam np. ucieszyłem się na okazję, by w końcu ograć dwie pierwsze części The Dark Pictures Anthology i Bloodstained oraz wr&oacute;cić do klasycznych odsłon Final Fantasy. Podejrzewam jednak, że generalnie większą atrakcją będą tytuły pokroju remastera <strong>Demon’s Souls</strong> czy <strong>Assassin’s Creed: Valhalla</strong>, a więc stosunkowo świeże tytuły AAA.</p> <p>Ale… no właśnie. „Stosunkowo” świeże. <strong>Nowości w dniu premiery tutaj nie znajdziemy</strong>, o czym Sony samo kilkukrotnie uprzedzało. Podobnie pr&oacute;żno szukać niezależnych hit&oacute;w Internetu pokroju Unpacking, Death’s Door czy Tunic, w kt&oacute;re jeszcze niedawno zagrywali się posiadacze Game Passa. Og&oacute;lnie rzecz biorąc cała <strong>biblioteka PlayStation Plus Extra kojarzy mi się raczej z ofertą dyskontu, gdzie opłacalność liczona jest w przeliczeniu na ilość towaru, ale niekoniecznie jakość</strong>.</p> <p style="text-align:center"><img alt="" src="/images/2022/06/playstation-plus-nowe/playstation-plus-nowe-01.jpg" /></p> <p>Tak og&oacute;lnie to rzecz jasna nic złego. Podejrzewam, że <strong>dla niedzielnych graczy i os&oacute;b zaczynających swoją przygodę z PlayStation taka oferta może się nawet wydawać atrakcyjna</strong>. Tyle tylko że dostęp do biblioteki <strong>PlayStation Plus Extra kosztuje na rok 400 zł </strong>– prawie dwa razy więcej niż podstawowy pakiet Essential. Szczerze? Nie jestem przekonany, czy warto dopłacać. Jeśli faktycznie zależy Wam na oszczędnościach, znacznie lepszym pomysłem wydaje się zainwestowanie tych 160 zł r&oacute;żnicy podczas wyprzedaży.</p> <p>Ale zał&oacute;żmy, że jesteście gotowi zapłacić za droższy pakiet. Może w takim razie lepiej będzie wybrać od razu <strong>PlayStation Plus Premium</strong>? Roczna subskrypcja kosztuje <strong>480 zł,</strong> a więc raptem 80 zł więcej niż Extra. No i tutaj znajdziemy te bardziej intrygujące nowości: <strong>bibliotekę klasycznych gier</strong> oraz <strong>streaming</strong>. Nie ukrywam, że to właśnie na te funkcje czekałem najmocniej.</p> <h3><strong>To dla kogo jest ten streaming?</strong></h3> <p>W szczeg&oacute;lności zacierałem sobie rączki na streaming. Od dawna nie mam gamingowego peceta, za to mam szybki Internet i router z Wi-Fi 6. Mam też smartfona z dokupionym do niego dedykowanym kontrolerem oraz komputer z systemem macOS. Normalnie modelowy klient rodem z artykułu promującego streaming gier. I wiecie co? I g&oacute;… ekhm, „i nic z tego”. <strong>Strumieniowanie gier w PlayStation Plus Premium dostępne jest wyłącznie na konsolach PlayStation oraz komputerach z Windowsem.</strong></p> <p>W czasach, kiedy Microsoft, Google i NVIDIA zachwalają streaming gier jako świetną alternatywę dla os&oacute;b, kt&oacute;re nie mają dedykowanego sprzętu do grania, <strong>PlayStation pozwala na strumieniowanie gier wyłącznie na urządzeniach, gdzie te gry i tak są dostępne. </strong>Geniusz. Czysty geniusz. </p> <p>Do głowy przychodzi mi tylko jedno sensowne zastosowanie dla streamingu w tej formie: potencjalna oszczędność miejsca na dysku oraz szansa na sprawdzenie gier bez konieczności ich pobierania. Ale nawet tutaj mając szybki Internet, żonglowanie zainstalowanymi tytułami wydaje się na dłuższą metę wygodniejsze. A przecież <strong>bez szybkiego Internetu do strumieniowania gier nawet nie ma co podchodzić</strong>.</p> <p>Trzeba natomiast oddać, że samo strumieniowanie działa całkiem sprawnie. <strong>Jakość obrazu jest zupełnie przyzwoita, a op&oacute;źnienia w przypadku połączenia przewodowego w tandemie ze światłowodem były minimalne.</strong> Nie m&oacute;wię, że nie było ich wcale. Jeśli jesteście na takie rzeczy wrażliwi, pewnie tych parę klatek poślizgu wyczujecie od razu, ale bądźmy szczerzy – nie dla takich os&oacute;b przygotowano tę usługę. Nie wiem, dla kogo tak właściwie ją przygotowano, ale na pewno nie dla takich os&oacute;b. </p> <p style="text-align:center"><img alt="" src="/images/2022/06/playstation-plus-nowe/playstation-plus-nowe-03.jpg" /></p> <p><strong>Streaming to też jedyny spos&oacute;b, by na PlayStation 4 oraz 5 pograć w klasyki z PlayStation 3. </strong>Tych w ofercie jest całkiem sporo i na papierze wydaje się to doskonałe rozwiązanie, żeby odświeżyć sobie np. pierwsze Red Dead Redemption. Tylko jest problem – gry w ramach streamingu działają na oryginalnym sprzęcie. <strong>Żadnego upscalingu, żadnych usprawnień.</strong> Zamiast tego czekają na nas długie czasy ładowania, niskie rozdzielczości i spadki framerate’u. Powr&oacute;t do przeszłości pełną gębą.</p> <h3><strong>Klasyka dla o(d)pornych</strong></h3> <p><strong>Zresztą</strong> <strong>temat klasycznych gier w ofercie PlayStation Plus Premium wydaje się og&oacute;lnie potraktowany po macoszemu</strong>. Tytuły z PSX działają poprawnie, ale jest ich raptem garstka. Do tego wiele z nich to wersje PAL w 50 Hz, co potrafi rodzić problemy związane z płynnością animacji i responsywnością sterowania. Gry z PS2? W abonamencie dostajemy wyłącznie kilka tytuł&oacute;w wydanych jeszcze w czasach PlayStation 4 w ramach inicjatywy PlayStation 2 Classics. Zresztą tutaj także nie obyło się bez wpadki z wykorzystaniem wersji PAL i związanych z tym problem&oacute;w. </p> <p style="text-align:center"><img alt="" src="/images/2022/06/playstation-plus-nowe/playstation-plus-nowe-00.jpg" /></p> <p>O grach na PSP nawet się nie wypowiadam, bo ich nie znalazłem. To znaczy, nie w sekcji przeznaczonej dla klasycznych gier, bo kilka tytuł&oacute;w znalazło się w kolekcji PlayStation Plus Extra. Były to jednak remastery z czas&oacute;w PlayStation 4.</p> <p>W og&oacute;le spos&oacute;b, w jaki oferta klasyk&oacute;w została skatalogowana, woła o pomstę do nieba. Chcecie się dowiedzieć, na jaką platformę oryginalnie ukazał się dany tytuł? To macie pecha, bo jej tu nie ma – a jeśli już, to głęboko zakopana. Chcecie wyfiltrować gry z pierwszego PlayStation? Nope, nie ma takiej opcji. Interesuje Was, na jakiej podstawie część remaster&oacute;w pojawiła się w katalogu PlayStation Plus Extra, a część trafiła wyłącznie do droższego Premium? Mnie też, bo <strong>nie widzę tu absolutnie żadnego klucza</strong>.</p> <p style="text-align:center"><img alt="" src="/images/2022/06/playstation-plus-nowe/playstation-plus-nowe-05.jpg" /></p> <p>Generalnie szkoda, że temat klasycznych tytuł&oacute;w potraktowano w ten spos&oacute;b. Jest to usługa dodatkowo płatna, zarezerwowana wyłącznie dla najwyższego progu subskrypcji. Można pomyśleć, że mamy tu do czynienia z ofertą skierowaną do pasjonat&oacute;w. <strong>Dało się z tego rewelacyjne narzędzie do celebrowania historii PlayStation</strong> – dodać do każdej gry kr&oacute;tką notkę historyczną, stworzyć kolekcje tematyczne ukazujące rozw&oacute;j kultowych serii oraz całych gatunk&oacute;w itd. Nie, zamiast tego dostaliśmy zbitek starych, kiepskich port&oacute;w oraz remaster&oacute;w tylko po to, by czymś uzasadnić wyższą cenę pakietu Premium. Wiem, że się powtarzam, ale Microsoft robi to lepiej. Ba, nawet Nintendo robi to lepiej!</p> <p>No i została wisienka na torcie. Wersje pr&oacute;bne gier, dzięki kt&oacute;rym możemy <strong>przez pięć godzin pograć w wybrane nowości</strong>. Niby super – nie trzeba w ciemno wydawać 300 zł na pełną wersję gry. Tylko dlaczego ta funkcja dostępna jest wyłącznie dla os&oacute;b, kt&oacute;re i tak zostawiają Sony najwięcej kasy w ramach abonamentu? Czy naprawdę to oni powinni być tutaj targetem?</p> <p style="text-align:center"><img alt="" src="/images/2022/06/playstation-plus-nowe/playstation-plus-nowe-02.jpg" /></p> <p>Oczywiście m&oacute;głbym jeszcze dodać, że <strong>te same gry w Game Passie pewnie pojawiłyby się w dniu premiery bez żadnych ograniczeń</strong>, ale trochę to już nudne, prawda?</p> <h3><strong>Dla graczy? Nie, dla udziałowc&oacute;w</strong></h3> <p>Jak pewnie łatwo się domyślić po lekturze tych przemyśleń, jestem nowym PlayStation Plus mocno zawiedziony. To nie jest oferta przygotowana „for the players”. <strong>To oferta, kt&oacute;ra opłaca się wyłącznie Sony: wdrożona stosunkowo niskim kosztem, a gwarantująca dodatkowy zastrzyk got&oacute;wki i zainteresowanie medi&oacute;w.</strong> W rocznym sprawozdaniu finansowym sukces murowany!</p> <p>Ale jako gracz jestem rozczarowany. Bo wiecie, w pr&oacute;żni to wszystko nie wygląda źle: jest spory katalog gier dostępnych od ręki, jest streaming, są wersje pr&oacute;bne… czego chcieć więcej? <strong>Ano tego, żeby to wszystko było zrobione na poziomie, do kt&oacute;rego przyzwyczaiła nas konkurencja.</strong> Jeśli za nowe PlayStation Plus mam płacić jak za Game Passa, to chcę katalog r&oacute;wnie dobrych jakościowo tytuł&oacute;w. Chcę streamingu, kt&oacute;ry poziomem dotrzyma poziomu przynajmniej Stadii i będę m&oacute;gł z niego skorzystać tam, gdzie normalnie nie mam do swoich gier dostępu. No i chcę katalogu klasyk&oacute;w, kt&oacute;ry jakością dor&oacute;wna przynajmniej temu z Nintendo Switch Online – bez fajerwerk&oacute;w, ale za to z jakimkolwiek poszanowaniem fan&oacute;w, kt&oacute;rzy interesują się historią marki.</p> <p>A co dostałem? <strong>Dow&oacute;d na to, że Sony może i nadal robi dobre konsole, ale z realiami wsp&oacute;łczesnego rynku ma coraz bardziej na bakier.</strong></p> <p>Na całe szczęście mamy alterantywy. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na ich temat, koniecznie sprawdźcie nasze <strong>por&oacute;wnanie usług subskrypcji gier</strong>, kt&oacute;re niebawem pojawi się na łamach <strong>Telepolis</strong>!</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-5-okiem-pc-towca-opinie-czy-warto" target="_blank">PlayStation 5. Przestańcie jarać się, że PC za 15k może więcej</a><br /> <strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-5-2021-opinie-ocena" target="_blank">PlayStation 5 ma już rok – i nadal nie warto go kupować</a></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-plus-essential-extra-premium-recenzja-opinieFri, 24 Jun 2022 17:24:32 +0200Karta graficzna kilkaset złotych taniej – to możliwe. Mówię jakhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty<div class="content-full-width full-width"><img alt="Karta graficzna kilkaset złotych taniej – to możliwe. Mówię jak" class="w-100" src="/images/2022/06/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty.jpg" /></div> <p><strong><img alt="Kupno taniej karty graficznej od górnika? To nic strasznego!" src="/images/2022/06/kupno-karty-graficznej-od-gornika/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty-00.jpg" style="display: none;" /><br /> Czy warto kupować tanią kartę graficzną z Allegro lub OLX? Czym r&oacute;żni się karta od g&oacute;rnika względem karty od gracza? O czym warto wiedzieć? Dzisiaj pochylimy się nad tym tematem i rozwiejemy kilka miejskich legend.</strong></p><p><strong>Ostatnie dwa lata – 2020 i 2021 rok – to zdecydowanie nie był dobry okres na składanie nowego lub modernizację starego zestawu komputerowego.</strong> Gł&oacute;wnie ze względu na niską dostępność i szalenie wysokie ceny kart graficznych. Dotyczyło to zar&oacute;wno najnowszych propozycji NVIDIA GeForce RTX 3000 i AMD Radeon RX 6000, jak i starszych generacji. Wysokiego, średniego i niskiego segmentu wydajnościowego. Rodzimego, jak i zagranicznego rynku (nie tylko europejskiego!). Sklep&oacute;w, ale r&oacute;wnież wszelakich portali aukcyjnych i ogłoszeń prywatnych.</p> <h3><strong>Powodem drogich kart graficznych były kryptowaluty i COVID-19</strong></h3> <p>W efekcie w sklepach albo dostępne było tylko kilka sztuk, albo ich ceny były stanowczo wyższe od sugerowanych przez producenta. Nie m&oacute;wimy tutaj o r&oacute;żnicy kilkudziesięciu złotych, a od kilkuset do nawet kilku tysięcy. Momentami to było 318% MSRP! <strong>Na polskim rynku dochodziło do takich patologii, że osoby, kt&oacute;re kupiły kartę graficzną zaledwie minutę po oficjalnej premierze w dużym sklepie czekały na ich dostarczenie kilka miesięcy.</strong></p> <p><br /> <strong>Dwa gł&oacute;wne powody to oczywiście pandemia COVID-19</strong>, kt&oacute;ra wpłynęła zar&oacute;wno na produkcję na całym świecie – w tym w Chinach – jak i transport morski, <strong>ale r&oacute;wnież gorączka cyfrowego złota</strong>, czyli szaleństwo na kopanie kryptowalut. Zanim jednak przejdziemy dalej to wypada chociaż skr&oacute;towo i w dużym uproszczeniu wyjaśnić kilka kluczowych pojęć:</p> <ul> <li><strong>Karta graficzna</strong> - karta rozszerzeń dla komputera wyposażona w rdzeń (GPU) dysponującymi wyspecjalizowanymi jednostkami obliczeniowymi oraz pamięć (VRAM). Odpowiedzialna jest za renderowanie grafiki w grach i programach oraz konwersję na sygnał, kt&oacute;ry następny wyświetlany jest na monitorze.</li> <li><strong>Kryptowaluta </strong>- waluta cyfrowa, kt&oacute;ra została zaprojektowana jako środek wymiany za pośrednictwem sieci komputerowej. Nie jest ona teoretycznie zależna od władzy centralnej (np. bank, rząd). Bazuje na rozproszonych systemach korzystających z zaawansowanej kryptografii. Najpopularniejszą kryptowalutą jest Bitcoin, ale na rynku istnieje kilka tysięcy innych, mniejszych i większych walut tego typu.</li> <li><strong>G&oacute;rnik (kryptowalut)</strong> - osoba zajmująca się hobbistycznie lub zawodowo pozyskiwaniem kryptowalut przy wykorzystaniu „koparek”.</li> <li><strong>Koparka (kryptowalut)</strong> - rozbudowany zestaw komputerowy składający się z jednej lub większej ilości kart graficznych, kt&oacute;rego gł&oacute;wnym celem jest pozyskiwanie kryptowalut.</li> <li><strong>Kopanie/wydobywanie (kryptowalut) </strong>- proces, w kt&oacute;rym transakcje są zatwierdzane cyfrowo w sieci danej kryptowaluty i dodawane do łańcucha blok&oacute;w. Odbywa się to poprzez rozwiązywanie złożonych kryptograficznych łamigł&oacute;wek w celu weryfikacji blok&oacute;w transakcji, kt&oacute;re są aktualizowane w zdecentralizowanym blockchainie. W zamian osoby „kopiące” mogą otrzymać daną kryptowalutę.</li> <li><strong>MSRP (Manufacturer&#39;s Suggested Retail Price) </strong>- skr&oacute;t pochodzący z języka angielskiego, kt&oacute;ry oznacza nic innego jak „cenę katalogową”. Innymi słowy jest to cena sugerowana przez producenta, w jakiej ten teoretycznie zaleca sprzedawcy detalicznemu sprzedaż produktu.</li> </ul> <p>Rzecz jasna słowniczek pojęć m&oacute;głbym kontynuować dalej o pojęcia takie jak „blockchain”, „hashrate” i wiele innych, opisywać konkretne kryptowaluty lub rozwinąć bardziej definicje. <strong>Jednak dzisiaj nie jesteśmy tutaj w celu nauczenia kogokolwiek kopania, a ustalenia czy warto kupować tanie karty graficzne pochodzące z koparek.</strong></p> <h3><strong>Karty graficzne AMD i NVIDIA wr&oacute;ciły do sugerowanych cen</strong></h3> <p>Od początku roku osoby śledzące rynek podzespoł&oacute;w komputerowych mogły zauważyć taniejące karty graficzne. Ceny topniały z miesiąca na miesiąc, aktualnie osiągając wreszcie niemalże wartości MSRP. R&oacute;żnice są czysto kosmetyczne i pomijalne biorąc pod uwagę to z czym mieliśmy dotychczas do czynienia.<strong> Pod koniec maja układy NVIDIA GeForce RTX 3000 kosztowały średnio 106%, zaś AMD Radeon RX 6000 miały cenę na poziomie 102% MSRP.</strong> Zaś rynek wt&oacute;rny zalewany jest kolejnymi używanymi modelami. R&oacute;wnież ze starszych generacji – GeForce GTX 1000, RTX 2000, Radeon RX 5000 i inne.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Karta graficzna kilkaset złotych taniej – to możliwe. Mówię jak" src="/images/2022/06/kupno-karty-graficznej-od-gornika/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty-01.jpg" /></p> <p><strong>Skąd ta zmiana? Najważniejszy pow&oacute;d to krach na rynku kryptowalut.</strong> Cena największej z nich w postaci Bitcoina względem końca ubiegłego roku spadła z 66 500 dolar&oacute;w do „zaledwie” 29 800 dolar&oacute;w pod koniec maja 2022. To pociągnęło za sobą inne cyfrowe waluty, w tym bardzo chętnie kopane <strong>Ethereum</strong>. Tutaj mowa o spadku wartości w tym samym okresie z<strong> około 4700 USD za 1 ETH do 1800 USD.</strong> Dodajmy do tego drożejącą energie elektryczną i <strong>opłacalność po prostu dla wielu os&oacute;b spadła na tyle, że postanowili zrezygnować z tego biznesu lub przynajmniej przestać dokupywać karty graficzne.</strong> Widać to zwłaszcza w krajach mocno rozwiniętych jak Europa Zachodnia, mniej w Azji.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Karta graficzna kilkaset złotych taniej – to możliwe. Mówię jak" src="/images/2022/06/kupno-karty-graficznej-od-gornika/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty-02.jpg" /></p> <p>Wiemy już czemu było drogo i czemu teraz jest tanio. Ale co z najważniejszym pytaniem – <strong>czy warto kupować kartę graficzną od g&oacute;rnika? I tak, i nie.</strong> Zasadniczo jednak nie ma się czego bać. <strong>Wbrew pozorom g&oacute;rnicy często dbają o karty graficzne lepiej niż gracze</strong>. Niemożliwe? A jednak! I nie dotyczy to tylko profesjonalnych kopalni, ale r&oacute;wnież domorosłych g&oacute;rnik&oacute;w.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Karta graficzna kilkaset złotych taniej – to możliwe. Mówię jak" src="/images/2022/06/kupno-karty-graficznej-od-gornika/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty-03.jpg" /></p> <p><strong>Gdy m&oacute;wimy, że karta graficzna „kopie” to oczywiście nie bierze ona kilofa i nie zjeżdża pod ziemię. Rozwiązuje po prostu r&oacute;wnania matematyczne, nie r&oacute;żni się to wiele od zadań wykonywanych w grach komputerowych.</strong> Ot, zależnie od kryptowaluty i wykorzystywanego algorytmu czasami nacisk jest kładziony bardziej na GPU, innym razem na VRAM. Skąd więc moje stwierdzenie, że g&oacute;rnik lepiej dba o kartę od gracza? Bo to narzędzie, „drukarka pieniędzy”. Często kupiona i zarejestrowana na firmę, a nie tylko źr&oacute;dło rozrywki, kt&oacute;re można zastąpić łatwo czym innym.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Karta graficzna kilkaset złotych taniej – to możliwe. Mówię jak" class="w-100" src="/images/2022/06/kupno-karty-graficznej-od-gornika/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty-04.jpg" /></div> <p><img alt="Kupno taniej karty graficznej od górnika? To nic strasznego!" src="/images/2022/06/kupno-karty-graficznej-od-gornika/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty-04.jpg" style="display: none;" /><br /> <strong>G&oacute;rnicy kryptowalut stosują przeważnie specjalny BIOS lub w programach takich jak np. MSI After Burner modyfikują ustawienia kart graficznych.</strong> Zmieniane są taktowania rdzenia, pamięci, limity mocy oraz krzywe obrot&oacute;w wentylator&oacute;w. <strong>Ma to na celu znalezienie „złotego środka” czyli jak najlepszego stosunku wydajności do poboru mocy. W efekcie często skutkując niższymi temperaturami.</strong> Co więcej karty graficzne nie są zamknięte w małych i bądźmy szczerzy – rzadko czyszczonych obudowach komputerowych. Zamiast tego<strong> pracują na przewiewnych stelażach, często z dodatkowym, mocnym nawiewem</strong> i w pomieszczeniach gdzie jest mało kurzu czy sierści zwierząt.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Karta graficzna kilkaset złotych taniej – to możliwe. Mówię jak" src="/images/2022/06/kupno-karty-graficznej-od-gornika/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty-05.jpg" /></p> <p><strong>Ale przecież taka karta graficzna pracuje non stop! To musi być złe. Ponownie – tak i nie. Oczywiście są negatywy takiego stanu rzeczy jak wyższa eksploatacja łożysk w wentylatorach czy szybsze wysychanie past termoprzewodzącej oraz termopad&oacute;w.</strong> Wszystkie z nich jednak łatwo i tanio wymienić w domowym zaciszu (wydatek od kilku do kilkudziesięciu złotych i od 20 do 60 minut pracy), co zresztą nie licząc wentylator&oacute;w powinno się robić przy kupnie każdej starszej karty graficznej. <strong>Jest w tym też pewien pozytyw – karta graficzna cały czas pracuje w mniej więcej tej samej temperaturze</strong>. Nie ma tutaj nagłych skok&oacute;w zimno-ciepło, jak w przypadku gracza, czego elektronika bardzo nie lubi.</p> <p><strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/testy-sprzetu/gainward-geforce-rtx-3090-ti-test-opinie-recenzja">Test GeForce RTX 3090 Ti. Potw&oacute;r w każdym tego słowa znaczeniu</a></p> <p><strong>Co jeszcze może być zagrożeniem w karcie graficznej od g&oacute;rnika kryptowalut? Dokładnie to samo, jak nie mniej, co w przypadku karty od „zwykłego” użytkownika.</strong> Mowa więc o awarii rdzenia lub pamięci, kt&oacute;rych naprawa jest bardzo trudna w domowych warunkach. Spowodowana przeważnie wadą fabryczną krzemu, problemem z lutami bezołowiowymi po dłuższym czasie lub bardzo długą pracą w zbyt wysokiej temperaturze. <strong>Odchodzą za to obawy o wyrobione złącza wideo, szynę PCIe czy złącza zasilające – g&oacute;rnicy rzadziej tutaj majstrują niż gracze i entuzjaści.</strong></p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Karta graficzna kilkaset złotych taniej – to możliwe. Mówię jak" class="w-100" src="/images/2022/06/kupno-karty-graficznej-od-gornika/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty-06.jpg" /></div> <p><img alt="Kupno taniej karty graficznej od górnika? To nic strasznego!" src="/images/2022/06/kupno-karty-graficznej-od-gornika/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty-06.jpg" style="display: none;" /><br /> <strong>Warto też pamiętać, że sprytny g&oacute;rnik sprzeda Wam kartę graficzną w taki spos&oacute;b, że nawet nie zorientujecie się, że nie pochodzi od gracza.</strong> Wcale nie wystawi jej po dumpingowej cenie, w ilości 30 sztuk czy ze zdjęciem z koparką w tle. Ładny opis i kilka oddzielnych aukcji to żaden problem. Zwłaszcza, dla kogoś kto do tej pory musiał mimo wszystko używać głowy i wiedzieć chociażby gdzie opłacalnie kupić karty oraz kiedy warto było sprzedawać wykopane kryptowaluty.</p> <h3><strong>To w końcu kupować czy nie kupować kartę graficzną od g&oacute;rnika?</strong></h3> <p>Odpowiedzmy wreszcie ostatecznie czy warto kupować kartę graficzną od g&oacute;rnika kryptowalut? To zależy. <strong>Zasadniczo nie r&oacute;żni się to wiele od zakupu jakiejkolwiek używanej karty graficznej. Zawsze więc warto zachować pewną ostrożność,</strong> unikać podejrzanie tanich ofert, a ze sprzedawcą ustalić np. gwarancję rozruchową lub osobiście pojechać po sprzęt. <strong>Po zakupie zaś, jeśli to starsza karta (ma więcej niż p&oacute;ł roku) warto wymienić pastę termoprzewodzącą i termopady.</strong> Czy to samemu, czy w serwisie. Bez r&oacute;żnicy czy koniec końc&oacute;w to sprzęt z koparki, czy komputera gracza.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Karta graficzna kilkaset złotych taniej – to możliwe. Mówię jak" src="/images/2022/06/kupno-karty-graficznej-od-gornika/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowaluty-07.jpg" /></p> <p><strong>Jeśli jesteś komputerowym laikiem</strong> i/lub nie masz doświadczenia z zakupem z rynku wt&oacute;rnego oraz żyłki majsterkowicza <strong>to wtedy bezpieczniej będzie po prostu udać się do sklepu.</strong> I nie dotyczy to nawet kart graficznych od g&oacute;rnika, a og&oacute;lnie używanego sprzętu. Nieco drożej (wygoda kosztuje), ale <strong>otrzymasz fabrycznie nowy sprzęt. Co najważniejsze zar&oacute;wno z gwarancją producenta, jak i rękojmią</strong> <strong>sprzedawcy</strong>, a często nawet możliwością zwrotu (odstąpienia od umowy zakupu) w ciągu 14 dni bez podawania powodu. A rynek wt&oacute;rny zawsze oznacza pewne ryzyko.</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/karta-graficzna-nvidia-amd-allegro-olx-kryptowalutyTue, 07 Jun 2022 07:31:59 +0200OPPO Find X5 Pro: Iga Świątek, Paryż i sportowe emocjehttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/oppo-find-x5-pro-iga-swiatek-paryz-i-sportowe-emocje<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/OPPO-Find-X5-Pro-Paryz/OPPO-Find-X5-Pro-7.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Lechu, wyjdź ze swej pieczary i zobacz co potrafi Oppo Find X5 Pro w Paryżu... na kortach imienia Rolanda Garrosa — zaproponował OPPO. Odpowiedź mogła być tylko jedna :-).</strong></p><h3><strong>OPPO jest sponsorem French Open</strong></h3> <p>Miłośnicy tenisa ziemnego z pewnością zauważyli fakt, że już 4. rok z rzędu OPPO jest partnerem turnieju Roland-Garros. W tym roku firma uruchomiła RG x OPPO Photo Gallery, czyli cyfrową wystawę zdjęć, kt&oacute;re powstają przy użyciu flagowego smartfona firmy - OPPO Find X5 Pro. Co innego jednak oglądać zdjęcia, a co innego m&oacute;c je robić na miejscu, właśnie tym telefonem.</p> <p><img alt="Roland-Garros - OPPO" src="/images/articles/OPPO-Find-X5-Pro-Paryz/OPPO-Find-X5-Pro-39.jpg" /></p> <h3><strong>Telefon czy lustrzanka? Tutaj tego dylematu nie było</strong></h3> <p>Sprawa jest prosta, <strong>na tak duże wydarzenia sportowe lustrzanki nie wniesiesz</strong>. Jedyne co przejdzie przez bramki ochrony to smartfon. Tych zabrałem aż trzy - na wszelki wypadek. Trochę żałowałem, że odesłałem już <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/jaki-telefon-na-urlop-samsung-galaxy-s22-ultra-islandia-opinie" target="_blank">Galaxy S22 Ultra, kt&oacute;ry towarzyszył mi dzielnie na Islandii</a>, ale obok OPPO Find X5 Pro spakowałem małego Galaxy S22 i kozackiego (zdaniem DxOMark) Huaweia P50 Pro z 3,5x zoomem optycznym i 7-krotnym bezstratnym cyfrowym. I z tej tr&oacute;jki w sumie <strong>tylko Huawei nieustannie mnie irytował</strong>. Nie wiedzieć czemu jego aparat działał strasznie ślamazarnie i reagował z bardzo dużym op&oacute;źnieniem. A to przy tak dynamicznym sporcie, jakim jest tenis ziemny, frustrowało niesamowicie.</p> <p>Nie było też mowy o wniesieniu choćby małego statywu — wszystkie ujęcia trzeba było robić "z ręki". Przy korzystaniu z optycznych przybliżeń nie ułatwia to życia — <strong>znaczna część zdjęć z założenia poszła do kosza</strong>.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/OPPO-Find-X5-Pro-Paryz/OPPO-Find-X5-Pro-2.jpg" /></div> <h3><strong><img alt="Roland-Garros - OPPO" src="/images/articles/OPPO-Find-X5-Pro-Paryz/OPPO-Find-X5-Pro-2.jpg" style="display: none;" /><br /> OPPO Find X5 Pro - a c&oacute;ż to za telefon?</strong></h3> <p>O ile pozostałą dw&oacute;jkę urządzeń znałem już dobrze, bardzo ciekaw byłem możliwości propozycji OPPO. W tych aparatach palce maczał <strong>sam Hasselblad</strong>, wiele też obiecuje procesor obrazu <strong>MariSilicon X</strong>. Gł&oacute;wny aparat <strong>50 Mpix (1/1.56", 25 mm)</strong> dostał obiektyw o jasności F/1.7, <strong>tr&oacute;josiową stabilizację obrazu w sensorze</strong> <strong>i dodatkową 2-osiową w obiektywie</strong>. Co ciekawe, r&oacute;wnie <strong>wielki sensor 1/1.56" dostał też moduł ultra-szerokokątny</strong>, o ogniskowej odpowiadającej <strong>15 mm</strong> (110 stopni), światłosile F/2.2 i autofokusie opartym na detekcji fazy (tutaj r&oacute;wnież mamy 50 Mpix). Ostatni z moduł&oacute;w oferuje <strong>2x przybliżenie optyczne</strong> (ogniskowa 52 mm), obiektyw o jasności F/2.4 i wyraźnie mniejszy sensor 1/3.4".</p> <p>No niezłe cacko, trzeba przyznać, choć martwiłem się, <strong>czy aby na pewno wystarczy mi 2x zoom na evencie sportowym</strong>. Gdy jednak wybierasz się na takie wydarzenie na zaproszenie partnera French Open, przed tobą na trybunach siedzi... no właśnie nikt nie siedzi — nie dało się być bliżej zawodnik&oacute;w.</p> <p><img alt="Iga Świątek - Roland-Garros" src="/images/articles/OPPO-Find-X5-Pro-Paryz/OPPO-Find-X5-Pro-58.jpg" /></p> <h3><strong>Iga Świątek jest za szybka dla każdego telefonu</strong></h3> <p>Trzeba to jasno powiedzieć, <strong>nasza duma narodowa jest zbyt szybka i zbyt agresywna na korcie, by uchwycenie jej w bezruchu telefonem było łatwe</strong>. Nawet tryb zdjęć seryjnych nie gwarantował odpowiedniego zamrożenia kadru. Uwzględniając potężną siłę uderzenia w piłkę, kt&oacute;ra rozpędza się do nawet ponad 200 km/h, trzeba wiele szczęścia i/lub naprawdę dobrego sprzętu.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/OPPO-Find-X5-Pro-Paryz/OPPO-Find-X5-Pro-52.jpg" /></div> <p><br /> Profesjonaliści robią tego typu zdjęcia na bardzo wysokiej czułości, dużych sensorach i z ultra kr&oacute;tkim czasem naświetlania matrycy. <strong>To zab&oacute;jcza kombinacja dla małych matryc montowanych w telefonach</strong>. Ale... coś tam udało się pstryknąć:-). <strong>Wszystkie zdjęcia przykładowe zawarte w tekście pochodzą z OPPO Find X5 Pro</strong>. Za dużo się działo na jakieś większe żonglowanie telefonami.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/OPPO-Find-X5-Pro-Paryz/OPPO-Find-X5-Pro-56.jpg" /></div> <h3><br /> [GALERIA:7613]</h3> <h3><br /> <strong>To było bardzo miłe spotkanie z flagowcem OPPO</strong></h3> <p>Oczywiście jak przystało na podr&oacute;ż, było też wiele okazji do zdjęć innych niż sportowe. OPPO Find X5 Pro był bardzo sprawnym kompanem podr&oacute;ży. Największym zaskoczeniem było dla mnie <strong>przetwarzanie HDR-&oacute;w</strong> - tak dynamicznego nieba nie dostałem na zdjęciach z żadnego telefonu do tej pory. </p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/OPPO-Find-X5-Pro-Paryz/OPPO-Find-X5-Pro-14.jpg" /></div> <p><br /> Na pełną recenzję telefonu z dokładną analizą jakości zdjęć i film&oacute;w jeszcze chwilę musicie poczekać. <strong>Smartfon już powędrował do Anny Rymszy, kt&oacute;ra analitycznie przetestuje każdy z tryb&oacute;w</strong>. Natomiast już teraz spodziewać należy się wysokiej oceny, przynajmniej w kwestiach foto. Zresztą sami zobaczcie, jak telefon radzi sobie w poniższych scenariuszach:</p> <ul> <li><strong>Architektura:</strong></li> </ul> <p>[GALERIA:7614]</p> <ul> <li><strong>Lifestyle:</strong></li> </ul> <p>[GALERIA:7615]</p> <ul> <li><strong>Zdjęcia nocne i przy słabym oświetleniu:</strong></li> </ul> <p>[GALERIA:7616]</p> <p>Jako bonus dodaję <strong>nagranie wideo z telefonu (4K)</strong> — bez filtr&oacute;w i kolorowania. W chwili publikacji film jeszcze się przetwarzał, ale po niedługim czasie powinien być dostępny w docelowej jakości:</p> <iframe allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/MCRLk8G_O54" title="YouTube video player" width="560"></iframe> <p style="text-align: center;"> </p> <p style="text-align: center;"><em>Sponsorem wyjazdu była firma OPPO, artykuł nie powstał jednak na zam&oacute;wienie OPPO</em></p> <p><br />  </p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/oppo-find-x5-pro-iga-swiatek-paryz-i-sportowe-emocjeSat, 04 Jun 2022 10:28:52 +0200Gry naszego dzieciństwa - w co grało się 20 lat temu?https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/gry-retro-wspomnienia-najlepsze-dzien-dziecka<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/gry-dziecinstwa-retro.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Pegasus czy Atari? Super Mario czy Prince of Persia? Z okazji Dnia Dziecka wspominamy, w jakie gry grało się 20 (i więcej) lat temu.</strong></p><p><strong>Dzień Dziecka</strong> to bardzo fajne święto. Najmłodsi dostają tego dnia prezenty i wszystko uchodzi im płazem - nawet zjedzenie ciastek na kolację i p&oacute;jście spać bez mycia zęb&oacute;w.</p> <p>A dorośli? Dorośli mogą za to powspominać, jak to fajnie za ich czas&oacute;w bywało. I jako że w redakcji metryką zdecydowanie bliżej nam do tej grupy (choć oczywiście w sercu wszyscy jesteśmy wiecznie młodzi), także my wybraliśmy się w <strong>małą sentymentalną podr&oacute;ż</strong>. Konkretnie postanowiliśmy wr&oacute;cić wspomnieniami do<strong> gier komputerowych, w kt&oacute;re zagrywaliśmy się w dzieciństwie</strong>.</p> <p>Bo w końcu czemu by nie? W końcu to one były dla większości z nas<strong> jednym z pierwszych kontakt&oacute;w z nowoczesną technologią</strong> i zaszczepiły w nas pasję do tego świata. Można powiedzieć, że to dzięki grom komputerowym możecie każdego dziś czytać Telepolis w swojej obecnej formie. Warto więc poświęcić chwilę uwagi temu, od czego wszystko się zaczęło.</p> <p style="text-align: center;"><strong>Arkadiusz Bała</strong></p> <h3 style="text-align: center;"><strong>Contra</strong></h3> <hr /> <p style="text-align:center"><img alt="Contra" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/contra-00003.jpg" /></p> <p>M&oacute;j pierwszy kontakt z grami komputerowymi miał miejsce bardzo wcześnie. W domu od kiedy pamiętam mieliśmy <strong>Pegasusa</strong>. Nie jakąś podr&oacute;bkę, a oryginalnego szarego Pegasusa z Bobmarku, sprzedawanego razem z charakterystycznym fioletowym kartridżem <strong>168in1</strong>.</p> <p>Tak, 168in1 to po prostu piracka składanka, zawierająca kilka popularnych w tamtym okresie tytuł&oacute;w. Nie, tak naprawdę nie było tam 168 r&oacute;żnych gier. To znaczy, menu zawierało 168 r&oacute;żnych pozycji, jednak wiele z nich było po prostu wariacjami na temat tego samego tytułu; jedna mogła zaczynać się od drugiego poziomu, a w innej dostawaliśmy na start więcej życia. W tamtych czasach takie kompilacje były czymś normalnym, a jednak żadna nie mogła r&oacute;wnać się ze 168in1.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Contra" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/contra-00002.jpg" /></p> <p>Dlaczego? Dlatego, że takiego nagromadzenia legendarnych gier nie widział chyba żaden inny nośnik w historii elektronicznej rozrywki. Na jednym kartridżu można było znaleźć Super Mario Bros., Tetrisa, Arkanoida, Ice Climbers i wiele innych gier, kt&oacute;re dziś uchodzą za kultowe oraz stanowią kamienie milowe w historii określonych gatunk&oacute;w. Z tamtego grona szczeg&oacute;lnie ciepło wspominam jednak jeden tytuł: <strong>Contrę</strong>.</p> <p>Contra to klasyczna strzelanka, w kt&oacute;rej<strong> biegniemy w prawo i strzelamy do wszystkiego co się rusza</strong>. Nawet w czasach premiery tytułu nie brzmiało to szczeg&oacute;lnie odkrywczo, ale czy musiało? Czy nie wystarczyło, że mieliśmy okazję wcielić się w inspirowanego Rambo komandosa (a nawet trochę więcej niż „inspirowanego”) i własnoręcznie pokonać armię wrogich żołnierzy, bojowe maszyny i kosmit&oacute;w żywcem wyjętych z kolejnych odsłon Obcego? Wystarczyło, tym bardziej że <strong>klimat wylewał się z każdego piksela wyświetlanego na starym kineskopie</strong>.</p> <p>I nie tylko z piksela, bo muzyka w Contrze r&oacute;wnież była doskonała. <strong>Dynamiczne, heavy metalowe riffy świetnie komponowały się z szybką akcją na ekranie</strong> i zapadały w pamięć znacznie lepiej niż większość utwor&oacute;w, kt&oacute;re można usłyszeć we wsp&oacute;łczesnych produkcjach.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Contra" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/contra-00001.jpg" /></p> <p>I wiecie co? Już samo to by wystarczyło, żebym miał do Contry olbrzymi sentyment. Ale sam sentyment to za mało, żebym chciał do tej gry wracać. A wracam i to po 35 latach od jej premiery. Dlaczego? Dlatego, że <strong>nawet dziś niewiele jest tytuł&oacute;w, kt&oacute;re byłyby tak dopracowane u samych podstaw</strong>.</p> <p>Precyzyjne sterowanie, tryb kooperacyjny, oryginalny projekt poziom&oacute;w, wymagający, ale sprawiedliwy poziom trudności – te rzeczy do dziś wypadają bez zarzutu, a Contra mogłaby robić za wz&oacute;r dla niejednego wsp&oacute;łczesnego tytułu. I w pewnym sensie robi, bo na przestrzeni lat doczekała się licznych naśladowc&oacute;w. A jednak oryginał jest tylko jeden i do dziś jego miejsce w moim sercu (oraz na dysku PlayStation 5) jest niezagrożone.</p> <p style="text-align: center;"><strong>Damian Jaroszewski</strong></p> <h3 style="text-align: center;"><strong>The Legend of Dragoon</strong></h3> <hr /> <p>Kiedy Arek postawił mnie przed zadaniem napisania o grze swojego dzieciństwa, to niemal złapałem się za głowę. Wyzwanie wydawało się niemożliwe do wykonania. Momentalnie na myśl przyszło mi przynajmniej kilka tytuł&oacute;w, o kt&oacute;rych m&oacute;głbym napisać, ale jednocześnie nie byłem w stanie wybrać tego jednego, kt&oacute;ry g&oacute;rowałby nad pozostałymi. No i co to oznacza „gra dzieciństwa”? Czy do tej kategorii łapią się produkcje, w kt&oacute;rej grałem w wieku nastoletnim? Bo jednak to z tego okresu dobrze wspominam najwięcej produkcji.</p> <p style="text-align:center"><img alt="The Legend of Dragoon" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/the-legend-of-dragoon-00001.jpg" /></p> <p>Wiem, że może sam sobie to zadanie utrudniłem, ale ostatecznie dokonałem wyboru. Zastanawiałem się na Resident Evil, Silent Hill, Star Wars: Knights of the Old Republic, Football Manager (grałem jeszcze w Championship Manager), Pro Evolution Soccer, kt&oacute;re pamiętam jeszcze pod nazwą International Superstar Soccer czy też Metal Gear Solid, bowiem było moją pierwszą grą na PlayStation. W każdej z tych produkcji spędziłem dużo czasu, chociaż w PES-ie i FM-ie zdecydowanie najwięcej. Wszystkie wspominam bardzo dobrze. Jednak na żadną z nich się nie zdecydowałem. Jest bowiem produkcja, kt&oacute;rą zawsze wspominam ze szczeg&oacute;lnym sentymentem. Podejrzewam, że nawet jej nie znacie.</p> <p style="text-align:center"><img alt="The Legend of Dragoon" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/the-legend-of-dragoon-00002.jpg" /></p> <p>Ta gra to <strong>The Legend of the Dragoon</strong>, kt&oacute;re wyszło w 1999 roku, czyli jak miałem 12 lat, chociaż podejrzewam, że mogłem w nią grać rok p&oacute;źniej. Myślę, że taki wiek jak najbardziej wpisuje się w definicję dzieciństwa. Czemu akurat ta gra? Powiem szczerze, że nie wiem. Została ona stworzona przez Japan Studio, a wydana przez SCE, czyli Sony Computer Entertainment. Zdaję sobie sprawę, że było pewnego rodzaju odpowiedzią, a może nawet zrzynką z Final Fantasy. Rzecz w tym, że to właśnie Legendę Smoka wspominam najlepiej.</p> <p style="text-align:center"><img alt="The Legend of Dragoon" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/the-legend-of-dragoon-00003.jpg" /></p> <p>Niemal jak wczoraj pamiętam, że grę kończyłem w okolicach Świąt Bożego Narodzenia. <strong>W mojej pamięci tkwi wspomnienie, w kt&oacute;rym siedzę w swoim pokoju przed niewielkim telewizorem z podłączonym PSX-em i pokonuję kolejnych przeciwnik&oacute;w w tym turowym jRPG. </strong>Po chwili mama woła mnie na wigilijną kolację. Może właśnie to zadecydowało, że jest to moja gra dzieciństwa. Może fajna fabuła, a może system walki, kt&oacute;ry opr&oacute;cz wybierania atak&oacute;w wymuszał też naciskanie przycisk&oacute;w w odpowiednim momencie, aby tworzyć kombinacje cios&oacute;w. Nie wykluczam, że sama tematyka postaci zamieniających się w smoki mogą mieć tutaj znaczenie. Nie ma to znaczenia. Szkoda, że marka prawdopodobnie bezpowrotnie przepadła. <strong>Wiele dałbym za remake lub kontynuację.</strong></p> <p style="text-align: center;"><strong>Patryk Łobaza</strong></p> <h3 style="text-align: center;"><strong>Crash Bandicoot</strong></h3> <hr /> <p style="text-align:center"><img alt="Crash Bandicoot" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/crash-bandicoot-00001.jpg" /></p> <p>W dzieciństwie grywałem w wiele gier. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że urodziłem się z padem w ręce. Moje pierwsze kroki stawiałem wraz z ogrywaniem kartridży na Pegasusa, jednak najbardziej w pamięć zapadła mi gra na PlayStation. </p> <p>Chodzi tu konkretnie o znaną serię gier platformowych <strong>Crash Bandicoot</strong>, w kt&oacute;rej tytułowym Crashem pokonujemy kolejne przeszkody i poziomy, by ostatecznie uratować świat. Pierwsza część oryginalnej trylogii wyszła jeszcze w 1996, czyli roku mojego urodzenia. Ja miałem przyjemność ogrywać ją kilka lat p&oacute;źniej i często do niej wracałem.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Crash Bandicoot" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/crash-bandicoot-00002.jpg" /></p> <p>Fabuła rozgrywki jest raczej nieskomplikowana. Wcielamy się w tytułowego Crasha, kt&oacute;ry jest wynikiem eksperyment&oacute;w doktora Neo Cortex. Naukowiec chce wykorzystać zmutowane zwierzęta do przejęcia władzy nad światem. Na szczęście naszemu zwariowanemu jamrajowi udaje się uciec z jego łapsk. Niestety, szalony naukowiec nadal więzi Tawnę, samicę, kt&oacute;rą Crash musi uwolnić.</p> <p>Sama rozgrywka nie jest zbyt długa, bo przejście pierwszej części zajmuje około 2-3 godziny. Tak samo sytuacja wygląda w przypadku reszty trylogii, czyli Crash Bandicoot 2: Cortex Strikes Back z 1997 roku i Crash Bandicoot 3: Warped z 1998 roku. Chociaż w czasach dziecięcych ich przejście zajmowało mi dziesiątki godzin. <strong>Rozgrywka, pomimo tego, że jest kr&oacute;tka, oferuje wiele r&oacute;żnych aktywności.</strong> Opr&oacute;cz omijania kolejnych przeszk&oacute;d i skakania przeciwnikom po głowach, na swojej drodze napotkamy kilku zr&oacute;żnicowanych boss&oacute;w i<strong> wyjątkowych poziom&oacute;w, jak na przykład ten, kt&oacute;ry pokonujemy ujeżdżając dzika</strong>.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Crash Bandicoot" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/crash-bandicoot-00003.jpg" /></p> <p>O mojej miłości do tej serii w dzieciństwie może świadczyć fakt, że <strong>jako 6-7 letnie dziecko postanowiłem napisać o tej grze książkę</strong>. Nie była to fabularna opowieść o bohaterach z gry lub chociaż umiejscowiona w jej świecie. Bardziej przypominała serię wpis&oacute;w encyklopedycznych. Wpisywałem imię postaci, a pod spodem wszystkie informacje, jakie o niej posiadałem. Najobszerniejszym wpisem był oczywiście ten o samym Crashu, kt&oacute;ry zajmował aż dwie strony mojego małego notesu.</p> <p>O tym, że Crash Bandicoot jest grą nie tylko mojego dzieciństwa świadczy fakt, że seria została w 2017 roku odtworzona na PlayStation 4. Niestety, odświeżona wersja nie wciągnęła mnie tak bardzo, jak oryginał dwadzieścia lat temu.</p> <p style="text-align: center;"><strong>Anna Rymsza</strong></p> <h3 style="text-align: center;"><strong>Blockout</strong></h3> <hr /> <p style="text-align:center"><img alt="Blockout" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/blockout-01.jpg" /></p> <p>Sporą część dzieciństwa tłukłam w Tetris na Pegasusie, ale to <strong>Blockout</strong> uważam za najważniejszą grę mojej młodości.<strong> To Tetris w 3D, w kt&oacute;rym klocki spadają „na dno studni”.</strong> W końcu jakieś wyzwanie!</p> <p>Dlaczego to Blockout wygrał? Powody były dwa. Po pierwsze, w Tetris przekręcałam licznik. Implementacja na Pegasusa miała 10 poziom&oacute;w, potem wracała do pierwszego.<strong> Dodatkowy wymiar w Blockoucie przywracał uczucie, że mierzę się z wyzwaniem.</strong> Poza tym można wybrać rozmiar studni i poziom skomplikowania klock&oacute;w. Po drugie – ważniejsze – w Blockout mogłam grać tylko w szkole, więc gloria hiscor&oacute;w spływała na mnie nie tylko z samotnego monitora kineskopowego, ale i od innych ludzi.</p> <p>Blockout to gra polskich tw&oacute;rc&oacute;w, wydana w 1989 roku, wydana na kilka platform przez California Dreams. Trafiłam na nią 8 lat po premierze, za co mogę podziękować nieśpiesznej modernizacji mojej podstaw&oacute;wki. <strong>Grałam na DOS-ie i był to m&oacute;j pierwszy kontakt z komputerem osobistym z kolorowym monitorem… a także pakietem CorelDRAW 6, siecią komputerową i programowaniem z ż&oacute;łwiem.</strong> To były ciekawe czasy dla trzynastolatki!</p> <p style="text-align:center"><img alt="Blockout" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/blockout-02.jpg" /></p> <p>Cel gry jest właściwie identyczny, jak w Tetrisie, ale jest dodatkowy wymiar do zabawy. Klocki spadają w głąb tunelu, są tr&oacute;jwymiarowe, a znika nie pełna linia, ale pełny kwadrat. Zabudowanie kolejnych „pięterek” powoduje, że jest coraz mniej miejsca na manewrowanie kolejnymi klockami – tak samo, jak w Tetrisie. Jednak Blockout daje nie jedną, ale trzy osie obrotu klock&oacute;w… <strong>jest więc 16 razy trudniej!</strong> Ponadto Blockout miał kilka zestaw&oacute;w klock&oacute;w do wyboru, więc można było zaszaleć z poziomem wyzwania.</p> <p>Blockout jeszcze przez wiele lat miał fan&oacute;w w r&oacute;żnych częściach świata. 10-15 lat temu wciąż organizowane były turnieje, a w sieci nadal można znaleźć bazy wynik&oacute;w najlepszych graczy i się z nimi „zmierzyć”. Spr&oacute;buj! Na stronie blockout.de możesz pobrać wersję gry dla Windowsa. Polecam też fanowską kontynuację – Blockout II – wydaną na Windowsa i Linuxa. Znajdziesz ją na stronie <a href="http://blockout.net" rel="nofollow" target="_blank">blockout.net</a>.</p> <p style="text-align: center;"><strong>Lech Okoń</strong></p> <h3 style="text-align: center;"><strong>Scorched Earth</strong></h3> <hr /><iframe allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/FJhb1JjMcO8" title="YouTube video player" width="560"></iframe> <p>Za mojego dzieciństwa domowy komputer nie był jeszcze standardowym wyposażeniem każdego domu. Gdy więc kolega dostał sprowadzonego z Niemiec IBM-a, <strong>z szaleńczym 386 (16 MHz)</strong> i aż 2 MB pamięci RAM (już wtedy był to sprzęt trącający myszką), zaczęliśmy dumać, co można na tym włączyć. Scorched Earth okazał się największym hitem.</p> <p>Mowa o DOS-owym <strong>protoplaście gry Worms</strong>, w kt&oacute;rego graliśmy całymi dniami większą grupą znajomych. Tytuł to <strong>bez rozbudowanej grafiki, bez choćby kilkubitowej ścieżki dźwiękowej</strong>, ot proste figury geometryczne i mniej lub bardziej skrzecząca namiastka wybuch&oacute;w pocisk&oacute;w, kt&oacute;re <strong>wystrzeliwane są z naszych czołg&oacute;w</strong>.</p> <p>Bo to właśnie czołgi, a nie zabawne robaki są tutaj narzędziem zagłady. Tw&oacute;rca gry, Wedndell Hicken, w swojej tur&oacute;wce postawił mocno w grę wieloosobową. W końcu co może być przyjemniejsze od naparzania się <strong>w aż 10 os&oacute;b</strong>? Scorched Earth był u nas popularny naprawdę długo — nawet gdy przy telewizorze stanęło PlayStation pierwszej generacji, na kt&oacute;rym muskuły prężył kultowy Tekken 2, wciąż wracaliśmy do gry, kt&oacute;ra można powiedzieć, że grafiki nie miała. Miała natomiast tę miodność i interakcję z żywym człowiekiem, kt&oacute;rej teraz skutecznie doszukuję się w grach planszowych.</p> <p style="text-align: center;"><strong>Marian Szutiak</strong></p> <h3 style="text-align: center;"><strong>Prince of Persia</strong></h3> <hr /> <p style="text-align:center"><img alt="Prince of Persia" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/princeofpersia1.jpg" /></p> <p>Ponad 30 lat temu amerykańska firma Br&oslash;derbund Software wydała platformową grę komputerową <strong>Prince of Persia</strong>. Tytuł ten początkowo był dostępny w wersji na komputery Apple II, ale wkr&oacute;tce został udostępniony r&oacute;wnież na takie platformy, takie jak Amiga, Commodore 64 czy, w końcu, PC.<strong> </strong><strong>Sam swoją przygodę z tą grą zacząłem właśnie na pececie, gdy byłem uczniem szkoły podstawowej.</strong></p> <p>Historia przedstawiona w grze nie jest skomplikowana. Oto kr&oacute;l Persji wyjeżdża na wojnę, a tymczasem władzę w państwie pr&oacute;buje przejąć zły wezyr Jaffar. By mu się to udało, musi pojąć za żonę księżniczkę, kt&oacute;ra jednak jest zakochana w kimś innym. Wezyr każe porwać jej wybranka i umieścić w lochu, a samej księżniczce daje wyb&oacute;r: poślubi Wezyra w ciągu godziny lub umrze.<strong> Celem gry, w kt&oacute;rej kierujemy poczynaniami uwięzionego w lochu bohatera, jest dotarcie do księżniczki i jej uwolnienie. </strong>W zamian dostanie on jej rękę oraz tytuł księcia Persji.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Prince of Persia" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/princeofpersia2.jpg" /></p> <p>Gra Prince of Persia to <strong>typowa platform&oacute;wka 2D</strong>, kt&oacute;rych wiele było w tamtych czasach. Kierowany przez nas bohater musi przemierzyć lochy pełne pułapek oraz pojawiających się od czasu do czasu przeciwnik&oacute;w. Przyszły książę nie jest na początku uzbrojony, ale dosyć szybko zdobywa miecz, kt&oacute;ry pozwoli mu pokonać wszystkich przeciwnik&oacute;w. Trzeba jednak uważać, ponieważ jeden cios miecza w nieuzbrojonego bohatera kończy się jego śmiercią. Liczy się r&oacute;wnież czas – 1 godzina. <strong>Jeśli nie zdążymy, przegrywamy.</strong></p> <p style="text-align:center"><img alt="Prince of Persia" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/princeofpersia3.jpg" /></p> <p>Pod względem grafiki czy dźwięku gra nie ma szans w starciu ze wsp&oacute;łczesnymi tytułami, jednak jej grywalność stoi na bardzo wysokim poziomie i potrafi wciągnąć. Zresztą przekonajcie się sami - <strong>gra jest cały czas łatwo dostępna</strong>. Zagracie w nią nawet w przeglądarce.</p> <p style="text-align: center;"><strong>Michał Świech</strong></p> <h3 style="text-align: center;"><strong>Baldur&#39;s Gate II</strong></h3> <hr /> <p style="text-align:center"><img alt="Baldur's Gate 2" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/baldurs-gate-2-01.jpg" /></p> <p>Byłem wyjątkowo nudnym dzieckiem. Wyszukiwałem w Internecie informacje o włoskich dywizjach pancernych podczas II wojny światowej i czytałem opisy bitwy pod Sadową między Austrią i Prusami. Do czternastego roku życia dosłownie nie słuchałem muzyki.</p> <p>Ze zdrowymi na umyśle dziećmi łączyło mnie maniakalne czytanie Harry’ego Pottera. Grałem w niewiele gier, ale wyjątkowo ukochałem sobie wtedy te, gdzie był wielki fantastyczny świat. Baldur&#39;s Gate, Neverwinter Nights, Warcraft III. Wyjątkowo nie lubiłem za to Science Fiction ani nawet jakiejkolwiek tematyki kosmosu, dlatego nie podchodził mi wcale Starcraft, ani p&oacute;źniej nie byłem fanem serii Mass Effect. Gwiezdne Wojny wcale nie były wyjątkiem.</p> <p>Tu nic się nie zmieniło.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Baldur's Gate 2" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/baldurs-gate-2-02.jpg" /></p> <p>Ale to właśnie Baldur&#39;s Gate, a szczeg&oacute;lnie <strong>Baldur&#39;s Gate II</strong> była, jest i będzie moją ulubioną grą.</p> <p>Urzekła mnie wtedy bogata historia i olbrzymi świat.<strong> Każda najmniejsza ulica była miejscem, gdzie można było z kimś porozmawiać lub dostać nową misję. </strong>Świat był sp&oacute;jny, a każda decyzja w grze dużo znaczyła. Wielkie znaczenie miała (i ma!) bardzo aktywna i duża scena modderska. Czasami dalej można spotkać kogoś, kto pisze coś dla dwudziestoletniej gry. Polski dubbing stoi na najwyższym poziomie. <strong>Fraza zanim wyruszysz w drogę, musisz zebrać drużynę, kt&oacute;rą wypowiada Piotr Fronczewski stała się nieśmiertelna.</strong></p> <p>To się nie zmieniło. Te wszystkie cechy dalej urzekają, a jakbym chciał poznać historię ze wszystkich mod&oacute;w, to musiałbym się sklonować. A i tak zagrałem w Baldura z 10 razy. Mogę z dumą powiedzieć, że testowałem naprawdę masę modyfikacji.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Baldur's Gate 2" src="/images/2022/06/gry-dziecinstwa/baldurs-gate-2-03.jpg" /></p> <p>Niestety, o ile tła jakoś dają radę, tak postacie czy przerywniki filmowe po upływie lat wyglądają tragicznie. Można powiedzieć to o dużej części szaty graficznej. Zawsze jednak na to przymykam oko. Wracam do gry coraz rzadziej, ale zdarza się. <strong>Moim małym życiowym sukcesem jest to, ze nawet całkiem niedawno zainteresowałem tytułem dwie koleżanki, kt&oacute;re same są młodsze niż BG 2.</strong> Oczywiście zagrały w wersję klasyczną, niedawny remake gry to jakieś nieporozumienie.</p> <p>Też chciałbym przejść go znowu po raz pierwszy.</p> <hr /> <p>Jak widać, ile os&oacute;b, tyle wspomnień i gier, kt&oacute;re zapadły nam w pamięć. A w co Wy grywaliście w dzieciństwie? <strong>Koniecznie podzielcie się swoimi wspomnieniami w komentarzach!</strong></p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/jaki-telefon-na-urlop-samsung-galaxy-s22-ultra-islandia-opinie" target="_blank">Ktoś jeszcze zabiera aparat na urlop?</a><br /> <strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/mac-macos-opinie-wady-zalety" target="_blank">Wcisnęli mi macOS. Jaki ten system jest głupi!</a><br /> <strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-5-okiem-pc-towca-opinie-czy-warto" target="_blank">PlayStation 5. Przestańcie jarać się, że PC za 15k może więcej</a></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/gry-retro-wspomnienia-najlepsze-dzien-dzieckaWed, 01 Jun 2022 18:29:00 +0200Ktoś jeszcze zabiera aparat na urlop?https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/jaki-telefon-na-urlop-samsung-galaxy-s22-ultra-islandia-opinie<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-vs-islandia.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Zdjęcia z telefonu? Na urlopie? A potem będzie płacz! Skandowali przez lata wszyscy, skandowałem i ja. Teraz sam zostawiam lustrzankę w domu.</strong></p><h3><strong>Samsung zaprosił mnie na Islandię</strong></h3> <p>To nie jest wpis sponsorowany, choć może trochę tak wyglądać. <strong>Zawsze pojawiają się takie zarzuty, gdy testujemy sprzęty, kt&oacute;re... dały radę nas przekonać</strong>. Tymczasem Samsung Polska nie wymagał ode mnie żadnego tekstu na łamach Telepolis i czyta te słowa pierwszy raz już po ich publikacji.</p> <p>Wszystkie zdjęcia zawarte w tekście, nie licząc jego okładki, wykonałem Galaxy S22 Ultra. Pliki nie są surowe — obrabiałem je w aplikacji Lightroom (mobilnej lub komputerowej), tak samo, jak obrabiałbym zdjęcia z lustrzanki. O jakości surowych zdjęć i innych cechach telefonu przeczytać możecie <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/testy-sprzetu/samsung-galaxy-s22-ultra-5g-test-recenzja-opinie" target="_blank">w szczeg&oacute;łowej recenzji Mariana Szutiaka</a>.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-14.jpg" /></div> <h3><br /> <strong>Na Islandię z telefonem zamiast aparatu? Szaleństwo!</strong></h3> <p>Na czas wyjazdu Samsung wypożyczył mi Galaxy S22 Ultra, gdy jednak w głowie zabrzęczała mi Islandia, od razu przed oczami miałem materiały Krzysztofa Gonciarza czy Michała Sadowskiego z tej skutej lodem krainy i... szybciutko spakowałem do plecaka porządny aparat. </p> <p><img alt="Samsung Galaxy S22 Ultra - podróż do Islandii" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-08.jpg" /></p> <p>Przezorność okazała się zbędna — <strong>aparat wyciągnąłem tylko dwa razy</strong>. Prędzej przyda Wam się na Islandii dron niż lustrzanka. Zresztą, do podobnych wniosk&oacute;w doszli moi towarzysze podr&oacute;ży, w kt&oacute;rych rękach duży aparat widywałem niezwykle rzadko. Przeważnie albo nie było czasu na zabawy ciężkim sprzętem, albo na ciągłe przecieranie go z wody, kt&oacute;ra w mgnieniu oka pokrywała obiektywy skierowane w stronę licznych wodnych atrakcji Islandii.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-43.jpg" /></div> <p><br /> <img alt="Samsung Galaxy S22 Ultra - wodospady Islandii" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-41.jpg" style="display: none;" />Nie był to jednak pierwszy raz, gdy lustrzanka przeleżała cały wyjazd w hotelowym sejfie lub po prostu została w domu. <strong>Przez lata niedoceniany przez profesjonalist&oacute;w telefon niespodziewanie stał się więcej niż wystarczający do wielu, r&oacute;wnież profesjonalnych zastosowań</strong>. O ile w fotografii produktowej nadal brakuje mi optycznej miękkości rozmycia tła (cyfrowa to nadal nie to samo), o tyle już relacje z wydarzeń z powodzeniem zrobimy smartfonem. Często nawet lepiej niż lustrzanką, a już na 100% szybciej. W końcu od zrobienia zdjęcia do pojawienia się go na stronie dzielą nas sekundy, a nie godziny. Zawsze zostaje jednak pewne "ale".</p> <h3><strong>Nie oszukamy fizyki, odbiorc&oacute;w jednak owszem</strong></h3> <p>Samsung potrafi w RAW-y, ba, nawet wydał dodatkową apkę do pełnego wyciskania możliwości matrycy. Choćbyśmy jednak robili cuda, wielkie sensory w topowych flagowcach są nadal mikrymi w stosunku do ich konwencjonalnych odpowiednik&oacute;w. Z surowych plik&oacute;w nigdy nie wyciśniemy aż tak wiele, jak z dobrze zrobionych zdjęć z lustrzanki, ale... nie musimy też tego robić.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-36.jpg" /></div> <p><img alt="Samsung Galaxy S22 Ultra - lodowiec" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-39.jpg" style="display: none;" /><br /> Przetwarzanie cyfrowych informacji z matrycy w telefonach realizowane jest zupełnie inaczej. Smartfon to wysoce zaawansowany komputer, z potężnym procesorem obrazu i często dodatkowym koprocesorem neuronowym (sztuczna inteligencja). W misji specjalnej, do kt&oacute;rej zaprzęgamy nasz kieszonkowy komputer, smartfon ma dostarczyć zdjęcia gotowe do publikacji z ewentualnymi delikatnymi filtrami. Jeśli zaś pracujesz na lustrzance, to co wypluwa z siebie aparat w trybie manualnym jest zwykle celowo niedoświetlone, pozbawione saturacji i cyfrowych przeostrzeń, by potem w dalszej obr&oacute;bce udało się odpowiednio rozciągnąć przestrzeń tonalną i wzmocnić to, na czego uwypukleniu nam najbardziej zależy.</p> <p><img alt="Samsung Galaxy S22 Ultra - zoom potrafi się przydać" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-04.jpg" /></p> <p>W skr&oacute;cie, telefon nie tylko zajmuje w bagażu ułamek tego, czego potrzebuje "poważniejszy" aparat, ale też częściowo uwalnia nas od myślenia "co potem". Można skupić się na kadrze i niczym z Polaroida mieć gotowe zdjęcie. Gdzie w obecnych czasach ta gotowość to bardziej możliwość natychmiastowej publikacji w sieci niż fizyczny nośnik.</p> <h3><strong>Co tak właściwie oferuje Galaxy S22 Ultra?</strong></h3> <p>Gł&oacute;wny aparat ma sensor <strong>1/1.33"</strong>, o rozdzielczości 108 Mpix i obiektyw o światłosile <strong>F/1.8</strong>, a ekwiwalent jego ogniskowej <strong>to szerokie 23 mm</strong>. Do tego dostajemy m&oacute;j drugi ulubiony moduł — ultraszerokokątny, <strong>odpowiadający 13 mm (120 stopni)</strong>, ze światłem F/2.2 i mniejszą matrycą F/2.55". Wieczorem lepiej tym ostatnim nie kręcić film&oacute;w — gł&oacute;wny aparat robi je znacznie jaśniejsze i bardziej szczeg&oacute;łowe.</p> <p>Opr&oacute;cz tego dostajemy kolejne podejście do zoomu optycznego w telefonie. W obu przypadkach z optyczną stabilizacją obrazu. Jeden moduł oferuje <strong>3x przybliżenie optyczne (odpowiednik 70 mm)</strong>, niezłą światłosiłę F/2.4 i niestety relatywnie mały sensor 1/3.52". Drugi to peryskopowy wariat <strong>z przybliżeniem optycznym aż 10x</strong> (ekwiwalent ogniskowej 230 mm), sensorem tej samej wielkości co poprzednik i światłosiłą F/4.9. Opr&oacute;cz przybliżeń 3x i 10x telefon oferuje też wartości pośrednie. O ile np. 2x jako crop z gł&oacute;wnego sensora 108 Mpix jeszcze jest używalne, to już im mocniejsze przybliżenia, tym sensowniej jest trzymać się wartości nominalnych obiektyw&oacute;w (3x i 10x), podchodząc i odchodząc od obiekt&oacute;w.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-12.jpg" /></div> <p><img alt="Samsung Galaxy S22 Ultra - morze" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-12.jpg" style="display: none;" /><br /> W połączeniu z nowym chipsetem, rozwiązaniami z zakresu sztucznej inteligencji i przyjaznym oprogramowaniem, Samsung Galaxy S22 Ultra to aktualnie jeden z najpotężniejszych fotograficznie smartfon&oacute;w, jakie są dostępne na rynku. Jednak szczerze? Jak dla mnie tego zoomu 10x mogłoby nie być — zdecydowaną większość zdjęć robiłem trzema pierwszymi aparatami, bo dziesiątka, szczeg&oacute;lnie w trudniejszych warunkach oświetleniowych, dawała zdjęcia nieco sprane z kolor&oacute;w i szczeg&oacute;ł&oacute;w. Być może przy bardziej tropikalnej, obfitej w światło destynacji sprawdziłaby się lepiej. Nie znaczy to jednak, że z tego modułu nie korzystałem w og&oacute;le i zdjęcia takie jak to poniższe byłyby nieosiągalne bez tego aparatu.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-11.jpg" /></div> <h3><strong><img alt="" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-11.jpg" style="display: none;" /><br /> Islandia to fotograficzny raj</strong></h3> <p>Dla fotografa <strong>Islandia jest niczym pierwsza wizyta dziecka w sklepie z zabawkami</strong>. Z każdej strony atakują nas ekscytujące widoki i wystarczy tylko wyciągnąć rękę, by pstryknąć niezłe zdjęcie, a potem poprawić je kolejnym, już genialnym. Dobrze to Samsung sobie wymyślił, bo przez praktycznie cały czas towarzyszyła nam euforia i bieganie na jedną, to zn&oacute;w drugą stronę autokaru, by uchwycić kolejny kadr pomiędzy właściwymi atrakcjami.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-31.jpg" /></div> <p><br /> W podr&oacute;ży zwykle korzystam z miniaturowego statywu z uchwytem na telefon oraz malutkiego przycisku spustu migawki, odczepionego od jakiegoś selfie-sticka. Z tym ostatnim mam jednak wieczny problem, bo albo mi się postanowi rozładować, a przew&oacute;d microUSB nie jest pod ręką, albo przepadnie gdzieś na p&oacute;ł dnia w plecaku. Obie te sytuacje uprzykrzały mi życie podczas wyjazdu i z obu udało się wyjść obronną ręką, dzięki cesze szczeg&oacute;lnej Galaxy S22 Ultra. Podobnie jak niegdyś linia Note, telefon ten <strong>ma rysik S Pen wsuwany do obudowy</strong>. To właśnie za jego pomocą postał poniższy autoportret:</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-38.jpg" /></div> <p><img alt="Samsung Galaxy S22 Ultra - lodowiec" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-38.jpg" style="display: none;" /><br /> I tutaj mały protip — rysik obsługuje nie tylko wyzwalacz spustu aparatu, ale i też liczne gesty powietrzne, kt&oacute;re nie zawsze przydadzą się na dynamicznym wyjeździe w nieznane. <strong>Gesty te można wyłączyć w ustawieniach</strong> i nie martwić się, że po odejściu od telefonu nagle przełączymy aparaty czy odpalimy wideo zamiast zdjęcia. To właśnie dzięki S Penowi powstało poniższe zdjęcie, bez konieczności proszenia kogokolwiek o pomoc.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-27.jpg" /></div> <h3><strong><img alt="Samsung Galaxy S22 Ultra - potęga Islandii" src="/images/articles/samsung-galaxy-s22-ultra-islandia/samsung-galaxy-s22-islandia-27.jpg" style="display: none;" /><br /> Nie tylko Samsung</strong></h3> <p>Oczywiście na wyjazdach jako telefon fotograficzny sprawdzi się nie tylko topowy smartfon Samsunga. Rok temu w podobny spos&oacute;b oczarował mnie <strong>Xiaomi Mi 11 Ultra</strong>, kt&oacute;ry towarzyszył mi na prywatnej wycieczce do Grecji (wygryzając prywatnego iPhone&#39;a 12 Pro), w 2020 roku zaś serce skradł <strong>Huawei P40 Pro+</strong>, kt&oacute;ry, choć nie umiał w Google&#39;a, zdjęcia makro robił naprawdę niesamowite.</p> <p>Na horyzoncie jest już kolejna fotograficzna misja — na tapet wjedzie tym razem <strong>OPPO Find X5 Pro 5G</strong> z aparatem ze stajni Hasselblada i procesorem obrazowania MariSilicon X. Będzie się działo i jeśli da radę, choć w połowie tak dobrze jak S22 Ultra, spodziewajcie się kolejnej fotorelacji. Tymczasem zaś, dorzucam szerszą galerię zdjęć z Galaxy S22 Ultra dla zainteresowanych:</p> <p>[GALERIA:7600]</p> <h3><strong>Panie, a jak filmy?</strong></h3> <p>Krąży miejska legenda, że <em>do zdjęć to może i Samsung, ale do film&oacute;w to już tylko iPhone</em>. I jest w tym trochę prawdy, jak i trochę nieprawdy. Boleśnie pokazał mi to wyjazd do Grecji. Po godzinie przegrzał mi się Xiaomi Mi 11 Ultra, łapię więc iPhone&#39;a 12 Pro, kt&oacute;ry nie był na słońcu i... ten po zaledwie 5 minutach pada.</p> <p>Nie wiem jak Samsung Galaxy S22 Ultra poradzi sobie w śr&oacute;dziemnomorskich upałach, ale na Islandii, moim skromnym zdaniem dał radę. W poniższym filmie <strong>obraz nie był poddawany żadnej obr&oacute;bce</strong>, jedynie ciąłem i bawiłem się liczbą klatek na sekundę. Co ważne, nie używałem gimbala czy jakichś dodatkowych obiektyw&oacute;w — tyle potrafi sam telefon:</p> <iframe allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/6TcdKL58qAU" title="YouTube video player" width="560"></iframe>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/jaki-telefon-na-urlop-samsung-galaxy-s22-ultra-islandia-opinieSun, 29 May 2022 10:00:00 +0200Co dzieje się, gdy kupujesz coś w sieci? Rozwiązałem zagadkęhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/amazon-centrum-logistyczne-roboty<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/05/amazon-gliwice/amazon-gliwice-00012.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Jak wygląda zaplecze jednego z największych sklep&oacute;w internetowych na świecie? Odwiedziłem gliwickie centrum Amazon, żeby się o tym przekonać.</strong></p><p>Zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje, kiedy odwiedzacie sklep internetowy i klikacie „Kup teraz”? Tak, tak, pieniądze znikają z konta, a po kilku dniach upragniona paczka ląduje w paczkomacie/pod drzwiami. Ale wiecie, co się dzieje poza tym? </p> <p>Okazuje się, że za każdym zakupem w sieci stoi olbrzymia machina logistyczna. Miałem okazję przekonać się o tym, odwiedzając jedno z centr&oacute;w logistycznych firmy <strong>Amazon</strong>. Gliwickie centrum, kt&oacute;re przyszło mi zwiedzić, to największy tego typu kompleks w Polsce. Ponad <strong>2000 pracownik&oacute;w, 4000 robot&oacute;w i 210 tys. m2 powierzchni</strong>.</p> <p>Robi wrażenie, prawda? A pomyślcie, że do uruchomienia tej gigantycznej machiny wystarczy wejść na Amazon i kliknąć „Dodaj do koszyka”.</p> <p>Trudno jednak, żeby było inaczej. Oferowany przez Amazon asortyment jest gigantyczny i szalenie r&oacute;żnorodny. <strong>Już sam fakt, że z tego samego magazynu wysyłane są książki, elektronika, kosmetyki i najdziwniejsze egzotyczne gadżety to swego rodzaju cud.</strong> No bo jak to wszystko ogarnąć?</p> <p>Odpowiedź jest prosta: <strong>roboty</strong>.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Ludzie kontra roboty? Wiemy, kto wygrywa w centrach Amazon" src="/images/2022/05/amazon-gliwice/amazon-gliwice-00009.jpg" /></p> <p>Nie, to nie żart. Tyle tylko, że jeśli w głowie macie wizje rodem z Terminatora, radzę nieco dostosować swoje wyobrażenia. Bojowych android&oacute;w z twarzą Schwarzennegera w centrach logistycznych Amazonu nie znajdziemy (chyba?). Trafimy tu natomiast na zaawansowany system automatyzacji, kt&oacute;ry na sw&oacute;j spos&oacute;b jest nawet bardziej imponujący.</p> <h3><strong>Szukanie igły w stogu siana</strong></h3> <p>No bo wyobraźcie sobie taki scenariusz: jako koneserzy klasyki rocka zamawiacie sobie album „Best of Volume 1” zespołu Nickelback. M&oacute;wimy tu o zapakowanej w niewielkie pudełko płycie CD leżącej gdzieś w gigantycznym magazynie. Teraz pomyślcie, że ktoś musiałby jej samodzielnie szukać? Jako osoba, kt&oacute;ra miewa problem ze znalezieniem upatrzonego albumu na p&oacute;łce w Empiku, dostaję ciarek na samą myśl.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Ludzie kontra roboty? Wiemy, kto wygrywa w centrach Amazon" src="/images/2022/05/amazon-gliwice/amazon-gliwice-00002.jpg" /></p> <p>Na całe szczęście nikt takiej płyty szukać nie musi, bo zajmują się tym systemy <strong>Amazon Robotics</strong>. Dbają one o to, żeby wszystkie produkty zostały odpowiednio skatalogowane, a w razie potrzeby szybko dostarczone pracownikom przygotowującym zam&oacute;wienie.</p> <p>Jak to wygląda w praktyce? <strong>Jedno z pięter gliwickiego centrum logistycznego jest niemal w całości zarezerwowane dla robot&oacute;w. </strong>To tutaj na wysokich p&oacute;łkach przechowywane są wszystkie produkty. Co się dzieje, kiedy kt&oacute;ryś z nich jest potrzebny? Wtedy jeden z robot&oacute;w przenosi taką p&oacute;łkę pod okienko, przy kt&oacute;rym czeka pracownik (już taki z krwi i kości). Jego rola ogranicza się do zebrania odpowiedniego przedmiotu i przekazania go dalej.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Ludzie kontra roboty? Wiemy, kto wygrywa w centrach Amazon" src="/images/2022/05/amazon-gliwice/amazon-gliwice-00004.jpg" /></p> <p>Cały proces jest w pełni zautomatyzowany. System dba o to, by produkty były przechowywane i transportowane w optymalny spos&oacute;b, tak żeby można było szybko uzyskać do nich dostęp oraz – co r&oacute;wnie istotne – ułatwić pracę ludziom. Produkty na p&oacute;łkach układane są tak, by odpowiednio rozłożyć obciążenie, a przy okazji ograniczyć konieczność ściągania ciężkich element&oacute;w z wysokich poziom&oacute;w. </p> <h3><strong>Ludzie przede wszystkim</strong></h3> <p>To ostatnie to oczywiście <strong>ukłon w stronę pracownik&oacute;w</strong> pracujących przy kompletowaniu zam&oacute;wień. Nie jedyny zresztą, bo znajdziemy ich tutaj więcej. Przykładowo, po podstawieniu p&oacute;łki właściwy produkt jest podświetlany, dzięki czemu nie trzeba tracić czasu na jego szukanie. Stanowiska pracy wyposażone zostały także w specjalne maty zmniejszające obciążenie kręgosłupa i staw&oacute;w, a na każdym poziomie centrum znaleźć można gęsto usiane ławeczki, na kt&oacute;rych pracownicy mogą odpocząć.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/05/amazon-gliwice/amazon-gliwice-00005.jpg" /></div> <p><br /> Piszę o tym, bo ta „ludzka” strona funkcjonowania centr&oacute;w logistycznych Amazonu bardzo często ginie w medialnych relacjach. Roboty rzeczywiście wykonują lwią część pracy i, trzeba przyznać, jest to szalenie imponujące. Ale <strong>wszystkie te zautomatyzowane systemy są po to, żeby ułatwić pracę ludziom</strong> i zadbać o ich bezpieczeństwo.</p> <p>Bo ludzie obecni są na wszystkich etapach realizacji zam&oacute;wień. Kiedy towar przyjeżdża do magazynu, to ludzie rozpakowują produkty i umieszczają w dedykowanych miejscach. Kiedy trzeba skompletować zam&oacute;wienie, zajmują się tym ludzie. Tak samo pakowaniem. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie samobieżne podnośniki, zautomatyzowane ramiona i gęsta sieć taśm transportowych, oplatających całą gigantyczną halę.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Ludzie kontra roboty? Wiemy, kto wygrywa w centrach Amazon" src="/images/2022/05/amazon-gliwice/amazon-gliwice-00001.jpg" /></p> <p style="text-align:center; display:none"><img alt="Ludzie kontra roboty? Wiemy, kto wygrywa w centrach Amazon" src="/images/2022/05/amazon-gliwice/amazon-gliwice-00011.jpg" /></p> <p>Zresztą obserwowanie przesuwających się po nich paczek jest wręcz hipnotyzujące. Do tego stopnia, że<strong> łatwo zapomnieć, ile precyzji wymaga cały ten proces</strong>. Przykładowo, wiecie, że kartonowe opakowania dobiera są każdorazowo do każdego zam&oacute;wienia w taki spos&oacute;b, by zajmowało jak najmniej miejsca? Oczywiście zajmuje się tym zautomatyzowany system, a rolą pracownik&oacute;w jest jedynie spakować towary. Nawet nalepki adresowej nie muszą naklejać, bo zajmuje się tym odpowiednia maszyna.</p> <h3><strong>Jak w zegarku</strong></h3> <p>Oczywiście w perspektywie całego procesu jest to drobiazg, ale doskonale pokazuje, jak daleko sięga automatyzacja w gliwickim centrum Amazon. I nie wiem jak na Was, ale na mnie robi to olbrzymie wrażenie. To trochę jak obserwowanie poruszających się w zegarku zębatek – niby chodzi „tylko” o przesunięcie wskaz&oacute;wki, a jednak stojąca za tym myśl techniczna jest imponująca.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/05/amazon-gliwice/amazon-gliwice-00011.jpg" /></div> <p><br /> I podobnie jest z funkcjonowaniem centr&oacute;w logistycznych Amazon. Z naszej strony to tylko kliknięcie „Kup teraz” i czekanie na kuriera, ale <strong>to, co dzieje się po drodze, to taki mały cud</strong>. Cud, za kt&oacute;rym stoi masa zaawansowanej technologii oraz – przede wszystkim – ludzie.</p> <p><strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/tech/prawo-finanse-statystyki/amazon-cenzura-pracownicy-podwyzki">Amazon ma nową fobię. Są nią podwyżki i... toalety</a><br /> <strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/tech/taryfy-promocje-uslugi/amazon-super-to-nowa-zacheta-dla-polakow">Amazon Super to nowa zachęta dla Polak&oacute;w. Będzie taniej</a></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/amazon-centrum-logistyczne-robotyTue, 24 May 2022 19:23:21 +0200Sprawdziłem Apex Legends Mobile. Potrzebujemy więcej takich gierhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/apex-legends-mobile-recenzja-pierwsze-wrazenia<div class="content-full-width full-width"><img alt="Apex Legends Mobile" class="w-100" src="/images/2022/05/apex-egends-mobile/apex-legends-mobile.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Apex Legends Mobile to mobilna wersja popularnej gry battle royale. Czy konkurent Fortnite’a dobrze sprawdza się na małym ekranie?</strong></p><p>Uwielbiam grać na moim smartfonie. M&oacute;wię serio. Uważam, że wsp&oacute;łczesne kom&oacute;rki to maszyny do grania, kt&oacute;re spokojnie można postawić w jednym szeregu ze Switchem i innymi kultowymi przenośnymi konsolkami. A jednak w gamingowym światku są one nadal traktowane nieco niepoważnie; kojarzone z prostymi gierkami pokroju Candy Crush Saga i milionem reklam. C&oacute;ż, nawet ja muszę przyznać, że ta zła reputacja bynajmniej nie wzięła się z powietrza.</p> <p>Od czasu do czasu pojawiają się jednak gry, kt&oacute;re pr&oacute;bują przełamać ten wizerunek smartfon&oacute;w jako maszynek do mikropłatności. Tytuły wiernie przeniesione z konsol i PC, kt&oacute;re po kilku drobnych modyfikacjach okazują się r&oacute;wnie dobrze sprawdzać na sprzęcie mobilnym, co na dużym ekranie telewizora. M&oacute;wimy tu zar&oacute;wno o klasykach pokroju Baldur’s Gate czy GTA, ale także hitach ostatnich kilku lat, takich jak Genshin Impact czy Fortnite.</p> <h3><strong>Apex Legends Mobile - mobilna wersja konsolowego hitu</strong></h3> <p>Tego ostatniego przywołuję zresztą nieprzypadkowo, gdyż na smartfonach debiutuje właśnie jeden z jego najgroźniejszych konkurent&oacute;w: <strong>Apex Legends Mobile</strong>. W ciągu ostatnich kilku dni miałem okazję ograć tytuł przed premierą i sprawdzić, jak hit <strong>EA</strong> i <strong>Respawn Entertainment</strong> sprawdza się w sowim kieszonkowym wydaniu.</p> <p>Ale zacznijmy od początku. Czym jest Apex Legends i – analogicznie – Apex Legends Mobile? To <strong>gra z gatunku battle royale</strong>, będąca spin-offem serii Titanfall. Podczas rozgrywki wcielamy się w jednego z kilku bohater&oacute;w, spośr&oacute;d kt&oacute;rych każdy ma <strong>zestaw swoich unikalnych umiejętności</strong>, po czym dobieramy się w <strong>trzyosobowe drużyny</strong> i zostajemy rzuceni na środek jednej dużej mapy wraz z innymi graczami. Nasz cel? Być ostatnią żywą drużyną na polu walki.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Apex Legends Mobile" src="/images/2022/05/apex-egends-mobile/apex-legends-mobile-00006.jpeg" /></p> <p>Oczywiście w dzisiejszych czasach idea battle royale została przemielona na wszystkie możliwe sposoby. Co w takim razie sprawia, że Apex Legends jest wyjątkowe? Kilka rzeczy, jednak kluczem jest <strong>duży nacisk na asymetrię i grę zespołową</strong>, do czego motywują chociażby r&oacute;żne umiejętności bohater&oacute;w. Wywraca to do g&oacute;ry nogami dynamikę znaną chociażby z Fortnite’a i PUBG, gdzie przez całą rozgrywkę towarzyszy nam poczucie zaszczucia i konieczność troszczenia się wyłącznie o własną sk&oacute;rę. Tutaj sami bynajmniej nie jesteśmy, ale to także niesie ze sobą szereg wyzwań – gł&oacute;wnie na polu związanym z komunikacją i wsp&oacute;łpracą.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Apex Legends Mobile" src="/images/2022/05/apex-egends-mobile/apex-legends-mobile-00007.jpeg" /></p> <p>I ten element został przeniesiony do wersji mobilnej w zasadzie bez zmian. To znaczy, sam nie miałem okazji sprawdzić się w coopie – uroki grania przed premierą – jednak nadal domyślnie będziemy grali w zespołach, a gra wyposażona została w komplet narzędzi, kt&oacute;re mają nam to ułatwić. Jest <strong>czat głosowy</strong>, jest <strong>system oznaczania cel&oacute;w</strong> i są bohaterowie o wzajemnie uzupełniających się umiejętnościach.</p> <h3><strong>Port wierny... ale czy to dobrze?</strong></h3> <p>Zresztą <strong>gameplay generalnie został nieźle przeniesiony z wersji konsolowej</strong> – przynajmniej na ile mogę stwierdzić w oparciu o moje ograniczone doświadczenie z pierwowzorem. Mamy dostęp do tych samych broni, tych samych umiejętności i tych samych mechanik, <strong>gra nadal premiuje sprawne poruszanie się po planszy oraz dynamiczną, taktyczną rozgrywkę</strong>. Z jednej strony to dobrze, ale…</p> <p style="text-align:center"><img alt="Apex Legends Mobile" src="/images/2022/05/apex-egends-mobile/apex-legends-mobile-00003.jpeg" /></p> <p>…ale w przeciwieństwie do wersji konsolowej, tutaj <strong>wszystkie akcje będziemy wykonywali z poziomu dotykowego wyświetlacza</strong>. Oczywiście tw&oacute;rcy aplikacji wzięli to pod uwagę, więc mamy kilka wspomagaczy, kt&oacute;re powinny to ułatwić. Podnoszenie przedmiot&oacute;w jest zautomatyzowane – nasza postać co do zasady sama zgarnia wszystko, co może nam się przydać. Nie ma też problemu z szybkim dostępem do najważniejszych akcji takich jak skakanie, celowanie czy używanie naszych umiejętności. Ale w dalszym ciągu <strong>brakuje precyzji</strong>, kt&oacute;rą potrafi zagwarantować dedykowany kontroler, nie m&oacute;wiąc już o myszce.</p> <p>Celne strzelanie wymaga wprawy. Nawet jeśli korzystamy ze wspomagania, to <strong>utrzymanie celu w muszce i jednoczesne pilnowanie własnej pozycji graniczy z cudem</strong>. Mocno wpływa to na dynamikę starć i to niestety na niekorzyść. Jeszcze gorzej sprawa wygląda w przypadku bohater&oacute;w nastawionych na szybkie poruszanie się po mapie. Podejrzewam, że w stacjonarnej wersji linka, w kt&oacute;rą wyposażony jest Pathfinder, to doskonały spos&oacute;b na szybkie oflankowanie rywali lub zajęcie dogodnej pozycji obserwacyjnej. Na smartfonie jest niemal bezużyteczna – wycelowanie nią trwa tak długo i jest na tyle zawodne, że szybciej dobiegniemy do celu, niż skorzystamy z umiejętności.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Apex Legends Mobile" class="w-100" src="/images/2022/05/apex-egends-mobile/apex-legends-mobile-00009.jpg" /></div> <p><br /> Sytuacji nie poprawia fakt, że rozgrywkę oglądamy na małym ekraniku smartfona. <strong>Apex Legends Mobile to gra, kt&oacute;ra zasypuje nas mn&oacute;stwem informacji. </strong><em>Ważnych</em> informacji. Informacji, kt&oacute;re na ekranie o przekątnej 6,4” są niemal nieczytelne. Malutkie fonty utrudniają szybkie zorientowanie się, jaki ekwipunek leży na ziemi. Na całe szczęście tutaj pomaga czytelna ikonografia, więc dla doświadczonych graczy nie powinien to być problem nie do przeskoczenia. Trudniej będzie poradzić sobie z niewielkimi postaciami przeciwnik&oacute;w, bo <strong>ciężko rozpoznać, z jaką postacią mamy do czynienia</strong>. Jeśli po drugiej stronie mamy gracza, kt&oacute;ry wie co robi, może to oznaczać r&oacute;żnicę między życiem i śmiercią.</p> <h3><strong>Oprawa robi robotę</strong></h3> <p>Oprawa względem pierwowzoru r&oacute;wnież została uproszczona. Mapy mają mniej detali, tekstury są niższej rozdzielczości. Apex Legends Mobile raczej nie wygra żadnych nagr&oacute;d za najpiękniejszą grafikę, ale nie musi. To dynamiczny FPS. Ma być płynnie, a ładnie to drugorzędny priorytet. I jest płynnie.<strong> Na smartfonie OnePlus Nord 2 z MediaTekiem Dimensity 1200 spokojnie utrzymywałem stabilne 50 FPS </strong>(co wydaje się natywną wartością dla gry) przy ustawianiach <strong>Ultra HD</strong> (kt&oacute;re z 4K nic wsp&oacute;lnego nie mają – to po prostu drugi najwyższy preset dostępny w ustawieniach). </p> <p>Co to oznacza? Ano tyle, że <strong>jeśli tylko mamy telefon ze średniej p&oacute;łki cenowej, to możemy spokojnie grać bez obawy o wydajność</strong>. Przypominam: m&oacute;wimy tu o <em>de facto</em> wiernym porcie z PC i konsol.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Apex Legends Mobile" src="/images/2022/05/apex-egends-mobile/apex-legends-mobile-00001.jpeg" /></p> <p>Oprawa audio r&oacute;wnież wypada nieźle. <strong>Korzystając wyłącznie z wbudowanych głośnik&oacute;w stereo telefonu mogłem ocenić, gdzie są przeciwnicy i z kt&oacute;rej strony dochodzą strzały.</strong> M&oacute;wiąc szczerze, to znacznie więcej niż się spodziewałem.</p> <h3><strong>Bohater, kt&oacute;rego potrzebujemy</strong></h3> <p>I tak zbierając wszystko do kupy, Apex Legends Mobile to naprawdę fajny tytuł. Kompletnie mi nie podszedł, przyznaję bez bicia, ale nie ja jestem jego grupą docelową. Od konsolowego pierwowzoru też się odbiłem, a tu dodatkowo dochodzą ograniczenia spowodowane niewielkim ekranikiem smartfona. Podejrzewam jednak, że <strong>fani „dużego” Apex Legends będą zadowoleni</strong>. Teraz mają okazję zagrać w swoją ulubioną grę gdziekolwiek p&oacute;jdą – wystarczy, że mają pod ręką smartfona. Tak, tego samego smartfona od przesuwania diamencik&oacute;w i strzelania ptakami w świnie.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Apex Legends Mobile" src="/images/2022/05/apex-egends-mobile/apex-legends-mobile-00005.jpeg" /></p> <p>No i co by nie m&oacute;wić, strasznie mnie to cieszy. <strong>Bo takich gier na smartfony potrzebujemy jak najwięcej.</strong> Nie prostych mini-gierek z mechanizmami gacha (to znaczy, na nie pewnie też jest miejsce, ale wiecie – są granice), a ambitnych produkcji, kt&oacute;re starają się zapewnić doświadczenia z dużych platform w przystępnej formie. Czy w przypadku Apex Legends Mobile sztuka ta udała się idealnie? Nie, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że mamy kolejny duży tytuł, kt&oacute;ry być może przekona innych tw&oacute;rc&oacute;w, że na takie gry r&oacute;wnież jest na smartfonach miejsce.</p> <p><strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/gran-turismo-7-playstation-5-recenzja-test-opinie" target="_blank">Gran Turismo 7 – tak dobra, że Japończyk płakał, jak sprzedawał</a><br /> <strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/horizon-forbidden-west-playstation-recenzja-test-opinie" target="_blank">Horizon Forbidden West – gra tak dobra, że fani Xboksa będą płakać</a></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/apex-legends-mobile-recenzja-pierwsze-wrazeniaMon, 16 May 2022 19:56:34 +0200Wcisnęli mi macOS. Jaki ten system jest głupi!https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/mac-macos-opinie-wady-zalety<div class="content-full-width full-width"><img alt="Wcisnęli mi macOS. Jaki ten system jest głupi!" class="w-100" src="/images/2022/05/macos-felieton/macos-felieton-01.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Od niedawna dołączyłem do szczęśliwego grona użytkownik&oacute;w systemu macOS. Jako zatwardziałego windziarza zastanawia mnie jedno: dlaczego ten system jest taki głupi i nieprzemyślany?</strong></p><p>Podobno na świecie są tylko dwa rodzaje ludzi: ci, kt&oacute;rzy kochają Apple, oraz ci, kt&oacute;rzy wolą swobodę. Przez lata należałem do tego drugiego grona ale że presja środowiska jest jedną z najpotężniejszych sił we wszechświecie, i dla mnie nadszedł w końcu czas, by zmienić front.</p> <p>Konkretnie mam tu na myśli presję ze strony naszego redaktora naczelnego, kt&oacute;ry załatwił mi w roli służbowego komputera <strong>nowiutkiego Maca Mini z procesorem M1</strong>. Oczywiście nie jest to taki sobie byle kaprys. Jako że moja praca coraz częściej wiąże się z obr&oacute;bką dużych ilości zdjęć oraz montażem wideo, to i m&oacute;j dotychczasowy laptop coraz częściej stanowił w całym procesie wąskie gardło. Jak widać znikanie na p&oacute;ł dnia pod wym&oacute;wką „film się eksportuje” okazało się nieco zbyt skuteczne.</p> <p>Ale żarty żartami, nawet gdybym nie został do przesiadki na Maca popchnięty siłą, prędzej czy p&oacute;źniej pewnie sam bym podjął podobną decyzję. <strong>Procesor M1 to zbyt mocny argument, żeby można było go tak po prostu zbagatelizować</strong>, a niestety po windowsowej stronie płotu sensownych alternatyw brak.</p> <h3><strong>Powr&oacute;t do analfabetyzmu</strong></h3> <p>No i tak się to wszystko potoczyło, że małe, srebrne pudełko wylądowało pod moim monitorem. Przesiadka, jak łatwo się domyślić, do łatwych nie należała. W końcu <strong>z Windowsa korzystam od ponad dwudziestu lat</strong>. Z kolei z macOS ostatni raz miałem bliższą styczność jakieś dziesięć lat temu. Dość powiedzieć, że dużo się od tamtej pory zmieniło.</p> <p>Ale to nie odświeżony interfejs i nowe funkcje okazały się dla mnie największym zaskoczeniem. Nie, nie! <strong>Pierwszą terapię szokową zafundowały mi skr&oacute;ty klawiszowe. </strong>Wiecie, jeden z drobiazg&oacute;w, o kt&oacute;rych przed przesiadką się nie myśli. Nie myśli się natomiast m.in. dlatego, że choć każdym system ma swoje specyficzne skr&oacute;ty, ich trzon oraz stojąca za nimi logika jest zwykle bardzo podobna – nieważne, czy m&oacute;wimy o Windowsie, Linuksie czy Androidzie.</p> <p>Ale nie macOS. Apple musiało rozwiązać tę kwestię po swojemu i, pełna zgoda, rozwijając sw&oacute;j system od ponad 40 lat mają do tego święte prawo. <strong>Tylko czemu to wszystko jest takie nieintuicyjne? </strong></p> <p>Chcesz wejść do folderu klikając Enter? Ha, zapomnij! W ten spos&oacute;b to możesz co najwyżej zmienić jego nazwę. Jak w takim razie otworzyć katalog? Skr&oacute;tem Alt + strzałka w d&oacute;ł. Logiczne, prawda? Podobnie wygląda sprawa z usuwaniem plik&oacute;w, gdzie zamiast wcisnąć Delete – jak w każdym normalnym systemie – musimy użyć kombinacji Alt + Backspace. <strong>A osobie, kt&oacute;ra wymyśliła wpisywanie znak&oacute;w akcentowanych klawiszem Start, autentycznie miałem przez pewien czas ochotę połamać palce. </strong>Może wtedy zrozumiałaby, jakie to uczucie.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/05/macos-felieton/macos-felieton-02.jpg" /></div> <p><br /> Niby błahostka, ale wiecie – Windowsa umiem obsługiwać praktycznie bez odrywania rąk od klawiatury. <strong>Po przesiadce na Maca czuję się jak analfabeta, kt&oacute;ry na nowo uczy się obsługi komputera.</strong> Jasne, to minie, ale taka przymusowa reedukacja to prawdziwa udręka – i w imię czego? Żeby Apple mogło robić rzeczy po swojemu? A może żeby przypadkiem nie ułatwiać przesiadki w drugą stronę, z Maca na Windowsa? Bo żadnego powodu, kt&oacute;ry nie byłby podszyty cynizmem, wymyślić nie potrafię.</p> <h3><strong>Co? To tu tego nie ma!?</strong></h3> <p>Uderzył mnie też <strong>brak kilku oczywistych rozwiązań</strong>, kt&oacute;re znajdziemy w praktycznie każdym innym popularnym systemie. <strong>Pamięć schowka? Brak. </strong>W danej chwili mamy dostęp wyłącznie do ostatniego przekopiowanego elementu. <strong>Zarządzanie oknami? Nie istnieje.</strong> Możemy sobie podzielić obszar roboczy na p&oacute;ł w trybie pełnoekranowym i tyle. Ale żeby dało się to zrobić jakimś skr&oacute;tem? Albo przyciągając okienka do krawędzi ekranu? Takie cuda to nie tutaj.</p> <p>To znaczy, nie fabrycznie, bo w App Store znajdziemy aplikacje, kt&oacute;re jeden i drugi problem pozwalają ominąć. Tyle, że musimy najpierw takie aplikacje sobie znaleźć. I zapłacić, bo przecież nikt nie będzie takich praktycznych narzędzi udostępniał za darmo, prawda? Swoją drogą to nawet się tw&oacute;rcom takich aplikacji nie dziwię. Dziwi się natomiast moja żona, kt&oacute;ra patrzy na mnie jak na idiotę, bo <strong>zapłaciłem 50 zł za możliwość przyciągania okienek do krawędzi ekranu</strong>. Szczerze? Doskonale ją rozumiem.</p> <p>A, no i mało nie zapomniałbym o największym hicie – braku natywnego wsparcia dla protokołu MTP. Co to oznacza? Ano to, że <strong>system nie widzi smartfon&oacute;w z Androidem, kt&oacute;re do niego podłączę</strong>. Nie i kropka. Trzeba pobrać zewnętrzną aplikację, kt&oacute;ra nota bene do szczeg&oacute;lnie stabilnych nie należy. No ale to w sumie logiczne – kto normalny korzysta z macOS i nie ma iPhone’a, tylko jakiś biedatelefon z Androidem?</p> <h3><strong>Każda potwora...</strong></h3> <p>Nie będę natomiast ukrywał, że mimo tych <s>idiotyzm&oacute;w</s> ekstrawagancji są też rzeczy, kt&oacute;re w macOS zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Ot, choćby <strong>znacznie szerszy niż w przypadku innych produkt&oacute;w Apple zakres swobody</strong> pozostawionej w rękach użytkownika. Nie sądziłem, że znajdę opcje do przebindowania praktycznie wszystkich skr&oacute;t&oacute;w klawiszowych oraz że będę m&oacute;gł bez żadnych haczyk&oacute;w zmienić domyślną przeglądarkę internetową. A jednak – <strong>opcje te nie są nawet szczeg&oacute;lnie głęboko ukryte</strong>.</p> <p>Także <strong>sp&oacute;jność tutejszego interfejsu oraz aplikacji systemowych</strong> stanowi miłą odmianę po zlepku mniej lub bardziej udanych pomysł&oacute;w, jakim od kilku wersji pozostaje Windows. Fakt, że jest to ten aspekt macOS, w kt&oacute;ry będę się musiał jeszcze wgryźć, ale pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Wcisnęli mi macOS. Jaki ten system jest głupi!" class="w-100" src="/images/2022/05/macos-felieton/macos-felieton-00.jpg" /></div> <p><br /> I wiecie co? <strong>Og&oacute;lnie naprawdę dobrze mi się z tego Maca korzysta.</strong> Interfejs jest przemyślany, wszystkie aplikacje, kt&oacute;rych na co dzień używam, są w zasięgu ręki, a podczas pracy z multimediami faktycznie zmienia się w prawdziwą rakietę. No i to wszystko przy poborze prądu oraz kulturze pracy na poziomie smartfona, a nie wydajnej stacji roboczej.</p> <p>Także no… nadal uważam, że macOS jest głupi, ale <strong>skubany da się lubić</strong>.</p> <p><strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/iphone-czy-android-porownanie-opinie" target="_blank">Zmieniłem zdanie. M&oacute;j iPhone wyleciał na OLX</a><br /> <strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-5-okiem-pc-towca-opinie-czy-warto" target="_blank">PlayStation 5. Przestańcie jarać się, że PC za 15k może więcej</a></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/mac-macos-opinie-wady-zaletyTue, 03 May 2022 16:26:50 +0200Hit Biedronki w akcji. Sprawdziłem sprzęt, który wymiatają z półekhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/biedronka-okazje-promocje-zegarek-opinie<div class="content-full-width full-width"><img alt="Hykker Smartwatch okrągły" class="w-100" src="/images/2022/04/hykker-smartwatch-felieton/hykker-smartwatch-felieton-04-okragly.jpg" /></div> <p><br /> <strong>W ostatni czwartek do sklep&oacute;w sieci Biedronka trafił nowy smartwatch marki Hykker w wersji z ekranem okrągłym oraz prostokątnym. Oba urządzenia, choć kosztują mniej niż 100 zł, potrafią mierzyć ciśnienie krwi. A jak sobie z tym radzą? Postanowiłem to sprawdzić.</strong></p><p><strong>Nadciśnienie tętnicze</strong> to coraz powszechniej występująca na świecie choroba cywilizacyjna, z kt&oacute;rą sam mierzę się od wielu lat. Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że w 2018 roku chorobą tą było dotkniętych <strong>31,5% dorosłych Polak&oacute;w</strong> – 9,9 miliona os&oacute;b. Ocenia się, że około 95% przypadk&oacute;w nadciśnienia ma charakter pierwotny, czyli nie można jednoznacznie określić jego przyczyny. Jest to jednocześnie poważne schorzenie, kt&oacute;re nieleczone może <strong>prowadzić do wielu groźnych schorzeń, a nawet zabić</strong>.</p> <p>Choć w Internecie można znaleźć wiele informacji na temat domowych sposob&oacute;w radzenia sobie z nadciśnieniem tętniczym, leczenie tej choroby polega przede wszystkim na przyjmowaniu odpowiednich lek&oacute;w regulujących ciśnienie krwi. Ważne jest r&oacute;wnież <strong>regularne kontrolowanie ciśnienia krwi</strong>, w czym – przynajmniej teoretycznie – powinien pom&oacute;c <strong>zegarek z odpowiednią funkcją</strong>.</p> <h3><strong>Zegarek z Biedronki jako ciśnieniomierz</strong></h3> <p>Firma mPTech wprowadziła do sprzedaży w sieci Biedronka sw&oacute;j nowy inteligentny zegarek. <strong>Hykker Smartwatch</strong> jest dostępny w dw&oacute;ch wersjach r&oacute;żniących się kształtem – jeden jest okrągły, a drugi prostokątny. W obu przypadkach identyczna jest cena, wynosząca <strong>99 zł</strong>, taki sam jest r&oacute;wnież <strong>zestaw dostępnych funkcji</strong>. Wśr&oacute;d nich znajduje się <strong>pomiar ciśnienia krwi</strong>, czyli rozwiązanie, kt&oacute;rego nie ma jak dotąd w żadnym zegarku firmy Apple, kosztującym kilkadziesiąt razy więcej. Amerykański gigant pracuje jednak nad odpowiednim rozwiązaniem.</p> <p>A jak ta funkcja w zegarkach za grosze sobie radzi? Sprawdziłem to wykonując <strong>jednoczesne pomiary za pomocą smartwatcha</strong> (lewa ręka) <strong>oraz elektronicznego ciśnieniomierza z mankietem zakładanym na ramię</strong> (prawa ręka). Dla por&oacute;wnania sięgnąłem r&oacute;wnież po używany przeze mnie na co dzień zegarek <strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/testy-sprzetu/samsung-galaxy-watch4-classic-lte-46-mm-zegarek-test-recenzja-opinie">Samsung Galaxy Watch4 Classic</a></strong>, kt&oacute;ry r&oacute;wnież potrafi mierzyć ciśnienie krwi, ale <strong>kosztuje kilkanaście razy więcej</strong> od Hykker&oacute;w. Co więcej, rozwiązanie Samsunga <strong>wymaga co jakiś czas kalibracji</strong>, polegającej na trzykrotnym r&oacute;wnoczesnym mierzeniu ciśnienia za pomocą zegarka i „normalnego” ciśnieniomierza z mankietem. Zegarki marki Hykker <strong>nie mają takiej możliwości</strong>.</p> <h3><strong>Wyniki pomiar&oacute;w</strong></h3> <p>Przejdźmy zatem do wynik&oacute;w. <strong>Na początek Galaxy Watch4 Classic</strong>, skalibrowany dzień wcześniej. W tabeli poniżej umieściłem wyniki czterech serii r&oacute;wnoległych pomiar&oacute;w ciśnienia krwi. Wszystkie wartości podane są <strong>w milimetrach słupa rtęci</strong> (mmHg).</p> <table border="1" style="width:100%;"> <tbody> <tr> <td style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);"><span style="color:#ffffff;"><strong>Numer pomiaru</strong></span></td> <td style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);" width="40%"><span style="color:#ffffff;"><strong>Zegarek</strong></span></td> <td style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);" width="40%"><span style="color:#ffffff;"><strong>Ciśnieniomierz z mankietem</strong></span></td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">1</td> <td style="text-align: center;">124/78</td> <td style="text-align: center;">126/81</td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">2</td> <td style="text-align: center;">129/82</td> <td style="text-align: center;">128/80</td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">3</td> <td style="text-align: center;">128/80</td> <td style="text-align: center;">133/80</td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">4</td> <td style="text-align: center;">131/83</td> <td style="text-align: center;">131/76</td> </tr> </tbody> </table> <p><br /> Jak widać, zegarek marki Samsung całkiem <strong>nieźle nadaje się do kontrolowania ciśnienia krwi</strong>. Z własnych obserwacji mogę dodać, że istotne są tu dwie rzeczy, by wyniki pomiar&oacute;w były mniej więcej zgodne z rzeczywistością:</p> <ul> <li>należy regularnie przeprowadzać kalibrację zegarka,</li> <li>zegarek podczas pomiar&oacute;w ciśnienia powinien być mniej więcej w tym samym miejscu na ręce, jak podczas kalibracji.</li> </ul> <p><img alt="Hykker Smartwatch Samsung" src="/images/2022/04/hykker-smartwatch-felieton/hykker-smartwatch-felieton-02-samsung.jpg" /></p> <p>Teraz <strong>czas na zegarki marki Hykker</strong>. Chociaż oba urządzenia są teoretycznie takie same pod względem wyposażenia, to jednak nie mierzą ciśnienia r&oacute;wnie dobrze – przynajmniej tak jest w przypadku egzemplarzy, kt&oacute;re otrzymałem do test&oacute;w.</p> <table border="1" style="width:100%;"> <tbody> <tr> <td rowspan="2" style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);"><span style="color:#ffffff;"><strong>Numer pomiaru</strong></span></td> <td colspan="2" style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);"><span style="color:#ffffff;"><strong>Hykker Smartwatch okrągły</strong></span></td> <td colspan="2" style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);"><span style="color:#ffffff;"><strong>Hykker Smartwatch prostokątny</strong></span></td> </tr> <tr> <td style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);"><span style="color:#ffffff;"><strong>Zegarek</strong></span></td> <td style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);"><span style="color:#ffffff;"><strong>Ciśnieniomierz</strong></span></td> <td style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);"><span style="color:#ffffff;"><strong>Zegarek</strong></span></td> <td style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);"><span style="color:#ffffff;"><strong>Ciśnieniomierz</strong></span></td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">1</td> <td style="text-align: center;" width="21%">140/78</td> <td style="text-align: center;" width="21%">146/86</td> <td style="text-align: center;" width="21%">112/73</td> <td style="text-align: center;" width="21%">128/75</td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">2</td> <td style="text-align: center;">140/80</td> <td style="text-align: center;">143/85</td> <td style="text-align: center;">108/70</td> <td style="text-align: center;">131/75</td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">3</td> <td style="text-align: center;">140/85</td> <td style="text-align: center;">145/82</td> <td style="text-align: center;">109/71</td> <td style="text-align: center;">128/79</td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">4</td> <td style="text-align: center;">140/82</td> <td style="text-align: center;">139/81</td> <td style="text-align: center;">109/73</td> <td style="text-align: center;">127/77</td> </tr> </tbody> </table> <p><br /> Na pierwszy rzut oka <strong>lepiej wypadł zegarek okrągły</strong>. Wyniki jego pomiar&oacute;w były na og&oacute;ł nieco niższe niż w przypadku tego, co pokazał ciśnieniomierz z mankietem, ale r&oacute;żnice <strong>nie przekraczały kilku mmHg</strong>. Jednak ciśnienie skurczowe za każdym razem wynosiło 140 mmHg, także podczas innych pomiar&oacute;w, kt&oacute;re tego dnia wykonałem. Prostokątny zegarek z kolei pokazywał ciśnienie krwi <strong>niższe nawet o 20 i więcej mmHg</strong>, ale nie zafiksował się na jednej wartości, jak jego okrągły brat.</p> <p><img alt="Hykker Smartwatch prostokątny" src="/images/2022/04/hykker-smartwatch-felieton/hykker-smartwatch-felieton-01-prostokatny.jpg" /></p> <p>Jeden z czytelnik&oacute;w zarzucił mi, że jako osoba z nadciśnieniem powinienem wiedzieć, że wartości otrzymane na lewej ręce mogą się r&oacute;żnić od tych z prawej ręki. Zrobiłem więc kilka pomiar&oacute;w odwrotnych z zegarkiem prostokątnym: smartwatch był na prawym nadgarstku, ciśnieniomierz z mankietem na lewym ramieniu. Wyniki kilku takich pomiar&oacute;w umieściłem w tabeli poniżej. Jak widać, <strong>zegarek Hykker wciąż pokazywał niższe ciśnienie</strong>. Natomiast zegarek okrągły nadal uparcie wskazywał <strong>140/XX mmHg</strong>. Z wcześniejszych pomiar&oacute;w wiem, że u mnie wskazania ciśnieniomierza na prawej ręce i na lewej są na og&oacute;ł bardzo zbliżone do siebie, a r&oacute;żnice <strong>nie przekraczają kilku mmHg</strong>.</p> <table border="1" style="width:100%;"> <tbody> <tr> <td style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);"><span style="color:#ffffff;"><strong>Numer pomiaru</strong></span></td> <td style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);" width="40%"><span style="color:#ffffff;"><strong>Zegarek</strong></span></td> <td style="text-align: center; background-color: rgb(175, 17, 24);" width="40%"><span style="color:#ffffff;"><strong>Ciśnieniomierz z mankietem</strong></span></td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">1</td> <td style="text-align: center;">121/81</td> <td style="text-align: center;">146/85</td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">2</td> <td style="text-align: center;">112/70</td> <td style="text-align: center;">141/84</td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">3</td> <td style="text-align: center;">115/76</td> <td style="text-align: center;">140/84</td> </tr> <tr> <td style="text-align: center;">4</td> <td style="text-align: center;">115/74</td> <td style="text-align: center;">138/80</td> </tr> </tbody> </table> <h3><br /> <strong>Czy zegarkiem można kontrolować ciśnienie? Tak, ale nie każdym</strong></h3> <p>Z r&oacute;żnych stron słyszę czasem opinie, że zegarkiem nie da się poprawnie zmierzyć ciśnienia i to bez względu na to, czy jest to urządzenie za prawie 2 tysiące złotych, czy za niecałe 100 zł. Sam jednak <strong>nie mogę się pod tym podpisać</strong>.</p> <p>Jako osoba walcząca z nadciśnieniem tętniczym, regularnie mierzę sobie ciśnienie krwi zegarkiem Samsung Galaxy Watch4 Classic, por&oacute;wnując czasem otrzymane wyniki z tym, co pokazuje ciśnieniomierz z mankietem naramiennym. R&oacute;żnice w takich sytuacjach się zdarzają, ale <strong>nie przekraczają na og&oacute;ł kilku milimetr&oacute;w słupa rtęci</strong>, więc można je pominąć. Warto pamiętać, że ciśnienie krwi jest zmienne i <strong>nawet wyniki dw&oacute;ch wykonanych po sobie pomiar&oacute;w jednym urządzeniem mogą się od siebie r&oacute;żnić</strong>.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Hykker Smartwatch dwa zegarki i ciśnieniomierz" class="w-100" src="/images/2022/04/hykker-smartwatch-felieton/hykker-smartwatch-felieton-03-dwa-zegarki.jpg" /></div> <p><br /> Czy do kontrolowania ciśnienia krwi nadają się r&oacute;wnież tanie zegarki marki Hykker? Zegarek okrągły <strong>zdecydowanie nie</strong>, ze względu na <strong>ciągłe pokazywanie takiego samego ciśnienia skurczowego</strong>. Być może jest to jednak problem tego konkretnego egzemplarza. W przypadku zegarka prostokątnego jest wbrew pozorom <strong>znacznie lepiej</strong>, ponieważ pokazywane wartości się zmieniają. Za każdym razem, gdy por&oacute;wnywałem jego wskazania z ciśnieniomierzem mankietowym lub zegarkiem Samsung, były one niższe, a r&oacute;żnice zmieniały się w zakresie <strong>od kilku do ponad 20 mmHg</strong>.</p> <p><strong>Uwaga: Zegarki marki Hykker z funkcją mierzenia ciśnienia krwi nie są sprzętem medycznym, więc ich wskazania należy weryfikować przy użyciu medycznego ciśnieniomierza. Bez konsultacji z lekarzem nie należy też podejmować decyzji o zmianie dawkowania lub zaprzestaniu stosowania lek&oacute;w.</strong></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/biedronka-okazje-promocje-zegarek-opinieSun, 01 May 2022 13:48:00 +0200Rosja straszy bronią jądrową. Wyjaśnijmy to sobiehttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/rosja-nato-atak-jadrowy-wojna-ostrzezenie<p style="text-align:center"><img alt="III wojna światowa i nuklearne kontruderzenie. Wyjaśniamy propagandę" src="/images/2022/04/wladymir-putin-nato.jpg" /></p> <p><strong>Rosjanie dostali ostrzeżenie przed zagrożeniem uderzeniem jądrowym ze strony NATO. Artykuł był dostępny tylko kilka godzin, ale zdążył zasiać ziarno paniki w sercach wielu os&oacute;b. Zupełnie niepotrzebnie.</strong></p><h3><b>Schrony, jodyna i NATO</b></h3> <p>Zacznijmy od fakt&oacute;w. 19 kwietnia na stronie <strong>Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych Federacji Rosyjskiej</strong> opublikowany został niepokojący artykuł. Tekst zawiera ostrzeżenie oraz instrukcje, jak postępować w razie <strong>uderzenia nuklearnego</strong> – dawki jodu, rezerwy żywności, wody i paliwa oraz zalecenie przekształcania piwnic na schrony. Miały zostać podane także terminy kontroli wyposażonych schron&oacute;w utrzymywanych przez władze państwa.</p> <p>We wstępie można przeczytać, że <strong>resort spodziewa się „groźby odwetowego uderzenia jądrowego ze strony NATO” 24 kwietnia.</strong> To dzień, w kt&oacute;rym w Kościele Prawosławnym obchodzona jest Wielkanoc, więc wielu obywateli RF będzie brało udział w uroczystościach masowych.</p> <p>Artykuł był dostępny w sieci <strong>tylko trzy godziny</strong>, ale zdążyła go zaindeksować nieoceniona Wayback Machine. Oto jego pełna treść (wstęp z datą ataku odwetowego, a dalej standardowe zalecenia dawkowania jodu i robienia zapas&oacute;w). </p> <p style="text-align:center"><img alt="Artykuł Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych Federacji Rosyjskiej w Wayback Machine" src="/images/2022/04/ostrzezenie-przed-atakiem-jadrowym-NATO.jpg" /></p> <h3><strong>Nie, to nie jest zapowiedź wojny nuklearnej</strong></h3> <p>W polskim internecie pojawiły się głosy, że to <strong>zapowiedź ataku jądrowego na NATO</strong>, może nawet na Polskę, oraz początku wojny na ogromną skalę. Szczęście w nieszczęściu – te obawy opierają się na fałszywych założeniach.</p> <p>Obawiający się wojny nuklearnej w najbliższych dniach założyli, że <strong>Rosja jest pewna kontrataku jądrowego</strong>. Skoro kontrataku, to wcześniej musiałby nastąpić właściwy atak. Jeśli państwa NATO mają przypuścić kontratak na Federację Rosyjską 24 kwietnia, to znaczy, że wcześniej Rosja zaatakowała państwa wsp&oacute;lnoty. W myśl zasady „oko za oko” wszyscy m&oacute;wią o wymianie pocisk&oacute;w z ładunkiem nuklearnym.</p> <p>To założenie jest błędne, może wynikać z <strong>nieznajomości żargonu albo nadinterpretacji</strong>. Nie chodzi tu o kontratak, ale uderzenie odwetowe, a takie może być uzasadnione wieloma innymi potencjalnymi działaniami armii Federacji Rosyjskiej przeciwko kt&oacute;remuś z kraj&oacute;w NATO. Poza tym resort nie pisze o pewności.</p> <h3><strong>Propaganda zawsze w formie</strong></h3> <p>Wstęp artykułu jest <strong>celowo rozwodniony</strong>, by każdy m&oacute;gł go interpretować, jak zechce. Sformułowanie „możliwe jest zagrożenie odwetowym atakiem” nie m&oacute;wi właściwie nic. Prawdę m&oacute;wiąc, uważam, że zagrożenie takim czy innym atakiem jest możliwe w dowolnym momencie. Ten tekst wygląda na kolejny przykład działania <strong>rosyjskiej maszyny propagandowej</strong>. Być może chodzi tu o trzymanie w ryzach obywateli podczas obchod&oacute;w Wielkanocy i malowanie NATO jako przeciwnika Mateczki Rosji.</p> <p>Dlaczego tekst został schowany po 3 godzinach? Tego się nie dowiemy, ale przypuszczam, że to <strong>kolejny falstart</strong>, jakich wiele zaliczył rząd Federacji Rosyjskiej w swojej komunikacji. Zresztą całą inwazję na Ukrainę zaczął wpadką, kt&oacute;rą trudno będzie przebić. 27 lutego w sieci znalazła się informacja o… zwycięstwie Rosji. Serio!</p> <p>W notatce można było przeczytać między innymi, że 2-dniowa rosyjska operacja w Ukrainie rozpoczęła nową epokę. Pod tekstem podpisany był <strong>Piotr Akopow z państwowej rosyjskiej agencji informacyjnej RIA Nowosti</strong>. Artykuł był dostępny przez kilka godzin. Jego publikacja przed czasem świetnie pokazała, że w Federacji Rosyjskiej informacje są publikowane w oderwaniu od rzeczywistości oraz jak bardzo rząd Putina przeszacował swoje możliwości.</p> <p>Myślę, że tekst na stronie resortu to podobna wpadka – został przygotowany wcześniej na bazie plan&oacute;w i przypuszczeń, opublikowany zgodnie z ustalonym harmonogramem i<strong> bez pokrycia w rzeczywistości</strong>. Abstrahując już od tego, że na świecie, nawet w obecnej sytuacji, nie brakuje żartownisi&oacute;w. I oświadczenie o ataku hakerskim, jakie wygłosili Rosjanie, akurat tym razem może być zgodne z prawdą.</p> <p><strong>Redakcja gorąco apeluje, aby zachować spok&oacute;j. Polskiego nieba nieprzerwanie strzeże około 50 samolot&oacute;w NATO, a konflikt w Ukrainie dobitnie wykazał, że Sojusz dysponuje doskonałymi danymi wywiadowczymi na temat działań Kremla. Władimir Putin może uchodzić za szaleńca, ale nie rządzi w pojedynkę. Jego otoczenie ma zbyt wiele do stracenia, by pozwolić sobie na seryjną wymianę atom&oacute;wek z Zachodem.</strong></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/rosja-nato-atak-jadrowy-wojna-ostrzezenieWed, 20 Apr 2022 18:20:00 +0200Zmieniłem zdanie. Mój iPhone wyleciał na OLXhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/iphone-czy-android-porownanie-opinie<p><img alt="Zmieniłem zdanie. Mój iPhone poszedł na OLX" src="/images/2022/04/jesli-nie-iphone-to-co.jpg" /></p> <p><strong>Postawienie na sprzęt Apple’a to wejście w strefę komfortu. Natychmiast znika mn&oacute;stwo trosk, a kolejny telefon to po prostu nowy, r&oacute;wnie udany iPhone. Ale…</strong></p><h3><strong>Zasmakować Apple’a</strong></h3> <p>iPhone 11 był tak dobry, że przeciągnął na stronę jabłka wielu zatwardziałych miłośnik&oacute;w Androida. Skusiłem się r&oacute;wnież ja i… niczego nie żałuję. Rok temu ten genialny model zastąpiłem iPhone’em 12 Pro i r&oacute;wnież czułem się ekstremalnie komfortowo. Po drodze był MacBook Air, Mac Mini z legendarnym procesorem M1, ostatni iPad Mini, dołączyły też kozackie AirPods Pro. <strong>Im więcej element&oacute;w układanki, tym mocniej sprzęt spajał się w idealnie zgraną ze sobą całość</strong>. Właściwie do tego zestawu zabrakło już tylko Apple Watcha, nie chcę jednak zegarka, kt&oacute;ry trzeba codziennie ładować. Szybko dawne problemy z Androidem i Windowsem stały się jedynie wspomnieniem, a <strong>amerykański sen… zaczął wyłączać czujność</strong>.</p> <h3><strong>Apple wyłącza troski</strong></h3> <p>Nieco ponad rok temu trafiłem zupełnym przypadkiem do towarzystwa os&oacute;b, kt&oacute;re w 100% postawiły na iPhone’y. Ta specyficzna bańka informacyjna powstała w nietypowy spos&oacute;b. Tw&oacute;rcy aplikacji Clubhouse udostępniali swoją apkę początkowo wyłącznie na iOS. I choć platforma rozm&oacute;w głosowych nie przeszła pr&oacute;by czasu, pozostała mi genialna, a przy tym ekstremalnie jabłkowa ekipa.</p> <p>Choć to nie Apple spaja wspomniane osoby, to jednak wszystkie one są stanowczo zgodne w kwestii tej marki. <strong>W ich oczach Android m&oacute;głby nie istnieć, a przejście na iPhone’y było dla nich czymś ważnym w życiu — przyniosło ulgę.</strong> Gdzieś tam jednak w tym wychwalaniu jabłek pojawiały się chwile zadyszki. Tematy tabu, jak spuchnięty akumulator, kt&oacute;ry wybrzuszył ekran czy koszmarna wsp&oacute;łpraca ze słuchawkami innych producent&oacute;w. Po kolei jednak.</p> <h3><strong>6 lat wsparcia i inne bzdury</strong></h3> <p>To fakt, Apple dba o użytkownik&oacute;w, dostarczając starym sprzętom aktualizacje przez lata. Gdy sześcioletni tablet czy telefon Apple’a dostaje nową wersję systemu, <strong>r&oacute;wnolatek z Androidem wykłada się przy włączaniu Facebooka lub leży w koszu na elektrośmieci</strong>. Sęk w tym, że ten sprzęt Apple’a po latach użytkowania właściwie nie ma już akumulatora. Szczeg&oacute;lnie dotyczy to mniejszych iPhone’&oacute;w, kt&oacute;re wymagają bardzo częstego ładowania i przez to szybciej zużywają się ich „baterie”.</p> <p>Apple, zmuszony do prezentowania kondycji baterii w menu ustawień, w brutalny spos&oacute;b zmartwił jabłkolub&oacute;w. Po 1,5 roku użytkowania iPhone’a 11 zobaczyłem na liczniku 83%, iPhone 12 Pro po niespełna roku ma już tylko 89% maksymalnej pojemności, a <strong>jeszcze mniej szczęścia mają posiadacze iPhone’&oacute;w 12 mini</strong>. Redakcyjny kolega Piotr pożegnał 12 mini <strong>po 14 mies. z 83% akumulatora</strong> i problemami z uruchomieniem go na mrozie. Anna jeszcze walczy — po 16 mies. ma w swoim mini 87%, ale i nieustannie testuje inne telefony, mniej obciążając produkt Apple’a.</p> <p>By nie niepokoić przesadnie użytkownik&oacute;w, Apple postawił przy tym na <strong>ciekawy trick — tak wyskalował funkcję, by przez 4-6 mies. telefon pokazywał 100%</strong>, a potem nagle zaczyna dynamicznie spadać kondycja — o nawet 2% miesięcznie. Apple deklaruje, że jego akumulatory spadają do 80% po 500 pełnych cyklach ładowania. Gdy maksymalna pojemność spadnie poniżej 80%, telefon może się samoistnie wyłączać czy też zacznie spadać jego wydajność — w skr&oacute;cie, trzeba wybrać się do serwisu po nową baterię.</p> <p>Android zużycia akumulatora nie pokazuje aż tak prosto, przyjmuje się jednak rynkowo, że <strong>około 400 cykli ładowania obniża pierwotną pojemność baterii do 80%</strong>. I ma się to wkr&oacute;tce zmienić za sprawą technologii <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/sprzet/oppo-240w-supervooc-dziewiec-minut-do-setki" target="_blank">Oppo SUPERVOOC do 800 cykli</a>. Sęk w tym, że w telefonach z Androidem jest z czego wycinać te procenty. Maja one znacznie pojemniejsze akumulatory. Nawet najpotężniejszy Apple iPhone 13 Pro Max pochwalić może się ledwie 4352 mAh, a tegoroczny iPhone SE ma tylko 2018 mAh — w obu Apple chwali się lepszymi bateriami. Nasi Czytelnicy krzywo patrzą się na 4000 mAh, a i na 5000 mAh potrafią marudzić.</p> <h3><strong>iPhone na lata? To bzdura</strong></h3> <p>Nie, Tw&oacute;j malutki iPhone nie będzie Ci służył przez 6 lat. Nie bez wizyty w serwisie i wymiany baterii. Jeśli do tego jesteś heavyuserem, wiszącym na telefonie godzinami i ładującym go częściej niż raz dziennie, <strong>szykuj się na wymianę iPhone’a raz do roku</strong>.</p> <p>Warto też dodać, że choć Apple ma wysokie na tle konkurencji standardy test&oacute;w jakości, to nie da się uniknąć wad fabrycznych. Zdarzają się zar&oacute;wno wady generacyjne, np. problemy z mikrofonem w danej serii, jak i takie mocniej losowe. Znajomemu ze wspomnianego wyżej Clubhouse’a w użytkowanym intensywnie iPhone’ie 13 Pro spuchnięta bateria wybrzuszyła ekran. Po 2 miesiącach.</p> <h3><strong>Akcesoria są dobre, o ile maja logo Apple’a</strong></h3> <p>Etui i szkiełka ochronne może nie, ale jeśli słuchawki bezprzewodowe do iPhone’a to tylko Apple AirPods. <strong>Apple zupełnie inaczej traktuje „hołotę” taką jak Samsung, Oppo, Huawei czy Sony niż swoje własne słuchawki</strong>. Masz podłączone słuchawki i ktoś do Ciebie dzwoni? Tylko nie odbieraj! Domyślnie dźwięk p&oacute;jdzie przez telefon, przez menu trzeba zmienić audio na słuchawki i to czasem zadziała, a czasem nie. Możesz zaryzykować wyjęcie słuchawki z ucha i jej ponowne w nim umieszczenie, ale o ile w przypadku AirPods automatycznie przełącza to dźwięk na słuchawki, to już w przypadku produkt&oacute;w konkurencji niekoniecznie.</p> <p>Podobnie sprawa wygląda we wszelkiego rodzaju aplikacjach do komunikacji audio i wideo — słuchawki innej firmy niż Apple to gwarancja problem&oacute;w. Ile to razy w czasie rozmowy nagle sprzęt rozłączał mi się i jedyną opcją jego przywr&oacute;cenia go było <strong>wejście w ustawienia Bluetooth, odszukanie na liście słuchawek, rozłączenie ich i ponowne połączenie</strong>. Jeśli tylko słuchasz muzyki, raczej problemu nie zauważysz, gdy jednak chcesz rozmawiać, <strong>Apple w subtelny spos&oacute;b wyperswaduje Ci produkty konkurencji</strong>. Zdarza się, że niekt&oacute;re modele radzą sobie lepiej, wciąż jednak są tylko namiastką słuchawek Apple’a lub należącego do firmy Beats Audio.</p> <p>Kupiłem w końcu AirPods Pro i problemy ustały. Ale jak się dobrze zastanowić… problemy były tylko na sprzęcie Apple’a. Nie mogłem swobodnie korzystać z lepiej grających słuchawek (i niekoniecznie tańszych), bo Apple niejako wymusił na mnie zakup jedynego słusznego sprzętu.</p> <h3><strong>Jabłkowe wymuszenia</strong></h3> <p>Do tego, że sprzęt Apple’a tani nie jest, przekonywać chyba nikogo nie muszę. Nie każdy sobie jednak zdaje sprawę, że na jednym zakupie nie skończy się zabawa. <strong>Apple bardzo skutecznie buduje kolejne potrzeby użytkownik&oacute;w i usadza ich w jedynym słusznym ekosystemie na stałe</strong>. Nawet głupie Smart-żar&oacute;wki czy gniazdka kupisz droższe, byle tylko były zgodne z aplikacją dom. To nic, że Apple odłączy p&oacute;ł nam sprzętu co kt&oacute;raś aktualizacja systemu — cierp użytkowniku. Przyszły komputery z M1? <strong>Rozłączać się przez Bluetooth nie będą tylko klawiatury i myszki Apple’a</strong>, a i huby USB-C to tylko te 3 ze sklepu producenta, inaczej będą systematyczne problemy. Rysik do iPada? Tylko Apple Pencil za 6 st&oacute;wek — inne nigdy nie będą w pełni kompatybilne. Wybierasz Fitbita zamiast Apple Watcha? Zapomnij o synchronizacji z aplikacją Zdrowie, no chyba, że wykupisz abonament w dodatkowej aplikacji. Chcesz przesyłać obraz na telewizor? W Safari nie znajdziesz przycisku Google Cast, jest tylko AirPlay — telewizor najlepiej też wiec wybrać pod dyktando Apple’a. Szczęśliwie da radę zainstalować na Android TV dodatkową aplikację… Ale już aplikacja Apple Music dostępna jest tylko u tych, co się z Apple’em lubią, lub - „najlepiej” - dokup sobie Apple TV i postaw je pod telewizorem.</p> <p>Chyba jedynym sensownym wymuszeniem Apple’a jest przymusowy abonament na iCloud. 4 czy 12 zł miesięcznie to niewiele jak na pełny backup plik&oacute;w w chmurze. Gdy jednak ktoś wybiera najtańszy wariant pamięci iPhone’a, to nie zawsze spodziewa się dodatkowych opłat, kt&oacute;re raczej szybciej niż p&oacute;źniej się pojawią.</p> <p>Hermetyczność ekosystemu Apple’a to z jednej strony ogrom zalet, z drugiej zaś nieustanne kłody pod nogi i podprogowe sugestie, że lepiej nie ruszać czegokolwiek bez błogosławieństwa marki z Cupertino.</p> <h3><strong>Ale ja nie lubię patelni…</strong></h3> <p>Jeśli nie system operacyjny, to wiele os&oacute;b przy Apple’u trzymają <strong>telefony o racjonalnie małych rozmiarach</strong>. <strong>Odpowiedzi na iPhone’y mini i SE rynek Androida nie ma</strong>. Jeśli jednak celujesz w najpopularniejsze rozmiary (obecnie iPhone 13 i 13 Pro), a więc telefony znacznie mniejsze niż typowy flagowiec z Androidem… to coś <strong>można w końcu wybrać</strong>.</p> <p>Jeśli już uzbierałeś 4000 zł na najtańszego iPhone’a 13, to prawdopodobnie zakochasz się w r&oacute;wnie kompaktowym <strong>Samsungu Galaxy S22 i Xiaomi 12</strong>. PS. Selfies w końcu będą z nich jakoś wyglądać. Pamiętajmy jednak, że mieszkamy w Polsce, a tutaj częste jest myślenie, że <strong>skoro już mam pieniądze na iPhone&#39;a, to nie będę ładować tyle samo kasy w telefon z Androidem — wezmę jabłko i już</strong>.</p> <p><div class="row pt-3 phone-graphical-module"> <div class="col-12 col-sm-3 mb-4 d-flex"> <div class="telefon-galeria"> <a href="/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-1.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-1.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-2.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-2.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-3.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-3.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-4.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-4.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-5.jpg" data-fancybox="images" class="d-none"> <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-5.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-6.jpg" data-fancybox="images" class="d-none"> <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-6.jpg" alt=""> </a> </div> <div class="telefon-zdjecie"> <a href="/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-1.jpg" data-fancybox="images"> <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_single_big/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-1.jpg" alt=""> </a> </div> </div> <div class="col-12 col-sm-8"> <div class="row"> <div class="col-12 col-md-6 mb-4"> <div class="telefon-specyfikacja"> <div class="item cena" style="background-size: contain; background-image: url(/images/ecommerce/ComperiaRaty.png);"> <a class="graphical-module-link" data-id="phone-graphical-module-galaxy-s22" data-price="3899,00" data-title="Samsung Galaxy S22" data-img="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_single_big/images/katalog/Samsung/Samsung_Galaxy_S22/samsung-galaxy-s22-1.jpg" id="phone-graphical-module-galaxy-s22" href="#"> <span style="color:#c0392b;">Kup teraz - zapłać później </span> </a> </div> <div class="item data" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Data premiery"> luty 2022 </div> <div class="item rozmiar">168 g, 7.6 mm grubości</div> <div class="item pamiec" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Pamięć RAM">8 GB RAM</div> <div class="item pojemnosc">256 GB, (opcje: 128 GB)</div> <div class="item siec">LTE do 2000Mbps</div> <div class="item cena"> <a rel="nofollow" target="_blank" href="http://www.comperialead.pl/a/pp_adserwer.php?link=cb3bfd9d920cc136b57c2a03f248a6c0&amp;deepLink=etykieta_=ceneo&amp;deepLink=https%3A%2F%2Fwww.ceneo.pl%2F125321544%23pid%3D11534"> <span style="color:#c0392b;">od 3899,00 zł na <img src="https://www.telepolis.pl/images/ecommerce/ceneo.png" alt="ceneo" style="width:60px;" /></span> </a> </div> </div> </div> <div class="col-12 col-md-6 mb-4"> <div class="telefon-specyfikacja"> <div class="item aparat">50 Mpix + 12 Mpix + 10 Mpix + 10 Mpix</div> <div class="item wyswietlacz" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Wyświetlacz">6.1&quot; - Dynamic AMOLED (1080 x 2340 px, 422 ppi)</div> <div class="item procesor" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Procesor">Exynos 2200, 2,80 GHz</div> <div class="item system">Android v.12.0</div> <div class="item bateria" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Bateria">3700 mAh, USB-C</div> <div class="d-flex"> <div class="item sim yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Tak, nanoSIM"></div> <div class="item nfc yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Tak"></div> <div class="item woda yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Odporny na wodę i pył"></div> <div class="item jack no" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Brak złącza jack"></div> <div class="item radio no" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Nie posiada radia FM"></div> </div> </div> </div> </div> </div> </div> <div class="row"><div class="w-100 px-5 text-right"><a href="/telefony/samsung/galaxy-s22">Zobacz pełną specyfikację telefonu Samsung Galaxy S22</a></div></div></p> <p><div class="row pt-3 phone-graphical-module"> <div class="col-12 col-sm-3 mb-4 d-flex"> <div class="telefon-galeria"> <a href="/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-1.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-1.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-2.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-2.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-3.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-3.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-4.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-4.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-5.jpg" data-fancybox="images" class="d-none"> <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-5.jpg" alt=""> </a> </div> <div class="telefon-zdjecie"> <a href="/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-1.jpg" data-fancybox="images"> <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_single_big/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-1.jpg" alt=""> </a> </div> </div> <div class="col-12 col-sm-8"> <div class="row"> <div class="col-12 col-md-6 mb-4"> <div class="telefon-specyfikacja"> <div class="item cena" style="background-size: contain; background-image: url(/images/ecommerce/ComperiaRaty.png);"> <a class="graphical-module-link" data-id="phone-graphical-module-12" data-price="3099,00" data-title="Xiaomi 12" data-img="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_single_big/images/katalog/Xiaomi/Xiaomi_12/xiaomi-12-1.jpg" id="phone-graphical-module-12" href="#"> <span style="color:#c0392b;">Kup teraz - zapłać później </span> </a> </div> <div class="item data" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Data premiery"> grudzień 2021 </div> <div class="item rozmiar">180 g, 8.16 mm grubości</div> <div class="item pamiec" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Pamięć RAM">12 GB RAM</div> <div class="item pojemnosc">256 GB, (opcje: 128 GB)</div> <div class="item siec">-</div> <div class="item cena"> <a rel="nofollow" target="_blank" href="http://www.comperialead.pl/a/pp_adserwer.php?link=cb3bfd9d920cc136b57c2a03f248a6c0&amp;deepLink=etykieta_=ceneo&amp;deepLink=https%3A%2F%2Fwww.ceneo.pl%2F128968007%23pid%3D11534"> <span style="color:#c0392b;">od 3099,00 zł na <img src="https://www.telepolis.pl/images/ecommerce/ceneo.png" alt="ceneo" style="width:60px;" /></span> </a> </div> </div> </div> <div class="col-12 col-md-6 mb-4"> <div class="telefon-specyfikacja"> <div class="item aparat">50 Mpix + 13 Mpix + 5 Mpix + 32 Mpix</div> <div class="item wyswietlacz" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Wyświetlacz">6.28&quot; - OLED (1080 x 2400 px, 419 ppi)</div> <div class="item procesor" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Procesor">Qualcomm SM8450 Snapdragon 8 Gen 1, 3,00 GHz</div> <div class="item system">Android v.12.0</div> <div class="item bateria" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Bateria">4500 mAh, USB-C</div> <div class="d-flex"> <div class="item sim yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Tak, nanoSIM"></div> <div class="item nfc yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Tak"></div> <div class="item woda no" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Brak odporności na wodę i pył"></div> <div class="item jack no" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Brak złącza jack"></div> <div class="item radio no" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Nie posiada radia FM"></div> </div> </div> </div> </div> </div> </div> <div class="row"><div class="w-100 px-5 text-right"><a href="/telefony/xiaomi/12">Zobacz pełną specyfikację telefonu Xiaomi 12</a></div></div></p> <h3><strong>Da się rozsądnie</strong></h3> <p>I wtedy wchodzi on, cały na biało (lub czarno), smartfon topowej wydajności, a przy tym <strong>do wyrwania już za trochę ponad 2000 zł</strong>. Mowa o nagradzanym przez nas kilkukrotnie smartfonie <strong>Asus Zenfone 8</strong>. To sprzęt mały, solidny i w coraz rozsądniejszej cenie.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/04/iphone-vs-asus-zenfone-8.jpg" /></div> <p><br /> Sam, po ostatnich premierach Samsunga i Xiaomi, postanowiłem zrobić sobie przerwę od Apple’a. Taki mały detoks, choć może nie do końca, bo Mac Mini zostaje (to już temat na inny artykuł). Nie biegnę jednak do sklepu po wspomniane nowości, kt&oacute;rych ceny szybko polecą na łeb, na szyję.<strong> iPhone&#39;a 12 Pro zastąpił Asus ZenFone 8 </strong>— to już drugie moje spotkanie z tym telefonem i jestem przekonany, że da radę.</p> <p><div class="row pt-3 phone-graphical-module"> <div class="col-12 col-sm-3 mb-4 d-flex"> <div class="telefon-galeria"> <a href="/images/katalog/ASUS/ASUS-Zenfone-8/zenfone-8-front.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/ASUS/ASUS-Zenfone-8/zenfone-8-front.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/ASUS/ASUS-Zenfone-8/zenfone-8-czarny.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/ASUS/ASUS-Zenfone-8/zenfone-8-czarny.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/ASUS/ASUS-Zenfone-8/zenfone-8-kolory.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/ASUS/ASUS-Zenfone-8/zenfone-8-kolory.jpg" alt=""> </a> </div> <div class="telefon-zdjecie"> <a href="/images/katalog/ASUS/ASUS-Zenfone-8/zenfone-8-front.jpg" data-fancybox="images"> <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_single_big/images/katalog/ASUS/ASUS-Zenfone-8/zenfone-8-front.jpg" alt=""> </a> </div> </div> <div class="col-12 col-sm-8"> <div class="row"> <div class="col-12 col-md-6 mb-4"> <div class="telefon-specyfikacja"> <div class="item cena" style="background-size: contain; background-image: url(/images/ecommerce/ComperiaRaty.png);"> <a class="graphical-module-link" data-id="phone-graphical-module-zenfone-8" data-price="2399,00" data-title="ASUS Zenfone 8" data-img="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_single_big/images/katalog/ASUS/ASUS-Zenfone-8/zenfone-8-front.jpg" id="phone-graphical-module-zenfone-8" href="#"> <span style="color:#c0392b;">Kup teraz - zapłać później </span> </a> </div> <div class="item data" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Data premiery"> maj 2021 </div> <div class="item rozmiar">169 g, 8 mm grubości</div> <div class="item pamiec" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Pamięć RAM">16 GB RAM</div> <div class="item pojemnosc">256 GB, (opcje: 128 GB, 256 GB)</div> <div class="item siec">LTE do 2000Mbps</div> <div class="item cena"> <a rel="nofollow" target="_blank" href="http://www.comperialead.pl/a/pp_adserwer.php?link=cb3bfd9d920cc136b57c2a03f248a6c0&amp;deepLink=etykieta_=ceneo&amp;deepLink=https%3A%2F%2Fwww.ceneo.pl%2F107595021%23pid%3D11534"> <span style="color:#c0392b;">od 2399,00 zł na <img src="https://www.telepolis.pl/images/ecommerce/ceneo.png" alt="ceneo" style="width:60px;" /></span> </a> </div> </div> </div> <div class="col-12 col-md-6 mb-4"> <div class="telefon-specyfikacja"> <div class="item aparat">64 Mpix + 12 Mpix + 12 Mpix</div> <div class="item wyswietlacz" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Wyświetlacz">5.9&quot; - OLED (1080 x 2400 px, 446 ppi)</div> <div class="item procesor" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Procesor">Qualcomm Snapdragon 888 5G</div> <div class="item system">Android v.11.0</div> <div class="item bateria" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Bateria">4000 mAh mAh, Quick Charge 4.0, USB-C</div> <div class="d-flex"> <div class="item sim yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Tak, nanoSIM"></div> <div class="item nfc yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Tak"></div> <div class="item woda yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Odporny na wodę i pył"></div> <div class="item jack yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Złącze jack 3.5 mm"></div> <div class="item radio yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Tak z RDS"></div> </div> </div> </div> </div> </div> </div> <div class="row"><div class="w-100 px-5 text-right"><a href="/telefony/asus/zenfone-8">Zobacz pełną specyfikację telefonu ASUS Zenfone 8</a></div></div></p> <h3><strong>Posłowie</strong></h3> <p>Autor nie zamierza skł&oacute;cać użytkownik&oacute;w Androida i iOS-u. Jeśli jest komuś dobrze na danej platformie, niech na niej zostanie. W końcu lepsze jest wrogiem dobrego. Niemniej warto czasem zerknąć, co słychać u konkurencji i zastanowić się, <strong>czy faktycznie zachwalamy coś dobrego, czy to już może trochę syndrom sztokholmski ;-)</strong>.</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/iphone-czy-android-porownanie-opinieSat, 16 Apr 2022 17:06:00 +0200Leroy Merlin chcesz wieszać, a kupujesz TO. Rzecz o biznesiehttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/wojna-rosja-ukraina-bojkot-leroy<div class="content-full-width full-width"><img alt="Leroy Merlin chcesz wieszać, a historii wielu firm nie znasz. Wyliczmy" class="w-100" src="/images/2022/04/wojna-bojkot-03.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Wojna wojną, a biznes musi się kręcić. Tylko co właściwie z tym faktem robić?</strong></p><p>Kojarzycie taki nap&oacute;j jak Fanta? A znacie jego historię? Ot&oacute;ż sięga ona drugiej wojny światowej, kiedy to niemiecki oddział firmy Coca-Cola stanął przed poważnym problemem: na skutek nałożonego embargo nie m&oacute;gł dłużej produkować swojego flagowego napoju, a zapasy szybko topniały. Żeby utrzymać firmę przy życiu stworzono więc nowy produkt na bazie łatwo dostępnych lokalnie składnik&oacute;w. Nap&oacute;j stał się olbrzymim sukcesem i pijemy go do dziś.</p> <h3><strong>Wielkie korporacje w obliczu wojny</strong></h3> <p>Czemu o tym wspominam? Bo to fajna ciekawostka, kt&oacute;rą można się pochwalić przed kolegami albo na pierwszej randce (w każdym razie jeśli już naprawdę nie macie nic lepszego do powiedzenia).</p> <p>Oczywiście r&oacute;wnie dobrze można by wspomnieć o firmie Bayer, kt&oacute;rej aspirynę wszyscy łykamy do dzisiaj, a kt&oacute;ra w czasie II wojny światowej produkowała Cyklon B. O, albo o Volskwagenie, kt&oacute;ry powstał przecież z inicjatywy NSDAP. To jednak wyświechtane historie. Anegdotka o Fancie jest moim zdaniem o wiele ciekawsza i znacznie bardziej niejednoznaczna. </p> <p>Przede wszystkim jednak w kontekście obecnych wydarzeń daje to do myślenia. <strong>Nie jesteśmy pierwszym pokoleniem, kt&oacute;re obserwuje, jak wielki biznes radzi sobie ze światowymi konfliktami.</strong> Mimo to mam wrażenie, że nadal nie do końca wiemy, co powinniśmy z tym fantem zrobić.<br />  </p> <p style="text-align:center"><img alt="Wielka wojna, wielki biznes i malutcy konsumenci" src="/images/2022/04/wojna-bojkot-02.jpg" /></p> <p>No dobra, <em>ja </em>nie wiem. Podejrzewam natomiast, że nie jestem w tym odosobniony.</p> <p>Gdzie zaczyna się odpowiedzialność firm za politykę państw? Jak powinny się zachować w obliczu wojny? <strong>Czy jako konsument&oacute;w powinno nas to obchodzić i, jeśli tak, jak powinniśmy reagować?</strong></p> <p>Nie będę ukrywał, im dłużej się nad tymi pytaniami zastanawiam,<strong> tym mniej oczywiste wydają mi się odpowiedzi</strong>. I jest to spory problem, bo nie m&oacute;wimy tu o jakichś abstrakcyjnych akademickich dywagacjach. M&oacute;wimy o czymś, co w kontekście wojny na Ukrainie dzieje się na naszych oczach. Czy możemy oczekiwać, że międzynarodowe koncerny opowiedzą się po jednej ze stron konfliktu i w odpowiedzi na agresję wycofają się z rynku rosyjskiego?</p> <h3><strong>Bicz na gigant&oacute;w</strong></h3> <p>Podejrzewam, że dla większości z nas odpowiedź brzmi „tak” i nawet nie ma się tu nad czym zastanawiać. Dowodzi tego gigantyczna skala bojkotu konsumenckiego, z kt&oacute;rym spotkały się firmy kontynuujące swoją aktywność w Rosji mimo wybuchu wojny. <strong>Według badania przeprowadzonego przez Research Institute na panelu Ariadna, aż 65 procent Polak&oacute;w zadeklarowało, że nie będzie robić zakup&oacute;w w sklepach sieci, kt&oacute;re pozostały na rynku rosyjskim.</strong></p> <p>Chyba najbardziej medialnym przykładem takiego bojkotu jest Leroy Merlin. Firma SentiOne dostarczyła ciekawej analizy, z kt&oacute;rej wynika, że w konsekwencji decyzji o pozostaniu w Rosji wizerunek marki w mediach społecznościowych uległ drastycznemu pogorszeniu. Jej Brand Health Index, czyli stosunek komentarzy pozytywnych do negatywnych, spadł do poziomu raptem 0,37. To oznacza, że<strong> na każdą pozytywną wzmiankę o Leroy Merlin przypadały dwie negatywne.</strong> Podobnie wygląda to w przypadku chociażby sieci Auchan.</p> <p>Oczywiście ktoś m&oacute;głby zarzucać, że to tylko burza w szklance wody. Ot, kolejna drama w Internetach i pr&oacute;ba lansowania się przez ludzi na popularnym trendzie. Tyle tylko, że tak nie jest. Bank PKO BP ujawnił ostatnio ciekawe dane. Wynik z nich, że<strong> obroty bojkotowanych sieci na rynku polskim w ciągu ostatnich kilku tygodni faktycznie spadły i to wyraźnie</strong>.</p> <h3><strong>W biznesie nie ma moralności</strong></h3> <p>Ale czemu piszę o liczbach, skoro rozmawiam w gruncie rzeczy o dylemacie etycznym? Bo siedzący gdzieś z tyłu mojej głowy cynik ciągle mi przypomina, że <strong>w biznesie na coś takiego jak „etyka” czy „moralność” nie ma miejsca</strong>. Liczą się pieniądze, a tak się składa, że decyzja o pozostaniu lub wycofaniu się z Rosji daje się na nie bardzo łatwo przeliczyć. Czy to bezpośrednio w obrotach, czy też w formie zysk&oacute;w i strat wizerunkowych.</p> <p>Żeby była jasność, pochwalam każdą firmę, kt&oacute;ra w ramach protestu zdecydowała się zawiesić swoją działalność w Rosji lub całkowicie wycofać się z tamtejszego rynku. <strong>Nie wierzę natomiast, żeby za takimi decyzjami stało cokolwiek poza chłodnym rachunkiem zysk&oacute;w i strat. </strong>Zakrawałoby to o naiwność.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Wielka wojna, wielki biznes i malutcy konsumenci" class="w-100" src="/images/2022/04/wojna-bojkot-01.jpg" /></div> <p><br /> Zresztą rzeczywistość zdaje się potwierdzać, że ten cynizm jest przynajmniej częściowo uzasadniony. W ciągu ostatnich kilku tygodni pojawiło się bowiem kilka doniesień o firmach, kt&oacute;re mimo oficjalnego zawieszenia działalności nadal świadczyły na rynku rosyjskim część swoich usług. Wspomnieć można tu chociażby o Samsungu, nadal aktywnie wspierającym usługę Samsung Pay dla swoich rosyjskich użytkownik&oacute;w.</p> <p>Cała sytuacja nie jest więc czarno-biała. Jesteśmy częścią medialnej gry, a „etyka”, to tylko jedno z wielu haseł, kt&oacute;re mają wpływać na nasze decyzje zakupowe.</p> <p>Ale działa to też w drugą stronę – nasze decyzje zakupowe faktycznie mają wpływ na działania poszczeg&oacute;lnych marek. Ba, czasem wystarczy spos&oacute;b, w jaki o nich m&oacute;wimy! Social media i marketing szeptany to potężne narzędzia, kt&oacute;re dla wielu firm mogą się okazać mieczem obosiecznym. </p> <h3><strong>Walczyć – tylko z kim?</strong></h3> <p>Tylko tu jest problem. Fajnie się robi na sercu, widząc tę wielką mobilizację, by bojkotować prorosyjskie marki. Tylko skąd mamy pewność, że ciosy wymierzane są tam, gdzie powinny?<strong> Ile marek spokojnie funkcjonuje w Rosji i nikt z tego nie robi problemu, skupiając się na Leroy Merlin czy Decathlonie?</strong> A skąd mamy gwarancję, że firmy dziś lansujące się protestami wobec Kremla i zawieszeniem działalności w Rosji, nie wr&oacute;cą, jak tylko kurs rubla się ustabilizuje?</p> <p>Oczywiście wszystkie te rozterki nie biorą się u mnie ot tak z powietrza. Wśr&oacute;d firm, kt&oacute;re postanowiły pozostać w Rosji, jest wielu gigant&oacute;w branży technologicznej, o kt&oacute;rych na łamach Telepolis piszemy niemal codziennie. Ot, chociażby ASUS, Lenovo czy Xiaomi. Osobiście każdą z nich za taką decyzję z całego serca potępiam. Tylko co dalej?</p> <p>Szczerze? Nie wiem. Wyznaję zasadę, że jeśli rzucać kamieniami, to celnie. <strong>Jakikolwiek bojkot i masowa krytyka mają sens wyłącznie  w sytuacji, kiedy wymierzone są pod odpowiednim adresem. </strong>W innym przypadku jesteśmy wyłącznie pionkami w grze dobrze opłacanych spec&oacute;w od marketingu.</p> <p>Ale może to nieistotne? Może warto na chwilę zapomnieć o tym wewnętrznym cyniku i po prostu robić to, co podpowiada nam sumienie? Na pewno jest to jakieś wyjście z sytuacji. Być może nawet jedyne słuszne.</p> <p>A prawda jest taka, że za parę lat i tak po tych wszystkich rozterkach zostaną nam co najwyżej kiepskie ciekawostki do opowiadania na pierwszej randce.</p> <p><strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/sprzet/rosja-chipy-krzem-procesory-produkcja" target="_blank">Rosja. Sen o potędze utopiony w zawilgoconym magazynie</a><br /> <strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/ukraina-rosja-wojna-informacyjna-ciekawostki" target="_blank">Jak Ukraina ośmiesza Rosję. Cały batalion najadł się strachu</a></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/wojna-rosja-ukraina-bojkot-leroySat, 09 Apr 2022 11:22:02 +0200OPPO Reno7 5G kusi, ale to Find X5 Pro powoduje opad szczękihttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/oppo-reno7-5g-opinie-specyfikacja-cena-find-x5-pro<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/04/oppo-reno7-seria.jpg" /></div> <p><img alt="Oppo Reno7 – cała seria" src="/images/2022/04/oppo-reno7-seria.jpg" style="display: none;" /><br /> <strong>OPPO wprowadziło do Polski pierwszego z trzech przedstawicieli serii fotograficzno-filmowej, czyli Reno7 5G. Jednak jego blask przyćmiła premiera modelu, przy kt&oacute;rym opadła mi szczęka… i to jeszcze zanim poznałam jego cenę.</strong></p><h3 style="border:none; text-align:justify"><strong>OPPO Reno7 5G – Filmowy średniak już w Polsce</strong></h3> <p>Seria OPPO Reno7 będzie pojawiać się w Polsce „na raty”. Na pierwszy ogień idzie model najwyższy, czyli <strong>OPPO Reno7 5G</strong> – lekki, śliczny i świetnie nadający się do kręcenia film&oacute;w. OPPO zadbało tu o kreatywne funkcje, kt&oacute;re są dostępne wyłącznie na tym modelu.</p> <p style="text-align: center;"><iframe allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen="" frameborder="0" height="393" src="https://www.youtube.com/embed/h6GAHf48Qy0" title="YouTube video player" width="700"></iframe></p> <p>OPPO Reno7 5G to model ze średniej p&oacute;łki, kierowany do os&oacute;b młodych i kreatywnych. Aplikacja do robienia zdjęć i kręcenia film&oacute;w dostarcza masę frajdy. Jest tu między innymi poprawiony tryb portretowy, kt&oacute;ry świetnie odcina osobę od drugiego planu i pozwala symulować r&oacute;żne stopnie otwarcia przysłony obiektywu – od F0,95 do F16. Z tej możliwości można skorzystać także podczas kręcenia film&oacute;w (Bokeh Flare Portrait) i rozmyć tło za gł&oacute;wnym aktorem w bieżącej scenie. Jest tu r&oacute;wnież możliwość śledzenia obiektu i utrzymania ostrości na tym, co jest w danym ujęciu najważniejsze. Najbardziej jednak przypadł mi do gustu tryb pozwalający zachować kolor na pierwszym planie ujęcia (na przykład na gł&oacute;wnej postaci), a tło kręcić rozmyte i… czarno-białe. C&oacute;ż – mam słabość do takich kombinacji.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/sprzet/dosyc-juz-reno7-wycieka-oppo-reno8">oto pierwsze informacje o OPPO Reno8</a></p> <p>Poza tym OPPO Reno7 5G otrzymało znany już tryb Live HDR, kt&oacute;ry znacząco poprawia wygląd ujęć kręconych przy ostrym świetle. To, co normalnie skryłoby się w cieniu, będzie dobrze widoczne. Będzie można r&oacute;wnież spokojnie kręcić w nocy, korzystając z Ultra Night Video. Ten tryb włączy się automatycznie, gdy do matrycy dotrze niewiele światła. Jest też możliwość robienia selfie z HDR. Nie zabrakło modnego ostatnio nagrywania film&oacute;w z dw&oacute;ch kamer jednocześnie.</p> <p>Reno7 5G wyr&oacute;żnia też dizajn – OPPO Glow. Telefon ma 8,1 mm grubości i waży 173 gramy, przez co świetnie pasuje do ręki i nie ciąży. Obudowa wersji niebieskiej ma ponad milion mikrolinii, kt&oacute;re załamują i polaryzują światło, co daje fenomenalny efekt. Nie spos&oacute;b odwr&oacute;cić od niego wzrok. Z kolei wersja czarna ma mikroskopijne piramidy, przez kt&oacute;re część telefonu wydaje się granatowa. Ekran AMOLED r&oacute;wnież nikogo nie zawiedzie – ma certyfikat ochrony wzroku, Netflix HD i Amazon Prime Video. Wisienką na torcie jest szybkie ładowanie SuperVOOC 65 W.</p> <p><div class="row pt-3 phone-graphical-module"> <div class="col-12 col-sm-3 mb-4 d-flex"> <div class="telefon-galeria"> <a href="/images/katalog/Oppo/Oppo_Reno7_5G/oppo-reno7-5g-1.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Oppo/Oppo_Reno7_5G/oppo-reno7-5g-1.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Oppo/Oppo_Reno7_5G/oppo-reno7-5g-2.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Oppo/Oppo_Reno7_5G/oppo-reno7-5g-2.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Oppo/Oppo_Reno7_5G/oppo-reno7-5g-3.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Oppo/Oppo_Reno7_5G/oppo-reno7-5g-3.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Oppo/Oppo_Reno7_5G/oppo-reno7-5g-4.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Oppo/Oppo_Reno7_5G/oppo-reno7-5g-4.jpg" alt=""> </a> </div> <div class="telefon-zdjecie"> <a href="/images/katalog/Oppo/Oppo_Reno7_5G/oppo-reno7-5g-1.jpg" data-fancybox="images"> <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_single_big/images/katalog/Oppo/Oppo_Reno7_5G/oppo-reno7-5g-1.jpg" alt=""> </a> </div> </div> <div class="col-12 col-sm-8"> <div class="row"> <div class="col-12 col-md-6 mb-4"> <div class="telefon-specyfikacja"> <div class="item cena" style="background-size: contain; background-image: url(/images/ecommerce/ComperiaRaty.png);"> <a class="graphical-module-link" data-id="phone-graphical-module-reno7-5g" data-price="2641,54" data-title="Oppo Reno7 5G" data-img="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_single_big/images/katalog/Oppo/Oppo_Reno7_5G/oppo-reno7-5g-1.jpg" id="phone-graphical-module-reno7-5g" href="#"> <span style="color:#c0392b;">Kup teraz - zapłać później </span> </a> </div> <div class="item data" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Data premiery"> luty 2022 </div> <div class="item rozmiar">173 g, 7.81 mm grubości</div> <div class="item pamiec" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Pamięć RAM">8 GB RAM</div> <div class="item pojemnosc">256 GB, microSD do 1000 GB</div> <div class="item siec">LTE do 750Mbps</div> <div class="item cena"> <a rel="nofollow" target="_blank" href="http://www.comperialead.pl/a/pp_adserwer.php?link=cb3bfd9d920cc136b57c2a03f248a6c0&amp;deepLink=etykieta_=ceneo&amp;deepLink=https%3A%2F%2Fwww.ceneo.pl%2F129540053%23pid%3D11534"> <span style="color:#c0392b;">od 2641,54 zł na <img src="https://www.telepolis.pl/images/ecommerce/ceneo.png" alt="ceneo" style="width:60px;" /></span> </a> </div> </div> </div> <div class="col-12 col-md-6 mb-4"> <div class="telefon-specyfikacja"> <div class="item aparat">64 Mpix + 8 Mpix + 2 Mpix + 32 Mpix</div> <div class="item wyswietlacz" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Wyświetlacz">6.43&quot; - AMOLED (1080 x 2400 px, 409 ppi)</div> <div class="item procesor" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Procesor">MediaTek MT6877 Dimensity 900, 2,40 GHz</div> <div class="item system">Android v.11.0</div> <div class="item bateria" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Bateria">4500 mAh, Super Vooc, USB-C</div> <div class="d-flex"> <div class="item sim yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Tak, nanoSIM"></div> <div class="item nfc yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Tak"></div> <div class="item woda no" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Brak odporności na wodę i pył"></div> <div class="item jack yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Złącze jack 3.5 mm"></div> <div class="item radio no" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Nie posiada radia FM"></div> </div> </div> </div> </div> </div> </div> <div class="row"><div class="w-100 px-5 text-right"><a href="/telefony/oppo/reno7-5g">Zobacz pełną specyfikację telefonu Oppo Reno7 5G</a></div></div></p> <p><strong>OPPO Reno7 5G</strong> można kupić w sklepach z elektroniką i u operator&oacute;w. <strong>Od 8 do 21</strong> <strong>kwietnia</strong> Reno7 5G będzie sprzedawany <strong>ze słuchawkami OPPO Enco Free2 oraz opaską OPPO Band</strong>. Dodatkowo klienci otrzymają roczną ochronę ekranu. Wszystko w cenie <strong>2699 zł</strong>. Myślę, że to niezła oferta – od razu kupisz wszystko, co będzie Ci potrzebne do szczęścia.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/04/oppo-find-x5-pro-aparat.jpg" /></div> <h3><strong><img alt="Oppo Find X5 Pro" src="/images/2022/04/oppo-find-x5-pro-aparat.jpg" style="display: none;" /><br /> OPPO Find X5 Pro – Wyższej p&oacute;łki już nie ma</strong></h3> <p>Smartfony Reno7 przypadły mi do gustu, ale to <strong>Find X5 Pro</strong> jest pokazem zdolności inżynier&oacute;w i projektant&oacute;w OPPO. To smartfon z szybkim ładowaniem i innowacyjną ochroną akumulatora, autorskim czipem przetwarzającym obraz, aparatem opracowanym wraz z firmą Hasselblad, najmocniejszymi podzespołami na rynku, zamknięty w superwytrzymałej, ceramicznej obudowie. To wszystko czyni z Oppo Find X5 Pro techniczny majstersztyk. Ten telefon ma szansę pozamiatać zar&oacute;wno w benchmarkach, jak i w rankingach aparat&oacute;w. Niezmiernie mnie cieszy, że ten model będzie dostępny w Polsce. Będzie pioruńsko drogi, ale dzięki niemu OPPO pokaże się od najlepszej strony polskim klientom.</p> <p>Najbardziej interesują mnie możliwości układu <strong>NPU MariSilicon X w połączeniu z matrycami IMX766</strong>. OPPO obiecuje, że dzięki temu dostaniemy zupełnie nową jakość nagrań filmowych w 4K i w nocy. Algorytm ma redukować szum na każdej klatce nagranego filmu w czasie rzeczywistym, zachowując szczeg&oacute;ły i naturalne kolory. To nie lada wyzwanie dla układu obliczeniowego, ale po kilku minutach z tym telefonem nie mam powod&oacute;w, by wątpić w jego możliwości.</p> <p>Na uwagę zasługują jeszcze dwie cechy tego cudu techniki: obudowa i akumulator. Tylny panel telefonu został wykonany z jednego kawałka ceramicznego materiału, kt&oacute;ry jest znacznie twardszy od „standardowych” szklanych paneli i znacznie lepiej odprowadza ciepło. Akumulator o pojemności <strong>5000 mAh</strong> zaś został wyposażony nie tylko w szybkie ładowanie (80 W po kablu i 50 W bezprzewodowo), ale też innowacyjny system ochrony. Akumulator powinien przetrwać <strong>nawet 1600 cykli ładowania bez ubytku pojemności</strong>.</p> <div> <div id="ftn1"> <p><div class="row pt-3 phone-graphical-module"> <div class="col-12 col-sm-3 mb-4 d-flex"> <div class="telefon-galeria"> <a href="/images/katalog/Oppo/Oppo_Find_X5_Pro/oppo-find-x5-pro-1.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Oppo/Oppo_Find_X5_Pro/oppo-find-x5-pro-1.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Oppo/Oppo_Find_X5_Pro/oppo-find-x5-pro-2.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Oppo/Oppo_Find_X5_Pro/oppo-find-x5-pro-2.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Oppo/Oppo_Find_X5_Pro/oppo-find-x5-pro-3.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Oppo/Oppo_Find_X5_Pro/oppo-find-x5-pro-3.jpg" alt=""> </a> <a href="/images/katalog/Oppo/Oppo_Find_X5_Pro/oppo-find-x5-pro-4.jpg" data-fancybox="images" > <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_small/images/katalog/Oppo/Oppo_Find_X5_Pro/oppo-find-x5-pro-4.jpg" alt=""> </a> </div> <div class="telefon-zdjecie"> <a href="/images/katalog/Oppo/Oppo_Find_X5_Pro/oppo-find-x5-pro-1.jpg" data-fancybox="images"> <img src="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_single_big/images/katalog/Oppo/Oppo_Find_X5_Pro/oppo-find-x5-pro-1.jpg" alt=""> </a> </div> </div> <div class="col-12 col-sm-8"> <div class="row"> <div class="col-12 col-md-6 mb-4"> <div class="telefon-specyfikacja"> <div class="item cena" style="background-size: contain; background-image: url(/images/ecommerce/ComperiaRaty.png);"> <a class="graphical-module-link" data-id="phone-graphical-module-find-x5-pro" data-price="5999,00" data-title="Oppo Find X5 Pro" data-img="https://www.telepolis.pl/media/cache/resolve/phone_single_big/images/katalog/Oppo/Oppo_Find_X5_Pro/oppo-find-x5-pro-1.jpg" id="phone-graphical-module-find-x5-pro" href="#"> <span style="color:#c0392b;">Kup teraz - zapłać później </span> </a> </div> <div class="item data" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Data premiery"> luty 2022 </div> <div class="item rozmiar">218 g, 8.5 mm grubości</div> <div class="item pamiec" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Pamięć RAM">12 GB RAM</div> <div class="item pojemnosc">256 GB</div> <div class="item siec">-</div> <div class="item cena"> <a rel="nofollow" target="_blank" href="http://www.comperialead.pl/a/pp_adserwer.php?link=cb3bfd9d920cc136b57c2a03f248a6c0&amp;deepLink=etykieta_=ceneo&amp;deepLink=https%3A%2F%2Fwww.ceneo.pl%2F129547230%23pid%3D11534"> <span style="color:#c0392b;">od 5999,00 zł na <img src="https://www.telepolis.pl/images/ecommerce/ceneo.png" alt="ceneo" style="width:60px;" /></span> </a> </div> </div> </div> <div class="col-12 col-md-6 mb-4"> <div class="telefon-specyfikacja"> <div class="item aparat">50 Mpix + 50 Mpix + 13 Mpix + 32 Mpix</div> <div class="item wyswietlacz" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Wyświetlacz">6.7&quot; - AMOLED (1440 x 3216 px, 526 ppi)</div> <div class="item procesor" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Procesor">Qualcomm SM8450 Snapdragon 8 Gen 1, 3,00 GHz</div> <div class="item system">Android v.12.0</div> <div class="item bateria" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Bateria">5000 mAh, Super Vooc, USB-C</div> <div class="d-flex"> <div class="item sim yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Tak, nanoSIM"></div> <div class="item nfc yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Tak"></div> <div class="item woda yes" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Odporny na wodę i pył"></div> <div class="item jack no" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Brak złącza jack"></div> <div class="item radio no" data-toggle="tooltip" data-placement="top" title="Nie posiada radia FM"></div> </div> </div> </div> </div> </div> </div> <div class="row"><div class="w-100 px-5 text-right"><a href="/telefony/oppo/find-x5-pro">Zobacz pełną specyfikację telefonu Oppo Find X5 Pro</a></div></div></p> <p><strong>Od 8 do 28 kwietnia, w cenie 5999 zł Find X5 Pro</strong> będzie do nabycia wraz z<strong> ładowarką AirVOOC</strong>. To jedyna okazja, żeby stać się posiadaczem ładowarki bezprzewodowej 50W, ponieważ będzie ona dostępna wyłącznie w tym zestawie. Poza ładowarką, w cenie telefonu klienci otrzymają <strong>słuchawki klasy premium Enco X</strong> stworzone wsp&oacute;lnie z marką Dynaudio, a także <strong>2-letnią ochronę ekranu</strong>.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/sprzet/oppo-find-x5-pro-enco-x2-specyfikacja-cena">Oppo Find X5 Pro: Już nigdy nie powiesz „ciemność widzę”</a></p> <p>Niebawem na polskim rynku pojawią się kolejne smartfony OPPO z serii Reno7: Reno7 Lite 5G oraz Reno7. Zadebiutują r&oacute;wnież produkty ubieralne – słuchawki i nowa opaska sportowa. Czekam na więcej informacji.</p> <h3><strong>ColorOS 12 – integracja z Windowsem i gesty w powietrzu</strong></h3> <p>Wszystkie wspomniane modele smartfon&oacute;w OPPO wejdą na rynek z systemem ColorOS 12. Muszę tu przyznać, że nakładka OPPO jest z wersji na wersję coraz ładniejsza. Nowe wydanie wprowadza między innymi możliwość wykonania prostych czynności bez dotykania ekranu oraz integrację z Windowsem z pomocą programu PC Connect.</p> <p>ColorOS pomaga też zadbać o bezpieczeństwo. OPPO utrzymuje ochronę przed przejęciem hasła, a w ColorOS 12 pojawiła się też ochrona przed podglądaniem powiadomień. Jeśli telefon wykryje, że ktoś nieupoważniony spogląda na ekran, nie pokaże powiadomień. Ten bezpieczny interfejs uzyskał certyfikaty organizacji: ePrivacy, ISO i TrustArc, potwierdzające jakość protokoł&oacute;w zabezpieczenia danych.</p> <p>Ciekawie zapowiada się r&oacute;wnież optymalizacja wydajności i pracy systemu. OPPO zaprzęgło do pracy sztuczną inteligencję, dzięki czemu telefony Reno7 5G będą się starzały wolniej od konkurent&oacute;w. To telefon przynajmniej na 3 lata, co potwierdza certyfikat T&Uuml;V S&Uuml;D 36-Months’ Fluency. Telefony OPPO uzyskały tu najwyższą notę z wynikiem poniżej 3%. W grach zaś SI wesprze stabilizację wyświetlania klatek obrazu, by grało się płynnie i przyjemnie.</p> </div> </div>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/oppo-reno7-5g-opinie-specyfikacja-cena-find-x5-proFri, 08 Apr 2022 10:21:00 +0200Pekao i przeklęte konto. Nie trzeba podpisu, by dać się naciąć na opłatęhttps://www.telepolis.pl/fintech/felietony/pekao-bank-wezwanie-oplaty-idea-bank<p><img alt="Pekao i przeklęte konto. Nie trzeba podpisu, by dać się naciąć na opłatę" src="/images/2022/03/bank-pekao-sa-niechciane-oplaty.jpg" /></p> <p><strong>Bank Pekao S.A. rusza z akcją wzywania do uiszczenia opłat za niezamawiane usługi. To nie oszustwo, musisz iść do banku.</strong></p><h3><strong>Nie zakładałeś konta, a bank wzywa do uregulowania opłat?</strong></h3> <p>Ten e-mail m&oacute;gł utknąć gdzieś w spamie, ale tego nie zrobił. <strong>Jakim cudem mam coś do zapłacenia w Banku Pekao S.A., skoro nigdy nawet w nim nie byłem?</strong> Nieufnie czytam zawartość wiadomości, szukając podejrzanych link&oacute;w, a tu nic - jedynie zachęta do kontaktu z infolinią banku.</p> <h3><strong>Dzwonię do Pekao S.A. i dowiaduję się, że mam u nich konto</strong></h3> <p>Jak się okazuje, <strong>niespodziewanie stałem się klientem Pekao S.A</strong>. Jeszcze w 2021 roku, choć <strong>nikt nie był łaskaw mnie o tym poinformować</strong>. Wszystko <strong>za sprawą wchłonięcia Idea Bank S.A. przez Pekao S.A.</strong> Żeby było śmieszniej, <strong>w Idea Banku konta r&oacute;wnież finalnie nie zakładałem</strong>. Owszem, był kontakt telefoniczny, była przedstawiona oferta, ale rozmyśliłem się — nie aktywowałem rachunku. Aktywował go prawdopodobnie konsultant, kt&oacute;remu zależało na prowizji.</p> <p>Siłą rzeczy, nie znałem numeru konta, nigdy nie wykonałem na nim choćby jednej operacji, nie miałem też dostępu do systemu transakcyjnego — ani Idea Banku, ani Pekao... </p> <h3><strong>Zerowa komunikacja</strong></h3> <p>O ile <strong>klienci indywidualni Idea Banku musieli zatwierdzać aneksy do um&oacute;w</strong>, inaczej umowa z bankiem była rozwiązywana, o tyle już <strong>klient&oacute;w firmowych Bank Pekao S.A. nie poinformował o niczym</strong>. Żadnego połączenia, SMS-a, e-maila, listu poleconego, żadnych dokument&oacute;w do podpisania.</p> <p>Nie było też żadnej komunikacji dotyczącej zmiany oferty. Bank ot tak wciągnął sobie bazę danych, zupełnie bez słowa. </p> <h3><strong>Darmowe konto stało się płatne</strong></h3> <p>Gdyby nie fakt, że Bank Pekao S.A. postanowił sobie dodatkowo zmienić ofertę na rachunku, nie dowiedziałbym się, że jestem ich klientem. Ba, nawet <strong>fakt, że konto z bezpłatnego stało płatne, nie było wystarczająco hucznym wydarzeniem, by bank postanowił się ze mną przywitać</strong>. Nadal milczał.</p> <p>Gdy jednak po 3 miesiącach na koncie zebrało się 45 zł zaległości, przyszedł wspomniany wyżej e-mail. Ale spokojnie — bank już zbierał się do wysalania do mnie listu (na m&oacute;j koszt, za okrągłe 20 zł), z ponagleniem. <strong>List wysłany by był na nieaktualne już dane wysyłki, pobrane z Idea Banku i w żaden spos&oacute;b niezweryfikowane</strong>.</p> <h3><strong>Bank Pekao S.A. zrobił Cię w konto? Co robić?</strong></h3> <p>Niestety, bez wizyty w siedzibie banku nie da się sprawy załatwić. W moim przypadku, pomimo braku kolejki oraz naprawdę miłej i sprawnej obsługi, <strong>spędziłem w banku 1,5 godziny</strong>.</p> <p>Niechcianego rachunku nie da się zamknąć bez spłaty zaległości. Spłata zaległości w banku to jednak <strong>dodatkowa opłata 15 zł</strong>, więc pada sugestia przelewu. Niestety <strong>pracownik banku nie może mi podać numeru konta</strong>, bez uzupełnienia danych. <strong>Dane zaciągnięte z Idea Banku są niekompletne</strong>, a pola w formularzach system informatyczny nieustannie wypełnia nieprawidłowymi danymi. A to uruchamia mi kartę debetową, a to wprowadza nieprawidłowe daty. Po milionie parafek i zakreśleń, można powiedzieć, że... <strong>otworzyłem konto w Banku Pekao S.A. wyłącznie po to, by to konto zamknąć</strong>. </p> <p>Po chwili okazuje się, że okres wypowiedzenia to miesiąc, więc <strong>naliczona będzie jeszcze jedna opłata 15 zł</strong>, to jednak magiczną sztuczką rozwiązuje pracownik banku. I już chce się żegnać, po przeszło godzinie, gdy pytam, <strong>a co z reklamacją?</strong></p> <p>Miałem machnąć ręką na te 45 zł, ale skoro już tyle stoję, to doprowadźmy sprawę do końca. <strong>Nie może być tak, że bez wiedzy staję się klientem innej instytucji i r&oacute;wnież bez wiedzy ta instytucja zaczyna naliczać mi opłaty za niezamawiane usługi</strong>. Dam Wam znać, jeśli bank postanowi pozytywnie rozwiązać reklamację, ale patrząc na dotychczasowe poczynania, szczerze w to wątpię.</p> <p>Tymczasem zaś, choć nieustannie zwracamy uwagę na niebezpieczne maile, <strong>zerknijcie, czy nie przyszło Wam niespodziewanie jakieś powiadomienie z Banku Pekao S.A.</strong> Może mieliście kiedyś jakiś kredyt czy leasing w Idea Banku i Was r&oacute;wnież niespodziewanie Pekao zaczęło obciążać opłatami?</p>https://www.telepolis.pl/fintech/felietony/pekao-bank-wezwanie-oplaty-idea-bankFri, 18 Mar 2022 20:06:01 +0100Gran Turismo 7 – tak dobra, że Japończyk płakał, jak sprzedawałhttps://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/gran-turismo-7-playstation-5-recenzja-test-opinie<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/03/gran-turismo-7/gran-turismo-7-22.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Gran Turismo 7 to najnowsza odsłona kultowej serii gier wyścigowych na PlayStation. Czy warto w nią zagrać? </strong></p><p>Długo się zastanawiałem, jak powinienem zacząć tę recenzję. Od kr&oacute;tkiej lekcji historii i wzmianki, jak to <strong>od 1997 seria Gran Turismo to w zasadzie synonim gry wyścigowe na PlayStation</strong>? Od obserwacji, że od premiery ostatniej numerowanej odsłony cyklu minęło blisko 10 lat? A może od tego, że <strong>GT7 to pierwsza część serii na PlayStation 5</strong> i związanych z tym oczekiwaniach? W zasadzie m&oacute;głbym zacząć od każdego z tych wątk&oacute;w, ale zamiast tego wolę napisać o moim ulubionym samochodzie.</p> <p>Subaru Impreza WRX STi czekał na mnie w salonie aut używanych. Miałem akurat trochę wolnej got&oacute;wki po wygranych mistrzostwach, a że mam słabość do japońskiej motoryzacji z lat 90-tych, kupiłem go w zasadzie bez namysłu. Lakier szybko przemalowałem na kolor ż&oacute;łty, podrasowałem silnik i układ wydechowy, a zawieszenie wymieniłem na sportowe.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Gran Turismo 7 – tak dobra, że Japończyk płakał, jak sprzedawał" src="/images/2022/03/gran-turismo-7/gran-turismo-7-07.jpg" /></p> <p>Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że dzięki tym modyfikacjom przebudziłem bestię. Wystarczyło delikatne muśnięcie pedału gazu by samoch&oacute;d wyrwał do przodu, zostawiając za sobą tumany kurzu i łańcuch skołowanych rywali. Oczywiście  w akompaniamencie pięknego rynku silnika. Do tego pięknie brał zakręty i... czekał tylko, by przy najmniejszym moim błędzie wyrwać się spod kontroli, pokazując, kto tu tak naprawdę rządzi.</p> <p>Impreza nie jest samochodem, kt&oacute;ry wybieram, kiedy <em>koniecznie </em>chcę wygrać wyścig. Żaden inny samoch&oacute;d w moim wirtualnym garażu nie sprawia mi jednak tyle frajdy podczas jazdy, co ten wściekle ż&oacute;łty diabeł.</p> <h3><strong>Gran Turismo 7 – gra o samochodach, nie wyścigach</strong></h3> <p>Ale w gruncie rzeczy o to tutaj chodzi. Bo wiecie,<strong> Gran Turismo 7 </strong>nie jest tak naprawdę grą wyścigową. W każdym razie nie taką typową, gdzie liczy się tylko miejsce na podium i nic innego. Nie, <strong>GT7 to gra o samochodach</strong>, otaczającej je kulturze i przyjemności, kt&oacute;rą mogą sprawiać.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/03/gran-turismo-7/gran-turismo-7-05.jpg" /></div> <p><br /> Ta filozofia rzutuje na niemal każdy element gry. Najbardziej widoczna jest w przypadku konstrukcji trybu dla jednego gracza. <strong>Nie znajdziemy tu rozbudowanej fabuły albo listy zawod&oacute;w do odfajkowania, tak jak ma to miejsce w większości wsp&oacute;łczesnych gier wyścigowych. </strong>Zamiast tego wszystko kręci się wok&oacute;ł <strong>poszerzania naszej kolekcji aut</strong>. W tym celu będziemy zdobywali kolejne licencje, wykonywali misje i ścigali się w zawodach. Wszystko po to, by dzięki zarobionym kredytom i zdobytym nagrodom powoli zapełniać nasz wirtualny garaż.</p> <p>Kampania w Gran Turismo 7 u swoich fundament&oacute;w <strong>nie r&oacute;żni się więc znacząco od tego, co mogliśmy znaleźć w poprzednich odsłonach cyklu</strong>. Jedna drobna zmiana mocno rzutuje jednak na spos&oacute;b, w jaki podchodzimy do progresji. Mowa o <strong>specjalnych misjach, kt&oacute;re będziemy otrzymywali w lokacji GT Cafe</strong>. Część z nich polega na uzbieraniu kolekcji trzech wybranych modeli samochod&oacute;w, część wygrania wskazanych zawod&oacute;w, a jeszcze inne będą związane z odwiedzaniem innych lokacji na mapie świata. </p> <p style="text-align:center"><img alt="Gran Turismo 7 – tak dobra, że Japończyk płakał, jak sprzedawał" src="/images/2022/03/gran-turismo-7/gran-turismo-7-08.jpg" /></p> <p>Z perspektywy os&oacute;b stawiających w serii pierwsze kroki GT Cafe to fenomenalne rozwiązanie. Z pomocą tego trybu gra powoli uczy nas o kolejnych coraz bardziej zaawansowanych funkcjach i pozwala oswoić się z r&oacute;żnymi rodzajami samochod&oacute;w, zanim sięgniemy po mocniejsze maszyny. <strong>Nadaje to kampanii strukturę i pozwala wyznaczyć sobie kr&oacute;tkoterminowe cele.</strong></p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/03/gran-turismo-7/gran-turismo-7-03.jpg" /></div> <p><br /> Nie da się natomiast ukryć, że <strong>na dłuższą metę tryb dla jednego gracza potrafi się zrobić nieco wt&oacute;rny</strong>. Jeśli nie bawi Was powtarzanie w k&oacute;łko tych samych wyścig&oacute;w, zmieniając jedynie co jakiś czas samoch&oacute;d, GT7 raczej nie jest grą dla Was. Trochę szkoda, bo takie gry jak chociażby seria Forza Horizon pokazały, że da się zrobić samochod&oacute;wkę z angażującym singlem. Z drugiej strony sam mimo kilkudziesięciu godzin na liczniku nadal doskonale się w Gran Turismo bawię i nic nie wskazuje, by miało się to szybko zmienić. </p> <p style="text-align:center"><img alt="Gran Turismo 7 – tak dobra, że Japończyk płakał, jak sprzedawał" src="/images/2022/03/gran-turismo-7/gran-turismo-7-12.jpg" /></p> <p>Oczywiście poza kampanią zawsze możemy spr&oacute;bować swoich sił w multiplayerze, w tym <strong>także lokalnym na podzielonym ekranie</strong>, i nowym trybie rajdu muzycznego. Choć w przedpremierowych zapowiedziach poświęcono mu dużo uwagi, w praktyce jest to raczej zapchajdziura, w kt&oacute;rej można się bawić kilkanaście minut, by p&oacute;źniej nigdy do niej nie wr&oacute;cić. Szkoda w takim razie, że jeśli kiedykolwiek stracimy połączenie z Internetem, będzie to jedyny tryb, w kt&oacute;rym damy radę pograć. <strong>Kampania nie działa niestety, jeśli jesteśmy offline.</strong></p> <h3><strong>Realistyczne i przystępne? To możliwe!</strong></h3> <p>Przejdźmy jednak do konkret&oacute;w, bo przecież nikt nie gra w Gran Turismo dla samej kampanii, prawda? Jak się jeździ? Fenomenalnie! Nie będę ukrywał, sam preferuję raczej zręcznościowe samochod&oacute;wki, więc podchodziłem do GT7 z pewnymi obawami. Jakby nie było, jest to symulator i to symulator pełną gębą.<strong> Model jest bardzo realistyczny i uwzględnia masę niuans&oacute;w, w tym takie drobiazgi jak zużycie opon czy siła docisku generowanego przez spojlery. </strong>Fani wymagających, bezkompromisowych wyścig&oacute;w będą zachwyceni.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Gran Turismo 7 – tak dobra, że Japończyk płakał, jak sprzedawał" src="/images/2022/03/gran-turismo-7/gran-turismo-7-24.jpg" /></p> <p>No dobra, ale sam nie jestem fanem bezkompromisowych symulacji, a i tak GT7 pokochałem. Dlaczego? Dlatego, że choć system jazdy jest bardzo zaawansowany, <strong>sama gra stara się być bardzo przystępna</strong>. Wśr&oacute;d ustawień znajdziemy masę r&oacute;żnych ustawień, kt&oacute;re mają nam ułatwić cieszenie się grą. Począwszy od wyświetlania linii wyścigowej i stref hamowania, poprzez kilka poziom&oacute;w wspomagania kierownicy, aż po wspomaganie hamowania – <strong>odpowiednio dobierając poszczeg&oacute;lne opcje możemy sami ustalić, na jak głęboką wodę chcemy się rzucić</strong>. </p> <p>Co ważne, nawet z aktywnymi systemami wspomagania, gra nadal pozostaje symulatorem.<strong> Każdy samoch&oacute;d zachowuje się zupełnie inaczej, a każda taka r&oacute;żnica z czegoś wynika.</strong> Nawet bez patrzenia łatwo rozpoznać, kiedy siedzimy za k&oacute;łkiem zrywnego hot hatcha z napędem na prz&oacute;d, usportowionej limuzyny czy supersamochodu z centralnie umieszczonym silnikiem. Tak samo da się wyczuć wpływ modyfikacji, kt&oacute;rych dokonujemy w warsztacie tuningowym. Niby sprawa dość oczywista – seria zawsze słynęła ze swojego realistycznego modelu jazdy – a jednak w dalszym ciągu potrafi zrobić niesamowite wrażenie.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/03/gran-turismo-7/gran-turismo-7-25.jpg" /></div> <p><br /> Łyżgą dziegciu w tym wszystkim jest<strong> stosunkowo ograniczony model uszkodzeń samochod&oacute;w</strong>. Zniszczenia wizualne ograniczają się do poobdzieranego lakieru. Jeśli natomiast chodzi o mechaniczne, to występują, jednak w dość ograniczonym stopniu. Obijanie się o ściany lub auta rywali w większości przypadk&oacute;w pozbawione jest poważnych konsekwencji i sporadycznie może się nawet okazać sposobem na wygranie wyścigu. Podejrzewam, że dla wielu os&oacute;b może się to okazać poważną rysą na wizerunku GT7 jako bezkompromisowego symulatora. </p> <p>Nie zmienia to jednak faktu, że jazda w Gran Turismo 7 to czysta przyjemność. Szczeg&oacute;lnie jeśli posiadacie dobrą kierownicę albo… PlayStation 5. Jak łatwo się domyślić, <strong>nowe dzieło Polyphony Digital wykorzystuje dobrodziejstwa pada DualSense, a więc zaawansowaną haptykę i responsywne triggery</strong>. Co prawda ich implementacja w Gran Turismo 7 pozostaje raczej subtelna i nie ma mowy o wibracjach wyrywających kontroler z rąk, ale bardzo pozytywnie przekłada się na komfort rozgrywki. Z pewnością jest to jeden z gł&oacute;wnych powod&oacute;w, dla kt&oacute;rych warto sięgnąć po GT7 w wersji na nową generację.</p>https://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/gran-turismo-7-playstation-5-recenzja-test-opinieThu, 03 Mar 2022 20:47:00 +0100Jak Ukraina ośmiesza Rosję. Cały batalion najadł się strachuhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/ukraina-rosja-wojna-informacyjna-ciekawostki<p style="text-align:center"><img alt="Ukraina miażdży Rosję w sieci. Anatomia fenomenu" src="/images/2022/02/ukraina-rosja-wojna-informacyjna-ciekawostki.jpg" /></p> <p><b>Ukraińskie sukcesy skrzętnie obrazowane w mediach społecznościowych, w kontraście do niedołężnych Rosjan, to nie przypadek. To arcydzieło sztuki wojny informacyjnej.</b></p><p>Roześmiany prezydent Żeleński obejmuje szefa resortu obrony na selfie niczym z dobrej imprezy, podczas gdy jego rosyjski odpowiednik, Władimir Putin, oddziela się od swych ludzi stołem mogącym posłużyć za pas startowy dla małego samolotu.</p> <p>Jeden z dzielnych obrońc&oacute;w Ukrainy deklaruje, że będzie golić brody bandzie Kadyrowa, inny – gołymi rękoma usuwa minę przeciwpancerną, by w końcu cały świat, w tym prezydent Polski, zrywał boki z <strong>czołgu skradzionego</strong> ponoć Armii FR przez Rom&oacute;w.</p> <p>Choć na polu walki sytuacja wciąż pozostaje otwarta, jedno jest pewne: pod względem komunikacyjnym <strong>Kij&oacute;w już wgni&oacute;tł Moskwę w ziemię</strong>. Zdeptał i teraz radośnie po niej skacze. Ku konsternacji Rosjan, kt&oacute;rzy przez lata wręcz słynęli z perfekcyjne prowadzonej maszynki propagandowej.</p> <p>Ukraińcy jednak odrobili lekcje, i to z nawiązką. Tak, że z powodzeniem mogą służyć za przykład prowadzenia <strong>wojny informacyjnej</strong>.</p> <h3><strong>O kilku takich, co zatrzymali batalion </strong></h3> <p>Jest styczeń roku 2015, trwają zaciekłe walki na lotnisku w Doniecku. Mały oddział ukraiński, w dodatku wyczerpany wcześniejszymi starciami, wpada pod Gorł&oacute;wką na całą <strong>batalionową grupę taktyczną</strong>. Podkreślmy, mowa tu o nawet 800-900 uzbrojonych po zęby żołnierzach, bo rosyjskie BGT są większe od europejskich i amerykańskich odpowiednik&oacute;w.</p> <p>Czysta matematyka nakazuje sądzić, że Ukraińcy, chcąc pozostać przy życiu, powinni wziąć nogi za pas i czym prędzej się wycofać. Ale Rosjanie atakować nie chcą. Jeszcze przez trzy doby będą tkwić przerażeni na bezpiecznych pozycjach, a obrońcy wykorzystają chwilę wytchnienia do ściągnięcia posiłk&oacute;w i zabezpieczenia zagrożonego kierunku.</p> <blockquote class="twitter-tweet tw-align-center"> <p dir="ltr" lang="en">One day, a Ukrainian woman saw a Russian soldier in her hometown Henichesk, south of Ukraine. This is what happened next 👀 <a href="https://t.co/k5GmkvcyUm">pic.twitter.com/k5GmkvcyUm</a></p> — Ukraine / Україна (@Ukraine) <a href="https://twitter.com/Ukraine/status/1498016332889174026?ref_src=twsrc%5Etfw">February 27, 2022</a></blockquote> <script async src="https://platform.twitter.com/widgets.js" charset="utf-8"></script> <p>Wszystko za sprawą <strong>dosłownie kilku os&oacute;b</strong>. Siatki agent&oacute;w, kt&oacute;rym udało się przekonać wroga, że w pobliżu czeka dywizjon artylerii rakietowej got&oacute;w <strong>zrobić miazgę</strong> z każdego, kto wychyli choćby czubek głowy. Rzeczony dywizjon był oczywiście zmyślony, ale na tyle wiarygodnie, że rosyjscy gieroje ani myśleli rwać się do boju.</p> <h3><strong>Centra Operacji Informacyjno-Psychologicznych</strong></h3> <p>To nie przypadek, a aktualna wojna na Ukrainie jest tego <strong>obrazowym dowodem</strong>. Dla nas, os&oacute;b trzecich, czołg holowany przez traktor albo regularne doniesienia o brakach paliwa mogą być memem. Tymczasem dla hipotetycznego Iwana, nerwowo ściskającego sw&oacute;j karabin, takie informacje są <strong>piekielnie deprymujące</strong>.</p> <p>Nie dość bowiem, że facet idzie w nieznane, to otrzymuje sygnały, że wysyłają go tam kompletni amatorzy. Za to naprzeciw dosłownie każdy może zrobić mu krzywdę, bo jeśli nie ustrzeli go regularne wojsko z NLAW-a, to cywil rzuci butelkę z benzyną. Istne piekło.</p> <p>Aby utwierdzić wroga w przekonaniu, że ma kompletnie przechlapane, Ukraina już od czas&oacute;w wybuchu konfliktu na Krymie (2014 rok) mocno inwestuje w jednostkę zwaną <strong>Siłami Operacji Specjalnych</strong>. Z pozoru to szablonowa agentura, ale jedną z kluczowych kom&oacute;rek tej grupy są tzw. Centra Operacji Informacyjno-Psychologicznych (IPSO). </p> <blockquote> <p>Naszym gł&oacute;wnym zadaniem jest demoralizowanie personelu wroga (...) Gł&oacute;wnym kanałem nawiązywania kontakt&oacute;w i nawiązywania kontakt&oacute;w z informatorami są portale społecznościowe. Będąc po tej stronie frontu, jest to całkiem logiczne. Z kolei gł&oacute;wnym kanałem komunikacji w sieciach społecznościowych był dla nas i jest Twitter. Gł&oacute;wną metodą było i nadal jest rozpowszechnianie korzystnych dla nas plotek wśr&oacute;d wrog&oacute;w</p> </blockquote> <p style="text-align: right;"><strong>– tłumaczy anonimowy oficer IPSO w wywiadzie dla magazynu Tydzień z 2015 roku.</strong></p> <p>Agenci IPSO nie potrzebują siły śmiercionośnej; czołg&oacute;w, samolot&oacute;w, okręt&oacute;w ani nawet karabin&oacute;w. Ich bronią jest plotka, jej nośnikiem zaś – każdy możliwy kanał przekazywania informacji. Może to być schwytany jeniec i staromodna poczta pantoflowa, ale coraz częściej są to r&oacute;wnież <strong>media społecznościowe</strong>, do kt&oacute;rych dostęp ma od ręki lwia część cywilizowanego świata.</p> <p>Cel nadrzędny stanowi wpłynięcie na stan emocjonalny odbiorcy i jego spos&oacute;b myślenia, a co za tym idzie wyrażane poglądy i podejmowane decyzje. W warunkach polowych może być to wywołanie panicznego strachu, w domu przed komputerem – chęć manifestacji i nacisku na władzę.</p> <h3><strong>Wojna w błysku fleszy</strong></h3> <p>Dla części os&oacute;b szokujące może wydawać się, jak wiele nagrań ze strefy konfliktu trafia do internetu, jednak na tym właśnie zależy ludziom z IPSO. W tym celu angażują oni cały sztab ludzi o najrozmaitszych specjalizacjach, często bardzo odległych od wojskowości.</p> <p>Jak zdradza bohater cytowanego wywiadu, są tam m.in. <strong>specjaliści ds. PR-u, politolodzy, psychologowie, a nawet doradcy z zakresu nowych technologii</strong>. Wsp&oacute;lnie pracują nad wyreżyserowaniem odpowiednich scen i podaniem ich w formacie adekwatnym do poruszanej problematyki i sytuacji.</p> <p>Zazwyczaj wprawdzie nie jest to czysta fikcja, jak wspomniany wcześniej nieistniejący dywizjon, ale wiele scenariuszy wymaga kreatywności, by nadać im bardziej wymownego wydźwięku. </p> <blockquote> <p>Kiedy rosyjski sierżant sztabowy dostał się do niewoli, udało nam się uzyskać zgodę SBU i naszego kierownictwa na wsp&oacute;łpracę z nim (...) Poprzez sieci społecznościowe przebiliśmy się do jego krewnych, dziewczyny, przyjaci&oacute;ł. W jego imieniu powiadomiliśmy ich, że jest w Ukrainie. Następnie przedstawił im, jak jest tu trudno (...) Potem pojechaliśmy z nim do Słowiańska, usiedliśmy w zwykłej kawiarni i spokojnie, po ludzku rozmawialiśmy do kamery. Palił, pił kawę i wszystko opowiadał: jak dow&oacute;dztwo oszukało ich, m&oacute;wiąc, że jadą na ćwiczenia i poszli na wojnę, że nie ma tu wojny domowej. Powiedział, że zabrano im wszystkie kom&oacute;rki, brakuje punkt&oacute;w orientacyjnych, nie wiedział dokąd zmierza. Film z rozmową został zamieszczony w sieci i zaczął się rozchodzić</p> </blockquote> <p style="text-align: right;"><strong>– ciągnie swą opowieść z najdrobniejszymi szczeg&oacute;łami ukraiński wojskowy.</strong></p> <p>Znajoma narracja, przyznajcie. Dokładnie te same argumenty, a więc <strong>ćwiczenia i og&oacute;lny chaos logistyczny</strong> pojawiają się w tle aktualnego konfliktu i zapewne pojawiać się będą jeszcze przez długi czas. I dobrze – bo budują morale obrońc&oacute;w, jednocześnie nastrajając odpowiednio opinię publiczną.</p> <p>Jasnym jest, że nie tylko Ukraina ma swoje IPSO. Analogiczna jednostka powinna działać w strukturach każdej poważnej armii. Niemniej nie da się zaprzeczyć, że Ukraińcy opanowali sztukę informacji do perfekcji, a teraz zbierają plony, dzielnie przeciwstawiając się <strong>znacznie liczniejszym</strong> wojskom Putina. Są przy okazji swoistym innowatorem, bo jeszcze żadna armia w Europie nie miała okazji sprawdzić tego rodzaju służb na własnym terenie.</p> <h3><strong>Siły Operacji Specjalnych Ukrainy – biogram</strong></h3> <p>Jak przystało na spec-jednostkę, szczeg&oacute;łowe informacje dotyczące SSO Ukrainy są objęte tajemnicą. Znamy jedynie<strong> podstawowe fakty legislacyjne i strukturę najwyższych szczebli</strong>. </p> <p>Powołanie agencji jest bezpośrednim efektem dekretu nr 744/2014 o obronie państwa i wzmocnieniu potencjału obronnego, podpisanego 24 września 2014 roku przez <strong>&oacute;wczesnego prezydenta Poroszenkę</strong>. Ten rodzaj wojsk wyodrębniono z wcześniejszych jednostek specjalnych i wywiadowczych Ukrainy.</p> <p>Oficjalnie istnieją<strong> cztery wyspecjalizowane pododdziały</strong> operacji informacyjno-psychologicznych. Stacjonują kolejno w Hujwie (ob. żytomierski), Browarach, Lwowie oraz Odessie. Od 2019 roku 140 Centrum Operacji Specjalnych Sił Operacji Specjalnych Ukrainy dysponuje certyfikatem pozwalającym na wsp&oacute;lne operacje z wojskami NATO. Trwają starania o poszerzenie tej wsp&oacute;łpracy.</p> <p><em>***<br /> Artykuł powstał na bazie zrecenzowanej publikacji naukowej p. Wojciecha Koźmica z Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego [Oficyna wydawnicza AFM, ISSN 1899-6264, 2016 r.]. Wykorzystano fragmenty wywiadu p. Bogdana Butkiewicza opublikowanego pierwotnie w serwisie Tydzhen.ua. Слава Україні!</em></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/ukraina-rosja-wojna-informacyjna-ciekawostkiTue, 01 Mar 2022 11:06:17 +0100PlayStation 5. Przestańcie jarać się, że PC za 15k może więcejhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-5-okiem-pc-towca-opinie-czy-warto<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/02/PS5-czy-PC-co-lepsze.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Jak PlayStation 5 prezentuje się okiem PC-towca? Co konsola robi dobrze, a czego jej brakuje? Mam na ten temat pewne przemyślenia.</strong></p><p><strong>Zacznijmy od tego, że jestem PC-towcem. </strong>Nie nazwałbym siebie zatwardziałym wyznawcą PC Master Race, w końcu miałem w swoim życiu PSX-a, czyli pierwsze PlayStation, a także PlayStation 3, chociaż w czasach, gdy w sklepach była już czwarta wersja konsoli Sony. Od 2 lat mam też Nintendo Switcha, ale przez większość czasu leży nieużywany na p&oacute;łce. To przy komputerze spędzam najwięcej godzin i mowa tutaj o czasie wolnym, bo siłą rzeczy PC-ta używam do cel&oacute;w zarobkowych. Komputer jest moim gł&oacute;wnym urządzeniem do grania. </p> <p><strong>Nie będę jednak ukrywał, że od momentu zapowiedzi PlayStation 5 znajdowało się w orbicie moich zainteresowań.</strong> Chociaż Xbox Game Pass to świetna usługa, to jednak produkcje PlayStation Studio lepiej trafiają w moje gusta. Spider-Man, kt&oacute;rego ograłem w kilka dni na pożyczonym PS4, czy wydany niedawno na PC-tach God of War, to w mojej ocenie jedne z najlepszych gier, w jakie grałem. Ostatnim razem do ekran&oacute;w w r&oacute;wnym stopniu przyciągnęły mnie Wiedźmin 3 i Assassin’s Creed: Odyssey.</p> <p>Piszę o tym, ponieważ miałem to szczęście, że pod moim telewizorem w salonie w końcu zagościło PlayStation 5. Jako rasowy, chociaż nie do końca zatwardziały PC-towiec mam kilka przemyśleń i wniosk&oacute;w w związku z nową konsolą Sony. Chociaż ma wiele zalet, to nie wszystko mi się podoba.</p> <h3><strong>Czego mi brakuje w PlayStation 5?</strong></h3> <p><strong>Przede wszystkim PlayStation 5 to potężna konsola i nie chodzi mi o moc obliczeniową, a gabaryty.</strong> Jest naprawdę ogromna i dużo większa niż może się wydawać na zdjęciach. Po wyjęciu jej z pudełka zacząłem zastanawiać się, czy zmieści się na p&oacute;łce pod telewizorem. Na szczęście okazało się, że miejsca jest akurat, żeby konsola miała jeszcze trochę przestrzeni po bokach.</p> <p>W tym miejscu dochodzimy do kolejnego problemu. W przypadku PS5 bardzo ważne jest, aby konsola miała wystarczająco miejsca do efektywnego odprowadzania ciepła. W przypadku mojego stolika RTV nie mam do końca pewności, czy tyle przestrzeni wystarczy.<strong> Niestety, nie mam jak sprawdzić temperatur, kt&oacute;re osiągają podzespoły konsoli.</strong> To pierwsza z tych rzecz, kt&oacute;rej brakuje mi w PlayStation 5, a kt&oacute;rą bez problemu mam na komputerze.</p> <p>W przypadku sprzętu Sony dowiem się, że coś jest nie tak dopiero, gdy pojawi mi się komunikat o przegrzewaniu. Wychodzę z założenia, że lepiej zapobiegać niż leczyć, więc takiej rozwiązanie mnie nie satysfakcjonuje. Przecież wystarczyłaby prosta aplikacja lub ustawienie, kt&oacute;re pozwalałoby na bieżąco kontrolować temperaturę poszczeg&oacute;lnych podzespoł&oacute;w. Tak prosta rzecz dawałaby użytkownikom PS5 informację, że dzieje się coś złego i warto urządzenie przeczyścić lub po prostu przestawić. Drobiazg, ale jakże ważny.</p> <p style="text-align:center"><img alt="PlayStation 5 czy warto kupić" src="/images/2022/02/PlayStation-5-opinie.jpg" /></p> <p>Nie wierzcie też, że konsole to sprzęty bezproblemowe, a na PC-tach co chwile wywala jakieś błędy. To bajki, kt&oacute;re można schować między książkami.<strong> Przez kilka dni PlayStation 5 trzykrotnie wyświetliło mi błąd o problemach z pamięcią konsoli. </strong>Działo się to za każdym razem po uruchomieniu jej ze stanu uśpienia, bo chciałem w tym czasie naładować kontroler DualSense. Daleki jestem od twierdzenia, że konsola Sony częściej wywala błędy niż przeciętny komputer, bo tak z pewnością nie jest. Natomiast każdy ze sprzęt&oacute;w ma swoje problemy. Minęły już czasy, w kt&oacute;rych wystarczyło włożyć płytkę do napędu PlayStation i oddać się bezproblemowej grze. Aktualizacje, poprawki i zmiany to dzisiaj tak samo domena konsol, jak i komputer&oacute;w.</p> <p>A skoro wspomniałem już o kontrolerze DualSense, to chociaż zrobił on na mnie ogromne wrażenie (w końcu wygodny pad do PlayStation!) swoimi możliwościami, to czas działania bezprzewodowego zdecydowanie nie zachwyca. Już wiem, że raczej nie obejdę się bez dedykowanej ładowarki. Niby mogę grać na podłączony kablu, ale to jednak nie to samo.</p> <h3><strong>A co PlayStation 5 się udało?</strong></h3> <p>Nie chcę być marudą i wskazywać tylko to, co w konsoli Sony się z mojej perspektywy nie udało. Jest też całe mn&oacute;stwo rzeczy, za kt&oacute;re należą się pochwały. <strong>Chociaż kontroler DualSense m&oacute;głby mieć wydajniejszy akumulator, to zachwyca swoimi możliwościami, czyli wibracjami haptycznymi i adaptacyjnymi triggerami. </strong>Wiele o nich czytałem i słyszałem, ale nie spodziewałem się, że działa to aż tak dobrze. Na PC-tach, jako platformach otwartych, prawdopodobnie szybko się czegoś podobnego nie doczekamy, a uwierzcie mi, że zdecydowanie warto!</p> <p><strong>Chociaż mocno to „antyPC-towe”, to podoba mi się też podejście Sony do ustawień graficznych.</strong> Tych zazwyczaj jest kilka i ograniczają się do „wydajność, jakość, jakość z Ray Tracingiem”. Każdy kolejny oferuje lepszą oprawę, ale w niższej rozdzielczości i przy mniejszej liczbie klatek na sekundę. Szkoda, że na komputerach, gdzie możliwych konfiguracji są miliardy, podobne uproszczenie nie jest możliwe.</p> <p>Ze względu na r&oacute;żnorodność podzespoł&oacute;w po prostu musimy mieć możliwość ustawienia każdej pierdoły. Pomijam już fakt, że przeciętny gracz, w tym ja sam, prawdopodobnie nie zauważyłby r&oacute;żnicy między ustawieniami ultra i wysokimi, ale przynajmniej możemy się ekscytować, że gry na komputerach są ładniejsze. Co z tego, że trzeba do tego wydać 3 albo nawet i 5 razy więcej.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/02/playstation-5-czy-warto.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Z tego wszystkiego wrażenie robią na mnie r&oacute;wnież czasy ładowania.</strong> Każda gra ładuje się dosłownie chwilę. Szybki transport w Marvel’s Spider-Man: Miles Morales i przemieszczenie się z jednego końca miasta na drugi zajmuje dosłownie chwilę. Nie pojawia się nawet chwilowy ekran z napisem „ładowanie”. Wiem, że pewnie jest sprytnie ukryty pod kr&oacute;tką animacją, ale nie zmienia to faktu, że robi to wrażenie. Czemu tego samego nie mamy na Windowsie, nawet jeśli dysponujemy szybkimi dyskami SSD? Znowu to wina otwartości platformy, jaką są komputery, ale też samego Windowsa, kt&oacute;ry wciąż pod wieloma względami jest przestarzały.</p> <h3><strong>Cena robi robotę!</strong></h3> <p>Już o tym napomknąłem, ale największa zaleta PS5 to cena. <strong>Dzisiaj kupno PlayStation 5 to wydatek około 3000-3500 zł.</strong> Uszczuplenie konta o taką kwotę oznacza spok&oacute;j na około 7 lat, zanim Sony nie wprowadzi konsoli kolejnej generacji. Chociaż kocham PC-ty i wszystko, co z nimi związane, to trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Zakup dzisiaj komputera w takiej cenie nie pozwoli nawet na 2 lata komfortowego grania bez zmartwień o wymagania nowych produkcji.</p> <p><strong>Jasne, możemy się jarać, że na komputerze za 15000 zł gry będą wyglądały lepiej, ale to jak por&oacute;wnywanie Porsche do Dacii i gadanie, że niemiecki producent robi lepsze samochody od rumuńskiego </strong>(chociaż ten należy do francuskiego Renault). Sami musicie widzieć, jakie to głupie. Ktoś może też powiedzieć, że gry na PlayStation 5 są droższe. To może nawet częściowo prawda, ale idź i sprzedaj FIFĘ 22 albo nowe Call of Duty, kt&oacute;re musiałeś przypisać do konta na Origin lub Steamie. Nie możesz? A posiadasz PS5 może, jak już dana gra mu się znudzi. Dlatego argument o cenie gier jest po prostu ułomny.</p> <p><strong>PlayStation 5 to ciekawy sprzęt.</strong> Jeszcze trochę brakuje mu gier ekskluzywnych, kt&oacute;re przemawiałyby za zakupem. Przydałoby się też kilka usprawnień, jak informacje o temperaturach podzespoł&oacute;w, czy dłużej działający kontroler DualSense, ale jestem przekonany, że wielu PC-t&oacute;wc&oacute;w będzie zadowolonych z zakupu konsoli. Chociaż błędy też się zdarzają, to jest to sprzęt po prostu wygodniejszy.</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-5-okiem-pc-towca-opinie-czy-wartoMon, 28 Feb 2022 21:48:17 +0100IEM Katowice 2022 traci dawny blask. Liczę na przyszły rokhttps://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/iem-katowice-2022-podsumowanie<p style="text-align:center"><img alt="IEM Katowice 2022 traci dawny blask. Liczę na przyszły rok" src="/images/2022/02/iem-katowice-2022/iem-katowice-2022-spodek.jpg" /></p> <p><strong>IEM Katowice 2022 za nami. Tytuł mistrzowski w CS:GO zdobyła drużyna FaZe Clan. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że impreza straciła dawny blask. Tyle że to nie jest wina organizator&oacute;w.</strong></p><p>Po trzech latach przerwy turniej Intel Extreme Masters niemal w pełnej krasie wr&oacute;cił do Spodka. Co prawda 2 lata temu odbyły się zawody e-sportowe, ale ze względu na wybuch pandemii mecze były rozgrywane bez udziału publiczności. W tym roku widzowie mogli wr&oacute;cić na trybuny, chociaż z pewnymi ograniczeniami.</p> <h3><strong>IEM stracił dawny blask?</strong></h3> <p><strong>Pod względem e-sportowym turniejowi w Katowicach nie można nic zarzucić.</strong> Chociaż finał zakończył się wynikiem 3:0 dla FaZe Clanu, to trudno m&oacute;wić, aby był jednostronny. Każda pojedyncza mapa do ostatniej chwili trzymała w napięciu. Na dw&oacute;ch pierwszych drużyna dowodzona przez Karrigana wygrała po dogrywkach (na drugiej wynikiem aż 31:27), aby na ostatniej pokonać G2 Esports 16:14, czyli dosłownie o włos. Kibice na trybunach i w domach mogli być zadowoleni.</p> <p style="text-align:center"><img alt="IEM Katowice 2022" src="/images/2022/02/iem-katowice-2022/iem-2022-01.jpg" /></p> <p>Ale jeśli już przy trybunach jesteśmy, to nie spos&oacute;b nie zauważyć, że te momentami nie były pełne. Nie twierdzę, że Spodek świecił pustkami, bo tak z pewnością nie było, ale nie brakowało też miejsc wolnych. W poprzednich latach, gdy impreza odbywała się normalnie, byłoby to nie do pomyślenia. Ludzie siadali na schodach, aby tylko obejrzeć zmagania najlepszych e-sportowc&oacute;w. W tym roku tak nie było.</p> <p>Z czego to wynikało? <strong>Zapewne z ograniczeń, kt&oacute;re wprowadzili organizatorzy.</strong> Chociaż były słuszne, to musiały odbić się na frekwencji. Dużym wpływ na to miało też Expo, kt&oacute;re się nie odbyło. Do tej pory integralna część IEM Katowice i dla wielu niemniej ważna niż e-sport nie została zorganizowana. To jednak żadne zaskoczenie, bo potencjalni wystawcy na pewno bali się, że tłum ludzi, nawet jeśli zaszczepionych, może stać się ogniskiem zakażeń. Wielu firmom, kt&oacute;re wysłałby do Spodka swoich pracownik&oacute;w, mogłoby to sparaliżować pracę.</p> <p style="text-align:center"><img alt="IEM Katowice 2022" src="/images/2022/02/iem-katowice-2022/iem-2022-05.jpg" /></p> <p><strong>Wszystko to sprawiło, że tegoroczny IEM trochę stracił ze swojego dawnego blasku.</strong> W żadnym stopniu nie winię tutaj organizator&oacute;w. Po prostu klimat jest, jaki jest. Prawdopodobnie zrobili wszystko, co tylko było w ich mocy, aby była to świetna impreza, ale przy obecnej sytuacji było to trudne. Dlatego liczę, że w przyszłym roku IEM wr&oacute;ci w pełnej krasie, z mn&oacute;stwem widz&oacute;w, imponującym Expo i świetnym turniejem e-sportowym!</p> <p>[GALERIA:7484]</p>https://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/iem-katowice-2022-podsumowanieMon, 28 Feb 2022 08:39:21 +0100NordVPN: Zwiedziłam świat za 56 groszy, bezpiecznie i szybko jak nigdyhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/nordvpn-bezpieczenstwo-szybkosc-cena-opinie<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/02/nordvpn-test-szybkosc/nordvpn-xyrcon-android.jpg" /></div> <p><img alt="NordVPN dla Androida" src="/images/2022/02/nordvpn-test-szybkosc/nordvpn-xyrcon-android.jpg" style="display: none;" /><br /> <strong>NordVPN to usługa ceniona za szybkość i wysokie bezpieczeństwo. Servery NordVPN mogą Cię zabrać do dowolnej części świata i nikt nie zobaczy, co robisz. Czy rzeczywiście jest to najlepszy VPN, po jaki możesz sięgnąć? Sprawdzam!</strong></p><p style="text-align:start">Zacznę od przypomnienia, czym jest VPN i dlaczego warto go używać. Wyobraź sobie, że internet to sieć dr&oacute;g, po kt&oacute;rej możemy chodzić. Mniej-więcej widać kto i gdzie chodzi oraz skąd zaczął podr&oacute;ż. Czasem można odm&oacute;wić komuś wejścia na stronę, jeśli przyszedł z odległego miejsca (geoblokada), czasem kogoś podsłuchać albo nawet oszukać.</p> <p style="text-align:start">VPN zaś jest jak tunel. Wchodzisz do niego tuż pod domem, wychodzisz w zupełnie innym punkcie.  Trasy nie widać z powierzchni, a na końcu nie wiadomo, skąd zaczęła się podr&oacute;ż. Co więcej, tunel jest kopany na zam&oacute;wienie i tylko dla Ciebie. Świetnie, prawda?</p> <h3 class="MsoSubtitle" style="text-align:start; margin-bottom:11px"><strong>NordVPN: łatwa podr&oacute;ż na drugi koniec świata</strong></h3> <p style="text-align:start"><strong>NordVPN</strong> zdobył zaufanie 14 milion&oacute;w użytkownik&oacute;w, zapewnia łatwe w obsłudze aplikacje i szybkie, komfortowe połączenia. W chwili pisania artykułu jako punkt „wyjścia z tunelu” <strong>można wybrać jeden z ponad 5200 serwer&oacute;w w 60 krajach</strong>. Wśr&oacute;d nich są te najbardziej pożądane, a więc Niemcy, Wielka Brytania, Japonia i USA. W wybranych krajach można nawet nawiązać <a href="https://nordvpn.com/pl/what-is-a-vpn/">połączenie VPN</a> wychodzące z konkretnego miasta. Ta możliwość jest dostępna dla USA, Francji, Niemiec, Kanady i Indii.</p> <p style="text-align:start">Korzyści z tego płynące są dwie. Po pierwsze, <strong>można dodatkowo sw&oacute;j ruch zabezpieczyć</strong>. Jeśli korzystasz z niezaufanej sieci Wi-Fi, chcesz mieć pewność, że Twoje operacje bankowe są bezpieczne albo po prostu nie podobają Ci się kierowane regionami reklamy, VPN ten problem rozwiąże. Po drugie, <strong>możesz uzyskać dostęp do treści, kt&oacute;rych nie ma w Polsce</strong>. Mowa tu między innymi o usługach VoD, ale to tylko początek. Ja korzystam z VPN-u w pracy, gdy chcę dostać się na przykład do amerykańskich wiadomości, niedostępnych dla czytelnik&oacute;w z Europy.</p> <p style="text-align:start">Czy to spowolni moje połączenia? Bądźmy szczerzy: to zależy. NordVPN testuję na łączu światłowodowym do 1 Gb/s z możliwością wysyłania do 300 Mb/s. Wyniki często są doskonałe, zwłaszcza jeśli nie wychylam się poza Europę. VPN doskonale działa r&oacute;wnież do USA, Brazylii czy Izraela.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Szybkość połączenia NordVPN" src="/images/2022/02/nordvpn-test-szybkosc/szybkosc-nordvpn-speedtest.jpg" /></p> <p style="text-align:start"><strong>Szybkość NordVPN to jego kolejna zaleta</strong>. Połączenia z popularnymi „celami podr&oacute;ży” są zwykle tak szybkie, że nie zauważam włączonego VPN-u. Jedynie uważnie obserwując ping, mogę zauważyć r&oacute;żnicę. Oczywiście nie jest to regułą i są kraje, do kt&oacute;rych transfery będą znacznie słabsze (Korea Południowa), ale zawsze da się komfortowo korzystać z usług. Pomaga tu zapewne także funkcja SmartPlay, łącząca VPN i DNS, by można było bez przeszk&oacute;d korzystać z multimedi&oacute;w.</p> <p> </p> <div style="background-color: rgb(238, 238, 238); border: 2px solid rgb(204, 204, 204); border-radius: 15px; padding: 5px 10px; text-align: center;"><span style="font-size:18px;"><strong><a href="https://go.nordvpn.net/aff_c?offer_id=15&amp;aff_id=66931&amp;url=https://nordvpn.com/pl/">Kup NordVPN</a> i korzystaj z sieci bezpiecznie</strong></span></div> <p> </p> <h3 class="MsoSubtitle" style="text-align:start; margin-bottom:11px"><strong>Apka mobilna, dekstopowa, a może rozszerzenie?</strong></h3> <p style="text-align:start">Jedno konto NordVPN pozwala korzystać z bezpiecznego połączenia na maksymalnie 6 r&oacute;żnych urządzeniach. Wśr&oacute;d nich są sprzęty mobilne, dekstopy z Windowsem, Linuxem i macOS, a także przeglądarki (z pomocą rozszerzenia) i Android TV.</p> <p>Zacznę od aplikacji mobilnej. Na Androidzie i iOS wygląda bardzo podobnie, ale na Androidzie ma nieco szersze możliwości. Po uruchomieniu aplikacji przywita nas widok mapy świata z punktami i listą kraj&oacute;w „wyjściowych” dla tunelu. Jeśli nie chcesz wybierać konkretnego kraju, możesz skorzystać po prostu z szybkiego połączenia. Wtedy aplikacja automatycznie wybierze serwer, kt&oacute;ry zapewni najlepsze transfery.</p> <p>Ponadto jest tu możliwość automatycznego nawiązywania połączenia. Możesz wybrać, czy będzie się to działo tylko przy połączeniu z Wi-Fi, czy zawsze. Masz też możliwość wpisania własnego serwera DNS (identyfikującego docelowy serwer po wpisaniu nazwy domeny), wybrania protokołu połączenia i zbierania statystyk połączenia.</p> <p style="text-align:center"><img alt="NordVPN dla iPhone'a" src="/images/2022/02/nordvpn-test-szybkosc/nordvpn-aplikacja-dla-iphone.jpg" /></p> <p>Dodatkowo w wersji aplikacji dla Androida jest permanentny wyłącznik dostępu do sieci. Jeśli połączenie przez VPN zostanie zerwane, cały system zostanie odcięty od internetu. To zabezpieczenie może zapobiec wyciekowi danych, jeśli nie zauważysz, że VPN przestał działać.</p> <p>Ponadto w wersji dla Androida można skorzystać z dzielonego tunelowania. Domyślnie połączenia internetowe ze wszystkich aplikacji są kierowane przez VPN, ale można dodać wyjątek, jeśli masz do aplikacji pełne zaufanie lub akurat zależy Ci na połączeniu z domowego adresu IP. Może się też zdarzyć, że NordVPN nie pozwoli odwiedzić strony internetowej. Działa tu <strong>system CyberSec, chroniący nas przed szkodliwymi witrynami, na przykład rozprowadzającymi malware, śledzącymi czy wyłudzającymi dane</strong>. To dodatkowa korzyść z używania NordVPN, kt&oacute;ry tu częściowo przejmuje zadania antywirusa. Ponadto na Androidzie aplikacja NordVPN wykrywa, jeśli jakiś proces pr&oacute;buje rysować okienka nad innymi apkami. Zabieg z przykrywaniem okienek jest często wykorzystywany przez aplikacje wykradające dane logowania do banku.</p> <p style="text-align:center"><img alt="NordVPN dla Androida" src="/images/2022/02/nordvpn-test-szybkosc/nordvpn-dla-androida.jpg" /></p> <p>Na desktopie r&oacute;wnież możesz korzystać z aplikacji i tu r&oacute;wnież możliwości nieco się r&oacute;żnią między platformami. Wersja dla Windowsa jest najbardziej rozbudowana. Ponadto wersja dla Windowsa i Androida pozwala korzystać z serwer&oacute;w specjalistycznych (z protokołem Onion oraz z pudw&oacute;jnym tunelowaniem), o kt&oacute;rych piszę w kolejnej części artykułu.</p> <p style="text-align:center"><img alt="NordVPN dla Windowsa" src="/images/2022/02/nordvpn-test-szybkosc/nordVPN-dla-Windowsa.jpg" /></p> <p style="text-align:start">W wersji dla macOS nie ma dostępu do serwer&oacute;w specjalistycznych. Na pewno osobom podr&oacute;żującym przyda się ustawienie, by połączenie VPN było nawiązywane, gdy komputer podłączy się do niezaufanej sieci. Tu r&oacute;wnież jest „killswitch”, odcinający internet, gdy VPN zostanie rozłączony. Jest tu też możliwość tworzenia ustawień predefiniowanych do r&oacute;żnych zastosowań.</p> <p style="text-align:center"><img alt="NordVPN dla macOS" src="/images/2022/02/nordvpn-test-szybkosc/nordvpn-macos.jpg" /></p> <p style="text-align:start">Na Linuxie aplikacja NordVPN działa z linii poleceń. Wyb&oacute;r kraju połączenia docelowego można dokonać, podając nazwę kraju po poleceniu, na przykład:<span style="font-family:Courier New,Courier,monospace;"> nordvpn c Poland</span> nawiąże połączenie z Polską. Ponadto jest tu możliwość skorzystania z odcinania internetu po utracie połączenia i automatycznego nawiązywania połączenia ponownie. Jest też ochrona CyberSec.</p> <p style="text-align:center"><img alt="NordVPN dla Ubuntu" src="/images/2022/02/nordvpn-test-szybkosc/nordvpn-na-Ubuntu-terminal.jpg" /></p> <p>Oczywiście można też skonfigurować połączenie NordVPN z poziomu menedżera ustawień sieciowych systemu. Jeśli zaś nie masz uprawnień, by to zrobić, zawsze możesz sięgnąć po rozszerzenie przeglądarki. Wtedy ochroną zostaną objęte tylko połączenia ze stronami internetowymi, ale to nadal lepsza ochrona niż całkowity brak ochrony. Dodatkową korzyścią jest fakt, że NordVPN wytnie część reklam, kt&oacute;re śledzą nas w sieci.</p> <p style="text-align:center"><img alt="NordVPN dla Microsoft Edge" src="/images/2022/02/nordvpn-test-szybkosc/nordvpn-rozszerzenie-microsoft-edge.jpg" /></p> <p>Rozszerzenie NordVPN sprawdzałam z Google Chrome i Microsoft Edge. W obu przypadkach można wybrać kraj połączenia, blokować połączenia WebRTC (używane na przykład do rozm&oacute;w wideo) ze względu na ryzyko ujawnienia prawdziwego adresu IP oraz uruchomić dodatkową ochronę przed szkodliwymi reklamami i phishingiem. Ikonka rozszerzenia będzie pokazywać kod kraju, z kt&oacute;rym zostało nawiązane połączenie. W razie potrzeby można dodać wyjątek, by wybrane strony nie były tunelowane przez NordVPN.</p> <h3><strong>NordVPN chroni i nie zostawia nic dla siebie</strong></h3> <p style="text-align:start">Podstawowym zadaniem usługi NordVPN jest ochrona Twojego ruchu przed wścibskimi spojrzeniami os&oacute;b trzecich. Cały ruch jest szyfrowany algorytmem AES z kluczem o długości 256 bit&oacute;w – aktualnie jest to zabezpieczenie nie do złamania. Serwery NordVPN, kt&oacute;re kierują Tw&oacute;j ruch na drugi koniec świata, ukrywają fakt, że korzystasz z VPN. Dzięki temu Twoje połączenie obejdzie nawet bardziej zaawansowane blokady geograficzne. NordVPN utrzymuje też specjalne serwery peer-to-peer, przystosowane do pobierania plik&oacute;w w spos&oacute;b niewidoczny z zewnątrz.</p> <p>Przy tym usługa nie zapisuje żadnych informacji o tym, kto i kiedy z niej korzysta. NordVPN specjalnie został uruchomiony pod jurysdykcją Panamy, gdzie prawo nie wymaga zapisywania takich informacji. Oprogramowanie serwer&oacute;w NordVPN działa wyłącznie w RAM-ie, a maszyny nie mają nawet dysk&oacute;w twardych, by żadne dane nie zostały trwale zapisane. Brak log&oacute;w potwierdzają dwa zewnętrzne audyty. Nord Security buduje też własną sieć serwer&oacute;w w taki spos&oacute;b, by tylko pracownicy firmy mieli dostęp do sprzętu.</p> <p>Administratorzy zachowują jedynie adres e-mail (niezbędny do logowania) oraz model urządzenia i wersję systemu (niezbędny do diagnozowania problem&oacute;w). Konto można dodatkowo zabezpieczyć autoryzacją wieloskładnikową. Dane te nie są ze sobą w żaden spos&oacute;b powiązane. To, co robisz przez VPN to wyłącznie Twoja sprawa.</p> <p style="text-align:center"><img alt="NordVPN z połączeniem Onion" src="/images/2022/02/nordvpn-test-szybkosc/nordvpn-z-onion-na-windows.jpg" /></p> <p>Jeśli to wciąż za mało, a zajmujesz się na przykład aktywizmem albo przesyłasz wrażliwe informacje, na Androidzie i Windowsie możesz skorzystać z podw&oacute;jnego VPN-u. Wtedy NordVPN przekieruje ruch przez dwa serwery. To dodaje kolejną warstwę zabezpieczeń. Na tych systemach jest dostępny także Onion Over VPN, czyli połączenie VPN-u z protokołem Onion i z możliwością uzyskania dostępu do sieci Tor.</p> <h3><strong>NordVPN w całym domu? Proszę bardzo!</strong></h3> <p style="text-align:start">To nie koniec. Z NordVPN możesz korzystać w całym domu, jeśli skonfigurujesz połączenie na swoim routerze. Usługa jest dostępna w trzech protokołach:</p> <ul> <li>IKEv2/IPsec</li> <li>OpenVPN</li> <li>NordLynx – autorski protok&oacute;ł na bazie WireGuard z zastosowanym podw&oacute;jnym NAT-em (Network Address Translation)</li> </ul> <p>Na stronie NordVPN znajduje się <a href="https://support.nordvpn.com/Connectivity/Router/1047409322/Setting-up-a-router-with-NordVPN.htm">zestaw instrukcji</a>, jak ustawić dostęp do VPN na r&oacute;żnych modelach router&oacute;w i w ten spos&oacute;b zabezpieczyć cały dom. Na większości modeli bardzo proste – w zasadzie wystarczy, że podasz tam sw&oacute;j login i hasło oraz wybierzesz kraj połączenia. Sprawdziłam to na routerze z obsługą OpenVPN – NordVPN działa bez zarzutu.</p> <div style="text-align:center"> <figure class="image" style="display:inline-block"><img alt="NordVPN na OpenLinksys" src="/images/2022/02/nordvpn-test-szybkosc/nordvpn-na-routerze-OpenLinksys.jpg" /> <figcaption data-gramm="false" spellcheck="false"><em>NordVPN na routerze z OpenLinksys (źr. NordVPN)</em></figcaption> </figure> </div> <p>Analogicznie można skonfigurować VPN na domowym NAS-ie (Qnap, Synology lub WD). To szalenie przydatne, jeśli ma on korzystać z zasob&oacute;w objętych geoblokadą jako odtwarzacz multimedi&oacute;w.</p> <p> </p> <div style="background-color: rgb(238, 238, 238); border: 2px solid rgb(204, 204, 204); border-radius: 15px; padding: 5px 10px; text-align: center;"><span style="font-size:18px;"><strong><a href="https://go.nordvpn.net/aff_c?offer_id=15&amp;aff_id=66931&amp;url=https://nordvpn.com/pl/">Kup NordVPN</a> i korzystaj z sieci bezpiecznie</strong></span></div> <p> </p> <h3><strong>Ile to kosztuje? Tylko 56 groszy!</strong></h3> <p>To prawda. Jeśli skorzystasz z promocyjnej ceny na abonament na 2 lata, NordVPN będzie kosztował tylko <strong>56 groszy dziennie</strong>. To tyle, co dwie kajzerki. Warto dodać, że od 9 lutego jest jeszcze taniej, bo ruszyła promocja na 10. urodziny NordVPN. Pełny cennik wygląda następująco:</p> <ul> <li>Miesiąc kosztuje 10,59 euro;</li> <li>Roczna subskrypcja kosztuje 52,68 euro (4,39 euro miesięcznie), rozliczana jest ze zniżką wysokości 58%;</li> <li>Dostęp na pierwsze dwa lata kosztuje 71,6 euro (zniżka 71%), co przekłada się na <strong>2,99 euro miesięcznie</strong>. To daje jedynie 56 groszy dziennie.</li> </ul> <p>W cenie jest oczywiście pełne wsparcie techniczne przez całą dobę. Z obsługą NordVPN można się skontaktować przez e-mail lub czat. Warto pamiętać, że NordVPN można „oddać” <strong>przez 30 dni od zakupu</strong>, jeśli produkt nie spełni Twoich oczekiwań. Trudno mi wyobrazić sobie taką sytuację. Niemniej <strong>Nord Security gwarantuje zwrot pieniędzy niezadowolonym klientom</strong>.</p> <p>Przy okazji można kupić także dostęp do innych aplikacji Nord Security. Szczeg&oacute;lnie apetycznie wygląda <strong>menedżer haseł NordPass</strong>. Ważne pliki i wrażliwe dokumenty można dodatkowo zabezpieczyć z użyciem NordLocker. Ponadto są dostępne narzędzia dla biznesu: NordLayer i NordWL.</p> <p style="text-align: right;"><meta charset="UTF-8" /><em>Materiał zawiera lokowanie NordVPN, ale opisuje wyłącznie doświadczenia autorki.</em></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/nordvpn-bezpieczenstwo-szybkosc-cena-opinieMon, 21 Feb 2022 10:39:00 +0100Horizon Forbidden West – gra tak dobra, że fani Xboksa będą płakaćhttps://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/horizon-forbidden-west-playstation-recenzja-test-opinie<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/02/horizon-forbidden-west/horizon-forbidden-west-06.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Horizon Forbidden West to nowy exclusive na konsole PlayStation. Czy dor&oacute;wnuje poprzedniej części?</strong></p><p>Jeśli chodzi o gry komputerowe, mam kilka stanowczych pogląd&oacute;w. PlayStation jest lepsze od Xboksa, seria GTA jest przereklamowana, a<strong> Horizon Zero Dawn to najlepszy exclusive minionej generacji</strong>. Tego ostatniego jestem got&oacute;w bronić na ubitej ziemi.</p> <p>Inna sprawa, że bronić pewnie nie będę musiał, bo tytuł Guerilla Games spotkał się z uznaniem jak ziemia długa i szeroka. Tak, to była kolejna gra o wspinaniu się na punkty widokowe i zdobywaniu oboz&oacute;w bandyt&oacute;w. Tyle tylko, że te punkty widokowe były wielkimi mechanicznymi żyrafami, a obozy bandyt&oacute;w… c&oacute;ż, obozami bandyt&oacute;w.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Horizon Forbidden West – gra tak dobra, że fani Xboksa będą płakać" src="/images/2022/02/horizon-forbidden-west/horizon-forbidden-west-05.jpg" /></p> <p>No dobra, <strong>oryginalność nie jest może najmocniejszą stroną Horizon Zero Dawn</strong>. To po prostu jedna z wielu gier z otwartym światem. Skąd w takim razie ten gigantyczny sukces? Bo tę pozornie wyświechtaną formułę doprowadzono w niej niemalże do perfekcji. Świat, kt&oacute;ry przyszło nam przemierzać, był wiarygodny i r&oacute;żnorodny. Był też przepiękny – gra wyciskała z PlayStation 4 ostatnie soki. Mogła się także pochwalić wciągającą, dojrzałą historią i świetnie napisanymi postaciami. To ostatnie dotyczy w szczeg&oacute;lności Aloy, czyli naszej gł&oacute;wnej bohaterki.</p> <p>M&oacute;wiąc kr&oacute;tko, <strong>Horizon Zero Dawn to praktycznie ideał, a w Horizon Forbidden West dostajemy więcej tego samego</strong>. Więcej i w większości także lepiej.</p> <h3><strong>Więcej dobrego. Dużo więcej</strong></h3> <p>Na wstępie zaznaczę, że choć w Horizon Forbidden West miałem okazję zagrać kilka dni przed premierą, to <strong>w chwili pisania tego tekstu nadal gry nie skończyłem</strong>. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że to naprawdę duża gra –<strong> znacznie większa od poprzedniczki</strong>. Mimo 30 godzin na liczniku udało mi się zwiedzić jakąś jedną trzecią mapy i przebrnąć przez p&oacute;ł wątku fabularnego. </p> <p>Po drugie… bo nie chciałem. Fakt, gdybym zignorował wszystkie poboczne aktywności, pewnie m&oacute;głbym zobaczyć napisy końcowe po kilkunastu godzinach. Zobaczyłbym w tym czasie jednak tylko namiastkę tego, co Horizon Forbidden West ma do zaoferowania – i to niekoniecznie tego najlepszego.<strong> To tytuł, kt&oacute;rym zdecydowanie warto się delektować i osobiście mam zamiar się nim delektować jeszcze wiele, wiele godzin.</strong></p> <p>Przy okazji <strong>ostatni akapit to chyba najlepsza rekomendacja, kt&oacute;rą mogę nowemu Horizonowi wręczyć</strong>. Jeśli zależy Wam na czasie, śmiało możecie w tym miejscu przerwać czytanie i lecieć do sklepu po swoją kopię. Spokojnie, nie obrażę się. Miłego grania!</p> <p>Nadal tu jesteście? Też dobrze. W takim razie czas przejść do konkret&oacute;w.</p> <h3><strong>Doszlifowane do perfekcji</strong></h3> <p>Po co była ta tyrada o tym, jaki to Horizon Zero Dawn nie był genialny, mimo swojej wt&oacute;rności? Bo Horizon Forbidden West jest grą jeszcze bardziej wt&oacute;rną. Tak jak pierwsza część pełnymi garściami czerpała z innych gier z otwartym światem, tak <strong>dw&oacute;jka nawet nie pr&oacute;buje schodzić ze szlaku wytyczonego przez poprzedniczkę</strong>.</p> <p>Czy to źle? Zakładam, że na to pytanie już każdy ma swoją odpowiedź. Osobiście uważam, że <strong>więcej tego samego w przypadku Horizon Forbidden West okazało się strzałem w dziesiątkę</strong>. Tym bardziej, że niemal każdy element oryginału został w sequelu w jakimś stopniu poprawiony, dopieszczony tudzież doszlifowany.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Horizon Forbidden West – gra tak dobra, że fani Xboksa będą płakać" src="/images/2022/02/horizon-forbidden-west/horizon-forbidden-west-07.jpg" /></p> <p>Da się to zresztą odczuć już od pierwszych chwil, kiedy tylko przejmiemy kontrolę nad Aloy. Początek gry to liniowa i niestety nieco przydługawa sekwencja, pełniąca rolę samouczka. Minie jakaś godzina, nim będziemy mogli zwiedzać otwarty świat i zobaczyć wszystko, co nowy Horizon ma do zaoferowania. A jednak nawet tutaj widać już pierwsze pozytywne zmiany w rozgrywce. Chociażby te związane z poruszaniem się.</p> <p>Pamiętacie, jak w pierwszej części Horizona szukało się ż&oacute;łtych uchwyt&oacute;w i pręt&oacute;w, na kt&oacute;re można by się było wspiąć? Koniec z tym. To znaczy, ż&oacute;łte elementy zostały, ale jest ich znacznie mniej. Nie musimy się też za nimi nerwowo rozglądać. Zamiast tego <strong>wystarczy, że naciśniemy R3 i szybko zeskanujemy okolicę naszym Fokusem, żeby podświetlić wszystkie p&oacute;łki i uchwyty w okolicy</strong>. Drobiazg, a ile frustracji potrafi oszczędzić!</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/02/horizon-forbidden-west/horizon-forbidden-west-04.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Takich drobnych usprawnień jest zresztą masa i dotyczą większości kluczowych system&oacute;w.</strong> Nie ma już twardego limitu na zasoby, kt&oacute;re możemy zebrać – nadwyżka trafia do specjalnej skrytki i możemy je wykorzystać p&oacute;źniej. Chcemy oderwać określoną część danej maszyny? Podczas skanowania Fokusem możemy ją podświetlić, by wiedzieć, gdzie celować. Misja wymaga od nas wycieczki na drugi koniec mapy? Szybka podr&oacute;ż między ogniskami jest teraz darmowa.</p> <p>Wymienione usprawnienia to tylko niewielka część tego, co czeka na graczy w Horizon Forbidden West. Istotne jest to, że <strong>pomagają wyeliminować tarcia, kt&oacute;re od czasu do czasu pojawiały się w pierwszej części, co z kolei przekłada się na znacznie przyjemniejszą, bardziej satysfakcjonującą rozgrywkę</strong>.</p> <h3><strong>Czas pozwiedzać!</strong></h3> <p>Nie bez powodu zacząłem jednak ten wątek od zmian w sposobie poruszania się, bo to jeden z kilku obszar&oacute;w, gdzie ulepszenia wykraczają poza sferę drobnych szlif&oacute;w. W nowym Horizonie Aloy ma do swojej dyspozycji kilka nowych zabawek, dzięki kt&oacute;rym poruszanie się stało się r&oacute;wnie satysfakcjonujące, co walka. No dobra – niemal r&oacute;wnie satysfakcjonujące, ale to i tak dużo.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/02/horizon-forbidden-west/horizon-forbidden-west-10.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Mowa chociażby o lotni, dzięki kt&oacute;rej możemy łagodzić upadki z wysokości i szybować na kr&oacute;tką odległość, oraz o wyrzutni lin.</strong> Szczeg&oacute;lnie ta ostatnia potrafi mocno zmienić spos&oacute;b, w jaki będziemy myśleć o eksploracji. Zwiedzanie ruin to już nie tylko bieganie do przodu i szukanie kolejnych ż&oacute;łtych uchwyt&oacute;w. Na naszej drodze staną r&oacute;wnież proste łamigł&oacute;wki w stylu Tomb Raidera, w kt&oacute;rych lina gra często pierwsze skrzypce.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Horizon Forbidden West – gra tak dobra, że fani Xboksa będą płakać" src="/images/2022/02/horizon-forbidden-west/horizon-forbidden-west-02.jpg" /></p> <h3><strong>Argumenty siłowe</strong></h3> <p>Co ciekawe, <strong>jednym z mniej zmodyfikowanych obszar&oacute;w gry wydaje się być walka</strong>. Jasne, także tutaj znajdziemy kilka nowości – m.in. rozbudowany system kombinacji i specjalnych umiejętności aktywowanych za pomocą tzw. punkty odwagi – jednak w praktyce nie zmieniają one znacząco sposobu, w jaki myślimy o potyczkach. I wiecie co? To bardzo dobrze, bo walka była jednym z lepszych element&oacute;w pierwszej części.</p> <p>I nadal nim pozostaje. Starcia z wielkimi maszynami potrafią być niesamowicie ekscytujące. Szybkie reakcje i dobry ekwipunek są oczywiście na wagę złota, jednak walka w Horizon Forbidden West wymaga też nieco strategii. Każdy przeciwnik ma swoje mocne i słabe strony. Skuteczne wykorzystanie tych ostatnich jest kluczem do sukcesu i pozwoli nam poskromić nawet największe bestie. I uwierzcie,<strong> satysfakcja z pokonania chociażby takiego Gromoszczęka jest niesamowita</strong>.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Horizon Forbidden West – gra tak dobra, że fani Xboksa będą płakać" src="/images/2022/02/horizon-forbidden-west/horizon-forbidden-west-13.jpg" /></p> <p>Szkoda, że<strong> walka z ludzkimi przeciwnikami nie budzi r&oacute;wnie pozytywnych emocji</strong>. Tutaj kolejne starcia są znacznie bardziej powtarzalne, a czasem wręcz frustrujące, kiedy przyjdzie nam się zmierzyć z większą grupą wrog&oacute;w. Już po kilku godzinach zaczęły być dla mnie mozolnym przerywnikiem, a nie miłym urozmaiceniem. Na całe szczęście nie ma ich aż tak dużo, a większość starć będziemy toczyć z maszynami.</p>https://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/horizon-forbidden-west-playstation-recenzja-test-opinieSun, 20 Feb 2022 17:30:22 +0100Uncharted: Dziedzictwo Złodziei - Sony pokazuje, jak wyciskać kasęhttps://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/uncharted-dziedzictwo-zlodziei-recenzja-opinie-pc-ps5<div class="content-full-width full-width"><img alt="Uncharted: Dziedzictwo Złodziei - Sony pokazuje, jak wyciskać kasę" class="w-100" src="/images/2022/02/uncharted-dziedzictwo-zlodziei/uncharted-dziedzictwo-zlodziei.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Czy Uncharted: Kolekcja Dziedzictwo Złodziei jest tytułem rewolucyjnym? Czy lepiej zagrać w niego na PlayStation 5, czy na PC? No i gdzie napić się porządnego orzechowego latte? Znamy odpowiedzi na (prawie) wszystkie te pytania!</strong></p><p><em>Zima. Gdzieś w Łodzi.</em></p> <p>Starał się iść spokojnie, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Nie było to takie proste, kiedy myślami ciągle wracał do przedmiotu, kt&oacute;ry trzymał w kieszeni kurtki. Od czasu do czasu przyłapywał się nawet na bezwiednym sprawdzaniu, czy na pewno nadal ma go przy sobie.</p> <p>- Eh, gdyby jeszcze tak nie pizgało złem… - wymamrotał pod nosem, przypominając sobie wczorajszy alert RCB. Oczywiście go zignorował. Zresztą, podobnie jak cztery poprzednie. Co do joty identyczne, a słane z uporem ambitnego telemarketera, kt&oacute;ry ma p&oacute;ł dnia na realizację kwartalnego kejpiaja.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Uncharted: Dziedzictwo Złodziei - Sony pokazuje, jak wyciskać kasę" class="w-100" src="/images/2022/02/uncharted-dziedzictwo-zlodziei/uncharted-dziedzictwo-zlodziei-11.jpg" /></div> <p><br /> Tak czy siak, w końcu dotarł do um&oacute;wionego miejsca, ale powiedzieć, że odrapana fasada lokalu nie budziła zaufania, to jak nie powiedzieć nic. Zapewne tuż po wypłacie Arek wybrałby na miejsce spotkania coś bardziej przytulnego. Pewnie padłoby na jego ulubioną kawiarnię na „S”. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Orzechowego latte to tu raczej nie podają…</p> <p>Z tych przemyśleń wyrwał go silny podmuch wiatru. Obskurny czy nie, bar na pewno był cieplejszy niż ulica. Czas wejść do środka.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Uncharted: Dziedzictwo Złodziei - Sony pokazuje, jak wyciskać kasę" class="w-100" src="/images/2022/02/uncharted-dziedzictwo-zlodziei/uncharted-dziedzictwo-zlodziei-06.jpg" /></div> <p><br /> Atmosfera w lokalu była z grubsza taka, jak można się było spodziewać. Kilku stałych bywalc&oacute;w, mgiełka dymu papierosowego, kt&oacute;ra na tym etapie stanowiła stały element wystroju, i aromat taniego piwa unoszący się w powietrzu.</p> <p>Jedynym elementem, kt&oacute;ry wydawał się nie pasować do reszty, był człowiek siedzący w rogu sali. Choć zza ekranu MacBooka i opar&oacute;w z e-papierosa nie było widać jego twarzy, Arek był pewny, że to właśnie z nim miał się tutaj spotkać. </p> <p>- I co, jak tam idzie szukanie bejt&oacute;w? – powiedział Arek na powitanie, przysiadając się do stolika.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Uncharted: Dziedzictwo Złodziei - Sony pokazuje, jak wyciskać kasę" class="w-100" src="/images/2022/02/uncharted-dziedzictwo-zlodziei/uncharted-dziedzictwo-zlodziei-01.jpg" /></div> <p><br /> - Masz to? – odpowiedział Piotrek bez odrywania wzroku od ekranu. W tym momencie Arek wyjął cenny przedmiot z kieszeni swojej kurtki i położył go na stole. Na niebieskim pudełku z piaskową okładką można było odczytać tytuł: <strong>„Uncharted: Kolekcja Dziedzictwo Złodziei”</strong>.</p> <h3><strong>Uncharted i odwieczny dylemat: PC czy PlayStation?</strong></h3> <p>- Wersja na PS5? – spytał zdziwiony Piotrek. W jego głosie można było usłyszeć lekką nutkę… pogardy? Zawodu? Arek nie był pewny, co działo się w głowie kolegi z redakcji, ale dało się odczuć, że liczył na co innego.</p> <p>- No tak. A czego się spodziewałeś? Przecież to Uncharted – odparł. W jego głowie<strong> słowa „Uncharted” i „PlayStation” były tak nierozerwalnie ze sobą związane</strong>, że nie miał pojęcia, jak w og&oacute;le ktoś m&oacute;głby zadać takie pytanie.</p> <p>- Mieliśmy przecież rozmawiać o tym, dlaczego Dziedzictwo Złodziei jest dla serii taką rewolucją.</p> <p>- …i dlatego przyniosłem wersję na PS5. W końcu <strong>to pierwsza odsłona cyklu na konsolę nowej generacji</strong>.</p> <p>- I uważasz, że to naprawdę większa rewolucja niż fakt, że <strong>w Uncharted po raz pierwszy mogą pograć gracze na PC?</strong></p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Uncharted: Dziedzictwo Złodziei - Sony pokazuje, jak wyciskać kasę" class="w-100" src="/images/2022/02/uncharted-dziedzictwo-zlodziei/uncharted-dziedzictwo-zlodziei-08.jpg" /></div> <p><br /> Arek już miał na końcu języka ciętą ripostę („Chyba ty!”), ale w ostatniej chwili zdążył się w niego ugryźć. Niechętnie musiał przyznać Piotrkowi rację. Do tej pory seria Uncharted była jednym z największych exclusive’&oacute;w w asortymencie Sony. Jeśli ktoś chciał wcielić się w Nathana Drake’a, <em>musiał </em>kupić PlayStation 3 albo 4. Wraz z premierą Dziedzictwa Złodziei ta bariera runęła – <strong>gra była ot tak dostępna chociażby na Steamie</strong>.</p> <h3><b>O Sony, PC i sztuce czekania</b></h3> <p>- Wielka mi rewolucja – Arek w końcu zebrał się na odpowiedź. – Dobrze wiesz, że <strong>Sony zaczęło wydawać na PC swoje starsze tytuły tylko po to, żeby zachęcić ludzi do kupowania PlayStation</strong>. W końcu ile musieliście czekać na Ucharted 4? Pięć czy sześć lat? A na God of Wara? Dość długo, żeby Atreus zdążył zdać maturę i iść na studia. Miłego czekania na Gran Turismo 7 i nowego Horizona.</p> <p>- Mocne słowa jak na kogoś, kto drugi raz kupił tę samą grę tylko po to, żeby w końcu pograć w 60 FPS-ach – zripostował Piotrek. – Wersję na PlayStation 6 też planujesz kupić?</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Uncharted: Dziedzictwo Złodziei - Sony pokazuje, jak wyciskać kasę" class="w-100" src="/images/2022/02/uncharted-dziedzictwo-zlodziei/uncharted-dziedzictwo-zlodziei-02.jpg" /></div> <p><br /> - A żebyś wiedział! – odpowiedział Arek, zanim zorientował się, że Piotrek pr&oacute;buje go wprowadzić na minę. – Poza tym doskonale wiesz, że tu nie tylko o FPS-y chodzi. Grałeś kiedyś w Uncharted na DualSense? Nie, bo taka opcja jest tylko na PS5. I uwierz mi, choćby dla niej warto było dopłacić do remastera. <strong>Tak jak w oryginalnym Uncharted 4 na PS4 w pewnym momencie miałem dość strzelania, tak w Dziedzictwie Złodziei nie mogę się doczekać kolejnych potyczek.</strong> Uwielbiam, kiedy odrzut pr&oacute;buje wyrwać mi pada z ręki przy każdym naciśnięciu spustu. Może to drobiazg, ale niesamowicie potęguje wrażenie immersji, a przecież o to w tym wszystkim chodzi.</p> <p>- I kto miałby z tego skorzystać? Naprawdę myślisz, że są jeszcze jacyś posiadacze PlayStation, kt&oacute;rzy nie grali w Uncharted?</p> <p>- Bo ja wiem? Wiem, że gdybym samemu miał jeszcze kiedyś wr&oacute;cić do tych gier, wolę zagrać w taką ulepszoną wersję niż oryginał z PS4.</p> <h3><strong>Remastery - pułapka na naiwnych?</strong></h3> <p>Piotrek wzruszył ramionami i zaczął coś przeglądać na komputerze. Ostatni argument ewidentnie go nie przekonał. Po chwili w akompaniamencie głośnego stuknięcia klawisza „Enter” wr&oacute;cił do rozmowy.</p> <p>- M&oacute;w co chcesz, ale<strong> takie wydawanie po dziesięć razy tej samej gry to tylko chamskie wyciąganie kasy od fan&oacute;w</strong> – Piotrek ewidentnie szykował się do dłuższego wywodu. – W tej wersji dodamy 60 FPS, w następnej podbijemy rozdzielczość do 4K, a p&oacute;źniej podrasujemy lekko podświetlenie, żeby znowu m&oacute;c sprzedać to samo. Naprawdę ci to nie przeszkadza? Sam właśnie dlatego wolę Uncharted w wersji na PC.<strong> Wystarczy, że wymienię w komputerze kartę graficzną i „remaster” dostanę gratis.</strong> Ba, jak dobrze p&oacute;jdzie, za kilka lat pogram sobie w 8K i 240 FPS-ach bez dopłacania choćby złot&oacute;wki.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Uncharted: Dziedzictwo Złodziei - Sony pokazuje, jak wyciskać kasę" class="w-100" src="/images/2022/02/uncharted-dziedzictwo-zlodziei/uncharted-dziedzictwo-zlodziei-09.jpg" /></div> <p><br /> W tym momencie Arek zaczął zdawać sobie sprawę, że ta rozmowa zmierza donikąd. W najlepszym razie zmarnują kolejne dwie godziny na wymienianie się rzeczowymi argumentami. W najgorszym… C&oacute;ż, z pewnością nie byłaby to pierwsza b&oacute;jka, kt&oacute;rą ten lokal widział.</p> <h3><strong>Uncharted: Dziedzictwo Złodziei - warto czy nie warto?</strong></h3> <p>- No dobra, ale co do tego, że<strong> Ucharted: Dziedzictwo Złodziei jest super</strong>, to się chyba zgadzamy, prawda? – powiedział z nadzieją, że w końcu znajdą nić porozumienia.</p> <p>- No tak, jest świetne. A czemu miałoby nie być? – odparł Piotrek.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="Uncharted: Dziedzictwo Złodziei - Sony pokazuje, jak wyciskać kasę" class="w-100" src="/images/2022/02/uncharted-dziedzictwo-zlodziei/uncharted-dziedzictwo-zlodziei-03.jpg" /></div> <p><br /> I to był ten moment, kiedy w zasadzie nie było już nic do dodania. W samą porę, bo ożywiona dyskusja dw&oacute;ch łysych pan&oacute;w przy jednym ze stolik&oacute;w robiła się coraz głośniejsza. Arek doszedł do wniosku, że to dobra chwila na ewakuację, zanim przymusowo zostanie wciągnięty w debatę o wyższości ŁKS-u nad Widzewem. Zdecydowanie nie chciał w niej uczestniczyć i to nie tylko dlatego, że pozostali dyskutanci wyglądali, jakby co najmniej przez ostatnie p&oacute;ł roku mieszkali na siłowni, żywiąc się na zmianę sterydami i kreatyną.</p> <p>ŁUP! Coś uderzyło w okno po drugiej stronie sali. Gałąź? Doniczka? Przerażony yorkshire terier? Cokolwiek to było, skutecznie przekonało Arka do zmiany plan&oacute;w. Zamiast w kierunku drzwi poszedł do baru.</p> <p>- Nie macie przypadkiem orzechowego latte?</p> <hr /> <p><em>W tym miejscu miała być poważna i rzeczowa recenzja gry <strong>Uncharted: Kolekcja Dziedzictwo Złodziei</strong>, ale autorzy trochę odlecieli.</em></p> <p> </p> <p><strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/rozrywka/poradniki/najlepsze-gry-kooperacyjne-dla-dwoch" target="_blank">Najlepsze gry kooperacyjne, czy w co pogracie we dwoje</a><br /> <strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/rozrywka/poradniki/steam-najlepsze-gry-do-50-zl" target="_blank">Steam TOP 11 – wybieramy najlepsze gry do 50 zł</a></p>https://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/uncharted-dziedzictwo-zlodziei-recenzja-opinie-pc-ps5Sun, 13 Feb 2022 08:51:00 +0100Lidl z nową usługą. Różnicę poczujesz już na wejściuhttps://www.telepolis.pl/tech/felietony/lidl-gazetka-promocje-ekologia-papier<p style="text-align:center"><img alt="Lidl rezygnuje z gazetek? Trochę tak, a trochę jednak nie" src="/images/2022/02/lidl-gazetka-elektronicza-ekologia.jpg" /></p> <p><strong>Lidl, w imię ochrony przyrody, zamierza promować wśr&oacute;d swoich klient&oacute;w elektroniczne wersje swoich gazetek. Szkoda, że jednocześnie nie rezygnuje zupełnie z tych papierowych.</strong></p><p>W trosce o środowisko <strong>Lidl Polska rozpoczął akcję promowania wśr&oacute;d swoich klient&oacute;w elektronicznych wersji swoich gazetek.</strong> W części sklep&oacute;w pojawią się komunikaty z informacją o dostępności najnowszych ofert na stronie sklepu, a także w aplikacjach Lidl oraz Lidl Plus, częściowo zastępując walające się przy wejściach papierowe broszury.</p> <h3><strong>Lidl rezygnuje z gazetek? Nie do końca</strong></h3> <p><strong>Akcja na razie rusza testowo w kilkuset plac&oacute;wkach na terenie Wielkopolski oraz Kujaw, więc nie wszyscy klienci będą jej celem.</strong> Sklep twierdzi, że to wszystko w imię ochrony otaczającej nas przyrody, bo przecież lasy pokrywają 31 procent powierzchni lądowej Ziemi. Odnoszę jednak wrażenie, że cała akcja nie została do końca przemyślana.</p> <h3><strong>Czy papierowe gazetki zostają?</strong></h3> <p>Samo promowanie cyfrowej wersji gazetek wydaje się słuszne. <strong>Rzecz w tym, że jednocześnie nie idzie za tym zupełna rezygnacja z papierowych wersji.</strong> Zapytaliśmy o to Lidl Polska i w odpowiedzi dowiedzieliśmy się, że:</p> <blockquote> <p>W Lidlu wierzymy, że odpowiedzialna firma może więcej oraz ma realny wpływ na to, co dzieje się w naszym otoczeniu. Zr&oacute;wnoważony rozw&oacute;j jest jednym z gł&oacute;wnych cel&oacute;w strategicznych Lidla na rzecz lepszej przyszłości. <strong>Wspomniane plac&oacute;wki nie oferują klientom gazetek papierowych z ofertą spożywczą, natomiast katalog z artykułami przemysłowymi w wersji papierowej jest w dalszym ciągu dostępny w sklepach</strong>. Nasza kampania ma na celu zachęcić do korzystania z elektronicznych gazetek promocyjnych, kt&oacute;re dostępne są na stronie lidl.pl, aplikacji Lidl Plus i aplikacji Lidl. </p> </blockquote> <p style="text-align: right;">- m&oacute;wi Aleksandra Robaszkiewicz, Head of Corporate Communications & CSR Lidl Polska.</p> <p><strong>Czy to zatem wielkie halo o nic?</strong> W moim odczuciu trudno oceniać całą akcję inaczej niż tylko PR-owy zabieg, mający na celu poprawę wizerunku Lidl Polska. Co prawda z części sklep&oacute;w znikają papierowe gazetki z asortymentem spożywczym, ale z drugiej strony wciąż dostajemy szkodliwe dla środowiska papierowe ulotki z pozostałą ofertą sklepu.</p> <h3><strong>Lidl ma też na koncie bardziej spektakularne działania proekologiczne</strong></h3> <p>W gwoli sprawiedliwości należy oddać, że sklep jednocześnie zmienił w ostatnim czasie papier do paragon&oacute;w na bardziej przyjazny środowisku. <strong>Część klient&oacute;w mogła już zauważyć niebieskie paragony, kt&oacute;re wykonane są z ekologicznego papieru termicznego z certyfikatem FSC.</strong> Oznacza to, że pochodzi on ze zr&oacute;wnoważonej gospodarki leśnej.</p> <p>Poza tym sieć wprowadziła testy elektronicznych cen&oacute;wek, kt&oacute;re z czasem mają trafić do wszystkich plac&oacute;wek. Od zeszłego roku Lidl Polska ma też politykę zakupową dla łańcuch&oacute;w dostaw, kt&oacute;ra ma zapobiegać wylesianiu i tym samym zagrażaniu cennym ekosystemom. <strong>To wszystko realne i cenne działania.</strong></p> <p>Szkoda, że jednocześnie Lidl nie ma na razie odwagi, aby rzeczywiście zupełnie zrezygnować z papierowych gazetek promocyjnych. Doskonale zdaję sobie sprawę, że wielu klient&oacute;w sklepu to osoby starsze, kt&oacute;re nie są dobrze zaznajomione z nowymi technologiami. Tradycyjne gazetki są też dla mn&oacute;stwa os&oacute;b po prostu wygodniejsze, bo przecież trafiają do ich skrzynek pocztowych.</p> <p>Pomimo tego liczyłbym, że promowanie cyfrowych gazetek to jedynie początek i z czasem sklepy rzeczywiście zrezygnują z tych papierowych. Na razie kwestia gazetek to dla mnie jedynie PR.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/tech/wydarzenia/lidl-kasy-samoobslugowe-problem-opinie">Lidl traktuje Polak&oacute;w jak złodziei. To może spotkać każdego</a></p>https://www.telepolis.pl/tech/felietony/lidl-gazetka-promocje-ekologia-papierThu, 03 Feb 2022 18:32:14 +0100Huawei i Kwarantanna Domowa – co mają wspólnego? Są bezużytecznehttps://www.telepolis.pl/wiadomosci/felietony/huawei-kwarantanna-domowa-appgallery-policja<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2022/02/kwarantanna-domowa-na-huawei.jpeg" /></div> <p style="text-align:start"><br /> <strong><img alt="Aplikacja Kwarantanna Domowa w wynikach wyszukiwania Petal" src="/images/2022/02/kwarantanna-domowa-na-huawei.jpeg" style="display: none;" />Koronawirus i aplikacja Kwarantanna domowa dopadły i mnie. Jest tylko jeden problem: nie mogę jej zainstalować na telefonie za 5,5 tysiąca.</strong></p><p style="text-align:start">Moja sytuacja wygląda następująco: od paru dni czuję się kiepsko, test apteczny wyszedł raz pozytywny, więc um&oacute;wiłam się do laboratorium przez internet, by mieć jasną sytuację (dla siebie i dla innych). Mam skierowanie do punktu na drugim końcu miasta, ale jakoś sobie poradzę. Martwi mnie coś innego.</p> <h3><strong>Sanepid wciska mi niemożliwe </strong></h3> <p>Chwilę po um&oacute;wieniu się na test odebrałam telefon. Dzwonił automat w imieniu sanepidu, że zostałam objęta kwarantanna i muszę zainstalować aplikację Kwarantanna Domowa. Posiadanie apki jest obowiązkowe, znajdę ją w Google Play i App Store. No dobrze, to idę instalować.</p> <div style="text-align:center"> <figure class="image" style="display:inline-block"><img alt="Wyniki wyszukiwania Kwarantanny Domowej w AppGallery" src="/images/2022/02/kawarantanna-domowa-w-huawei-appgallery.jpg" /><lt-highlighter class="lt--mac-os" contenteditable="false" style="display: none;"><lt-div class="lt-highlighter__wrapper" spellcheck="false" style="width: 1857px !important; height: 20px !important; transform: none !important; transform-origin: 928.5px 10px !important; zoom: 1 !important; margin-top: 1204px !important;"><lt-div class="lt-highlighter__scrollElement" style="top: 0px !important; left: 0px !important; width: 1857px !important; height: 20px !important;"><canvas class="lt-highlighter__canvas" height="16" style="display: none; top: 2px !important; left: 1117px !important;" width="32"></canvas></lt-div></lt-div></lt-highlighter> <figcaption data-gramm="false" spellcheck="false"><em>Wyniki wyszukiwania Kwarantanny Domowej w AppGallery (po lewej) i Petal</em></figcaption> </figure> </div> <p>Aktualnie <strong>używam telefonu <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/sprzet/huawei-p50-pro-i-skladany-huawei-p50-pocket-dostepne-w-polsce">Huawei P50 Pro</a></strong> (recenzja niebawem). <strong>Aplikacji Kwarantanna Domowa w AppGallery nie ma</strong>. Dokładnie to wyszukiwarka AppGallery jej nie znajduje, Petal zaś ją widzi, ale prowadzi do pustej strony – przypuszczam, że to wersja niedostępna dla najnowszych telefon&oacute;w bez usług Google. Wyszukiwarka AppGallery nie znajduje też żadnego alternatywnego źr&oacute;dła, ale to akurat dobrze. Jeszcze tego mi brakowało, żebym ściągnęła jakąś „niespodziankę”.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/bezpieczenstwo/uwazaj-na-falszywa-aplikacje-kwarantanna-domowa-wykrada-dane-do-konta-w-banku">Uważaj na fałszywą aplikację Kwarantanna domowa! Wykrada dane do konta w banku</a></p> <p>Okazuje się, że nie tylko nokia 3310 nie pozwala spełnić obowiązku korzystania z aplikacji. Nowiutki telefon ze 5,5 tysiąca złotych r&oacute;wnież nie będzie żadną pomocą w tej sytuacji. Aplikacji nie ma, a to ja będę musiała tłumaczyć całą sytuację w razie kontroli. W tej chwili już bym wolała mieć tę starą Nokię – przynajmniej tłumaczenie się będzie łatwiejsze.</p> <h3><b>Rozwiązanie jest takie proste</b></h3> <p>Huawei sprzedał w Polsce dobry milion telefon&oacute;w z podobną przypadłością, ale to nie przekonało Ministerstwa Zdrowia, by umieścić aplikację Kwarantanna Domowa w AppGallery. Mieli na to rok i 9 miesięcy – <strong>Kwarantanna Domowa jest obowiązkowa od 1 kwietnia 2020, jeśli tylko warunki techniczne na to pozwalają</strong>. Szkoda, że ten czas nie został wykorzystany, by dopracować system.</p> <p>Uderzyło mnie jeszcze coś. <strong>Petal znalazł na APKPure aplikację ProteGO Safe</strong>. Aplikacja ta zbiera mn&oacute;stwo danych o tym, kto z kim i gdzie się spotykał. To kolejna apka, wymagająca szerokiego zakresu uprawnień, kt&oacute;rej lepiej nie pobierać z niezweryfikowanych źr&oacute;deł. </p> <p>Jestem zdania, że <strong>tw&oacute;rcy powinni w tej sytuacji przynajmniej udostępnić APK na stronach rządowych</strong> <strong>z sygnaturą potwierdzającą autentyczność</strong>… o ile naprawdę zależy im na łatwym dostępie do narzędzi. Jeśli nie jest to priorytet, niech przynajmniej nikt nie twierdzi, że Kwarantanna Domowa jest obowiązkowa. Nie może być, jeśli zwyczajnie nie jest dostępna dla sporej części obywateli. Komunikat z Sanepidu jest niepełny, jeśli nie podaje warunk&oacute;w zwalniających z korzystania z tej aplikacji.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/aplikacje/aplikacja-kwarantanna-domowa-codzienne-proby-oszustwa-przez-falszowanie-gps-i-podszywanie-sie">Aplikacja „Kwarantanna domowa”: codzienne pr&oacute;by oszustwa przez fałszowanie GPS i podszywanie się</a></p> <h3><strong>PS. System i tak nie działa</strong></h3> <p>No dobra. Jest, jak jest. Mimo przeciwności postaram się być dobrym obywatelem. Nie lubię, jeśli ktoś ma ze mną pod g&oacute;rkę. Szczęśliwie mogę, bo dzięki swojej wspaniałej pracy mam możliwość skorzystania z telefonu z dostępem do bardziej cywilizowanego sklepu z aplikacjami. Ściągnęłam więc apkę…</p> <p>A guzik! <strong>Aplikację Kwarantanna Domowa należy aktywować kodem z SMS-a</strong>. Podałam ten sam numer telefonu, co przy rejestracji na test. <strong>SMS nigdy do mnie nie dotarł</strong>. Szybkie wyszukiwanie m&oacute;wi, że takich os&oacute;b jest więcej. Znalazłam podobne komentarze wielu os&oacute;b z r&oacute;żnych okres&oacute;w. To po prostu drogi bubel, a ja pewnie nie uniknę kontaktu z infolinią.</p> <p><strong>Według informacji w aplikacji oznacza to, że moje dane są błędne</strong>. Nie, żebym zamierzała gdziekolwiek się ruszać w najbliższych dniach. Żadnych takich! Jednak dobrze by było chociaż wiedzieć, jaki status ma moja kwarantanna i kiedy się skończy.</p> <p>Sprawa wygląda nader interesująco. Czy KPRM nie wzięła pod uwagę telefon&oacute;w Huawei bez usług Google? Bo<strong> nie chce mi się wierzyć, że to Huawei zawinił</strong>. Czego by o AppGallery nie m&oacute;wić, <strong>Huawei bardzo się stara, by było tam wszystko, czego potrzeba polskiemu użytkownikowi</strong>. Tylko co ja mam powiedzieć panu dzielnicowemu, gdy zapyta mnie o aplikację? <strong>Pytania w tej sprawie wysłałam już do przedstawicielstwa Huawei w Polsce, a także do rzecznika Centralnego Ośrodka Informatyki i rzecznika Komendanta Gł&oacute;wnego Policji</strong>. Zaktualizuję tekst, gdy tylko otrzymam odpowiedzi.</p> <h3><strong>Aktualizacja</strong></h3> <p>Od publikacji artykułu minęło 6 godzin. W tym czasie <strong>otrzymałam potwierdzenie od Huawei, że problem istnieje i pracują nad komunikatem, kt&oacute;ry będę mogła przekazać czytelnikom</strong>. Odpowiedział mi także rzecznik Centralnego Ośrodka Informatyki pan Igor Ryciak. Niestety to ślepa uliczka – <strong>COI nie jest deweloperem aplikacji Kwarantanna Domowa</strong>. Domyślam się więc, że tym kanałem żadnych nowych informacji nie zdobędę. To jednak zaskakujące. Policja jeszcze nie odpowiedziała, ale wiem, że moje pytania dotarły do odpowiedniej osoby.</p> <p>Udało mi się uruchomić Kwarantannę Domową, widać moje dane musiały się „uleżeć” przez 20 godzin. <strong>SMS przyszedł, aplikacja go przyjęła, po czym „zawisła” na kolejnym ekranie</strong>. Widzę, że łatwo nie będzie, ale się nie dam.</p> <p>W międzyczasie myszkowałam jeszcze w regulaminach korzystania z Kwarantanny Domowej i znalazłam poniższy zapis, prawdopodobnie niedostosowany do wsp&oacute;łczesnych reali&oacute;w.</p> <p style="text-align:center"><img alt="warunki korzystania z aplikacji kwarantanna domowa" src="/images/2022/02/warunki-korzystania-z-kwarantanna-domowa.jpg" /></p> <p><a href="https://www.gov.pl/web/koronawirus/kwarantanna-domowa-regulamin">Regulamin</a> m&oacute;wi więc jasno, że telefon z dostępem do AppGallery nie zwalnia mnie z obowiązku korzystania z Kwarantanny Domowej. Sytuacja dodatkowo się komplikuje przez EMUI, bo nie ma tam widocznych na pierwszy rzut oka informacji o tym, na kt&oacute;rej wersji Androida aktualnie działa.</p> <p>Wisienką na torcie była awaria internetu w laboratorium, do kt&oacute;rego miałam skierowanie na test. Szkoda, że na skierowaniu nie było informacji, że mogę z nim iść do dowolnego punktu. Niemniej staram się szukać pozytyw&oacute;w: przynajmniej wykręciłam sobie na zapas punkty cardio na rowerze. Teraz mogę siedzieć w domu.</p> <h3><strong>Aktualizacja</strong></h3> <p>Jest już poniedziałek, 7 lutego. W międzyczasie <strong>otrzymałam pozytywny wynik testu i moja kwarantanna domowa przeszła w izolację</strong>, wbrew temu, co pr&oacute;bowali mi wm&oacute;wić kiepscy w pozyskiwaniu informacji komentujący. Aplikacja Kwarantanna domowa zmieniła datę końca mojej kwarantany, a przy okazji znikły z niej dodatkowe opcje, jak zmiana numeru telefonu czy możliwość wezwania pomocy. Trochę szkoda. Miałam też kolejny telefon z Sanepidu, już bez informacji, że aplikacja jest mi do czegokolwiek potrzebna. Mogę za to wypełnić wniosek przez internet i wypożyczyć pulsoksymetr. Wynik testu i data końca izolacji są wypisane czarno na białym w aplikacji IKP.</p> <p>Co ciekawe, bardzo szybko po teście z mojej przychodni POZ zadzwonił kolejny automat z pytaniem, czy chcę się um&oacute;wić na teleporadę ze swoim lekarzem pierwszego kontaktu. Widać tam r&oacute;wnież technika poszła do przodu, a system pilnuje pacjent&oacute;w r&oacute;wnież w sobotnie popołudnia.</p> <p>Huawei wciąż nie ma dla mnie odpowiedzi, dlaczego na P50 Pro nie da się zainstalować aplikacji Kwarantanna domowa. Nie otrzymałam też odpowiedzi od Policji.</p> <lt-toolbar class="lt--mac-os" contenteditable="false" data-lt-force-appearance="light" style="display: none;"><lt-div class="lt-toolbar__wrapper" style="left: 1881px; position: absolute !important; top: 1385px !important; bottom: auto !important; z-index: auto;"><lt-div class="lt-toolbar__premium-icon"></lt-div><lt-div class="lt-toolbar__status-icon lt-toolbar__status-icon-has-errors lt-toolbar__status-icon-has-1-errors" title="LanguageTool – Sprawdzanie pisowni i gramatyki"></lt-div></lt-div></lt-toolbar>https://www.telepolis.pl/wiadomosci/felietony/huawei-kwarantanna-domowa-appgallery-policjaWed, 02 Feb 2022 11:29:00 +0100Zrobiłem zakupy w Neonet i sklep splunął mi w twarzhttps://www.telepolis.pl/tech/felietony/neonet-zakupy-pokemon-legends-arceus<p style="text-align:center"><img alt="Zrobiłem zakupy w Neonet i sklep splunął mi w twarz" src="/images/2022/01/neonet.jpg" /></p> <p><strong>Kilka dni temu zrobiłem zakupy online w sklepie Neonet. Nie mogę powiedzieć, że będę je wspominał dobrze. Poczułem się, jakby sklep splunął mi w twarz.</strong></p><p>Dzisiaj premierę ma gra <strong>Pokemon Legends: Arceus</strong>. Jako miłośnik kieszonkowych stwork&oacute;w i posiadacz Switcha przez długi czas biłem się z myślami, czy nową odsłonę kupić. Ostatecznie w środę (26 stycznia) zdecydowałem, że w nowe Pokemony chcę zagrać.</p> <p>Grę zdecydowałem się kupić w wersji fizycznej, bo w razie czego zawsze można ją sprzedać i odzyskać dużą część kasy. Tym bardziej że gry na Switcha prawie w og&oacute;le nie tanieją, a już na pewno te największe hity, a takim z pewnością będą nowe Pokemony. <strong>Przejrzałem szybko ceny oraz dostępność i zdecydowałem się na zakup w sklepie Neonet.</strong> Znanej, dużej sieci sklep&oacute;w. Byłem pewny, że to jakaś gwarancja. Ależ się myliłem...</p> <h3><strong>Neonet sprzedaje produkt, kt&oacute;rego nie ma</strong></h3> <p>W trakcie zakupu sklep informował, że gra jest dostępna i zostanie wysłana w momencie premiery. Na dow&oacute;d załączam zrzut ekranu z wiadomości e-mail, kt&oacute;rą dostałem zaraz po zakupie:</p> <p style="text-align:center"><img alt="Neonet zamówienie gry Pokemon Legends: Arceus" src="/images/2022/01/neonet-zamowienie.jpg" /></p> <p>Zadowolony czekałem aż gra do mnie dojdzie. Po cichu liczyłem, że wysyłki będą realizowane w czwartek, aby gra w piątek (czyli dzisiaj) trafiła do mnie, ale nie obraziłbym się też, gdybym dostał ją w poniedziałek. Okazało się jednak, że nie dostanę jej w og&oacute;le. <strong>Wczoraj (27 stycznia) po godzinie 22:00 sklep poinformował mnie, że z powodu dużego zainteresowania moje zam&oacute;wienie nie może być zrealizowane...</strong></p> <p><strong>W tej samej wiadomości konsultantka Neonet poinformowała mnie, że czas oczekiwania to co najmniej 6 tygodni.</strong> Tak, 6 tygodni czekania na grę. <strong>W ramach zadośćuczynienia zaproponowano mi... 5% zniżki na kolejną grę.</strong> 5% zniżki, czyli jakieś 10 zł. W tym momencie poczułem się, jakby ktoś splunął mi w twarz.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Neonet anuluje zamówienie" src="/images/2022/01/neonet-wiadomosc.jpg" /></p> <p>Po raz kolejny dochodzi do sytuacji, w kt&oacute;rej sklep sprzedaje towar, kt&oacute;rego fizycznie nie ma. W momencie zakupu byłem jasno i klarownie informowany, że gra zostanie wysłana w dniu premiery. Dobrze wiemy, że to nie pierwszy raz, gdy coś takiego się dzieje. Podobne historie przytrafiały się wielu klientom także innych sklep&oacute;w. To jednak żadne wytłumaczenie. Sytuacja jest karygodna i czas w końcu coś z tym zrobić.</p> <p>Drogie sklepy, po pierwsze, nauczcie się nie sprzedawać rzeczy, kt&oacute;rych nie macie. Po drugie, w ramach przeprosin nie proponujcie 5% zniżki, kt&oacute;ra w praktyce oznacza 10 zł rabatu, bo to zwykła obraza i splunięcie w twarz, o kt&oacute;rym już wspominałem. To nie poprawia sytuacji. Tak naprawdę tylko ją zaognia.</p> <p>Oczywiście zażądałem jak najszybszego anulowania zam&oacute;wienia i zwrotu pieniędzy. <strong>Skontaktowałem się też z rzecznikiem prasowym sklepu Neonet z pytaniem o zaistniałą sytuację. </strong>Gdy otrzymam odpowiedź, to zaktualizuję tekst.</p> <p><strong>[AKTUALIZACJA]</strong></p> <p>Dobra informacja jest chociaż taka, że pieniądze błyskawicznie zostały zwr&oacute;cone na moje konto. Za to należy się uznanie. Nie zmienia to faktu, że mleko się rozlało, a ja nadal nie mam gry, bo jest bardzo trudno dostępna...</p> <p><strong>[AKTUALIZACJA 2]</strong></p> <p>Otrzymałem odpowiedź od rzecznika prasowego sklepu Neonet. Poniżej przytaczam jej część, ponieważ w całości jest zdecydowanie zbyt długa. Najważniejszy fragment to:</p> <blockquote> <p>Niestety nie jest to ani wina ani zła wola firmy, ale wynik tego jak działa rynek, zwłaszcza w ostatnim czasie i tego co dotyka bardzo wielu produkt&oacute;w z gamingu ale i całej elektroniki, np. popularnych smartfon&oacute;w.  Tłumaczę jak to wygląda. </p> <p>1. Producent informuje o dacie premiery produktu X (mniej lub bardzie szczeg&oacute;łowo) i zbiera zam&oacute;wienia z poszczeg&oacute;lnych rynk&oacute;w.<br /> 2. Dystrybutor lokalny na Polskę zbiera zam&oacute;wienia od sprzedawc&oacute;w detalicznych.<br /> 3. My jako Neonet oceniamy produkt, jego potencjał etc i m&oacute;wimy: ok, weźmiemy 1000 szt.<br /> 4. Dystrybutor lokalny zbiera zam&oacute;wienia z całego kraju i m&oacute;wi producentowi: weźmiemy 10 tysięcy sztuk.<br /> 5. Detaliści zaczynają sprzedawać preordery przed dniem premiery. Oczywiście sprzedajemy tylko 1000 sztuk maksymalnie bo tyle zam&oacute;wiliśmy.<br /> 6. Cały rynek czeka na premierę.  </p> <p>Niestety, kiedy w grę wchodzi produkcja faktycznego fizycznie istniejącego przedmiotu (nie dotyczy oczywiście dystrybucji cyfrowej), często w grę wchodzą ograniczenia produkcyjne, logistyczne itd. itp. W związku z tym często dochodzi do cięć zam&oacute;wień. Tu niestety, c&oacute;ż, Polska w większości wypadk&oacute;w nie jest traktowana priorytetowo, najlepszą alokacje dostają rynki kluczowe, jak USA, Japonia, UK, Niemcy… Dystrybutor lokalny dowiaduje się w ostatniej chwili, że dostanie nie 10 tysięcy ale 3… No to musi te 3 tysiące podzielić, więc wysyła po 1/3 tego co zam&oacute;wili detaliści. My jako detalista dowiadujemy się w ostatniej chwili, że dostaniemy 300 a nie 1000 sztuk i nie mamy na to żadnego wpływu. Pozostaje nam obsłużyć pierwszych 300 klient&oacute;w a pozostałych przeprosić, odesłać natychmiast pieniądze i zebrać cięgi… </p> <p>Podobna sytuacja do opisanej powyżej miała miejsce w wypadku gry Pokemon Legends Arceus: dostaliśmy zaledwie 1/3 tego co zam&oacute;wiliśmy. I nie piszę tego po to by zwalić na dystrybutora polskiego. To r&oacute;wnież nie jego wina ani nawet nie wina producenta: zapewniam, że wszyscy z przyjemnością sprzedali by tysiące egzemplarzy więcej. Po prostu: nie ma.</p> </blockquote> <p style="text-align: right;">- napisał Tomek Siedlecki, dyrektor marketingu w Neonet.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/tech/wydarzenia/lidl-kasy-samoobslugowe-problem-opinie">Lidl traktuje Polak&oacute;w jak złodziei. To może spotkać każdego</a><br /> <strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/tech/felietony/windows-11-aktualizacja-jak-wylaczyc-przypomnienia">Windows 11 zaraz wyskoczy z lod&oacute;wki. Tak się nie da żyć</a></p>https://www.telepolis.pl/tech/felietony/neonet-zakupy-pokemon-legends-arceusFri, 28 Jan 2022 09:47:00 +0100Windows 11 zaraz wyskoczy z lodówki. Tak się nie da żyćhttps://www.telepolis.pl/tech/felietony/windows-11-aktualizacja-jak-wylaczyc-przypomnienia<p style="text-align:center"><img alt="Microsoft zachęca do instalacji Windowsa 11" src="/images/2022/01/windows-update-zacheca-do-windowsa-11.jpeg" /></p> <p><strong>Microsoft przypuścił zmasowany atak na użytkownik&oacute;w Windowsa 10, kt&oacute;rzy jeszcze nie odważyli się zainstalować „jedenastki”. Właśnie widziałam komputer, kt&oacute;ry nie pozwalał przez to zasiąść do pracy.</strong></p><p>Dzisiejszy poranek wyglądał nietypowo. On i ona siadają w swoim domowym biurze. Ona włącza Maca i od razu nurkuje w poczcie. On ma spotkanie, na kt&oacute;re się sp&oacute;źni. Dlaczego? Bo <strong>na ekranie jego komputera wyświetlane są slajdy o zaletach Windowsa 11</strong>. To naprawdę się wydarzyło.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/tech/windows/windows-11-nowy-menedzer-zadan-jak-wlaczyc">Windows 11 z ważną nowością. Jak włączyć?</a></p> <h3><strong>Nie chcesz aktualizacji? Zobacz, ile tracisz</strong></h3> <p>Nie powiem, że się tego nie spodziewaliśmy. Pierwsze oznaki nadciągającego kataklizmu były widoczne już poprzedniego dnia w postaci niebieskiego powiadomienia o aktualizacji w obszarze powiadomień. Zwykle te powiadomienia na tym piktogramie nie są niebieskie, więc nowość od razu przyciągnęła uwagę.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Powiadomienie o dostępności aktualizacji" src="/images/2022/01/powiadomienie-o-aktualizacji-windows-11.jpg" /></p> <p>Kliknięcie powiadomienia przenosi oczywiście do Windows Update, gdzie znajduje się zachęta do aktualizacji. Niech sobie tam jest, skoro nie przeszkadza w pracy. Było już p&oacute;źno, więc komputer został wyłączony po owocnym dniu pracy i grania.</p> <p>Rano zaś system zarządził sprawdzanie dysku, co może być zupełnie niezwiązane z aktualizacją… ale nie musi. Widzieliśmy już planowane postarzanie sprzętu i celowo wprowadzane błędy, więc kto wie, czy nie był to zabieg socjotechniczny. Po uruchomieniu się zaś <strong>Windows zaserwował pokaz slajd&oacute;w z nowościami w jedenastce</strong>.</p> <p>Było to o tyle dziwne, że pokazu nie dało się wyłączyć. Był to ten sam spos&oacute;b wyświetlania informacji, co przy pierwszej konfiguracji systemu Windows 10. <strong>Maszyna nie nadawała się do pracy, nie było możliwe nawet zrobienie zrzutu ekranu</strong>, by ten moment uwiecznić. Całość nie trwała długo, ale to wszystko wystarczyło, by sp&oacute;źnić się na spotkanie online.</p> <p>Ze slajd&oacute;w można było dowiedzieć się między innymi, że zostając na dziesiątce, użytkownik straci mn&oacute;stwo nowych funkcji. Wymienione było między innymi nowe zarządzanie okienkami. Oczywiście pojawiły się też ostrzeżenia, że to i tamto może jeszcze nie działać zgodnie z obietnicami i że niekt&oacute;re aplikacje mogą się zachowywać nieprawidłowo.</p> <p>Nie muszę chyba m&oacute;wić, że na komputerze, kt&oacute;ry musi być gotowy do pracy, takie zachęty przekonują jeszcze mniej niż zwykle.</p> <h3><strong>Aktualizację można odłożyć, ale na jak długo?</strong></h3> <p>Ten tekst piszę na przykładzie wersji Pro systemu Windows 10, kt&oacute;ra to pozwala planować aktualizacje i ponowne uruchomienia. Tym bardziej to, co stało się w czwartkowy poranek, nie powinno mieć miejsca. Wersja Pro jest właśnie po to, by można było jej zaufać, że będzie gotowa do pracy. Przynajmniej w teorii, bo czwartkowy poranek pokazał, że bywa r&oacute;żnie.</p> <p>W Windows Update można tę aktualizację odłożyć, klikając „chcę zostać na Windowsie 10”. Myślę, że warto to zrobić, jeśli nie chcesz obudzić się z pokazem slajd&oacute;w na ekranie.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Windows Update, odkładanie aktualizacji" src="/images/2022/01/windows-11-jak-odlozyc-aktualizacje.jpg" /></p> <p>Po kliknięciu, że na razie na tym komputerze zostaje dziesiątka, komunikat znikł. Zastanawia mnie, na jak długo. Doświadczenie podpowiada, że Microsoft nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w kwestii nakłaniania do aktualizacji.</p> <p>Najnowsze informacje m&oacute;wią, że pod koniec 2021 roku Windows 11 działał na mniej niż 10% komputer&oacute;w. Być może zdobywa rynek za wolno i trzeba było wyciągnąć cięższe działa?</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/tech/windows/windows-11-popularnosc">Microsoft ma problem. Nikt nie chce Windowsa 11</a></p> <p>Jeszcze jedno. Po wszystkim w menu wyszukiwania (tym obok Menu Start) pojawiła się jeszcze propozycja instalacji przeglądarki Microsoft Edge. Widocznie wciskanie jednego produktu to za mało na czwartkowy poranek!</p>https://www.telepolis.pl/tech/felietony/windows-11-aktualizacja-jak-wylaczyc-przypomnieniaThu, 27 Jan 2022 13:10:00 +0100Piersi, tokeny i dantejskie sceny. Gamingowe wpadki 2021https://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/najwieksze-gamingowe-wpadki-2021-roku<div class="content-full-width full-width"> <p style="text-align:center"><img alt="Piersi, tokeny i dantejskie sceny. Gamingowe wpadki 2021" class="w-100" src="/images/2021/12/gamingowe-wpadki-2021/gamingowe-wpadki-2021-xyrcone.jpg" /></p> </div> <p><br /> <strong>Do końca 2021 roku zostało już tylko kilka dni. To czas podsumowań. Jak miniony rok wypadł w tak zwanym giereczkowie? Nie obyło się bez kilku większych, mniejszy i katastrofalnych wpadek. Jakie były największe?</strong></p><p>Nie był to łatwy rok. Wszyscy chyba się co do tego zgodzimy i powody takiego stanu rzeczy są oczywiste. W świecie gamingowym też było średnio. Kilka rzeczy na pewno się udało, wiele gier zasługuje na uznanie, ale nie obyło się też bez wpadek.</p> <p>Wybrałem kilka moim zdaniem największych. <strong>To w pełni subiektywny tekst, więc jeśli z czymś się nie zgadzacie lub chcielibyście coś od siebie dodać, to komentarze są do Waszej dyspozycji.</strong> Kolejność jest przypadkowa, chociaż największa gamingowa wpadka 2021 roku jest chyba oczywista, ale o tym za chwilę.</p> <h3><strong>Skandaliczne warunki w Activision Blizzard</strong></h3> <p style="text-align:center"><img alt="Activison Blizzard" src="/images/2021/12/gamingowe-wpadki-2021/1-Activision-Blizzard.jpg" /></p> <p><strong>To tak naprawdę nie jest wpadka 2021 roku, a kilku ostatnich lat. </strong>To, co działo się w Activision Blizzard, jest po każdym względem niedopuszczalne i skandaliczne. Kultura bractwa, jak zostało to określone, to mało powiedziane. Wyobraźcie sobie przełożonego, kt&oacute;ry zabiera na służbowy wyjazd z podwładną akcesoria erotyczne i proponuje jej seks. Nie mamy co do tego pewności, ale oczywiste wydaje się, że był to jeden z powod&oacute;w, kt&oacute;ry doprowadził do jej samob&oacute;jstwa.</p> <p>Co prawda z firmą <a href="https://www.telepolis.pl/rozrywka/gry/blizzard-mccree-overwatch-zmiana-nazwy">pożegnało się wielu kluczowych pracownik&oacute;w</a>, ale reakcja Activision Blizzard i tak nie można określić mianem prawidłowej. Początkowo deweloper i wydawca zaprzeczył wszystkim doniesieniom, określając je mianem przesadzonych. Następnie <a href="https://www.telepolis.pl/rozrywka/wydarzenia/blizzard-utrudnia-sledztwo-znikajace-dokumenty">wynajęto zewnętrzną firmę</a>, kt&oacute;ra rozmawiała z pracownikami i ostrzegała ich, że wszelkie informacje są poufne. To doprowadziło do licznych <a href="https://www.telepolis.pl/rozrywka/wydarzenia-art/activision-blizzard-pracownicy-reaguja-na-oswiadczenie-firmy">protest&oacute;w os&oacute;b zatrudnionych</a> w Activision Blizzard.</p> <p><strong>Jakby tego było mało, z firmą nadal nie pożegnał się jej prezes – Bobby Kotick</strong>. Chociaż domaga się tego wiele os&oacute;b, to ten nadal piastuje swoje stanowisko i twierdzi, że to nie jest odpowiedni moment na odejście. W mojej ocenie trudno wyobrazić sobie lepszy moment skoro sam tuszował sprawę molestowania w jego firmie, a także groził swojej sekretarce, że ją zabije.</p> <p><strong>Dlatego skandal w Activison Blizzard to w mojej ocenie największa wpadka 2021 roku</strong>, chociaż słowo „wpadka” w żadnym stopniu nie oddaje tego, co działo się w tej firmie.</p> <h3><strong>Co z Cyberpunk 2077?</strong></h3> <iframe allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/8X2kIfS6fb8" title="YouTube video player" width="560"></iframe> <p><strong>Pomimo błęd&oacute;w i niedor&oacute;bek uwielbiam Cyberpunk 2077</strong>. Grę przeszedłem w wersji na PC kr&oacute;tko po jej premierze i jestem pewien, że wr&oacute;cę do niej jeszcze kilkukrotnie. Pomimo tego nie mogę przemilczeć sprawy tego, w jakim stanie nadal się ona znajduje. Wiem, że produkcja CD Projekt RED zadebiutowała jeszcze w 2020 roku, ale w tym <a href="https://www.telepolis.pl/rozrywka/gry/cyberpunk-2077-dodatki-dlc-opoznione">mieliśmy dostać dodatki</a>, a nawet w pewnym momencie polska firma <a href="https://www.telepolis.pl/rozrywka/gry/cyberpunk-2077-wiedzmin-3-tryb-multiplayer-cd-projekt-red">przebąkiwała coś o trybie multiplayer</a>.</p> <p><strong>Tymczasem rok po premierze Cyberpunk 2077 może i jest w lepszym stanie, ale nadal daleko grze do doskonałości.</strong> Błędy cały czas się pojawiają, a wiele mechanik jest nadal zbyt uproszczona i ułomna. Sztandarowy przykład to spos&oacute;b działania policji, ale wymienić można też brak systemu metra, kt&oacute;re przecież pojawiało się w trailerze (co ciekawe, metro zostało dodane przez modder&oacute;w). No i nie doczekaliśmy się dużych dodatk&oacute;w. Ta wpadka to pokłosie słabej premiery w roku poprzednim, ale smr&oacute;d ciągnie się za CD Projekt RED aż do dzisiaj.</p> <h3><strong>GTA Trilogy – The Definitive Edition</strong></h3> <p style="text-align:center"><img alt="GTA Trilogy - Definitive Edition" src="/images/2021/12/gamingowe-wpadki-2021/3-GTA-Trilogy-Definitive-Edition.jpg" /></p> <p>Jeśli śledzicie doniesienia gamingowe, to tak naprawdę sam tytuł m&oacute;wi już wszystko. GTA Trilogy – The Definitive Edition miało być prawdziwą ucztą. Wisienką na torcie dla wszystkich fan&oacute;w serii Grand Theft Auto. Nie bez powodu trylogia została określona mianem „edycji ostatecznej”. <strong>Tymczasem gra wyszła w fatalnym stanie.</strong> Zupełnie, jakby nikt jej nie sprawdził przed premierą, a przecież nigdzie się nie spieszyło. Tw&oacute;rcy mogli poczekać nawet kilka miesięcy z dopracowaniem poszczeg&oacute;lnych element&oacute;w.</p> <p>Gra miała poprawić wiele błęd&oacute;w starych wersji GTA. Rzecz w tym, że nie tylko tego nie zrobiła, co dodała kilka nowych. Jakby tego było mało, to dochodzi do tego słaba oprawa graficzna, przez kt&oacute;rą wiele postaci wygląda wręcz komicznie, a także skandaliczna optymalizacja. <strong>Wyobraźcie sobie, że gry sprzed 20 lat nie potrafią utrzymać stabilnych 60 klatek na sekundę na konsolach nowej generacji.</strong> Jasne, grafika została odświeżona, ale nadal nie jest to poziom, z kt&oacute;rym PS5 czy XSX powinny mieć problem.</p> <p>Co zawiodło? Studio Groove Street Games, kt&oacute;re nie poradziło sobie z remasterem GTA Trilogy. <strong>Tw&oacute;rcy podobno bazowali na mobilnych wersjach gry</strong>, zamiast wykorzystać oryginalne produkcje na PC-ty czy konsole. Dodatkowo zdecydowali się przenieść tytuł ze starego silnika RenderWawe na Unreal Engine 4. Chociaż wydawało się to słuszne, to przysporzyło licznych problem&oacute;w. W skr&oacute;cie, GTA Trilogy – The Definitive Edition nie powinno w takim stanie w og&oacute;le trafić do sprzedaży.</p> <h3><strong>Dostępność sprzęt&oacute;w</strong></h3> <p style="text-align:center"><img alt="PlayStation 5" src="/images/2021/12/gamingowe-wpadki-2021/4-PS5.jpg" /></p> <p><strong>Jednym z większych problem&oacute;w 2021 roku, kt&oacute;ry jednocześnie dotknął wiele os&oacute;b, jest bez wątpienia słaba dostępność wielu sprzęt&oacute;w do grania.</strong> Nie chodzi tutaj tylko o karty graficzne, kt&oacute;re może i są w sklepach, ale w mocno zawyżonych cenach, ale także konsole nowej generacji – PlayStation 5, a także (chociaż w mniejszym stopniu w Polsce) Xbox Series X/S. Te pojawiają się w sklepach co jakiś i często w mało opłacalnych zestawach z grami, akcesoriami lub abonamentem PS Plus na 6 czy 12 miesięcy. Ceny są odpowiednio zawyżone, ale tak naprawdę spragnieni gracze nie mają wielkiego wyboru.</p> <p><strong>Co zawiniło?</strong> Z jednej strony to kryzys na rynku układ&oacute;w scalonych, przez co producenci nie są w stanie wyprodukować więcej urządzeń. Po drugie, sam popyt jest ogromny. Zar&oacute;wno sprzedaż kart graficznych, jak i konsol nowej generacji jest bardzo wysoka. W przypadku PS5 mowa nawet o lepszej sprzedaży niż w pierwszym roku życia PS4. Jednak problemy sprawiają, że ani NVIDIA, ani Sony, AMD i Microsoft nie są w stanie zwiększyć produkcji.</p> <p>Co gorsza, <a href="https://www.telepolis.pl/tech/sprzet/dostepnosc-konsol-nowej-generacji-playstation-5-xbox-series-xs-2022">w 2022 roku sytuacja nie zapowiada się na lepszą</a>. Niemal wszyscy eksperci jednym głosem m&oacute;wią, że w drugiej połowie przyszłego roku zobaczymy pierwsze objawy odbicia od dna, ale na prawdziwą poprawę przyjdzie nam poczekać aż do 2023 roku.</p> <h3><strong>Op&oacute;źnienia, op&oacute;źnienia i jeszcze raz op&oacute;źnienia</strong></h3> <iframe allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/EE-4GvjKcfs" title="YouTube video player" width="560"></iframe> <p>Jeśli czekaliście na jakąś grę w 2021 roku, to jest spora szansa, że jej premiera została przełożona. <strong>Minione 12 miesięcy można określić mianem „niekończących się op&oacute;źnień”.</strong> Niekt&oacute;re produkcje ostatecznie trafiły do graczy, chociaż często w nie najlepszym stanie (np. Battlefield 2042), a na inne musimy poczekać do 2022, a czasami nawet 2023 roku.</p> <p><strong>Jakie gry zostały op&oacute;źnione w 2021 roku? </strong>Wymieniać można długo: Diablo 4 i Overwatch 2, chociaż obie nie miały tak naprawdę oficjalnej daty premiery, God of War: Ragnarok, Horizon Forbidden West, Dying Light 2, wspominane już dodatki do Cyberpunk 2077, sam <a href="https://www.telepolis.pl/rozrywka/gry/wiedzmin-3-cyberpunk-2077-next-gen-opoznione">Cyberpunk 2077 i Wiedźmin 3 w wersji na konsole nowej generacji</a>, Hogwarts Legacy, czyli RPG w świecie Harry’ego Pottera, Gotham Knights, Gran Turismo 7, Vampire: The Masquerade - Bloodlines 2, The Lord of the Rings: Gollum i wiele, wiele więcej. Lista jest naprawdę długa.</p> <h3><strong>Tw&oacute;rcy gier zerkają w stronę NFT</strong></h3> <p style="text-align:center"><img alt="NFT w grach" src="/images/2021/12/gamingowe-wpadki-2021/5-NFT.jpg" /></p> <p><strong>Jednym z najgłośniejszych temat&oacute;w 2021 roku było NFT.</strong> Nic dziwnego, że technologię postanowili wykorzystać r&oacute;wnież tw&oacute;rcy gier. Prędzej czy p&oacute;źniej po prostu musiało to nastąpić. Szkoda, że w większości przypadk&oacute;w zrobili to w spos&oacute;b tak nieudolny, że zebrali za to straszne cięgi od społeczności graczy.</p> <p><strong>Najbardziej oberwało się Ubisoftowi, kt&oacute;ry zaprezentował system Quartz, oparty właśnie na NFT.</strong> Wideo na YouTubie zebrało niemal same negatywne oceny, co zmusiło dewelopera i wydawcę do usunięcia materiału. Na ten moment nie wiadomo, co dalej planują Francuzi, ale w zaprezentowanej formie Quartz nie ma racji bytu i jest jedynie skokiem na kasę. Za podobną zagrywkę <a href="https://www.telepolis.pl/rozrywka/gry/stalker-2-nft-metahuman-rezygnacja">oberwało się r&oacute;wnież GSC Game World</a>, czyli tw&oacute;rcom S.T.A.L.K.E.R. 2: Heart of Chernobyl, chociaż oni akurat uzyskane z NFT pieniądze chcieli przekazać na cele charytatywne.</p> <p>To wszystko nie zmienia faktu, że gracze nie chcą NFT w grach, a przynajmniej nie w zaproponowanej do tej formie.</p> <h3><strong>Streamy z basen&oacute;w</strong></h3> <p style="text-align:center"><img alt="Twitch basenowe streamerki" src="/images/2021/12/gamingowe-wpadki-2021/twitch-basenowe-streamerki.jpg" /></p> <p>Jednym z gorętszych temat&oacute;w 2021 roku był Twitch. Chociaż platforma pobiła swoje dotychczasowe rekordy popularności, to najczęściej m&oacute;wiło się o niej w zupełnie innym kontekście. Chodzi o basenowe streamerki, kt&oacute;re w minionych 12 miesiącach niemal zdominowały platformę streamingową.</p> <p><strong>Działalność tego typu streamerek od początku budziła duże zastrzeżenia.</strong> Wiele os&oacute;b zarzucało im, że Twitch to nie miejsce na transmisje o wyraźnym podtekście seksualnym. Tym bardziej przecież, że sama platforma w swoim regulaminie zabrania ubioru, kt&oacute;ry jest zbyt skąpy. Reguła ta nie dotyczy jednak miejsc, w kt&oacute;rych jest to uzasadnione. Dlatego streamerki potrafią na środku salony postawić basen wypełniony wodą, by m&oacute;c wyginać się w strojach, kt&oacute;re dużo więcej odsłaniają, niż zasłaniają.</p> <p>Twitch jednak nie reagował na krytykę społeczności. To dla platformy przecież ogromne źr&oacute;dło zarobk&oacute;w. Z każdego suba, a tych basenowym streamerkom nie brakuje, i z każdej wyświetlonej reklamy serwis zarabia pieniądze. Dlatego ostatecznie <a href="https://www.telepolis.pl/tech/rozrywka/twitch-nowa-kategoria-hot-tubs-pools-beaches">wprowadzono zupełnie nową kategorię</a>, właśnie z myślą o tego typu transmisjach. Było to ostateczne przyznanie, że streamy z basen&oacute;w stają się stałym elementem Twitcha. A szkoda, bo <strong>jednocześnie platforma nie ma problem&oacute;w z banowaniem os&oacute;b, kt&oacute;re przez przypadek pokażą na streamie pośladki czy kawałek piersi.</strong> Jak widać, są r&oacute;wni i r&oacute;wniejsi.</p> <h3><strong>eFootball 2022, czyli jeden wielki dramat</strong></h3> <iframe allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/MCpTQytOjhE" title="YouTube video player" width="560"></iframe> <p>Od wielu lat na rynku gier piłkarskich trwał duopol. O miano najlepszej walczyły ze sobą FIFA oraz Pro Evolution Soccer. Przez długi czas walka była wyr&oacute;wnana, a opinie użytkownik&oacute;w podzielone. Z czasem jednak produkcja EA Sports zaczęła zyskiwać ogromną przewagę, wyrażoną przede wszystkim w liczbie sprzedanych egzemplarzy gry. Nic dziwnego, że Konami postanowiło zmienić sw&oacute;j model biznesowy. <strong>Zapowiedziano nową grę eFootball 2022.</strong></p> <p>Początkowe informacje m&oacute;wiły, że będzie to produkcja free2play, kt&oacute;ra cały czas będzie aktualizowana czy to o nowe tryby, drużyny czy też zawodnik&oacute;w. Szybko okazało się, że <strong>darmowość będzie tylko na papierze</strong>. Bez opłat otrzymaliśmy jedynie dostęp do zwykłych mecz&oacute;w, a wszystkie pozostałe i tak naprawdę najważniejsze tryby udostępniane będą w fomie płatnych DLC. To był pierwszy zgrzyt, jeszcze przed samą premierą gry.</p> <p>P&oacute;źniej nastąpiła nieszczęsna premiera eFootball 2022, czyli drugi i jeszcze większy zgrzyt. Gra okazała się po prostu tragiczna. <strong>Było to nic innego, jak festiwal błęd&oacute;w i niedor&oacute;bek.</strong> Produkcja okazała się praktycznie niegrywalna, nie wspominając już o braku rewolucji, kt&oacute;rą zapowiadali tw&oacute;rcy. Konami ostatecznie przeprosiło i zapowiedziało duży patch, kt&oacute;ry rozwiąże większość problem&oacute;w. Ten był zapowiadany jeszcze na ten rok, ale ostatecznie wyjdzie dopiero na wiosnę 2022 roku.</p> <h3><strong>Oby 2022 był dużo lepszy!</strong></h3> <p><strong>To w mojej ocenie największe wpadki świata gier w 2021 roku.</strong> Oczywiście było tego dużo więcej i wymienić dałoby się jeszcze kilka rzeczy, ale te powyższe szczeg&oacute;lnie wyr&oacute;żniły się w 2021 roku. Jeszcze raz podkreślę, że jest to m&oacute;j całkowicie subiektywny wyb&oacute;r. Jeśli z czymś się nie zgadzacie lub czegoś Waszym zdaniem brakuje, to dajcie znać w komentarzach.</p> <p><strong>Tymczasem życzę Wam, ale też sobie samemu, aby 2022 roku okazał się dla wszystkich graczy dużo lepszy.</strong> Jest na to spora szansa, patrząc, ile gier zostało przełożonych właśnie na przyszły rok. Mam też nadzieję, że chociaż minimalnie poprawi się dostępność kart graficznych i konsol nowej generacji. Wierzę też, że sprawy dyskryminacji, wyzyskiwania i molestowania w gamedevie przestaną być zamiatane pod dywan i branża raz i na zawsze sobie z nimi poradzi. Niech to będzie branża przyjazna dla wszystkich, bo nie zapominajmy, że gry mają być dla nas wszystkich przede wszystkim przyjemnością!</p>https://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/najwieksze-gamingowe-wpadki-2021-rokuSat, 25 Dec 2021 17:03:14 +0100PlayStation 5 ma już rok – i nadal nie warto go kupowaćhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-5-2021-opinie-ocena<div class="content-full-width full-width"><img alt="PlayStation 5 ma już rok – i nadal nie warto go kupować" class="w-100" src="/images/2021/12/playstation-5-felieton/playstation-5-01.jpg" /></div> <p><br /> <strong>PlayStation 5 swoją premierę miało ponad rok temu. Czy konsola spełniła pokładane w niej nadzieje oraz czy warto ją kupić?</strong></p><p>Uwierzycie, że to ponad rok, od kiedy na sklepowe p&oacute;łki trafiło<strong> PlayStation 5</strong>? No dobra, z tymi „sklepowymi p&oacute;łkami” to bywało r&oacute;żnie. Niemniej <strong>nasz premierowy test konsoli pojawił się na portalu niemal r&oacute;wno dwanaście miesięcy temu</strong>.</p> <p><strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/testy-sprzetu/sony-playstation-5-test-recenzja-opinie">Sony PlayStation 5 – nowa generacja konsol pokazuje pazur</a><br /> <strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/tech/sprzet/playstation-5-ps5-konsole-dostepnosc-sklepy" target="_blank">PlayStation 5 odbiera rozum. No sami sp&oacute;jrzcie</a></p> <p>To w sumie dobry moment, żeby do tematu wr&oacute;cić. W końcu przez tych dwanaście miesięcy dużo się wydarzyło, a i sam miałem okazję spędzić z PS5 kilka dodatkowych miesięcy. W jaki spos&oacute;b wpłynęło to na moją ocenę? I czy to już ten moment, kiedy nowa konsola powinna pojawić się w Waszych domach?</p> <p style="text-align:center"><img alt="PlayStation 5 ma już rok – i nadal nie warto go kupować" src="/images/2021/12/playstation-5-felieton/playstation-5-05.jpg" /></p> <p>Dla przypomnienia, kiedy po raz ostatni miałem okazję pisać o PlayStation 5, konsola wywarła na mnie olbrzymie wrażenie – gł&oacute;wnie pozytywne.<strong> W nowej platformie Sony od początku drzemał olbrzymi potencjał i pozostawało wyłącznie pytanie, czy producentowi uda się go skutecznie wykorzystać.</strong></p> <p>I co, udało się?</p> <p><strong>W zasadzie m&oacute;głbym odpowiedzieć „nie” i zamknąć temat. </strong>Byłoby to jednak spłycaniem problemu i rysowałoby nadmiernie ponury obraz. No bo nie oszukujmy się – chyba wszyscy liczyliśmy, że pierwszy rok z PlayStation 5 będzie wyglądał trochę inaczej, ale to nadal świetny sprzęt, kt&oacute;ry ma przed sobą świetlaną przyszłość.</p> <h3><strong>Z grami posucha</strong></h3> <p>Nie da się natomiast ukryć, że <strong>pierwszy rok z PlayStation 5 okazał się rozczarowujący pod jednym istotnym względem: gier</strong>. Nie chodzi mi nawet o to, że nie było w co grać. Ba, tutaj Sony wybrnęło obronną ręką, udostępniając nam całą bazę gier z PlayStation 4 w formie wstecznej kompatybilności. Tyle tylko, że nie do końca na to czekamy, prawda?</p> <p style="text-align:center"><img alt="PlayStation 5 ma już rok – i nadal nie warto go kupować" src="/images/2021/12/playstation-5-felieton/playstation-5-11.jpg" /></p> <p>Żeby nowa generacja rozwinęła skrzydła potrzeba gier robionych pod nową generację, a tych nie ma na razie dużo. <strong>Zresztą nawet wśr&oacute;d produkcji natywnie wydanych na PS5 lwią część stanowią remastery i produkcje multiplatformowe.</strong> Co więcej, nic nie wskazuje na to, żeby miało się to w najbliższym czasie zmienić. Już dziś wiemy, że zaplanowane na przyszły rok exclusive’y Sony ukażą się także na PlayStation 4. To oznacza, że nowy Horizon czy God of War od strony technicznej raczej nie zaoferują nam niczego, czego nie widzielibyśmy w poprzednich odsłonach.  </p> <p>I nie zrozumcie mnie źle – uważam, że to dobra wiadomość.<strong> Jeśli gra nie wymaga dodatkowej mocy obliczeniowej lub specjalnej funkcjonalności, nie ma sensu robić sztucznych barier dla posiadaczy starszej generacji. </strong>Na pewno nie na tym etapie, kiedy PS5 nadal pozostaje towarem deficytowym. Taki Spider-Man: Miles Morales na PS4 to nadal ta sama gra, tylko nie taka ładna. No ale komuś to nie przeszkadza, po co odbierać mu szansę na cieszenie się grą?</p> <h3><strong>I gdzie ten skok generacyjny?</strong></h3> <p>Ale jest też druga strona medalu. <strong>Trudno w końcu m&oacute;wić o skoku generacyjnym, kiedy gry cały czas muszą działać na starym sprzęcie.</strong> Do tego potrzeba tytuł&oacute;w, kt&oacute;re od początku projektowane są tak, by wykorzystać dodatkową moc i funkcjonalność nowej platformy. Takich gier mamy natomiast jak na lekarstwo.</p> <p>Paradoksalnie przez cały czas najlepszym pokazem możliwości nowej konsoli pozostaje demko Astro’s Playroom. Jeśli jeszcze go nie ograliście – polecam z całego serca. Czeka Was jakieś dwie godziny naprawdę przedniej zabawy. Wracając jednak do rzeczy, Astro’s Playroom zademonstrowało, jak w kreatywny spos&oacute;b można wykorzystać możliwości nowego kontrolera, aby wzbogacić rozgrywkę i spotęgować immersję. Być może w ten spos&oacute;b Sony samo sobie postawiło zbyt wysoko poprzeczkę, bo dokładnie tego oczekiwałem po innych exclusive’ach na PS5. A co dostałem?</p> <p style="text-align:center"><img alt="PlayStation 5 ma już rok – i nadal nie warto go kupować" src="/images/2021/12/playstation-5-felieton/astros-playroom.jpg" /></p> <p>Przede wszystkim dostałem niewiele, ponieważ z gier na wyłączność na nową konsolę udało mi się ograć wyłącznie Demon’s Souls, Ratchet & Clank: Rift Apart oraz Returnal. Każdy z tych tytuł&oacute;w robi wrażenie pod względem graficznym (szczeg&oacute;lnie Demon’s Souls), ale <strong>żaden nie pokazał mi nic, czego nie widziałbym na PS4</strong>.</p> <p>Tak, nawet Ratchet & Clank. Co prawda gra sama w sobie jest fenomenalna i doskonale się przy niej bawiłem, ale mechanika podr&oacute;ży między wymiarami nie jest czymś, czego jako gracz bym już wcześniej nie widział. Nie chcę się tutaj cofać do czas&oacute;w Legacy of Kain: Soul Reaver z PSX, ale wcale nie muszę – wystarczy wspomnieć o Titanfall 2 i Dishonored 2. W jednym i drugim tytule znajdziemy misje, w kt&oacute;rych przyjdzie nam płynnie przeskakiwać między dwiema alternatywnymi wersjami tego samego poziomu. </p> <p>Oczywiście w wymienionych przykładach efekt ten uzyskano zupełnie innymi metodami, niż w najnowszym Ratchet’cie. Ale wiecie co? <strong>Jako gracza nie interesuje mnie, co się dzieje za kulisami. </strong>Interesuje mnie efekt końcowy, a ten sam w sobie szczeg&oacute;lnie rewolucyjny nie jest.</p> <h3><strong>Wsteczna kompatybilność, remastery i masa zamieszania</strong></h3> <p>O wiele większe wrażenie zrobił na mnie fakt, że <strong>PlayStation 5 w końcu pozwoliło mi ograć wiele gier z mojej biblioteki na PS4 w 60 FPS</strong>, a często nawet wyższej rozdzielczości. Szkoda tylko, że i tutaj polityka Sony pozostawia wiele do życzenia. W czasach, kiedy Microsoft wychodzi graczom naprzeciw na każdym kroku, rozdając premierowe tytuły p&oacute;łdarmo, Japończycy nie widzą problemu, by żądać od graczy wyższej ceny za grę w wersji na PS5.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="PlayStation 5 ma już rok – i nadal nie warto go kupować" class="w-100" src="/images/2021/12/playstation-5-felieton/playstation-5-03.jpg" /></div> <p><br /> Ba, mało tego!<strong> Dla części tytuł&oacute;w jedyną opcją upgrade’u z wersji PS4 na PS5 było kupno drugi raz tego samego tytułu</strong> – w pełnej cenie rzecz jasna. Dopiero oburzenie graczy i medi&oacute;w sprawiło, że Sony poszło po rozum do głowy i udostępniło taką opcję w sklepie – z tym że oczywiście dodatkowo płatną. „For the players.”</p> <h3><strong>Obietnice spełnione i niespełnione</strong></h3> <p>Nie jest to zresztą jedyna rzecz, gdzie Sony zawiodło. Oszukani mogą się czuć także gracze, kt&oacute;rzy specjalnie z myślą o PS5 kupili nowe telewizory z<strong> HDMI 2.1</strong> i <strong>VRR</strong>, podczas gdy te rok od premiery nadal nie są dostępne. To poważne przeoczenie, tym bardziej, że przed premierą nowej generacji była to jedna z mocniej wyczekiwanych funkcji. O tym, że na Xbox Series X działa bez problemu chyba nawet nie ma sensu wspominać.</p> <p>Ale to nie znaczy, że Japończycy nie dodają funkcji, kt&oacute;re obiecali przed premierą. Opcja montażu dysku SSD? Musieliśmy czekać na nią grubo ponad p&oacute;ł roku, ale jest i działa. <strong>Nawet nieczytelne menu systemowe doczekało się lekkich szlif&oacute;w i dziś korzysta się z niego dużo wygodniej.</strong> Nie idealnie, tym bardziej że nadal brakuje takich podstaw jak obsługa katalog&oacute;w, ale idzie to wszystko w dobrą stronę.</p> <p style="text-align:center"><img alt="PlayStation 5 ma już rok – i nadal nie warto go kupować" src="/images/2021/12/playstation-5-felieton/playstation-5-08.jpg" /></p> <p>Szkoda, że nie wszystko da się tak łatwo poprawić i cały czas jesteśmy skazani na ten sam brzydki, niepraktyczny design konsoli. W zasadzie w tym temacie powiedziane było już chyba wszystko, więc nie będę się rozpisywał. Tym bardziej, że w innym przypadku musiałbym zacytować wiązankę, kt&oacute;ra ciśnie mi się na usta, ile razy muszę przesunąć konsolę, a przed Świętami jednak nie wypada.<strong> Do dziś nie mogę uwierzyć, że ktoś tę idiotyczną plastikową podstawkę uznał za dobry pomysł.</strong></p> <h3><strong>Kiedyś będzie dobrze</strong></h3> <p>No dobra, to wiadro pomyj wylane. Wspomniałem jednak we wstępie, że sprowadzanie pierwszego roku PS5 do jednej wielkiej porażki byłoby trochę krzywdzące i nadal to podtrzymuję. To nadal bardzo fajna konsola.<strong> Korzysta mi się z niej bardzo przyjemnie i bynajmniej nie planuję po dobroci wracać do grania na PS4, bo mimo wszystko byłby to duży krok wstecz.</strong></p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="PlayStation 5 ma już rok – i nadal nie warto go kupować" class="w-100" src="/images/2021/12/playstation-5-felieton/playstation-5-00.jpg" /></div> <p><br /> Ale czy polecam komukolwiek jej zakup? Czy uważam, że warto polować na dostawy i przepłacać po kilkaset złotych dla tych kilku gier, w kt&oacute;re nie zagramy na PlayStation 4? Ani trochę. <strong>Minie jeszcze kilka miesięcy, zanim taki zakup zacznie mieć sens, a w międzyczasie na czekaniu można co najwyżej zyskać.</strong></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-5-2021-opinie-ocenaSat, 25 Dec 2021 09:33:18 +0100Chrzanić dostawy. Mam GeForce’a RTX 3080 za pięć stówekhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/nvidia-geforce-now-rtx-3080-opinie-test-recenzja<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/12/geforce-now-rtx-3080/GeForce-NOW-RTX-3080-opinie.jpg" /></div> <p><br /> <strong>NVIDIA uruchomiła pakiet RTX 3080 w usłudze GeForce Now. Testowałem go przez kilka ostatnich dni i jest naprawdę dobrze.</strong></p><p><strong>Jako przykładny PC Master Race przez długi czas byłem hejterem grania w chmurze</strong>. Nie ma co tego ukrywać. Wychodziłem z założenia, że żadna tego typu usługa nie będzie w stanie zastąpić mi natywnie uruchomionej gry czy to na komputerze, czy nawet konsoli.</p> <p>Z kolei granie na smartfonie, kt&oacute;re GeForce NOW też umożliwia, nawet jeśli w gry z PC-t&oacute;w, uważałem za nieszczeg&oacute;lnie wygodne. Może i odpalenie Wiedźmina czy Cyberpunka na telefonie brzmi zachęcająco, to jednak jest po prostu gorsze od porządnego, dużego ekranu. </p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/poradniki/jaki-komputer-do-gier-polecane-zestawy-grudzien-2021">Jaki komputer do gier? Polecane zestawy na grudzień 2021</a></p> <p><strong>Sytuacja zmieniła się, gdy kilkukrotnie już miałem okazję korzystać z GeForce NOW przy okazji pisania czy to por&oacute;wnań, test&oacute;w czy też wszelkiej maści artykuł&oacute;w na ten temat.</strong> Nie będę ukrywał, że moje podejście do grania w chmurze mocno się zmieniło. Byłem przekonany, że to technologia odległej przyszłości, a tymczasem już dzisiaj NVIDIA ma w tej kwestii sporo do zaoferowania. Tym bardziej ucieszyłem się na informację o wprowadzeniu nowego, lepszego pakietu, dzięki kt&oacute;remu usługa ma prezentować się jeszcze lepiej.</p> <h3><strong>GeForce NOW RTX 3080, czyli co?</strong></h3> <p>Jakiś czas temu NVIDIA zapowiedziała uruchomienie nowego, najwyższego pakietu w usłudze grania w chmurze, czyli GeForce NOW. <strong>Wariant RTX 3080 kosztuje 490 zł za p&oacute;ł roku, co daje około 82 zł za każdy miesiąc.</strong> Nie ma co ukrywać, że nie jest to kwota niska. Tym bardziej że usługa Zielonych nie oferuje żadnych gier. Te trzeba mieć swoje na Steamie, GOG, Ubisoft Connect, Origin lub Epic Games Store. Co więcej, nie da się grać we wszystko, ale na liście znajduje się już grubo ponad 1000 tytuł&oacute;w, więc jest z czego wybierać.</p> <p style="text-align:center"><img alt="GeForce Now RTX 3080 opinie" src="/images/2021/12/geforce-now-rtx-3080/GeForce-NOW-RTX-3080.jpg" /></p> <p><strong>W pakiecie RTX 3080 NVIDIA obiecała przede wszystkim lepszą jakość.</strong> Na komputerach i kompatybilnych smartfonach możemy już grać w QHD (2560 × 1440 pikseli) z płynnością 120 klatek na sekundę, a na urządzeniach z serii Shield nawet w 4K Ultra HD (3840 × 2160), ale już tylko w 60 klatkach. Jednak lepsza płynność i wyższa rozdzielczość to zaledwie początek. W najwyższym pakiecie mamy też RTX (Ray Tracing), 8-godzinne sesje czy też niższe op&oacute;źnienia, dzięki lepszym serwerom. Tyle w teorii, a co z praktyką?</p> <h3><strong>Co z połączeniem?</strong></h3> <p>No dobrze, ale jak to działa? Od kilku dni miałem okazję przedpremierowo testować możliwości GeForce NOW w wersji RTX 3080. W tym czasie odpaliłem kilka gier zar&oacute;wno na komputerze z podłączonym szybkim Internetem przewodowym, jak i na smartfonie z połączeniem za pomocą WiFi. Pierwszy wniosek jest prosty – jeśli chcecie w pełni korzystać z możliwości nowego pakietu, to jeszcze większą rolę odgrywa rodzaj i stabilność połączenia.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/poradniki/laptop-dla-gracza-do-5000-zl-polecane-modele-listopad-2021">Laptop gamingowy do 5000 zł – TOP 5 na listopad 2021</a></p> <p>Zacznijmy od komputera. Na co dzień korzystam z usług jednego z największych w Polsce dostawc&oacute;w. Mam Internet 400/40, więc nie narzekam na prędkość pobierania oraz wysyłania danych. GeForce NOW też nie miało praktycznie żadnych problem&oacute;w na moim PC. Raz jeden jedyny zerwało mi połączenie i do tej pory nie wiem, po kt&oacute;rej stronie leżał problem. Poza tym kilka godzin korzystania z usługi nie wiązało się z większymi niedogodnościami. </p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/12/geforce-now-rtx-3080/geforce-now-rtx-3080-gra.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Nieco gorzej sytuacja wygląda w przypadku WiFi.</strong> Owszem, połączenie jak najbardziej było możliwe i w miarę stabilne, ale tylko pod warunkiem korzystania z pasma 5,0 GHz. Nie mogę jednak nie wspomnieć o występujących co jakiś czas mikroprzycięciach. Nie wynikały one ze słabego zasięgu, ponieważ siedziałem dosłownie p&oacute;ł metra od routera. To jeden z problem&oacute;w, z kt&oacute;rym granie w chmurze na razie sobie nie radzi.</p> <p>Na kablu jest w porządku, ale połączenie bezprzewodowe wciąż jest zbyt wolne i mało stabilne. Co ważne, korzystam z połączenia WiFi 5 (802.11ac), więc jest jeszcze pole do poprawy. Być może na WiFi 6 jest lepiej. Natomiast jeśli Wasz router rozsyła tylko na paśmie 2,4 GHz, to potencjalnych problem&oacute;w może być więcej. </p> <h3><strong>Jak się grało?</strong></h3> <p><strong>Ale najważniejsze pytanie brzmi – jak się gra?</strong> Czy chmura GeForce NOW może dzisiaj z powodzeniem zastąpić komputer? Przecież wszyscy wiemy, jaka jest sytuacja z kartami graficznymi i jak trudne oraz kosztowne jest dzisiaj złożenie sensownego PC-ta. Z jednym z ostatnich tekst&oacute;w wysnułem wręcz teorię, że cały ten kryzys nie tylko zwiększy popularność tego typu usług, ale wpłynie też na ich szybszy rozw&oacute;j.</p> <p><strong>Po testach wersji RTX 3080 mogę Wam powiedzieć, że już dzisiaj wystarczy komputer ze zintegrowaną grafiką i szybkim Internetem, aby grać w Cyberpunk 2077 w rozdzielczości QHD, włączonym RTX i wysokimi detalami.</strong> O ile już wcześniej GeForce NOW mnie pozytywnie zaskoczyło, tak teraz zachwyciło. Naprawdę pr&oacute;bowałem dostrzec jakieś op&oacute;źnienia w grze. Chwilę po graniu przez chmurę włączałem gry na swoim komputerze i nie widzę żadnej r&oacute;żnicy. M&oacute;wię poważnie. Komunikacja z serwerem jest na tyle szybka, że dana produkcja działała tak, jakby była natywnie uruchomiona na danym urządzeniu.</p> <p style="text-align:center"><img alt="GeForce NOW RTX 3080 - najlepsze ustawienia" src="/images/2021/12/geforce-now-rtx-3080/geforce-now-rtx-3080-ustawienia.jpg" /></p> <p><strong>Rozdzielczość QHD w połączeniu z Ray Tracingiem (tam, gdzie jest on dostępny) i płynnością 120 klatek na sekundę sprawiają, że gry też dobrze wyglądają.</strong> Nie będę jednak mydlił Wam oczu. R&oacute;żnice w por&oacute;wnaniu z grą włączoną na komputerze są widocznie. Nie są one wielkie. Nadal taki Cyberpunk 2077 jest ucztą dla oczu, ale minimalnie mniejszą niż normalnie. To jednak żadne zaskoczenie, bo przecież obraz jest streamowanmy na dane urządzenie. Nawet najlepsza kompresja wiąże się z minimalną nawet utratą jakości.</p> <p>Dużo w tej kwestii może pom&oacute;c odpowiednie ustawienie jakości w aplikacji GeForce NOW. Ze swojej strony polecam ustawienia niestandardowe z maksymalnym transferem. Co prawda godzina grania to wtedy aż 15 GB danych, ale przy Internecie stacjonarnym nie ma to żadnego znaczenia. Wtedy gry wyglądają najładniej.</p> <h3><strong>Podsumowanie</strong></h3> <p><strong>GeForce NOW to bez wątpienia krok w bardzo dobrym kierunku. </strong>Jeśli macie już dużą bibliotekę gier, ale Wasz komputer nie pozwala cieszyć się najnowszymi grami w wysokiej jakości, to jest to propozycja idealna. Kupno nowego PC-ta jest bardzo kosztowne, a tutaj za 490 zł macie spok&oacute;j na p&oacute;ł roku. Może się wydawać, że to dużo, ale tak naprawdę wychodzi 980 zł rocznie. Czy to rzeczywiście tak wielki wydatek?</p> <p>Po 5 latach robi się z tego 4900 zł. <strong>PC za taką kwotę nie pozwoli na granie w QHD z włączonym RTX i trzeba go będzie wymienić szybciej, niż po 5 latach, więc rachunek jest raczej na korzyść chmury.</strong> A nawet jeśli wolicie desktopa, ale przez ceny kart graficznych nie jesteście w stanie go kupić, to GeForce NOW możecie potraktować jako formę przeczekania czy to na p&oacute;ł, czy też cały rok, aż ceny się poprawią.</p> <p><strong>Nadal jednak jest pole do poprawy w kontekście grania na smartfonie. </strong>Nie obejdzie się bez szybkiego połączenia po WiFi na paśmie 5,0 GHz i odpowiedniego kontrolera. Na szczęście kompatybilne są między innymi pady od Xbox One i Xbox Series X/S, więc nie jest to wielki problem. Jest też sporo modeli dedykowanych specjalnie do smartfon&oacute;w, jak Razer Kishi.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/testy-sprzetu/aoc-agon-ag274qxm-opinie-test-recenzja-miniled">Czy to monitor ostateczny? Testujemy model AOC mini-LED dla graczy</a><br /> <strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/testy-sprzetu/palit-geforce-rtx-3070-jetstream-oc-test-opinie">Palit GeForce RTX 3070 JetStream OC – test mocnej karty graficznej</a></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/nvidia-geforce-now-rtx-3080-opinie-test-recenzjaThu, 02 Dec 2021 15:00:52 +0100Marvel's Guardians of the Galaxy - nie zabierajcie nam takich gierhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/marvel-s-guardians-of-the-galaxy-opinie-recenzja-czy-warto<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/11/marvels-gotg/Marvels-Guardians-of-the-Galaxy-2.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Marvel&#39;s Guardians of the Galaxy to piękna, imponująca gra w filmowym stylu. Boję się jednak, że takich jest coraz mniej.</strong></p><h3><strong>Czy wszyscy dookoła zwariowali?</strong></h3> <p>Paulo Coelho w jednej ze swoich książek przytoczył ciekawą przypowieść. W niej zły czarnoksiężnik postanowił zniszczyć kr&oacute;lestwo. W tym celu wlewa do studni magiczny płyn. Każdy, kto napije się z niej wody, staje się szalony. Wkr&oacute;tce choroba dotyka wszystkich mieszkańc&oacute;w, poza rodziną kr&oacute;lewską, kt&oacute;ra ma swoją własną, prywatną studnię. Nawet kr&oacute;lewskie wojsko opanowuje szaleńcza choroba, przez co ci nie wykonują rozkaz&oacute;w swojego monarchy.</p> <p>Władca długo się broni, ale w końcu szaleni mieszkańcy dostrzegają, że ich kr&oacute;l zachowuje się zupełnie inaczej niż oni i zaczynają postrzegać go jako wariata. Dochodzi do protest&oacute;w pod pałacem, kt&oacute;re mają nakłonić monarchę do abdykacji. Widząc, co się dzieje, kr&oacute;lowa namawia swojego ukochanego, aby sami napili się zatrutej wody i stali się tacy sami, jak ich podwładni. Ostatecznie władca decyduje się na taki krok.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Marvel's Guardians of the Galaxy - recenzja" src="/images/2021/11/marvels-gotg/Marvels-Guardians-of-the-Galaxy-1.jpg" /></p> <p>Gdy jego umysł zostaje opanowany przez szaleństwo, mieszkańcy kr&oacute;lestwa dostrzegają jego mądrość i postanawiają zachować go na tronie. W końcu stał się taki sam, jak oni, czyli w ich postrzeganiu całkowicie normalny. Spok&oacute;j ponownie zapanował w kr&oacute;lestwie i to pomimo tego, że jego mieszkańcy zachowywali się zupełnie inaczej niż obywatele ościennych kraj&oacute;w.</p> <h3><strong>Rynek gier to rynek multiplayer</strong></h3> <p><strong>Czemu o tym piszę w kontekście gry, jaką jest Marvel&#39;s Guardians of the Galaxy?</strong> Ponieważ czuję się, jak ten kr&oacute;l, zanim jeszcze napił się ze studni i stał się r&oacute;wnie szalony, jak otaczające go osoby. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o żadną władzę, a aktualne trendy na rynku gier. Wychowałem się w latach 90., kiedy to nie miałem dostępu do Internetu, a gry nie były nastawione na rozgrywkę multiplayer. Liczyła się ciekawa fabuła, kt&oacute;ra pozwalała wczuć się w bohater&oacute;w. Dzisiaj coraz bardziej za tym tęsknie i mam wrażenie, że jestem w tym odosobniony. Z mojej perspektywy świat zwariował, chociaż dla młodszych graczy to pewnie ja jestem wariatem.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/11/marvels-gotg/Marvels-Guardians-of-the-Galaxy-8.jpg" /></div> <p><br /> Taką grą jest Marvel&#39;s Guardians of the Galaxy. <strong>Pierwotnie miała to być recenzja produkcji Eidos Montreal, ale spędzone w niej godziny skłoniły mnie do pewnej refleksji.</strong> Powiedzcie mi uczciwie — ile gier dla pojedynczego gracza, kt&oacute;re zadebiutowały w 2021 roku, jesteście w stanie wymienić z pamięci? Ja co najwyżej kilka, z czego duża część to remastery i remaki. Gdyby te odrzucić, to pozostają między innymi Resident Evil: Village, Psychonauts 2, Deathloop, Returnal czy Far Cry 6. Na pewno o kilku zapomniałem, ale z pewnością nie był to rok obfitujący w gry dla pojedynczego gracza. Jak na 11 miesięcy, to z pewnością nie ma ich wiele.</p> <p>Nie dziwi mnie to. Nawet patrząc po swoich znajomych, widzę, że dzisiaj więcej czasu spędzają w grach nastawionych na rozgrywkę sieciową. To między innymi CS:GO, FIFA, NBA 2K, League of Legends, Valorant czy World of Tanks. Niekt&oacute;rzy praktycznie w og&oacute;le nie dotykają tytuł&oacute;w dla pojedynczego gracza. Zresztą najgłośniejsze dzisiaj gry, to opr&oacute;cz tych już wymienionych między innymi: Fortnite, CoD: Warzone, Dota 2 czy PUBG. <strong>Wystarczy przecież spojrzeć na listę aktualnie najpopularniejszych gier na Steamie, bowiem nie ma na niej żadnej produkcji singlowej:</strong></p> <p style="text-align:center"><img alt="Najpopularniejsze gry na Steam" src="/images/2021/11/najpopularniejsze-gry-na-steam.jpg" /></p> <p>Rozumiem to. Gry multiplayer pozwalają zarabiać na mikropłatnościach, kt&oacute;re są coraz popularniejsze, czego dowodem są zarobki z gier mobilnych, kt&oacute;re przewyższają rynek gier konsolowych i komputerowych razem wzięte. Poza tym cechują się dłuższą żywotnością i pozwalają bawić się wsp&oacute;lnie ze znajomymi. Rozumiem to. Nie rozumiem jednak, czemu niekt&oacute;rzy starają się nas przekonywać, że gry single-player nie mają przyszłości. Marvel&#39;s Guardians of the Galaxy jest kolejnym dowodem, że fabuła wciąż jest w cenie. </p> <h3><strong>Marvel&#39;s Guardians of the Galaxy to piękna przygoda</strong></h3> <p><strong>Spędziłem kilka godzin w grze Marvel&#39;s Guardians of the Galaxy, kt&oacute;ra jest dla mnie przykładem, że gry dla pojedynczego gracza nie tylko nie powinny umierać, ale wręcz powinny mieć się coraz lepiej. </strong>To przede wszystkim produkcja ze wszech miar filmowa. Skupia się nie tylko na samej rozgrywce, ale także bohaterach, ich historiach i budowaniu między nimi relacji. Walka też nie jest standardowa, bowiem rozbija się o odpowiednie wykorzystywanie umiejętności heros&oacute;w i wsp&oacute;łpracę między nimi. Wprowadza to dużo świeżości i jest miłym odświeżeniem dla trochę zardzewiałego rynku.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Marvel's Guardians of the Galaxy - recenzja" src="/images/2021/11/marvels-gotg/Marvels-Guardians-of-the-Galaxy-9.jpg" /></p> <p><strong>Marvel&#39;s Guardians of the Galaxy określiłbym wręcz mianem interaktywnego filmu. </strong>Jeśli podobała Wam się ekranizacja w wykonaniu Disneya z Chrisem Prattem, Zoe Saldana i Davem Bautistą w rolach gł&oacute;wnych, to spodoba Wam się też ta gra. Poziom humoru jest podobny. Nie będę Was oszukiwał — ten jest przaśny i specyficzny, ale kilkukrotnie zaśmiejecie się z dialog&oacute;w między bohaterami. Te zresztą odgrywają dużą rolę. Nawet w trakcie zwykłego zwiedzania kolejnych lokacji ci bez przerwy ze sobą dyskutują, kł&oacute;cąc się i przekomarzają. Jako ich lider czasami musimy stanąć po kt&oacute;reś stronie lub starać się uspokoić sytuację. To ciekawe urozmaicenie, bowiem nawet gdy nic się nie dzieje, to cały czas coś się dzieje.</p> <p>Marvel&#39;s Guardians of the Galaxy to typowy kanapowiec. <strong>To idealna gra, aby po ciężkim dniu pracy usiąść z ulubionym napojem i padem w ręku i oddać się tak długiej rozgrywce, jak nam akurat odpowiada. </strong>Chcesz pograć 20 minut? Nie ma problemu. Masz czas na 3 godziny? Nie ma sprawy. W ich czasie nie musisz się martwić o kompan&oacute;w, kt&oacute;rych dobierze Ci do drużyny, wyzwiska na czacie i stresować rywalizacją z innymi osobami. Przez ten czas jesteś Ty i gra. Stajesz się członkiem kosmicznych superbohater&oacute;w i razem z nimi bierzesz udział w szalonych przygodach. Nie denerwują Cię też mikropłatności, bowiem tych w grze nie ma, a ewentualne stroje dla członk&oacute;w grupy znajdujesz w trakcie samej gry. Drobiazg, ale jakże cieszy.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/11/marvels-gotg/Marvels-Guardians-of-the-Galaxy-7.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Nie jestem przeciwnikiem gier multiplayer.</strong> Sam w nie gram. Boję się jednak, że rynek systematycznie zmierza w kierunku, kt&oacute;ry nie do końca mi odpowiada. Chociaż wciąż m&oacute;wi się, jak rewelacyjne są God of War, Marvel&#39;s Spider-Man czy The Last of Us, to jednocześnie mam wrażenie, że coraz mniej tego typu gier trafia na sklepowe p&oacute;łki. Może trochę przesadzam. Niemal na pewno jestem boomerem, kt&oacute;ry nie rozumie młodszych graczy. Nie zmienia to faktu, że chciałbym więcej gier takich, jak Marvel&#39;s Guardians of the Galaxy. Dlatego proszę, nie zabierajcie nam gier single-player. Nie każcie nam też na nie czekać miesiącami, gdy kolejne produkcje sieciowe wychodzą szybciej, niż rosną ceny kart graficznych.</p> <p>W gwoli ścisłości nadmienię, że grę Marvel&#39;s Guardians of the Galaxy otrzymałem od polskiego wydawcy — firmy Cenega. Nie miał on jednak żadnego wpływu na powyższy tekst (trudno nazwać to recenzją, prawda?). Po tych wszystkich rozważaniach mogę jeszcze dodać, że <strong>produkcja Eidos Montreal zasługuje na solidne 8/10! </strong>Ma kilka wad, ale to przede wszystkim świetna przygoda, kt&oacute;ra wciąga na te kilka-kilkanaście godzin. Jeśli uwielbiacie filmy Marvela, to na pewno nie będziecie zawiedzeni.</p> <p>[GALERIA:7395]</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/marvel-s-guardians-of-the-galaxy-opinie-recenzja-czy-wartoMon, 15 Nov 2021 13:55:23 +0100Apple właśnie ustawił całą branżę. Kawałkiem szmatyhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/apple-iphone-chusteczka-sciereczka-szmatka<p><img alt="Apple koncertowo zagrał branży na nosie. Nie po raz pierwszy" src="/images/2021/10/apple-to-geniusze-marketingu.jpg" /></p> <p><b>Apple robi sobie, co chce i jak chce. Branża tańczy tak, jak jej zagrają. </b></p><p>Apple wypuścił chusteczkę do czyszczenia swych urządzeń, w cenie 19 dol. – zrywają boki dziennikarze i internauci z całego świata, i to na szeroką skalę. Mniej lub bardziej ironiczne teksty znajdziemy nawet w tak prestiżowych tytułach jak New York Times czy Bloomberg, a sama szmatka stała się bohaterką niezliczonej liczby mem&oacute;w i doczekała nawet kilku nieoficjalnych fanpage&#39;y. Istny szał.</p> <p>Sceptycy krzyczą, że pazerność firmy z Cupertino sięgnęła niniejszym apogeum, złośliwcy – wbijają szpilę jej miłośnikom, że ci są w stanie wbić zęby w ścianę oby kupić coś z ukochanym logo. Są też domorośli analitycy, starający się bronić ceny kunsztem inżynierii materiałowej, i saga trwa.</p> <p>No właśnie – trwa, a to woda na młyn dla Apple&#39;a, kt&oacute;ry raz jeszcze może być języczkiem u wagi i pokazuje zarazem, jak robić <strong>marketing wirusowy</strong>. Dziwne tylko, że branża wciąż się na to łapie. Ale do rzeczy.</p> <h3><strong>Rybka połknęła haczyk</strong></h3> <p>O tym, że ceny i-akcesori&oacute;w są przesadzone, delikatnie m&oacute;wiąc, nikogo uświadamiać nie trzeba. Wystarczy spojrzeć na sk&oacute;rzane wsuwki, dumnie zwane portfelami MagSafe, za kt&oacute;re amerykański producent lekką ręką kasuje po trzy st&oacute;wy. Niemniej przez lata zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić i kolejne wyskoki pokroju breloczk&oacute;w do AirTaga nie robią na nikim wrażenia. Trzeba więc dorzucić do pieca.</p> <p>Pamiętacie jeszcze ubiegłoroczne zamieszanie wok&oacute;ł horrendalnie drogiej podstawy do monitora 6K Pro Display XDR? Albo analogiczną akcję z k&oacute;łkami Maca Pro? Można to podsumować tylko w jeden spos&oacute;b: <strong>Apple to geniusze marketingu</strong>.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Apple koncertowo zagrał branży na nosie. Nie po raz pierwszy" src="/images/2021/10/apple-sciereczka.jpg" /></p> <p>Zwr&oacute;ćcie uwagę, że <em>przypadkiem</em> absurdalnie drogie akcesoria zawsze zbiegają się w czasie z dużą premierą w segmencie profesjonalnym. Tak było z podstawą i k&oacute;łkami i tak jest teraz z chusteczką. Tym razem wydaną obok nowych MacBook&oacute;w Pro. Notebook&oacute;w, kt&oacute;re wzorem monitora 6K Pro Display XDR i komputer&oacute;w Mac Pro ciężko zakorzenić w <strong>świadomości masowego odbiorcy</strong>. Chyba że rzuci się mu przynętę.</p> <p>Rybka haczyk połknęła i zamiast wydawać miliony dolar&oacute;w na kampanię reklamową, firma prowadzona przez Tima Cooka może cieszyć się <strong>darmowym lokowaniem</strong> w niemalże każdym tytule prasowym świata zachodniego. Po raz kolejny.</p> <h3><strong>Gruby hajs na stole</strong></h3> <p>Nie, miliony to żadna przesada. Żebym nie był gołosłowny, w sieci można znaleźć na przykład cennik reklamowy NYT na 2019 rok. Koszt reklamy startuje od kilku tysięcy dolar&oacute;w za lakoniczną notkę, by sięgnąć <strong>ponad 100 tys. dol. za obszerne treści </strong>ulokowane w najbardziej obleganych sekcjach. W mniej prestiżowych tytułach stawki są rzecz jasna niższe, ale patrząc na wielorakość wydawnictw, nawet taki gigant jak Apple musi szykować się na spory wydatek. </p> <p>Publicyści, podekscytowani nową szmatką, nie tylko nie wystawiają faktur, ale też naganiają chętnych, kt&oacute;rzy drogie akcesorium choćby z czystej ciekawości. Dla producenta to <strong>wygrana na dw&oacute;ch frontach</strong>, a media zn&oacute;w dają się łapać na tą samą sztuczkę.</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/apple-iphone-chusteczka-sciereczka-szmatkaSat, 30 Oct 2021 17:32:00 +0200Design Thinking: Samsung przypomniał mi dzieciństwo i pokazał, jak profesjonalnie projektowaćhttps://www.telepolis.pl/tech/felietony/design-thinking-samsung-przypomnial-mi-dziecinstwo-i-pokazal-jak-profesjonalnie-projektowac<div><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/10/Design-Thinking-Solve-for-Tomorrow-1.jpg" /></div> <p><strong>Samsung zaprosił mnie na warsztaty dotyczące zagadnienia o nazwie Design Thinking. Co to jest? Nie wiedziałem, projektowanie czegoś tam... Będzie suchy wykład, dużo motywacyjnej gadki, po kt&oacute;rej usnę. Było jednak zupełnie inaczej. </strong></p><h3><strong>Dostałem papier, kolorowe flamastry i zadanie: zaprojektować portfel.</strong></h3> <p>Nic prostszego. Na kartce naszkicowałem prosty portfel z jednym niewielkim schowkiem na karty płatnicze, kieszonką na monety i tradycyjną przegr&oacute;dką na banknoty. Wszystko <strong>proste, oszczędne, minimalistyczne</strong>, bo przecież kto w dzisiejszych czasach nosi tyle metalu, papieru i plastiku, kiedy można mieć smartfon z NFC i Google Pay. Żeby dodać trochę nowoczesności, dołożyłem jeszcze <strong>moduł lokalizacyjny</strong> – to pozwoli za pomocą Bluetooth czy GPS namierzyć zgubiony portfel.</p> <p><img alt="Design Thinking" src="/images/2021/10/Design-Thinking-Solve-for-Tomorrow-2.jpg" /></p> <h3><strong>Tak, to portfel idealny, świetnie dostosowany do dzisiejszych czas&oacute;w. Każdy by chciał taki mieć! Tak myślałem, ale szybko zostałem sprowadzony na ziemię.</strong></h3> <p>Projektowanie <em>„jak ja bym chciał” </em>to oczywiście <strong>kusząca wizja</strong>, kt&oacute;ra na pewno przyniosła kilka sukces&oacute;w na rynku. Jednak kryje się za tym <strong>wiele pułapek</strong>, kt&oacute;re zamiast sukcesu przyniosą porażkę.</p> <p>Bo <strong>ktoś nie chce w og&oacute;le mieć portfela</strong>, wszystko nosi w smartfonie. W kieszeni spodni ma 2 zł na w&oacute;zek do sklepu. Ktoś inny przeciwnie: nosi nie tylko złot&oacute;wki, ale drobne monety, kt&oacute;re pozostały po wakacjach w Bułgarii trzy lata temu, a do tego <strong>gruby plik banknot&oacute;w, kilkanaście kart płatniczych</strong> (także te nieważne) i lojalnościowych, zdjęcie ukochanej, wizyt&oacute;wki własne i poznanych ostatnio os&oacute;b, a do tego paragony z Orlenu i naklejki z Biedronki. Jeszcze inna osoba chce mieć portfel zapewniający bezpieczeństwo płatności NFC z kilkoma kartami zamkniętymi w przegrodzie nieprzepuszczającej sygnału komunikacji radiowej. Jedni chcą <strong>portfel w kolorach tęczy, inni czarny</strong>, jedni sportowy z wytrzymałego nylonu, inni tradycyjny ze sk&oacute;ry. I tak dalej, i tak dalej…</p> <p>I właśnie to jest <strong>punkt wyjścia do projektowania metodą Design Thinking</strong>. Można go odnieść do prostych rzeczy codziennego użytku, ale też zastosować w tworzeniu produkt&oacute;w z wykorzystaniem zaawansowanych technologii.  </p> <p><img alt="Design Thinking" src="/images/2021/10/Design-Thinking-Solve-for-Tomorrow-5.jpg" />  </p> <h3><strong>No dobra, to jak zaprojektować ten idealny portfel?</strong></h3> <p>Design Thinking to <strong>projektowanie w pięciu krokach</strong>.</p> <ol> <li><strong>Empatyzacja</strong> – czyli wysłuchanie potrzeb innych. Modelowo ten etap projektowania to praca w grupach, <strong>określenie docelowych odbiorc&oacute;w</strong> oraz <strong>porządkowanie informacji</strong>. W przypadku warsztatowego portfela odbyło się to w prostszej formie: musiałem przeprowadzić wywiad u innego uczestnika spotkania. Pytałem się: nosisz got&oacute;wkę czy karty? Płacisz smartfonem? Nosisz dokumenty, np. dow&oacute;d? A monety? Po tych technicznych kwestiach, padła seria pytań odnoszących się bardziej do sfery uczuć, osobistej. Do czego możesz potrzebować portfela poza płatnościami? Nosisz zdjęcia, jakieś pamiątki? </li> <li><strong>Definiowanie problemu</strong>, czyli inaczej <strong>zrozumienie potrzeb odbiorc&oacute;w</strong>. W tym momencie należy skupić się na tym, kim są odbiorcy i czego potrzebują. Na warsztatach na tym etapie musiałem w pięciu punktach konkretnie ująć, co tak naprawdę jest najważniejsze dla mojego rozm&oacute;wcy, biorąc też pod uwagę to, czego on sam nie wyraził od razu słowami, ale ja to dostrzegłem. M&oacute;wił, że potrzebuje portfela po prostu do noszenia niewielkich ilości banknot&oacute;w i monety. W trakcie rozmowy okazało się, że nie traktuje portfela wyłącznie jako banalnego przedmiotu codziennego użytku, ale ceniłby w nim... dodatkową funkcję prostego notatnika. Żeby zapisać coś nie w telefonie, tylko tradycyjnie. Albo może nagrać wypowiadana myśl? </li> <li><strong>Generowanie rozwiązań</strong> – na tym etapie projektowania Design Thinking przychodzi czas na <strong>proponowanie pomysł&oacute;w oraz porządkowanie ich</strong>. We większej, wsp&oacute;łdziałającej grupie to jest czas na burzę m&oacute;zg&oacute;w. Zaczynam więc kombinować, jak połączyć portfel z notatnikiem albo mini dyktafonem. Wymyślam pięć r&oacute;żnych rozwiązań, jakie m&oacute;głby znaleźć się w nowym portfelu. Naszkicowałem nowy projekt graficzny portfela, już nie według mojego widzimisię, tylko na podstawie zebranych informacji.</li> <li><strong>Prototypowanie</strong> – w tym momencie Design Thinking zakłada <strong>przedstawienie na schematach czy makietach najważniejszych założeń</strong> rozwiązania problemu. Na warsztatach dostaliśmy więc dodatkowe kartki i pisaki, klej, taśmę klejącą, spinacze, słomki i robiliśmy prototypy czy makiety takiego portfela. Wtedy naprawdę poczułem się jak dzieciak w szkole podstawowej na lekcjach plastyki – ale też czułem, że jest to ważny etap, wieńczący wcale nie taki prosty proces analizowania problemu i tworzenia pomysł&oacute;w.</li> <li><strong>Testowanie</strong> – ostatni etap polega na <strong>prezentacji prototyp&oacute;w przed innymi użytkownikami</strong> oraz na podsumowaniu uzyskanych informacji. Pokazałem moją makietę koledze, dla kt&oacute;rego projektowałem portfel. Popatrzył na mnie jak na Marsjanina i choć nie powiedział złego słowa, zrozumiałem, że muszę wr&oacute;cić do wcześniejszych etap&oacute;w i zmienić pewne swoje pomysły, kombinować od nowa.  Nie szkodzi – Design Thinking to także <strong>uczenie się na błędach</strong> i docenienie edukacyjnej wartości porażki. Założenie jest takie, że wyciąganie wniosk&oacute;w z niepowodzeń daje pole do poszukiwania nowych rozwiązań.</li> </ol> <p><img alt="Design Thinking" src="/images/2021/10/Design-Thinking-Solve-for-Tomorrow-3.jpg" /></p> <h3><strong>Design Thinking według Samsunga</strong></h3> <p>Jak była idea tego spotkania i warsztat&oacute;w Samsunga? Koreańska firma od lat prowadzi <strong>program edukacyjny o nazwie <em>Solve for Tomorrow</em></strong>. Jego celem jest wzmacnianie kompetencji przyszłości u młodzieży, zachęcanie jej do aktywności, przekonanie do tw&oacute;rczej odwagi i zachęcenie do realizacji własnych, nieraz szalonych, ale potencjalnie przełomowych projekt&oacute;w.</p> <p>W październiku trwa nab&oacute;r do programu Solve for Tomorrow skierowanego do polskiej młodzieży. Mogą się od niego zgłaszać <strong>uczniowie ze szk&oacute;ł ponadpodstawowych</strong> wraz z nauczycielami <strong>oraz studenci </strong>z I i II roku studi&oacute;w pierwszego stopnia. </p> <p><img alt="Design Thinking" src="/images/2021/10/Design-Thinking-Solve-for-Tomorrow-4.jpg" /></p> <p>Młodzi ludzie mają za zadanie zaproponować projekt dotyczące <strong>trzech największych wyzwań</strong> wsp&oacute;łczesnego świata: </p> <ul> <li><strong>zdrowia, </strong></li> <li><strong>bezpieczeństwa,</strong></li> <li><strong>klimatu.</strong></li> </ul> <p>Zgłoszenia do programu Solve for Tomorrow odbywa się poprzez formularz na stronie <strong>www.solvefortomorrow.pl</strong> i trwa do 31 października 2021 r.</p> <blockquote> <p>Design Thinking umożliwi wyjście z utartych schemat&oacute;w, spojrzenie na sw&oacute;j pomysł z innej perspektywy. Jednocześnie dzięki pracy tą metodą młodzi ludzie zdobędą kompetencje cenione na rynku pracy w dzisiejszych czasach. Będą wrażliwsi na potrzeby drugiego człowieka i nauczą się tego, że błędy są ok i to właśnie dzięki nim możemy się rozwijać i ulepszać nasze pomysły. Praca metodą DT zdecydowanie otwiera ludzi, wyzwala ich kreatywność oraz sprawia, że stają się odważniejsi i pewniejsi siebie</p> </blockquote> <p style="text-align: right;"><strong>– przekonuje Marta Florkiewicz-Borkowska, ambasadorka programu Solve for Tomorrow, zdobywczyni prestiżowego tytułu Nauczycielki Roku 2017.</strong></p> <p>Zaczyna się <strong>od flamastr&oacute;w i kartki papieru</strong>, przechodzi etapy analiz, burzy m&oacute;zgu, pr&oacute;b, test&oacute;w, a następnie oceniania ich – a <strong>efektem mogą być wielkie wynalazki, zmieniające nasze codzienne życie</strong> albo po prostu świetnie się sprzedające. Trzymajmy więc kciuki za to, by program Solve for Tomorrow zaowocował wyjątkowymi pomysłami polskiej młodzieży!</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/wydarzenia/samsung-solve-for-tomorrow-program-edukacyjny">Samsung startuje z programem edukacyjnym Solve for Tomorrow</a><br /> <strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/tech/wydarzenia/co-robic-z-elektrosmieciami-nauczy-tego-centrum-elektroekologii">Co robić z elektrośmieciami? Nauczy tego Centrum ElektroEkologii</a></p> <p> </p>https://www.telepolis.pl/tech/felietony/design-thinking-samsung-przypomnial-mi-dziecinstwo-i-pokazal-jak-profesjonalnie-projektowacFri, 22 Oct 2021 16:54:00 +0200Windows 11: dla tej funkcji warto go zainstalowaćhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/windows-11-dla-tej-funkcji-warto-go-zainstalowac<p style="text-align:center"><img alt="Windows 11 - najlepsza funkcja" src="/images/2021/10/windows-11-najlepsza-funkcja/windows-11-najlepsza-funkcja-1.jpg" /></p> <p><strong>Windows 11 to długa lista zmian i nowości, kt&oacute;re mają ułatwić życie użytkownikom. Wśr&oacute;d nich znalazła się jedna funkcja, kt&oacute;ra sprawia, że nowy system Microsoftu jest pozycją obowiązkową – przynajmniej dla mnie.</strong></p><p>Stało się. <strong>5 października 2021 roku miała miejsce oficjalna premiera Windowsa 11</strong>. Nowy system prędzej czy p&oacute;źniej za pośrednictwem usługi Windows Update trafi do większości użytkownik&oacute;w popularnej dziesiątki. Ile to potrwa? Pewnie dobrych kilka tygodni.</p> <p>Przyznaję bez bicia, sam należę do os&oacute;b niecierpliwych, także nie miałem zamiaru tyle czekać. Pobrałem więc aktualizację ręcznie za pomocą udostępnionego przez Microsoft narzędzia, dzięki czemu<strong> od kilku godzin pracuję już z poziomu Windowsa 11</strong>. Tak, wiem, liczę się z ryzykiem, że mogę jeszcze tego żałować. W przypadku tego typu produkt&oacute;w choroby wieku dziecięcego są w zasadzie nie do uniknięcia. Jak na razie jednak wszystko działa jak powinno, a <strong>jedyna zmiana na minus, kt&oacute;rą zauważyłem, to nowe menu start i panel widżet&oacute;w.</strong> Brak skr&oacute;tu ustawień, jeśli ręcznie go sobie nie przypniemy? Serio? I czy naprawdę muszę oglądać feed z masą kompletnie bezwartościowych wycink&oacute;w prasowych, ile razy chcę szybko rzucić okiem na widżet z pogodą? Ja wiem, że byłem pewnie jedyną osobą, kt&oacute;ra korzystała z kafelk&oacute;w w menu start. Uważam jednak, że było to rozwiązanie lepsze.</p> <p>Na razie jednak nie żałuję niczego. Wręcz przeciwnie: uważam, że instalacja Windowsa 11 to jedna z lepszych decyzji, jakie mogłem podjąć dziś po wstaniu z ł&oacute;żka. Wszystko za sprawą jednej błahej funkcji, kt&oacute;ra sprawiła, że nagle moja codzienna praca z komputerem stała się o wiele bardziej komfortowa. Mowa o nowym mechanizmie zarządzania oknami.</p> <h3><strong>Praca na wielu oknach: luksus czy konieczność?</strong></h3> <p><strong>Na co dzień pracuję na jednym, ale za to stosunkowo dużym monitorze o przekątnej 27” i rozdzielczości 2560x1440. </strong>Ja wiem, słowo „duży” brzmi tutaj dziwnie, skoro na co dzień piszemy o 34-calowych panelach 4K, jakby były na porządku dziennym. Ale nie są, a nieformalnym standardem nadal jest rozdzielczość 1920x1080 wyświetlana na jakichś 24” – albo i mniej, biorąc pod uwagę popularność laptop&oacute;w. </p> <p>Do czego piję? <strong>Że mam do dyspozycji trochę więcej przestrzeni użytkowej niż typowy użytkownik, więc de facto z domysłu pracuję na kilku oknach.</strong> Tryb pełnoekranowy to zwykłe marnotrawstwo miejsca. Ba, jak na 2021 rok zaskakująco dużo aplikacji i stron internetowych jest do tak dużych rozdzielczości w og&oacute;le nieprzystosowanych, więc na pracy w pełnym oknie ich funkcjonalność mocno cierpi. </p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/10/windows-11-najlepsza-funkcja/windows-11-najlepsza-funkcja-3.jpg" /></div> <p><br /> Na całe szczęście w Windowsie 10 praca na dw&oacute;ch oknach nigdy nie była większym problemem. Przycisk Windows plus strzałka w lewo lub w prawo i dane okienko ładnie skalowało się do połowy ekranu. <strong>Niestety implementacja z dziesiątki, choć praktyczna, nie jest szczeg&oacute;lnie elastyczna. </strong>Jasne, możemy niby podzielić ekran na cztery części, jednak nie każdej aplikacji takie proporcje służą, a pr&oacute;ba poskładania bardziej złożonego układu wymagała trochę żonglowania okienkami.</p> <h3><strong>Mała wielka zmiana</strong></h3> <p>I tu wjeżdża on, cały na biało (albo czarno lub nawet czarno-biało – zależy co tam sobie w opcjach ustawimy): Windows 11 i jego ulepszony mechanizm zarządzania oknami. W nowej wersji systemu nadal możemy łatwo podzielić sobie ekran na cztery ćwiartki za pomocą przycisku Windows i strzałek. <strong>Ale możemy też najechać myszką na przycisk powiększania ekranu i nagle dostajemy dostęp do kilku dodatkowych układ&oacute;w.</strong> Trzy kolumny? Dwie, ale r&oacute;żnej szerokości? Żaden problem. Możemy też z poziomu menu ustawić dane okienko w wybranym miejscu, bez ryzyka, że popsujemy sobie w ten spos&oacute;b całą układankę, nad kt&oacute;rą spędziliśmy ostatnie pięć minut.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/10/windows-11-najlepsza-funkcja/windows-11-najlepsza-funkcja-2.jpg" /></div> <p><br /> Ja wiem, że na papierze to nie brzmi spektakularnie. Nie zmienia to jednak faktu, że <strong>z Windowsem 11 pracuje mi się po prostu wygodniej</strong>. O wiele wygodniej. Aktualnie na środku ekranu mam ustawione dużo okienko Worda, z prawej kątem oka śledzę filmik na YouTube, a po lewej mam dwa okienka czat&oacute;w. <strong>W zasięgu wzroku mam wszystko, czego potrzebuję i, nie chcę skłamać, ale nie przypominam sobie, żebym od rana choć raz musiał sięgać po kombinację Alt+Tab. </strong>To taka drobna zmiana, kt&oacute;ra przyniosła zupełnie nowy poziom komfortu.</p> <p><strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/tech/aplikacje/windows-11-juz-dostepny-skad-pobrac-nowy-system" target="_blank">Windows 11 już dostępny. Skąd pobrać nowy system?</a><br /> <strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/tech/windows/windows-11-czemu-nie-moge-zainstalowac-pc-healt-app" target="_blank">Microsoft powie Ci, czemu nie możesz zainstalować Windows 11</a></p> <p>Oczywiście przez tych kilka godzin zdążyłem dopiero „liznąć” Windowsa 11. Większość nowości nadal czeka na odkrycie i liczę się z tym, że nie wszystkie muszą mi się spodobać. Na razie jednak jestem zachwycony. Uważam, że dla tej jednej nowej funkcji warto było być niecierpliwym i zainstalować „Jedenastkę” już dziś. <strong>Od strony użytkowej to olbrzymi krok w dobrym kierunku.</strong></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/windows-11-dla-tej-funkcji-warto-go-zainstalowacTue, 05 Oct 2021 15:34:00 +0200Widziałam prawdziwy HarmonyOS. Guzik, nie system, ale to bardzo dobrzehttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/huawei-harmonyos-nowy-system-rozproszony-architektura-linux-android<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/07/huawei-harmonyos-jak-dziala.jpg" /></div> <p><br /> <strong><img alt="Huawei HarmonyOS" src="/images/2021/07/huawei-harmonyos-jak-dziala.jpg" style="display: none;" />Co to jest HarmonyOS? Powiedzenie, że to nowy system operacyjny Huawei, to odpowiedź nieprecyzyjna. Owszem, jest to pewna rodzina oprogramowania, ale HarmonyOS to doświadczenie, a nie zamiennik Androida.</strong></p><p>Gdy Huawei ogłosił, że stworzy własny system operacyjny, wywołał mn&oacute;stwo zamieszania. Zapowiedzi były niejasne, wiele os&oacute;b oczekiwało mobilnych gruszek na wierzbie i nadprzyrodzonych możliwości autorskiego mikrokernela. Nic więc dziwnego, że obecność Androida „pod maską” pierwszych wersji systemu została przyjęta bardzo chłodno. Został nawet <em>easter egg</em> z Androida Q, co wzbudziło konsternację. Czy Huawei robi nas w bambuko?</p> <p>Nie. Nie chodzi o to, co jest pod spodem, a o powłoczkę. O HarmonyOS musimy myśleć w nieco innych kategoriach. To system obsługujący r&oacute;żne jądra, w tym r&oacute;żne odmiany Linuxa (do nich zalicza się Android), Harmony i Lightweight kernel. Wyb&oacute;r jądra zależy oczywiście od możliwości sprzętu i dlatego Huawei przygotował cztery dystrybucje HarmonyOS, dopasowane do ilości dostępnej pamięci urządzenia. HarmonyOS nie pasuje do definicji systemu operacyjnego jako całości, od jądra po interfejs użytkownika. Narzekać na to nie będę, bo nieszablonowe podejście otwiera sporo nowych możliwości dla użytkownik&oacute;w.</p> <p style="text-align: center;"><iframe allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen="" frameborder="0" height="393" src="https://www.youtube.com/embed/jRlb5GoVkR4" title="YouTube video player" width="700"></iframe></p> <h3><strong>Laboratorium HarmonyOS to eleganckie mieszkanie</strong></h3> <p>W Polsce można już kupić <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/testy-sprzetu/huawei-watch-3-pro-test-opinie-recenzja">zegarki</a> i tablety z HarmonyOS, ale to tylko kropla w morzu docelowego asortymentu. Co nieco widziałam już w siedzibie Huawei. Laboratorium w części warszawskiego biura przypomina bardziej nowoczesną kawalerkę – jest kącik z AGD, sofa i telewizor oraz małe biuro. I już jest jasne: HarmonyOS to nie jest konkurent Androida na telefony. To uniwersalne oprogramowanie do pracy ze sprzętem dowolnej kategorii – od termometru po samoch&oacute;d – z własną szyną komunikacji, planowaniem zadań, rozproszoną wymianą danych i wirtualizacją zasob&oacute;w.</p> <p>I tak HarmonyOS czasami „pod spodem” ma autorskie mikrojądro, czasami jądro Androida. W teorii <strong>HarmonyOS m&oacute;głby mieć pod spodem także desktopowego Linuxa i zrobić konkurencję Chromebookom</strong>, ale Huawei nie ma w planach nic takiego. Laptopy Huawei będą sprzedawane z Windowsem i znanym już programem do wymiany danych z resztą ekosystemu. Przynajmniej na razie.</p> <p>Interfejs HarmonyOS na telefonie wygląda znajomo, bo w końcu mamy do czynienia z modyfikacją Androida. Huawei wybrał dwa kolory przewodnie dla całego interfejsu HarmonyOS z palety Pantone. Są to Cosmic Blue i Snow Grey, a poza tym zobaczymy dużo bieli we wszystkich aplikacjach i ustawieniach systemu. Warto zwr&oacute;cić też uwagę na efekt grawitacyjny przy dotykaniu element&oacute;w interfejsu. To animacja, dająca do zrozumienia, że interfejs reaguje na polecenia użytkownika. Huawei chwali się też ładnym fontem. Spędziłam z telefonem z HarmonyOS tylko kilka minut, do tego w wersji testowej, ale pierwsze wrażenie zrobił bardzo dobre. Dłużej korzystałam z tabletu MatePad 11, kt&oacute;rego recenzja niebawem się ukaże.</p> <h3><strong>Superurządzenie: łącz i rządź</strong></h3> <p>HarmonyOS pozwala utworzyć superurządzenie – centrum dowodzenia grupą urządzeń. Co więcej, telefon wcale nie musi być tym superurządzeniem. Pamiętasz Power Rangers? Każdy miał do dyspozycji mechaniczne zwierzę i te zwierzęta w r&oacute;żnych kombinacjach składały się na maszyny bojowe. Tu jest tak samo. Superurądzenie to niemal dowolna kombinacja sprzęt&oacute;w/</p> <p>Zał&oacute;żmy jednak, że w centrum grupy urządzeń jest telefon lub tablet. W jednym miejscu można sterować piekarnikiem, puszczać muzykę i grać na telewizorze. Wszystko działa bezproblemowo, a do łączenia sprzęt&oacute;w ze sobą Huawei zaprojektował świetny interfejs z guzikami. <strong>Wystarczy przeciągnąć guzik słuchawek z guzika telefonu do guzika telewizora</strong>, by je przełączyć z jednego urządzenia do drugiego. Zero grzebania w ustawieniach, jeden gest i gotowe.</p> <p>Wszystkie urządzenia w domu zostaną przypisane do jednego Huawei ID. Co z innymi domownikami? <strong>W niedalekiej przyszłości Huawei wprowadzi możliwość łączenia kont Huawei ID z jednego gospodarstwa domowego w „rodzinę”</strong>. Wtedy będzie można lepiej podzielić się sprzętem RTV i AGD w jednej sieci. Huawei pracuje też nad przekazywaniem powiadomień między urządzeniami do odpowiednich użytkownik&oacute;w i możliwością udostępniania niekt&oacute;rych urządzeń gościom. Będzie więc można wsp&oacute;lnie słuchać muzyki (pod warunkiem, że wszyscy obecni mają telefony Huawei), ale tylko domownicy będą mieli dostęp do odkurzacza.</p> <p>Będziemy mogli też wsp&oacute;lnie zagrać na telewizorze, a telefony będą kontrolerami (komunikacja to połączenie Wi-Fi i Bluetooth). Przy czym gracze nie będą musieli nic na swoich telefonach instalować. Usiądą i mogą grać! To właśnie magia rozproszonego ekosystemu HarmonyOS. Natychmiast powstanie wirtualna pula zasob&oacute;w, z kt&oacute;rej mogą korzystać wszystkie połączone urządzenia. Żadnego ustawiania urządzeń, żadnego parowania kontroler&oacute;w, żadnych frustracji.</p> <p>R&oacute;wnie łatwe było uruchomienie innego scenariusza: strumieniowania obrazu z kamery sportowej, do tego kamery telefonu, a na dokładkę wskazań zegarka sportowego. W ten spos&oacute;b powstało superurządzenie z kamery, telefonu i zegarka, idealne do transmisji sportowych. Ustawienie wszystkiego zajęło może minutę. Czekam na program do montażu stream&oacute;w, kt&oacute;ry to przebije.</p> <p>Możliwość przesyłania plik&oacute;w z telefonu na laptopa przez Huawei Connect nagle przestała być rewolucyjna. Zresztą mogłam zobaczyć <strong>nową wersję aplikacji Huawei Connect</strong>, kt&oacute;ra pozwala <strong>podłączyć tablet z harmonyOS jako zewnętrzny ekran komputera</strong>. W połączeniu z rysikiem M Pencil to świetne narzędzie do pracy i tworzenia. I dobrze – <a href="https://www.telepolis.pl/tech/aplikacje/apple-wwdc21-macos-monterey-safari-rozszerzenia">Apple nie może mieć monopolu</a> na tak fajną funkcję.</p> <p>Od początku było wiadomo, że HarmonyOS będzie działał nieco inaczej na rynku chińskim i na rynkach europejskich. Wiele zależy od r&oacute;żnic w dostępności usług i wsp&oacute;łpracy z lokalnymi partnerami. W Polsce wciąż nie mamy dostępu choćby do Huawei Pay (prace trwają). Z powod&oacute;w kulturowych korzystamy też z innych urządzeń kuchennych niż w Chinach.</p> <p>Przykładem takiej funkcji jest obsługa głosowa. W Chinach można sterować urządzeniami z HarmonyOS z użyciem asystenta głosowego Huawei. Działa to świetnie, a polecenie można wydać na przykład do smartzegarka Huawei z mikrofonem. Na razie jest tylko jeden problem: trzeba m&oacute;wić po chińsku. Kiedy zobaczymy więcej sprzęt&oacute;w z HarmonyOS w Polsce, na razie nie wiadomo. Huawei nie ma jeszcze kalendarza wdrożeń.</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/huawei-harmonyos-nowy-system-rozproszony-architektura-linux-androidFri, 27 Aug 2021 16:16:00 +0200Xiaomi łapie wiatr! Byłam na Xiaomi Kite Cup driven by Land Roverhttps://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/xiaomi-kite-cup-kitesurfing-landrower-puck-polska<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/08/xiaomi-kite-cup-driven-by-land-rover/xiaomi-kite-cup-widok-z-daleka-zawody.jpg" /></div> <p><img alt="Uczestnicy turnieju Xiaomi Kite Cup driven by Land Rover" src="/images/2021/08/xiaomi-kite-cup-driven-by-land-rover/xiaomi-kite-cup-widok-z-daleka-zawody.jpg" style="display: none;" /><br /> <strong>Xiaomi i sport? Kilka dni temu myślałam, że to się nie łączy. Dziś wiem, że Xiaomi dopiero łapie wiatr… w latawiec. Byłam na niesamowitych zawodach Xiaomi Kite Cup driven by Land Rover w Pucku.</strong></p><h3><strong>Xiaomi i kitesurfing? To musi się udać</strong></h3> <p>W 2021 roku Xiaomi po raz pierwszy było sponsorem tytularnym zawod&oacute;w Xiaomi Kite Cut driven by Land Rover. Była to walka o Puchar i Mistrzostwa Polski w kitesurfingu i (po raz pierwszy) wingfoilu – dw&oacute;ch niezwykle ciekawych dyscyplinach sportowych, do kt&oacute;rych potrzebna jest deska, woda, wiatr i duża powierzchnia nośna. W kitesurfingu napęd zapewnia kilkunastometrowy latawiec, wingfoil zaś przypomina trzymanie paralotni podczas surfowania.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Xiaomi Kite Cup – tak wygląda Wingfoil" src="/images/2021/08/xiaomi-kite-cup-driven-by-land-rover/xiaomi-kite-cup-wingfoil.jpg" /></p> <p> </p> <p>Zawody zakończyły się 15 sierpnia, były rozgrywane w Rewie, Krynicy Morskiej i Pucku. Światowa czoł&oacute;wka kiteboarder&oacute;w zmierzyła się w kategoriach Freestyle (akrobacje), Formula Kite (wyścig) i Arrows Open (zawody młodzieżowe do 17 lat). Czwarta kategoria – Wingfoil – była rozgrywana po raz pierwszy. Finałowe zawody w Pucku, potwierdziły świetną dyspozycję polskich kiteboarder&oacute;w. Aktualna mistrzyni świata Formula Kite Junior (do 19 lat) Julia Damasiewicz zdobyła Mistrzostwo w kategorii U19 oraz kategorii Open wśr&oacute;d kobiet w kategorii, wygrywając z Magdaleną Woyciechowską. Mogliśmy też oglądać wspaniały b&oacute;j polskich freestylerek (Martyna Konkel przed Katarzyną Lange). W <a href="https://xiaomikitecup.pl">tabelach wynik&oacute;w</a> na stronie zawod&oacute;w znajdziesz więcej polskich nazwisk. <strong>Mamy kolejny sport, w kt&oacute;rym polscy zawodnicy są świetni.</strong></p> <p>Te zwycięstwa cieszą podw&oacute;jnie, bo niedługo będzie to sport olimpijski.</p> <blockquote> <p>Ten rok i trzy wcześniejsze edycje potwierdziły, że polscy zawodnicy to czoł&oacute;wka światowa. Kitesurfing zdecydowanie może być jedną z tych konkurencji sportowych, w kt&oacute;rej będziemy wiedli prym i nadal zdobywali najcenniejsze laury. Nie mogę się doczekać Igrzysk Olimpijskich w Paryżu 2024, kiedy konkurencja Formula Kite odbędzie się po raz pierwszy.</p> </blockquote> <p style="text-align: right;">– powiedział Michał Zieliński, organizator Xiaomi Kite Cup driven by Land Rover.</p> <p style="text-align:justify">Kolejne pozytywne zaskoczenie to charytatywny charakter imprezy. Organizatorzy starają się dołożyć swoją cegiełkę do ochrony Bałtyku, a więc i wspaniale nadającej się do surfowania Zatoku Puckiej. Zawodnicy przepłynęli łącznie 10 087,3 km, co oznacza, że organizatorzy przekazali 30 261,90 zł na rzecz ochrony Bałtyku i Fundacji MARE. Każdy kilometr trasy to 3 zł. Wiemy to, ponieważ<strong> zawodnicy korzystają ze zmodyfikowanych specjalnie dla nich zegark&oacute;w Xiaomi Mi Watch Lite.</strong></p> <p style="text-align:center"><img alt="Zawodniczka Xiaomi Kite Cup z Xiaomi Mi watch Lite" src="/images/2021/08/xiaomi-kite-cup-driven-by-land-rover/xiaomi-kite-cup-rewa-xiaomi-mi-watch-lite.jpg" /></p> <p>Ta wsp&oacute;łpraca ma spory potencjał. Kitesurfing funkcjonuje w Polsce raptem kilkanaście lat, wingfoil to totalna świeżynka. W naszym kraju dorasta pierwsze pokolenie surfer&oacute;w, kt&oacute;rzy zaczęli uprawiać ten sport jako dzieci. W zawodach startują gł&oacute;wnie osoby nastoletnie, zresztą osiągają w tym sukcesy na arenie międzynarodowej. Zresztą<strong> fan&oacute;w sport&oacute;w wodnych w Polsce przybywa</strong>. Czyżby leżenie plackiem za parawanem nam się nudziło?</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/sprzet/xiaomi-prezentuje-tablety-mi-pad-5-pro-5g">Xiaomi prezentuje tablety Mi Pad 5. Mocna konkurencja dla iPad&oacute;w i Galaxy Tab&oacute;w</a><br /> <strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/tech/sprzet/xiaomi-cyberdog-inteligenta-maszyna-ktora-zastapi-twojego-pieska">Xiaomi CyberDog: inteligenta maszyna, kt&oacute;ra zastąpi Twojego pieska</a></p> <p>To oznacza, że Xiaomi może nawiązać kontakt z młodymi odbiorcami o specyficznym guście i charakterze. Spędzając czas w Pucku, przekonałam się też, że <strong>młodzi kitesurferzy z Polski nie powielają stereotypu amerykańskiego</strong>. Nie są to niezbyt ogarnięci blondyni z naszyjnikami w kształcie deski. To ludzie konkretni, mający cele i plany lepiej przemyślane, niż niejeden czterdziestolatek.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Xiaomi Kite Cup Kitesurfing" src="/images/2021/08/xiaomi-kite-cup-driven-by-land-rover/xiaomi-kite-cup-kitesurfing.jpg" /></p> <h3><strong>Sprawdziłam, o co chodzi. To zaraźliwe!</strong></h3> <p>Oczywiście nie skończyło się na samym oglądaniu zawod&oacute;w. Dziennikarze r&oacute;wnież mogli zapoznać się z podstawami kitesurfingu. Było warto, mimo że ledwo liznęłam teorię. Najważniejsze, to <strong>wiedzieć, gdzie jest <em>chicken loop</em></strong> oraz jak przełożyć przez niego <em>donkey d*ck</em>. No c&oacute;ż. Po nazwach widać, że pionierzy kitesurfingu uważali te zabezpieczenia za zbyteczne. Chojraki! Ja tam się cieszę, że są i umiem je obsłużyć.</p> <p>W skr&oacute;cie wygląda to tak, że w pasie mam założoną sztywną uprząż (trapez). Z przodu jest hak, o kt&oacute;ry zaczepia się linki latawca. Dwie z nich służą do sterowania i są przymocowane do czegoś w rodzaju kierownicy rowerowej z pianki (bar), a dwie wewnętrzne odpowiadają za napęd. Jest tam też mechanizm pozwalający dostosować prędkość, ale jeszcze nie miałam okazji się przekonać, jak działa. </p> <div style="text-align:center"> <figure class="image" style="display:inline-block"><img alt="Instruktor objaśnia mi, jak sterować latawcem kitesurfingowym" src="/images/2021/08/xiaomi-kite-cup-driven-by-land-rover/kitesurfing-nauka-xiaomi-xyrcon.jpg" /><lt-highlighter class="lt--mac-os" contenteditable="false" style="display: none;"><lt-div class="lt-highlighter__wrapper" spellcheck="false" style="width: 1416px !important; height: 20px !important; transform: none !important; transform-origin: 708px 10px !important; zoom: 1 !important; margin-top: 1006px !important;"><lt-div class="lt-highlighter__scrollElement" style="top: 0px !important; left: 0px !important; width: 1416px !important; height: 20px !important;"><canvas class="lt-highlighter__canvas" height="16" style="display: none; top: 2px !important; left: 861px !important;" width="56"></canvas></lt-div></lt-div></lt-highlighter> <figcaption data-gramm="false" spellcheck="false">Instruktor objaśnia mi, jak działa sterowanie latawcem (fot. Jola Stryjczak)</figcaption> </figure> </div> <p>Strasznie spodobała mi się konstrukcja samego latawca, kt&oacute;rego „szkielet” jest pompowany. W użyciu są też trudniejsze do opanowania, ale znacznie szybsze latawce komorowe, kt&oacute;re po prostu łapią wiatr w komorach i dzięki temu utrzymują kształt. To już wyższa szkoła jazdy, a raczej surfowania.</p> <p><img alt="Zawodniczka na desce Xiaomi Kite Cup" src="/images/2021/08/xiaomi-kite-cup-driven-by-land-rover/xiaomi-kite-cup-zawodniczka-na-desce-puck.jpg" /></p> <p>Sport ten okazał się nie tylko widowiskowy, ale też wymagający sporo skupienia. Przez pierwsze kilka godzin nauki nawet nie ma co podchodzić do wody – najpierw trzeba zapoznać się z zabezpieczeniami i <strong>opanować sterowanie latawcem – najpierw malutkim, 2-metrowym, potem „dorosłym” o rozpiętości powyżej 10 metr&oacute;w.</strong> Konieczne jest utrzymywanie go w odpowiedniej pozycji, by ciągnął w wybranym kierunku, a także sterowanie prędkością przez system linek tuż za barem (tym do sterowania :-)). To sporo rzeczy do ogarnięcia w kr&oacute;tkim czasie, zwłaszcza że wiatr potrafi zaskoczyć nawet mistrz&oacute;w.</p> <p>Dopiero po dogadaniu się z latawcem można w miarę bezpiecznie wejść na deskę pod okiem instruktora. Chcę to zrobić! Owszem, początkowo wyb&oacute;r sportu powiązanego z marką Xiaomi wydawał mi się dziwny, może nawet zbyt niszowy, ale w kilka godzin przekonałam się, że kitesurfing jest zwyczajnie zaraźliwy… i chyba to złapałam.</p> <p>W międzyczasie można było odsapnąć w specjalnych strefach Xiaomi, wygrać fajny gadżet albo przymierzyć się do najnowszej hulajnogi. Po polskich plażach wędruje r&oacute;wnież <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/wydarzenia/xiaomi-otwiera-nad-morzem-strefy-rozrywki-oto-przystan-xiaomi">Przystań Xiaomi</a> – specjalna strefa rozrywki, pozwalająca lepiej zapoznać się z marką.</p>https://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/xiaomi-kite-cup-kitesurfing-landrower-puck-polskaMon, 16 Aug 2021 20:03:15 +0200Viaplay w Polsce: 720p tylko na początek? Zaglądamy za kulisyhttps://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/viaplay-w-polsce-oferta-cena-bundesliga-jakosc-720p<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/viaplay-w-polsce.jpg" /></div> <p><br /> <strong><img alt="Viaplay w Polsce" src="/images/viaplay-w-polsce.jpg" style="display: none;" />Viaplay wszedł do Polski 3 sierpnia. Usługa ma sporo do zaoferowania i spore ambicje. Czy je spełni? Czym zainteresuje Polak&oacute;w?</strong></p><h3><strong>Viaplay to nie jest pierwszy z brzegu startup</strong></h3> <p>Zacząć trzeba od tego, że nie m&oacute;wimy tu o startupie. Viaplay narodził się w grupie, kt&oacute;ra zrewolucjonizowała szwedzką telewizję: <b>Modern Times Group</b>. To tu w 1987 roku powstał TV3 – pierwszy komercyjny kanał telewizyjny w Szwecji. Już po tym widać, że mamy do czynienia z poważnym, międzynarodowym graczem z wieloletnim doświadczeniem i historią. Obecnie Viaplay jest prowadzony przez Nordic Entertainment Group, wydzieloną z Modern Times.</p> <p>Viaplay początkowo był usługą dodaną do płatnych kanał&oacute;w Viasat. Jednak gdy w 2012 roku za Oceanem Netflix rozpoczął popularyzację streamingu, Szwedzi uznali, że też tak chcą. Od tego momentu wszystkie produkcje musiały najpierw trafić na platformę streamingową, by przyciągnąć klient&oacute;w. Ponadto platforma musi być niezawodna. Viaplay zainwestował w streaming ponad miliard euro, by zapewnić wysoką jakość usług. W Sztokholmie<strong> tylko nad interfejsem Viaplay pracuje 500 programist&oacute;w</strong>. Wszystko po to, by można było nadawać <strong>ponad 50 tysięcy godzin sportu na żywo rocznie w 9 krajach</strong>. W najbliższych latach będzie to nawet 70 tys. godzin, bo <strong>Viaplay planuje dalszą ekspansję do USA i Holandii</strong>. Ba, Szwedzi chcą pobić Amerykan&oacute;w w ich własnej grze.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/telewizja-i-vod/viaplay-sport-na-zywo-seriale-filmy-w-sierpniu-startuje-nowy-vod">Viaplay: sport na żywo, seriale, filmy… W sierpniu startuje nowy VoD</a><br /> <strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/tech/telewizja-i-vod/viaplay-w-polsce-cena-oferta">Viaplay z przytupem wchodzi do Polski. Ile kosztuje i co oferuje?</a></p> <h3><strong>Co Viaplay nakręci w Polsce?</strong></h3> <p>Viaplay wszędzie, gdzie jest dostępny, dużo inwestuje w produkcje lokalne. Robi to dynamicznie… by nie powiedzieć spontanicznie. CEO NENT Group Andreas Jensen zdradził, że jeśli osoby decyzyjne widzą potencjał w pomyśle, nikt nie będzie czekał na znaki niebios. Decyzja o finansowaniu takich produkcji może zapaść, dosłownie, w jedną noc.</p> <p>W dniu uruchomienia Viaplay w Polsce <strong>dowiedzieliśmy się o trzech produkcjach fabularnych z naszego kraju</strong>, tworzonych dla tej platformy przy wsp&oacute;łpracy z lokalnymi partnerami:</p> <ul> <li>„Czarny pies” – sześcioodcinkowy dramat psychologiczno-sensacyjny na bazie historii weteran&oacute;w powracających z wojen w Afganistanie i Iraku. Po zakończeniu misji muszą stoczyć kolejną wojnę z biedą, korupcją przełożonych i własnymi demonami.</li> <li>„Wolność jask&oacute;łki” – Innowacyjna narracja przybliży nam niszczycielskie skutki przemocy domowej. Historia inspirowana jest powieścią Pauli Er.</li> <li>„Polskie morderczynie” – Adaptacja bestselleru Katarzyny Bondy, opowiadającego prawdziwe historie r&oacute;żnych kobiet z jedną cechą wsp&oacute;lną.</li> </ul> <p>W dniu premiery produkcje z naszego kraju będą dostępne nie tylko na polskim Viaplay. Z zasady <strong>produkcje Viaplay mają premierę na całej platformie w tym samym momencie</strong>. Dlatego też <strong>od pierwszego dnia dostępności mają przynajmniej angielskie napisy</strong>. Stopniowo będą dodawane także kolejne (szwedzkie, duńskie, norweskie…). Możemy więc spodziewać się, że coraz więcej polskich produkcji dostanie tłumaczenie na szwedzki czy holenderski, a także że my będziemy mieć coraz większy wyb&oacute;r produkcji z polskimi napisami.</p> <p>Jednak podstawą zawsze był i będzie sport, programy sportowe i transmisje wydarzeń sportowych na żywo. W Polsce tą częścią pokieruje Paweł Wilkowicz. Komentować będą między innymi Piotr Domagała, znany z Canal+ Sport, Rafał Wilkowicz, Michał Zachodny i Tomasz Urban. Viaplay obiecuje też kobiece głosy nie tylko w kobiecym futbolu. Będzie oczywiście Bundesliga, od <a href="https://www.telepolis.pl/tech/telewizja-i-vod/debiutujacy-w-polsce-viaplay-przejal-od-canal-plus-prawa-do-transmisji-premier-league">2022 roku Premier League</a>, a od 2023 roku także Formuła 1. Kto wie, co przyniesie przyszłość.</p> <p>Będzie też połączenie sportu i historii ludzi. Ciekawie zapowiada się program z udziałem tenisistki Caroline Wozniacki, kt&oacute;ra opowie o swoim życiu. Świeżo upieczona mama m&oacute;wi w języku swoich rodzic&oacute;w – po polsku.</p> <h3><strong>Tylko 720p? Oby nie na długo</strong></h3> <p>Oczywiście podczas konferencji prasowej padły pytania o <strong>największą wadę techniczną usługi Viaplay: jakość 720p</strong>. W 2021 roku to trochę nie wypada. Do oglądania na urządzeniach mobilnych jest znośna, ale jeśli ktoś się napali na Bundesligę czy Formułę 1 na swoim nowiutkim telewizorze 4K… no c&oacute;ż. Musi szukać gdzie indziej.</p> <p>Nie oznacza to, że tego 4K nigdy nie będzie. Jakość strumieniowania będzie poprawiana z czasem, z czasem urośnie też biblioteka polskich materiał&oacute;w i liczba materiał&oacute;w z polskimi napisami. Powodu tej decyzji Viaplay nie zdradza, ale domyślam się, o co chodzi – by na dzień dobry nie zabić serwer&oacute;w. Choć usługa debiutuje w Polsce 3 sierpnia,<strong> jej prawdziwy start będzie miał miejsce 13 sierpnia, razem ze startem rozgrywek Bundesligi</strong>. Prawdopodobnie to wtedy Polacy na dobre zainteresują się ofertą Viaplay i zaczną streamować. Tym samym będzie to pierwszy duży test obciążeniowy serwer&oacute;w Viaplay na Polskę. Dostaniemy usługi najwyższej jakości, ale Viaplay idzie drobnymi kroczkami w ich kierunku.</p> <div style="text-align:center"> <figure class="image" style="display:inline-block"><img alt="zarządzający viaplay w Polsce" src="/images/viaplay-jenssen-wilkowicz.jpg" /><lt-highlighter class="lt--mac-os" contenteditable="false" style="display: none;"><lt-div class="lt-highlighter__wrapper" spellcheck="false" style="width: 2133.98876953125px !important; height: 19.999998092651367px !important; transform: none !important; transform-origin: 1066.9852294921875px 10px !important; zoom: 1 !important; margin-top: 1207.0587158203125px !important;"><lt-div class="lt-highlighter__scrollElement" style="top: 0px !important; left: 0px !important; width: 2133.98876953125px !important; height: 19.999998092651367px !important;"><canvas class="lt-highlighter__canvas" height="17" style="display: none; top: 2px !important; left: 670px !important;" width="106"></canvas><canvas class="lt-highlighter__canvas" height="17" style="display: none; top: 2px !important; left: 1170px !important;" width="188"></canvas></lt-div></lt-div></lt-highlighter> <figcaption data-gramm="false" spellcheck="false">Od lewej: Filippa Wallestam (odpowiedzialna za filmy, seriale i programy), Andreas Jansen (CEO NENT Group) i Paweł Wilkowicz, kierujący sportem w Polsce</figcaption> </figure> </div> <p>W zasadzie innych przeciwwskazań nie ma. Zapytałam CEO NENT Group Andreasa Jensena, jak ocenia polską infrastrukturę pod kątem streamingu i wydawał się zadowolony. Jego zdaniem żyjemy w kraju rozwiniętym internetowo. Infrastruktura w Polsce jest dobra, w wielu miejscach są łącza światłowodowe i mocno rozwija się rynek mobilny. Podkreślił, że <strong>z punktu widzenia Viaplay bardzo ważne są ogromne inwestycje, jakie polscy operatorzy prowadzą w zakresie rozwoju sieci 5G</strong>. To dobrze wr&oacute;ży na przyszłość takich usług i jest widoczne dla nowych graczy na polskim rynku rozrywkowym.</p> <p>Czy będą jakieś promocje łączone z ofertami u operator&oacute;w? Pan Jensen nie wyklucza. NENT Group wsp&oacute;łpracuje z operatorami (UPC, <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/telewizja-i-vod/vectra-promocja-viaplay-2-miesiace-za-darmo">Vectra</a>) na r&oacute;żnych rynkach, ma w tym doświadczenie i widzi sporo korzyści. Jeśli umowa z kt&oacute;rymś z operator&oacute;w byłaby wabikiem na nowych subskrybent&oacute;w (dla dowolnej ze stron), czemu mieliby się ograniczać? Polityka rozwoju Viaplay wydaje się bardzo przyjazna dla klient&oacute;w. Co ciekawe, zdaniem Jansena polscy nadawcy jeszcze nie skorzystali z pełni możliwości streamingu jako sposobu docierania do odbiorc&oacute;w. Chętnie zobaczę, w czym Viaplay będzie od nich lepszy.</p> <h3><strong>Czy skorzystam z Viaplay?</strong></h3> <p>Z pewnością i nie zrobię tego dla sportu, mimo ze<strong> w końcu będzie okazja obejrzeć mecz piłki nożnej komentowany przez kobietę</strong>. A może i obejrzę meczyk, tak z ciekawości? Pewnie trudno w to uwierzyć, ale na Netflixie od dłuższego czasu nie mam co oglądać. Jest tam kilka pojedynczych produkcji, kt&oacute;re śledzę, z czego większość to animacje (w tym „Rick & Morty”, „Close Enough” i „Egzorcysta”). Produkcje „z aktorami” wydają mi się  nadmiernie zamerykanizowane, poruszają problemy zbyt dla mnie odległe albo zwyczajnie nie są dla mnie interesujące („Wiedźmin” to koronny przykład).</p> <p>Liczę na to, że Viaplay udostępni mi więcej historii napisanych i osadzonych w Europie, bliżej mnie i w znanych mi realiach. Na Netflixie docieranie do nich jest czasochłonne, tu będą podane jak na dłoni – a przynajmniej na to liczę. Viaplay kusi mnie r&oacute;wnież dokumentami, kt&oacute;re produkuje na własne potrzeby, miesiącem pr&oacute;bnym za darmo (potem 34 zł miesięcznie, czyli jak za Netflixa), możliwością wypisania się w dowolnym momencie i oglądania w UE. Podoba mi się też „misja” Viaplay, czyli promowanie produkcji europejskich, niekoniecznie kręconych po angielsku i na pewno dalekich od Hollywood. </p> <p>W jednym na pewno zgadzam się z osobami reprezentującymi Viaplay, kt&oacute;re dziś spotkałam: nie jest ważny język, ważna jest historia.</p> <lt-toolbar class="lt--mac-os" contenteditable="false" data-lt-force-appearance="dark" style="display: none;"><lt-div class="lt-toolbar__wrapper" style="left: 2158px; position: absolute !important; top: 2112px !important; bottom: auto !important; z-index: auto;"><lt-div class="lt-toolbar__premium-icon"></lt-div><lt-div class="lt-toolbar__status-icon lt-toolbar__status-icon-has-errors lt-toolbar__status-icon-has-4-errors" title="LanguageTool – Sprawdzanie pisowni i gramatyki"></lt-div></lt-div></lt-toolbar>https://www.telepolis.pl/rozrywka/felietony/viaplay-w-polsce-oferta-cena-bundesliga-jakosc-720pTue, 03 Aug 2021 18:40:00 +020010 aplikacji, które mam zawsze pod rękąhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/google-play-ios-niezbedne-aplikacje-praca-gry-podrozowanie<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/07/top-10-aplikacji-arek-bala/top10-aplikacji-arkadiusz-bala.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Te 10 aplikacji zawsze znajdą miejsce na moim smartfonie. Z niekt&oacute;rych korzystam codziennie, z innych raz na rok, ale pod ręką być muszą. Poniżej znajdziecie listę razem z linkami do sklep&oacute;w Google Play i Apple App Store.</strong></p><p>Taka dola dziennikarza tech, że ze smartfona korzysta się trochę więcej niż przewiduje średnia statystyczna. A skoro ze smartfona, to i z aplikacji. <strong>Osobiście mam brzydki nawyk chomikowania apek na każdą okazję.</strong> O niekt&oacute;rych przypominam sobie po roku, o innych tylko przy okazji robienia porządk&oacute;w. Og&oacute;lnie nie polecam – są lepsze sposoby na marnowanie miejsca w pamięci telefonu. </p> <p><strong>W całym tym bałaganie znaleźć można jednak kilka aplikacji, bez kt&oacute;rych nie wyobrażam sobie codziennego korzystania z telefonu </strong>(żeby nie użyć wyświechtanego „nie wyobrażam sobie życia”). Z niekt&oacute;rych korzystam codziennie, z innych raz na rok; niekt&oacute;re instaluję na każdym smartfonie, łącznie z testowymi samplami, inne trzymam tylko na sprzęcie prywatnym - ważne jednak, żeby zawsze były pod ręką. </p> <hr /> <h3 style="text-align: center;"><strong>Smart Launcher – trochę inny launcher</strong></h3> <p style="text-align: center;"><strong>Pobierz: </strong><a href="https://play.google.com/store/apps/details?id=ginlemon.flowerfree" target="_blank">Sklep Play</a></p> <p style="text-align:center"><img alt="Smart Launcher" class="w-100" src="/images/2021/07/top-10-aplikacji-arek-bala/smart-launcher.jpg" /></p> <p>Co prawda launcher to tylko niewielka część interfejsu smartfona, ale za to jedna z bardziej istotnych. Korzystamy z niego każdego dnia, po wiele razy, więc ważne - przynajmniej moim zdaniem - żeby m&oacute;c dostosować go do swoich potrzeb. Swego czasu miałem okazję przetestować większość popularnych launcher&oacute;w na Androida. Koniec końc&oacute;w jednak od kilku lat korzystam ze <strong>Smart Launchera</strong> i nie zamierzam zmieniać go na nic innego.</p> <p>Smart Launcher nie jest tak popularny jak chociażby Nova Launcher, a szkoda, bo moim zdaniem w pełni na to zasługuje. Przede wszystkim reprezentuje on nieco inne podejście ekranu domowego, niż większość konkurent&oacute;w. <strong>Zamiast przewijania miliona stron z chaotycznie rozrzuconymi ikonkami i widżetami dostajemy prosty ekran gł&oacute;wny z kilkoma najczęściej wykorzystywanymi apkami oraz wygodną szufladę podzieloną na kategorie. </strong>Do tych ostatnich aplikacje przydzielane są automatycznie i w większości trafnie. Dzięki temu mimo mojego nawyku chomikowania nie muszę użerać się z wielgachną listą wszystkiego, a zawsze wiem, gdzie szukać tej jednej konkretnej ikonki, kt&oacute;ra akurat jest mi potrzebna. Już ta jedna rzecz sprawia, że ze Smart Launchera tak dobrze mi się korzysta. Dodajmy do tego <strong>rozbudowane funkcje personalizacji oraz sporą pulę konfigurowalnych gest&oacute;w</strong> i więcej mi do szczęścia nie potrzeba. </p> <hr /> <h3 style="text-align: center;"><strong>Gboard – bo życie jest za kr&oacute;tkie na kiepskie klawiatury</strong></h3> <p style="text-align: center;"><strong>Pobierz:</strong> <a href="https://play.google.com/store/apps/details?id=com.google.android.inputmethod.latin" target="_blank">Sklep Play</a>, <a href="https://apps.apple.com/pl/app/gboard-klawiatura-google/id1091700242?l=pl" target="_blank">App Store</a></p> <p style="text-align:center"><img alt="Gboard" class="w-100" src="/images/2021/07/top-10-aplikacji-arek-bala/gboard.jpg" /></p> <p>Lwia część mojego korzystania ze smartfona jest związana z pisaniem: w Wordzie, w kt&oacute;rymś z komunikator&oacute;w, przy wpisywaniu adres&oacute;w stron internetowych itd. Problem w tym, że pisanie na ekranie dotykowym to koszmar… o ile nie mamy odpowiedniej klawiatury. Sam błyskawicznie dałem się przekonać do Swype’a, czyli prekursora popularnego dziś „maziania” palcem w miejsce wstukiwania każdej literki z osobna. Do dziś uważam, że była to jedna z lepszych klawiatur na Androida. Niestety w 2018 roku projekt został porzucony porzucony i trzeba była szukać zamiennika. Na szczęście godny następca czaił się tuż pod nosem – lukę świetnie wypełnił <strong>Gboard</strong>, czyli standardowa klawiatura Google.</p> <p>Dlaczego Gboard? <strong>Bo ma to, co w tego typu aplikacji jest najważniejsze: sprawnie działający mechanizm przewidywania wyraz&oacute;w. </strong>Korzystając z klawiatury Google mogę sobie pozwolić na pisanie bezwzrokowo i w 9/10 przypadk&oacute;w (a nawet częściej) w tekście nie będzie błęd&oacute;w. Nie przypominam sobie innej klawiatury (poza Swypem), kt&oacute;ra by mi na to pozwalała, a testowałem ich kilka.</p> <hr /> <h3 style="text-align: center;"><strong>Microsoft Office – niby praca nie zając, ale…</strong></h3> <p style="text-align: center;"><strong>Pobierz: </strong><a href="https://play.google.com/store/apps/details?id=com.microsoft.office.officehubrow" target="_blank">Sklep Play</a>, <a href="https://apps.apple.com/pl/app/microsoft-office/id541164041" target="_blank">App Store</a></p> <p style="text-align:center"><img alt="Microsoft Office" class="w-100" src="/images/2021/07/top-10-aplikacji-arek-bala/microsoft-office.jpg" /></p> <p>Praca dziennikarza technologicznego jest trochę niewdzięczna. Nie dość, że nie zawsze daje się zamknąć w typowej ośmiogodzinnej dni&oacute;wce, to jeszcze zdarzają się sytuacje, kiedy tekst do napisania czeka, a komputera pod ręką brak. Wtedy na ratunek przychodzi znany i lubiany pakiet <strong>Microsoft Office</strong>.</p> <p>Nie da się ukryć, że mobilnego Office’a trzymam na smartfonie gł&oacute;wnie ze względu na pracę, ale bynajmniej nie jest to jedyny pow&oacute;d. Przede wszystkim uważam, że pakiet biurowy po prostu warto mieć pod ręką, a poza tym… lubię tę aplikację. I nie, nie jest to przejaw syndromu sztokholmskiego (choć może?), a owoc wcześniejszych doświadczeń z alternatywnymi pakietami innych firm. W większości korzystało się z nich słabo: interfejs był mało intuicyjny, dostęp do przydatnych narzędzi był utrudniony (o ile w og&oacute;le były dostępne), a na dodatek kompatybilność z microsoftowymi standardami pozostawiała sporo do życzenia. <strong>W Microsoft Office tego problemu nie ma – wszystko po prostu działa, a najważniejsze funkcje są dokładnie tam, gdzie być powinny. </strong>Kiedy człowiek jest skazany na korzystanie z danej aplikacji, łatwo takie rzeczy docenić. </p> <p>No i nie wolno zapominać o <strong>świetnej synchronizacji z OneDrivem</strong> – dzięki temu mogę płynnie przeskakiwać między komputerem i smartfonem (lub kilkoma smartfonami) i zawsze mieć dostęp do wszystkich moich dokument&oacute;w.  </p> <hr /> <h3 style="text-align: center;"><strong>Microsoft Outlook – bo Gmail jest be</strong></h3> <p style="text-align: center;"><strong>Pobierz: </strong><a href="https://play.google.com/store/apps/details?id=com.microsoft.office.outlook" target="_blank">Sklep Play</a>, <a href="https://apps.apple.com/pl/app/microsoft-outlook/id951937596?l=pl" target="_blank">App Store</a></p> <p style="text-align:center"><img alt="Microsoft Outlook" class="w-100" src="/images/2021/07/top-10-aplikacji-arek-bala/microsoft-outlook.jpg" /></p> <p>Chyba każdy z nas korzysta z poczty elektronicznej. Większości z nas do jej obsługi z powodzeniem wystarczy Gmail, kt&oacute;rego znajdziemy na praktycznie wszystkich smartfonach z Androidem. I nie ma w tym absolutnie nic złego – to w sumie całkiem niezła aplikacja. Niestety kilka rzeczy jest w niej rozwiązanych „tak sobie”, co zaczęło mi mocno doskwierać w momencie, kiedy trzeba było z telefonu obsługiwać także służbowego maila. Wtedy pierwszy raz sięgnąłem po mobilną wersję <strong>Microsoft Outlook</strong>, z kt&oacute;rej korzystam do dziś.</p> <p>Mobilny Outlook na całe szczęście nie ma wiele wsp&oacute;lnego ze swoim windowsowym odpowiednikiem. Przede wszystkim jest aplikacją dobrą, czego o tym drugim z czystym sumieniem powiedzieć nie mogę. A dlaczego wolę go od Gmaila? Z kilku powod&oacute;w. Raz, <strong>ma czytelniejszy interfejs, zwłaszcza kiedy trzeba korzystać z kilku kont pocztowych jednocześnie</strong>. Dwa, o wiele lepiej radzi sobie z obsługą takich funkcji jak np. automatyczne dodawanie podpisu, co w przypadku domyślnej apki jest zaskakująco uciążliwe. Wreszcie trzy, <strong>pomysł podzielenia skrzynki na wiadomości priorytetowe i całą resztę to fantastyczna sprawa, kt&oacute;ra mocno pomaga w ograniczeniu liczby zasypujących człowieka śmieciowych powiadomień</strong>. </p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/google-play-ios-niezbedne-aplikacje-praca-gry-podrozowanieWed, 28 Jul 2021 17:37:03 +0200realme GT: Czy zabójca flagowców przetrwa starcie z Galaxy S21?https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/realme-gt-samsung-galaxy-s21-porownanie-czy-warto-opinie-zabojca-flagowcow<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/realme-GT-5G/realme-GT-vs-Galaxy-S21/realme-gt-5g-i-samsung-galaxy-s21---tylna-obudowa.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Napisałam niedawno, że realme GT to świetny flagship killer. Zastanawiam się od tamtej pory, czy nie rzuciłam czasami sł&oacute;w na wiatr? Sprawdzę. Niech wyścigowy realme GT zmierzy się pojedynku z Samsungiem Galaxy S21.</strong></p><h3><strong>Dizajn i wykonanie</strong></h3> <p>Samsunga Galaxy S21 nie da się nie poznać w tłumie. Wyspa z aparatami jest nietypowo związana z boczną ramką. Tył telefonu to matowo wykończone tworzywo sztuczne z logo producenta. Jest solidny i to czuć w dłoni. Jest też dobrze wyważony i statecznie elegancki. Może nawet nieco skostniały? Zresztą od początku nie byłam fanką tego wzoru, bardziej odpowiadała mi seria Galaxy S20.</p> <p>realme GT zaś przyciąga wzrok z zupełnie innego powodu – przynajmniej ż&oacute;łty. Zamiast zastanawiania się, co właściwie sądzę o tej dziwnej wyspie z aparatami Samsunga, mogę od razu powiedzieć, że podoba mi się motoryzacyjne nawiązanie. Obudowa jest agresywna, ale nie kiczowata. Spokojnie m&oacute;głby to być telefon gamingowy, dla fan&oacute;w film&oacute;w karate (zwłaszcza z Umą Thurman!), motoryzacji, sportu, pszcz&oacute;ł albo Kaszub. Interpretacja kolor&oacute;w jest dowolna :-)</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/testy-sprzetu/realme-gt-pierwsze-wrazenia-test-opinie-przykladowe-zdjecia">realme GT przypomina, jak się podcina skrzydła flagowcom </a></p> <p>Czuć r&oacute;żnicę w cenie między tymi dwoma modelami w szczeg&oacute;łach. Samsung ma ładnie wykończony ekran, realme GT zaś ma wystający kołnierz wok&oacute;ł szkła. No i Samsung jest wodoodporny, podczas gdy realme GT nie dostał certyfikatu IP. Za to realme jest minimalnie cieńszy. Przyciski są r&oacute;wnie dobre w obu modelach. Sztuczna sk&oacute;ra na plecach realme jest przyjemna w dotyku. Trudno uwierzyć, że to wł&oacute;kna ananasa. Wyważenie jest r&oacute;wnie dobre, jak w droższym o ponad tysiąc złotych Samsungu Galaxy S21 (cena startowa: 3899 zł), ale jednak brakuje poczucia obcowania z towarem klasy „premium”. <strong>realme GT jest o 17 gram&oacute;w cięższy, ale jest też minimalnie większy</strong>.</p> <p><img alt="realme GT i Samsung Galaxy S21 – porównanie wykończenia ekranu" src="/images/articles/realme-GT-5G/realme-GT-vs-Galaxy-S21/realme-gt-5g-i-samsung-galaxy-s21---porownanie-wykonczenia-ekranu.jpg" /></p> <p>Samsung Galaxy S21 ma więcej kolor&oacute;w do wyboru, ale to realme GT sprawia, że czuję się młodo. Pierwszy punkt dostanie realme GT i wiem, że możesz się ze mną nie zgadzać, zwłaszcza jeśli wolisz mniejsze telefony. Właśnie za rozmiar i wyb&oacute;r kolor&oacute;w drugi punkt dostanie Galaxy S21.</p> <h3><strong>Wydajność i stabilność pracy</strong></h3> <p>realme GT to flagowiec czysto wydajnościowy. Snapdragon 888 5G zapewnia mu topowe osiągi w testach i zapas mocy dla najbardziej wymagających użytkownik&oacute;w. <strong>W AnTuTu 9 realme GT wykręca powyżej 780 tysięcy punkt&oacute;w</strong>. <strong>To więcej niż Xiaomi Mi 11 i <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/testy-sprzetu/test-asus-zenfone-8-snapdragon-888-iphone-12-mini-cena-opinie">ASUS Zenfone 8</a>, Galaxy S21 został z tyłu o dobre 100 tysięcy punkt&oacute;w</strong>. Jesteśmy już blisko wynik&oacute;w Xiaomi Mi 11 Ultra.</p> <p>realme GT ma dobre chłodzenie, ale konstruktorzy nie są wszechmogący. <strong>Flagowiec za mniej niż 2,5 tysiąca złotych źle znosi upały</strong>. Grać można bez problemu przy temperaturach dochodzących do 30°C (przypominam, że piszę ten tekst w połowie czerwca), ale benchmarki podniosą temperaturę obudowy nawet do 52°C. Długotrwałe maltretowanie w ten spos&oacute;b telefonu skończy się ubiciem procesu ze względ&oacute;w bezpieczeństwa. Z Galaxy S21 takiego problemu nie mam – jego metalowa ramka oddaje mn&oacute;stwo energii i najwyżej niekomfotrowo się go trzyma. Co ciekawe, gdy temperatura spadnie blużej 20°C, realme GT działa minimalnie stabilniej od flagowca Samsunga (odpowiednio 70% i 64% w 3DMark Wild Life Extreme Stress Test).</p> <p>To oczywiście przypadek ekstremalny. Podczas dłuższej sesyjki w Genshina (grafika średnia lub wysoka) ekran nagrzewa się do 42,5°C, obudowa z tyłu do 41,5°C. Nie odczuwam z tego powodu żadnego dyskomfortu, a najcieplejsze miejsca są z dala od potrzebnych mi do grania obszar&oacute;w ekranu. Głośniki są tak umieszczone, że nie zasłaniam żadnego z nich dłonią i mogę grać z dźwiękiem stereo. Galaxy S21 zachowuje się identycznie z jednym wyjątkiem – Genshin Impact mniej lubi się z Exynosem 2100 niż ze Snapdragonem 888 5G. Bardziej wymagający gracze powinni mieć to na uwadze przy zakupie. Gra potrafi sporadycznie „przyciąć”.</p> <p>Nie mam w zwyczaju benchmarkować telefonu po kilka godzin dziennie w 30-stopniowym upale. Nie sądzę też, by ktoś przy zdrowych zmysłach robił takie rzeczy, więc za wydajność przyznaję punkt realme GT.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/articles/realme-GT-5G/realme-GT-vs-Galaxy-S21/realme-gt-5g-i-samsung-galaxy-s21---porownanie-jasnosci-ekranu.jpg" /></div> <h3><br /> <strong><img alt="realme GT i Samsung Galaxy S21 – porównanie ekranów" src="/images/articles/realme-GT-5G/realme-GT-vs-Galaxy-S21/realme-gt-5g-i-samsung-galaxy-s21---porownanie-jasnosci-ekranu.jpg" style="display: none;" />Ekran i możliwości multimedialne</strong></h3> <p>Ekran to najważniejsza część telefonu – to na tę stronę płytki patrzymy większość czasu. Oba flagowce mają panele Super AMOLED wyprodukowane przez Samsunga, ale nawet na zdjęciu widać, kto wypadł lepiej. Nawet zdjęcie fabrycznej folii chroniącej ekran nie ratuje realme GT w starciu w pełnym słońcu.</p> <p>Co nie oznacza, że ten ekran jest jakościowo kiepski. Przeciwnie – już zmierzyłam jego parametry, jest idealnie podświetlony, odwzorowanie kolor&oacute;w r&oacute;wnież jest świetne i można podkręcić barwy oglądanych film&oacute;w. Jest po prostu ciemniejszy od ekranu w Galaxy S21… i to nie na tyle, by nie dało się obsługiwać realme GT w pełnym słońcu.</p> <p>Oba flagowce mają głośniki stereo. Galaxy S21 ciut lepsze, ale za to realme GT ma gniazdo jack 3,5 mm na słuchawki. To dla mnie plus. Ekran <strong>realme GT chroni szkło AGC Dragontrail 2.5D z przyjemną powłoką oleofobową</strong> i okropna fabryczna folia. Oba flagowce mają <strong>odświeżanie ekranu do 120 Hz</strong> i rozdzielczość <b>1080 x 2400</b>.</p> <p>Myślę, że mimo wszystko przyznam tu punkt realme GT, ale decyduje o tym cena. Nie uważam, by warto było dopłacać do lepszych głośnik&oacute;w i braku gniazda na słuchawki na kabelku. Jedynie lepszy ekran kusi, więc Galaxy S21 r&oacute;wnież dostanie punkt.</p> <p><meta charset="UTF-8" /><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/sprzet/realme-gt-5g-premiera-niska-cena-przedsprzedaz-z-prezentem">Realme GT dotarł do Polski. Cena jest niska, a w przedsprzedaży dostaniemy prezent</a></p> <h3><strong>System</strong></h3> <p>Nakładka realme OS jest prosta w obsłudze i ma bardziej czytelne ustawienia niż One UI Samsunga. Preinstalowanych aplikacji też jest niewiele i można je spokojnie pousuwać. U Samsunga niestety nie ma tak dobrze, sporo aplikacji jest zdublowanych i w końcu przyjdzie moment, gdy trzeba będzie zalogować się na konto Samsung przy aktualizacji kt&oacute;rejś z nich z Galaxy Store. Poza tym są tu fajerwerki typu dodatkowe menu na boku ekranu, tryb desktopowy DeX i głęboką integrację z Samsung Health. To dobre dla os&oacute;b planujących zanurkować głębiej w ekosystemie Samsunga, niekoniecznie dla wszystkich odbiorc&oacute;w.</p> <p>Wolę proste systemy, więc przyznaję kolejny punkt realme GT.</p> <p><img alt="realme GT i Samsung Galaxy S20 – gniazdo jack" src="/images/articles/realme-GT-5G/realme-GT-vs-Galaxy-S21/realme-gt-5g-i-samsung-galaxy-s21---gniazdo-jack.jpg" /></p> <h3><strong>Bateria i ładowanie</strong></h3> <p>Samsung Galaxy S21 ma akumulator 4000 mAh, realme GT 4500 mAh. Czas pracy na akumulatorze będzie podobny. Warto tu dodać, że Samsung Galaxy S21 ma możliwość ładowania indukcyjnego i ładowania zwrotnego (na przykład, żeby doładować słuchawki TWS). realme GT nadrabia gdzieś indziej – szybkim ładowaniem z mocą do 65 W. Ładowanie zwrotne też jest, ale po kablu. Może to i lepiej, bo obecnie ładowanie indukcyjne powoduje sporo strat energetycznych.</p> <p>Dla mnie szybkie ładowanie wygrywa z dowolnymi fajerwerkami indukcyjnymi. Nie ma to, jak m&oacute;c naładować sobie telefon „do pełna” w 40 minut. <strong>Wystarczy 10 minut przy gniazdku, by mieć energię na cały dzień</strong>. Punkt dla realme GT!</p> <h3><strong>Fotografia i filmowanie</strong></h3> <p>realme GT nawet nie ma tu co stawać na linii startu. Duży punkt dla Galaxy S21. A nawet dwa, bo do tego pozwala wybrać mikrofon, kt&oacute;rym będzie nagrywać dźwięk przy filmowaniu. </p> <p>Wiesz co? <strong>Jednak trzy, bo szlag mnie trafia, jak mam aparat do selfie w rogu ekranu</strong>.</p> <p><img alt="realme GT i Samsung Galaxy S21" src="/images/articles/realme-GT-5G/realme-GT-vs-Galaxy-S21/realme-gt-5g-i-samsung-galaxy-s21---porownanie-grubosci-2.jpg" /></p> <h3><strong>realme GT czy Galaxy S21?</strong></h3> <p><strong>Wynik mojego subiektywnego testu to 5:5</strong>. Debiutant nawet się nie stara zdziałać czegoś na polu fotografii i tak myślę, że ma sporo do zaoferowania. Jeśli liczy się tylko moc obliczeniowa i szybkie ładowanie, to nawet bardzo dużo.</p> <p>Poza tym system realme GT jest znacznie prostszy niż na Galaxy S21. Ustawienia wydają mi się bardziej przejrzyste, a obsługa aplikacji wygodniejsza. No i na realme UI nie muszę manewrować między dwoma sklepami z aplikacjami, dwoma dostawcami wiadomości, dwoma kalendarzami, dwoma menedżerami haseł i tak dalej. Nie mam dodatkowych menu z boku ani fajerwerk&oacute;w typu DeX, z kt&oacute;rym pewnie nigdy bym nie skorzystała.</p> <p>Pozostaje kwestia ceny.<strong> Obie wersje realme GT kosztują mniej niż 2500 zł</strong>, a na premierowych wyprzedażach można zgarnąć je jeszcze taniej. <strong>Galaxy S21 zaś zaczyna od 3199 zł, a debiutował z ceną 3899 zł na metce najniższego modelu</strong>. To oznacza, że do bardzo dobrego aparatu trzeba dopłacić r&oacute;wno tysiąc złotych (granatowy realme GT będzie kosztował 2199 zł). Czy warto? Na to pytanie już każdy musi sobie odpowiedzieć sam. U mnie zależy to od okoliczności. W pracy telefon z dobrym aparatem jest dla mnie na wagę złota, ale prywatnie rzadko kiedy robię zdjęcia.</p> <p style="text-align: right;"><em>Tekst powstał przy wsp&oacute;łpracy z realme Polska, ale nie miało to wpływu na moją opinię.</em></p> <p>[ANKIETA:1300]</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/realme-gt-samsung-galaxy-s21-porownanie-czy-warto-opinie-zabojca-flagowcowFri, 18 Jun 2021 16:27:00 +0200Jak Apple przekonał mnie, że fajnie być głuptaskiem. Pół roku z MacBookiem Air M1https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/apple-macbook-air-m1-opinie-komentarz<p><img alt="Jak Apple przekonał mnie, że fajnie był głuptaskiem. Pół roku z MacBookiem Air M1" src="/images/2021/06/ali-mahmoudi-sy-C9CC_HZo-unsplash.jpg" /></p> <p><strong>Geniusz tkwi w prostocie, a chip M1 jest jej książkowym przykładem. Nie zawsze rewolucyjny, ale nic dziwnego, że tak możesz sądzić.</strong></p><p>M&oacute;wiąc serio, macOS szczerze nie cierpię. Nie – bo jest systemem, kt&oacute;ry <strong>konsekwentnie i na każdym kroku usiłuje mi udowodnić, że ma do czynienia z totalnym ignorantem</strong>. Bardziej dosadnie: tytułowym głuptaskiem. Z uporem nadgorliwego urzędnika domaga się ciągłego uwierzytelniania, stawiając przy tym na rozwiązania, kt&oacute;rych wygoda bardzo często jest ledwie iluzoryczna.</p> <p>Nawet czynność tak prozaiczna, jak <strong>usuwanie aplikacji, na platformie Apple’a to przedsmak do umowy kredytowej</strong>. Nie żartuję. Niby wystarczy przesunąć ikonkę do kosza i gotowe, ale po takim procesie zazwyczaj pozostaje na dysku masywna g&oacute;ra śmieci, kt&oacute;re trzeba p&oacute;źniej wysprzątać z użyciem dodatkowych narzędzi. Przy czym, bez względu na poziom uprawnień profilu, system wypluje monit o podanie hasła. Brakuje jeszcze tylko kod&oacute;w 2FA i opasłej makulatury ze skanem dowodu.</p> <p>Zatem, gdyby ktokolwiek jeszcze p&oacute;ł roku temu oznajmił mi, że będę zadowolony z Maca, <strong>to bym go po prostu wyśmiał</strong>. Z czego miałbym być zadowolony? – zapytałbym ironicznie. Ze zgłoszenia akcesu do elitarnego grona kultyst&oacute;w, kt&oacute;rzy będą pluli pod wiatr, byleby tylko stanąć w opozycji do reszty? Dobre sobie.</p> <p>Producenci gł&oacute;wnego nurtu jednakowoż też nie rozpieszczali. Co prawda sukces procesor&oacute;w AMD Ryzen zagwarantował pewną dywersyfikację, a Intel swym Projektem Athena wywindował parametry techniczne, ale <strong>w sektorze laptop&oacute;w o podwyższonej mobilności bez wątpienia brakowało świeżości</strong>; czegoś, co będzie można scharakteryzować w spos&oacute;b bardziej wysublimowany od dalszego stopniowania znanych przymiotnik&oacute;w.</p> <p>Tak oto, mimo niechęci do macOS, <strong>pod koniec listopada ubiegłego roku stałem się posiadaczem MacBooka Air z nowym w&oacute;wczas układem Apple M1</strong>. Dzisiaj, po ponad dw&oacute;ch kwartałach z jabłkiem na klapie, m&oacute;wię z czystym sumieniem: <strong>nie żałuję</strong>. Choć dziwactwa software’owe wkurzają nie mniej niż na starcie, sam sprzęt rekompensuje to z nawiązką. I może nie jest najpotężniejszy w swej klasie, ale na pewno niesamowicie przemyślany.</p> <h3><strong>Z czego się śmiać, a z czego nie</strong></h3> <p>Przyznam, z jednej strony chce mi się śmiać do rozpuku, gdy widzę w sieci por&oacute;wnania niskoprądowego M1 do jakichś wypasionych Core i9, kt&oacute;rych autorzy szumnie ogłaszają zwycięstwo konstrukcji Apple’a. Z drugiej jednak ciężko się im dziwić, bo zagrywka inżynier&oacute;w z Cupertino to wręcz <strong>arcydzieło sztuki tworzenia elektroniki konsumenckiej</strong>. Technicznie rzecz biorąc, w tle czai się banał, ale taki, na kt&oacute;rego realizację pozwolić sobie może wyłącznie firma prowadzona przez Tima Cooka.</p> <p>Uwaga, będzie trochę technogadki. A mianowicie, zamiast skupiać się na brutalnej sile przetwarzania, Apple zastosował bardzo sprytny myk. <strong>Zwiększył pamięci podręczne do poziom&oacute;w dotąd niespotykanych</strong>. Podczas gdy taki Intel Core 11-tej generacji ma 80 KB L1 i 1.25 MB L2, w przypadku M1 wielkości te wynoszą odpowiednio 320 KB oraz 12 MB. Bez wchodzenia w dalsze detale, oznacza to, że lwią część zar&oacute;wno rozkaz&oacute;w, jak i operand&oacute;w chip mieści w cache’u, nie marnotrawiąc cykli na relatywnie powolne odniesienia do RAM-u. M&oacute;wiąc obrazowo, nie jest może szybszy, jednak jeździ po kr&oacute;tszym torze.</p> <p>Raz jeszcze – nie jest to nic, z czego inżynierowie nie zdawaliby sobie sprawy, ale niesie za sobą <strong>drastyczny wzrost koszt&oacute;w produkcji, a co za tym idzie ceny końcowej</strong>. Niemniej o ile stanowi to przeszkodę nie do przejścia dla firm oferujących procesory jako p&oacute;łprodukt, kt&oacute;re muszą jeszcze wygospodarować miejsce na swoją marżę, o tyle <strong>Apple i tak zarobi</strong>. Na całym komputerze. Tymczasem wycinając z łańcucha zewnętrznego dostawcę, zyskuje bufor finansowy pozwalający popuścić wodzę fantazji. No i wracamy do punktu wyjścia. Bądź co bądź, zamknijmy nawias, bo nie sama architektura jest tutaj najważniejsza.</p> <h3><b>Na drodze do opus magnum</b></h3> <p><strong>Zdecydowanie ważniejsze jest to, jak decyzje projektowe przekładają się na realne użytkowanie sprzętu, a pod tym względem M1 to istny wymiatacz</strong>. Co z tego, że w wielokrotnie złożonych RUG-ach – pokroju eksportu kobylastych prezentacji Power Point do formatu PDF – konkurencyjny Intel Core i7-1185G7 rozjedzie go niczym walec, skoro dla zdecydowanej większości konsument&oacute;w szczytem ekstrawagancji jest kodowanie filmu ze smartfonu czy kamery sportowej.</p> <p>Osobiście podręczny laptop zwykłem traktować w kategorii <strong>notatnika, względnie ł&oacute;żkowego odtwarzacza multimedi&oacute;w, edytora grafiki 2D czy narzędzia księgowego</strong>. Nie usiłuję grać na nim w wymagające tytuły, a tym bardziej zmuszać do katorżniczej pracy przy montażu 4K czy kryptografii. Jak mniemam, większość myśli podobnie.</p> <p>MacBook Air M1 tymczasem każdą z docelowych r&oacute;l odgrywa fenomenalnie. Nie mając wentylatora, jest absolutnie bezgłośny, do tego wytrzymuje po kilkanaście godzin na akumulatorze i jeszcze potrafi zaskoczyć szybkością w codziennych zadaniach. Tak zaskoczyć, że wielu bezrefleksyjnie przypięło mu łatkę <strong>pogromcy wszystkich innych urządzeń</strong>, choć – jak już zdążyłem wyjaśnić – nie jest to zgodne ze stanem faktycznym.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/tech/aplikacje/apple-m1-czy-kupic-rosetta-2-mnacos-big-sur-emulacja-intel" target="_blank">Apple daje, Apple zabierze? Złe wieści o uruchamianiu program&oacute;w z Intela na M1</a></p> <p>No właśnie, co imponuje mi w MBA M1 szczeg&oacute;lnie, to <strong>optymalizacja w zakresie hardware’u</strong>. Przez lata przyzwyczajani byliśmy raczej do systemu, w kt&oacute;rym procesory mobilne są, m&oacute;wiąc niezbyt literacko, przeszczepami z desktop&oacute;w. Zazwyczaj wyglądało to tak, że producent brał wielozadaniowy rdzeń, po czym ciął w nim napięcie zasilające i siłą rzeczy taktowania, szukając kompromisu między zużyciem mocy a wydajnością (nawet intelowski Ice Lake to konstrukcja w połowie serwerowa). Apple stworzył natomiast chip, kt&oacute;ry od deski do deski budowany był jako mobilny; biurowo-multimedialny, i to procentuje.</p> <p>Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że <strong>M1 zmienił nie tylko moje postrzeganie Mac&oacute;w, ale postrzeganie laptop&oacute;w w og&oacute;le</strong>, co nawiasem m&oacute;wiąc, implikuje jeszcze jedno: to, jak ważne w projektowaniu elektroniki jest jasne określenie cel&oacute;w. Każdy komputer wszak, choć z definicji wielozadaniowy, kupowany jest z myślą o konkretnym spektrum zastosowań. Niniejszym Apple pokazał zaś, że rozumie tę zależność jak mało kto w branży, a ja żadnej wydanej złot&oacute;wki niewątpliwie żałować nie mogę. </p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/apple-macbook-air-m1-opinie-komentarzMon, 14 Jun 2021 21:33:50 +0200Koniec „miasta meneli”. Łódź będzie polskim Dubajem dzięki 5G Orangehttps://www.telepolis.pl/wiadomosci/felietony/orange-ericsson-polska-5g-lab-w-lodzi-lsse-startupy<p><img alt="5G Orange dla startupów w ŁSSE" src="/images/2021/06/5G-Orange-Ericsson-lodz/5G-Orange-Ericsson-lodzka-specjalna-strefa-ekonomiczna.jpg" /></p> <p><strong>Tak, Polska będzie miała sw&oacute;j Dubaj, a jego rolę odgrywać będzie Ł&oacute;dź. Niegdyś była to kolebka innowacji wł&oacute;kienniczych, dziś jest centrum rozwoju projekt&oacute;w technicznych, wykorzystujących najnowszy standard łączności.</strong></p> <p> </p><p>Dubaj kojarzy się z przepychem, ale nie tę twarz miasta mam na myśli, To także miejsce, gdzie sprawdzane są nowe rozwiązania. Powstają tam smartbudynki i infrastruktura, o kt&oacute;rych w Polsce możemy tylko pomarzyć… ale już niedługo. Ł&oacute;dź z „miasta meneli” zmieni się w miasto innowacji. Na własne oczy widziałam, co nas czeka i bardzo, bardzo mi się to podoba.</p> <h3><strong>Prawdziwe 5G Orange i Ericssona</strong></h3> <p>Widziałam, gdzie powstaną te wspaniałe automatyczne budynki, fabryki i sprzęt rozrywkowy, o kt&oacute;rym słyszymy we wspaniałych obietnicach. Pod koniec maja 2021 w Łodzi ruszył <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/wydarzenia/orange-5g-lodzka-specjalna-strefa-ekonomiczna">zapowiadany</a> <strong>5G Lab w Ł&oacute;dzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej</strong>. To przestrzeń, w kt&oacute;rej będzie można przetestować przyszłościowe projekty <strong>na identycznej infrastrukturze, na jakiej docelowo będzie działać 5G w Polsce</strong>.</p> <p>W fenomenalnie odnowionych budynkach pofabrycznych położona została infrastruktura „prawdziwego” 5G. Sieć obejmuje budynek gł&oacute;wny ŁSSE (na zdjęciu powyżej) oraz Centrum Kreatywności Fabryka – mniejszy budynek kilkaset metr&oacute;w dalej. Do budowy tej sieci Orange wykorzystał 10 anten, obejmujących zasięgiem ponad tysiąc metr&oacute;w kwadratowych. I wiecie co? Nie widać ani jednej!</p> <p>To nie są żadne p&oacute;łśrodki ani podr&oacute;bki. <strong>Sieć ta działa w docelowym dla 5G paśmie 3,6 GHz i r&oacute;wnolegle w paśmie 2100 MHz</strong>. To <strong>pierwsza w Polsce sieć wewnętrzna w docelowej częstotliwości</strong> i z pewnością w Orange pękło przez to kilka szampan&oacute;w – jest pow&oacute;d do świętowania. 5G Lab Ł&oacute;dzkiej Strefy pozwoli osiągnąć prędkość pobierania na poziomie 850 Mb/s przy zachowaniu minimalnych op&oacute;źnień. Wszystko dzieje się oczywiście pod czujnym okiem UKE.</p> <p>W projekcie <strong>brał udział r&oacute;wnież Ericsson, kt&oacute;ry zresztą ma biura niedaleko ŁSSE</strong>, jest wieloletnim partnerem strefy i często jest obecny przy podobnych inicjatywach lokalnych. Przypomnę, że Ericsson dostarczył także sprzęt dla eksperymentalnej sieci 5G na kampusie Politechniki Ł&oacute;dzkiej. Ericsson i Orange dostarczają także bezcenną wiedzę, niezbędną do realizacji projekt&oacute;w o złożoności bliskiej magii.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/wydarzenia/5g-ericsson-politechnika-lodzka-dih-startupy">5G na Politechnice Ł&oacute;dzkiej już działa. Startupy i studenci mogą korzystać</a></p> <h3><strong>5G Lab w Łodzi – po co i dla kogo?</strong></h3> <p><strong>Na istnieniu 5G Labu w ŁSSE i podobnych ośrodk&oacute;w skorzystamy wszyscy</strong>, choć nie od razu i większość korzyści będzie raczej dyskretna. Poprawi się ruch drogowy, tu i tam spadnie zużycie energii i może akurat Twoja praca będzie trochę łatwiejsza. Dużo takich małych zmian tu i tam w końcu sprawi, że komfort naszego życia będzie zauważalnie wzrastać.</p> <p>W Ł&oacute;dzkim 5G Labie będą powstawać właśnie takie drobiazgi. To <strong>pierwszy w Polsce kampus 5G, gdzie młode firmy mogą testować</strong> i rozwijać swoje produkty i – nie b&oacute;jmy się tego określenia – kształtować przyszłość. Przestrzeń i infrastruktura są już dostępne dla wybranych startup&oacute;w z programu „S5 – Akcelerator Technologii 5G”. W sumie jest to 40 firm, kt&oacute;re dostaną dostęp do 5G, 13 mln złotych i opiekę mentor&oacute;w. Otoczenie ŁSSE pomoże w dalszym szukaniu inwestycji. W końcu ł&oacute;dzka strefa jest najlepsza w Europie i ma trzecie miejsce w rankingu światowym.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/wydarzenia/orange-zielony-tydzien">W Orange rusza Zielony Tydzień</a></p> <h3><strong>Byłam w Łodzi, widziałam przyszłość</strong></h3> <p>Oczywiście otwarcie 5G Labu w ŁSSE nie obeszło się bez prezentacji projekt&oacute;w, kt&oacute;re będą tu rozwijane. Organizatorzy wybrali cztery produkty z r&oacute;żnych sektor&oacute;w i moim zdaniem zrobili to perfekcyjnie. Każdy z nich rozwiązuje realny problem, kt&oacute;ry trudno byłoby rozwiązać bez 5G i wsp&oacute;łczesnej elektroniki.</p> <p>Zacznę od projektu <strong>Arktikus</strong>, kt&oacute;ry <strong>wydał mi się najbardziej praktyczny</strong>. Być może dlatego, że przepracowałam kiedyś p&oacute;ł dnia w restauracji :-). No i wiem, jak ważne jest prawidłowe chłodzenie produkt&oacute;w dla zdrowia klient&oacute;w gastronomii i sklep&oacute;w. Inspekcje sanitarne wymagają zapisywania pomiar&oacute;w także w dni wolne i przeglądają taką dokumentację przy kontroli, więc nie jest lekko. Dlatego właśnie <strong>Arktikus powstał… w restauracji</strong> założycieli firmy.</p> <p><img alt="Arktikus – sensor 5G dla chłodni i gastronomii" src="/images/2021/06/5G-Orange-Ericsson-lodz/5g-orange-w-lodzi-arktikus.jpg" /></p> <p>Arktikus to urządzenie przystosowane do pracy w niskich temperaturach. Energooszczędny sensor raportuje temperaturę otoczenia, korzystając z 5G. Rozwiązanie świetnie się skaluje. Można zamontować jeden lub dwa w chłodni restauracji, a można rozmieścić dziesiątki urządzeń w wielkopowierzchniowej chłodni. Jest jeszcze lepiej – <strong>sensory Arktikus mogą jeździć w całej flocie ciężar&oacute;wek chłodniczych</strong> i monitorować transport mrożonek czy lod&oacute;w. Przy tym urządzenie jest niewielkie. Na zdjęciu powyżej założycielka Arktikusa trzyma sensor w dłoni.</p> <p>Myslę, że prezentacja możliwości 5G nie mogła obejść się bez ukłonu w kierunku energii pozyskiwanej ze źr&oacute;deł odnawialnych. Dla tego sektora powstał projekt WindTAK 5G VG. To komplet sensor&oacute;w do monitorowania pracy elektrowni wiatrowych, zapewniający im r&oacute;wnież zupełnie nowe możliwości komunikacji dzięki sieci 5G. Urządzenie zostało umieszczone w prototypowej obudowie (na razie wydrukowanej na drukarce 3D), kt&oacute;ra zapewni aerodynamikę niezbędną w docelowych warunkach pracy.</p> <p><img alt="5G Orange w ŁSSE: projekt WindTAK 5G VG" src="/images/2021/06/5G-Orange-Ericsson-lodz/5g-orange-w-lodzi-arktikus-WindTAK-5G-VG.jpg" /></p> <p>Efekt? Będzie można monitorować elektrownię wiatrową z dowolnego miejsca na Ziemi. Przy tym sensory umożliwią wczesne wykrywanie potencjalnych usterek i wyłączenie turbiny, zanim stanie się z nią coś złego. Instalacja sieci tych maleństw przełoży się na oszczędność milion&oacute;w złotych – będzie mniej przestoj&oacute;w, usterki będą wykrywane znacznie wcześniej, więc i naprawa będzie potencjalnie łatwiejsza.</p> <p>Kolejny projekt to system Intelliventory firmy cthings.to. <strong>Ta skrzynka to „brama” do świata 5G ze świata przemysłu</strong>. Intelliventory to udząrzenia połączeniowe i platforma kontrolująca cały system, kt&oacute;re można wykorzystać przy wdrożeniu 5G w zakładzie produkcyjnym. Przepustowość sieci 5G i minimalne op&oacute;źnienia może dzięki temu posłużyć do optymalizacji produkcji. Pandemia COVID-19 pokazała nam, że optymalizacji nigdy za wiele i na pewno nie zaszkodzi automatyzacja, gdy ludzie nie mogą pracować, a łańcuchy dostaw muszą działać.</p> <p><img alt="Orange 5G Intelliventory" src="/images/2021/06/5G-Orange-Ericsson-lodz/5g-orange-w-lodzi-intelliventory.jpg" /></p> <p>Na koniec zostawiłam projekt, kt&oacute;ry być może spełni moje marzenie o wirtualnej obecności. Marzy mi się możliwość oglądania koncert&oacute;w w goglach VR, jeśli nie jestem w stanie być tam osobiście. <strong>Omniview VR/360</strong> służy właśnie do tego. <strong>Kamerę 360° można zamontować na stadionie, w sali koncertowej albo na hali produkcyjnej</strong>. <strong>Osoba w goglach VR może w czasie rzeczywistym „przenieść się” do tego miejsca</strong>. Jeśli kamera będzie zamontowana na ruchomym stojaku albo na suwnicy, można nawet dać odbiorcom pewną swobodę ruchu, ale już możliwość rozejrzenia się dookoła robi wrażenie.</p> <p><img alt="Omniview kamera 360°/VR korzystająca z 5G" src="/images/2021/06/5G-Orange-Ericsson-lodz/5g-orange-w-lodzi-omniview-vr-360.jpg" /></p> <p><strong>Sieć 5G Orange w budynku ŁSSE poradziła sobie doskonale z transmisją</strong> na żywo na niewielką odległość, a danych było mn&oacute;stwo.</p> <p>Po tym spotkaniu mam wrażenie, że widziałam przyszłość i bardzo mi się ta przyszłość podoba. Czekam na czystą energię bez problem&oacute;w, bezpieczną żywność i koncerty w VR… oraz na to, by Ł&oacute;dź z „miasta meneli” stała się miastem zaawansowanym technicznie. Spr&oacute;buję się dowiedzieć, co jeszcze robią startupy z programu S5 w ł&oacute;dzkim 5G Lab – na razie zobaczyłam tylko 10% potencjału.</p>https://www.telepolis.pl/wiadomosci/felietony/orange-ericsson-polska-5g-lab-w-lodzi-lsse-startupySun, 06 Jun 2021 17:39:00 +0200Huawei HarmonyOS: miało być mikrojądro, jest maxi fikołekhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/huawei-harmonyos-architektura-jadro-systemu-android-linux<p><img alt="HarmonyOS – centrum sterowania" src="/images/2021/06/Huawei-HarmonyOS/harmonyOS-control-center-smartwatch-slajd-z-youtube-huaweo.jpg" /></p> <p><strong>Bo jak inaczej nazwać to, że nawet sam producent nie jest w stanie jednoznacznie zdefiniować, czym właściwie jest nowy system. </strong></p><p>Wierzcie mi lub nie, ale hejterem Huawei’a zdecydowanie nie jestem. Wprost przeciwnie – szalenie imponuje mi zręczność, z jaką chiński producent porusza się po og&oacute;lnoświatowym rynku, atakując kolejne sektory produktowe mimo jawnie wrogiego lobby USA. Problem w tym, że patrząc z punktu widzenia sympatyka, kt&oacute;ry z uporem maniaka śledzi kolejne doniesienia z Shenzhen, niniejszym czuję się niczym kołowrotek. Serio.</p> <h3><strong>Huawei obiecał mikrojądro w Hongmeng</strong></h3> <p>Cofnijmy się do sierpnia 2019 roku, kiedy to w trakcie konferencji dla deweloper&oacute;w, świeżo przyciśnięty niesławną blokadą handlową, Huawei po raz pierwszy prezentował system HarmonyOS. Dodajmy, wtedy jeszcze znany w mediach gł&oacute;wnie pod kodową nazwą Hongmeng, aczkolwiek sam producent kod ten rozszyfrował.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/wydarzenia/huawei-hongmeng-os-ma-byc-szybszy-od-androida-oraz-ios">Huawei: Hongmeng OS ma być szybszy od Androida oraz iOS</a></p> <p>Wtedy też przedstawiono HarmonyOS jako system oparty na tzw. <strong>mikrojądrze</strong>. Bez wchodzenia w detale, <strong>chodzi o taki rodzaj OS-u, kt&oacute;ry domyślnie zawiera jedynie funkcje kanoniczne, takie jak niskopoziomowe zarządzanie przestrzenią adresową czy moduł planisty (dyspozytor)</strong>. W tego rodzaju układance wszystkie pozostałe komponenty, w tym sterowniki, system plik&oacute;w, a nawet mechanizmy komunikacji międzyprocesowej, leżą już w warstwie użytkownika. Słowem, mogą być modyfikowane i wymieniane niezależnie od samego systemu, i to bardzo kusząca wizja.</p> <p>Monolityczne <strong>jądro Linuksa, kt&oacute;re stoi u podstaw Androida</strong>, zawiera dziesiątki milion&oacute;w linijek kodu. Często literalnie zbędnego, jeśli weźmiemy pod uwagę na przykład sterowniki do egzotycznych drukarek i fakt, że mogą się one znaleźć w galanterii lub Thermomiksie – a to tylko pierwsze przykłady z brzegu. <strong>Tymczasem mikrojądra są nawet o cztery-pięć rzęd&oacute;w wielkości mniejsze, ich elastyczność pozwala zaś umieścić w pamięci urządzenia tylko to, co jest istotnie potrzebne.</strong></p> <p>Zachwytom nie było końca, a rozentuzjazmowani przedstawiciele Huawei’a, z prezesem Richardem Yu na czele, przekrzykiwali się w prezentowaniu kolejnych zalet HarmonyOS. Spychając na bok korporacyjną kurtuazję, Androida – oraz iOS – sam Yu wprost określił mianem przeładowanego kodem, podczas gdy autorski dyspozytor deterministyczny miał na łopatki rozkładać szeregowe planowanie Linuksa pod względem efektywności przydzielania zasob&oacute;w. Oj, naprawdę spektakularna to była prezentacja.</p> <center> <blockquote class="twitter-tweet"> <p dir="ltr" lang="en">A modularized <a href="https://twitter.com/hashtag/HarmonyOS?src=hash&amp;ref_src=twsrc%5Etfw">#HarmonyOS</a> can be nested to adapt flexibly to any device to create a seamless cross-device experience. Developed via the distributed capability kit, it builds the foundation of a shared developer ecosystem <a href="https://twitter.com/hashtag/HDC2019?src=hash&amp;ref_src=twsrc%5Etfw">#HDC2019</a> <a href="https://t.co/2TD9cgtdG8">pic.twitter.com/2TD9cgtdG8</a></p> — Huawei Mobile (@HuaweiMobile) <a href="https://twitter.com/HuaweiMobile/status/1159730902341234688?ref_src=twsrc%5Etfw">August 9, 2019</a></blockquote> <script async src="https://platform.twitter.com/widgets.js" charset="utf-8"></script></center> <p>Fantasmagoria? Nie – na profilach społecznościowych firmy Huawei cały czas znaleźć można archiwalne wpisy z tamtego okresu, wypchane efektownymi animacjami i buńczucznymi slajdami. Mało tego, wciąż aktywne pozostaje też <a href="https://github.com/Awesome-HarmonyOS/HarmonyOS">repozytorium na GitHubie</a> zawierające źr&oacute;dła i rozszerzoną dokumentację, co stanowi żywy dow&oacute;d na to, że opisywany projekt istnieje. W jakiejś formie.</p> <h3><strong>HarmonyOS ma niespodziankę: proces z Androida Q</strong></h3> <p>Po środowej konferencji i szumnej prezentacji HarmonyOS 2.0 rodzi się jednakowoż nieuchronne pytanie, o jaką właściwie formę chodzi. Ja przyznam, że zgłupiałem. Nie wiem i chyba sam Huawei r&oacute;wnież nie do końca wie, porzucając niestety rewolucjonizowanie rynku mobilnych system&oacute;w operacyjnych na rzecz marketingowego pudrowania.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/aplikacje/huawei-harmonyos-nowy-system-android-iot-aktualizacja">Huawei pokazał HarmonyOS: lekarstwo na trudne połączenia</a></p> <p>Do rzeczy. Mijają niespełna dwa lata; jest czerwiec 2021 roku i bloki startowe opuszcza właśnie rzeczony HarmonyOS 2.0. Tylko, wbrew sugestywnej nazwie, ma on tyle wsp&oacute;lnego z rzekomym poprzednikiem, co płaskoziemcy z wiedzą naukową.</p> <p>Jak już wiadomo, <strong>HarmonyOS 2.0 to po prostu kolejna wariacja na temat Androida 10</strong>, w dodatku nosząca znamiona pracy wykonywanej na kolanie. Okazuje się bowiem, że w systemie pozostał proces easter egga protoplasty. Wprawdzie Huawei zasłania się użyciem nadplanowych zasob&oacute;w, ale to nie zmienia sedna sprawy: nowy HarmonyOS ma się nijak do pierwotnie przedstawionych, rewolucyjnych założeń. Cytując prezesa Richarda Yu, jest przeładowany kodem i archaiczny, ale zostawmy zgryźliwości.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/aplikacje/huawei-harmonyos-hongmeng-android-10-sdk-aplikacje-programowanie">Huawei HarmonyOS miał rozgromić Androida, a sam jest Androidem</a></p> <p>Forkowanie Androida ciężko piętnować, wszak w mniejszym bądź większym stopniu robi to lwia część branży. W tym miejscu wystarczy przytoczyć przykład Amazon Fire OS, nie wspominając już o dziesiątkach nakładek UI, spośr&oacute;d kt&oacute;rych znaczna część ewidentne znamiona back-endowych modyfikacji r&oacute;wnież nosi. Znamienny jest natomiast fikołek, kt&oacute;ry włodarze Huaweia wykonali.</p> <p><strong>Repozytorium mikokernelowego HarmonyOS właściwie od chwili premiery jedynie leży i pokrywa się kurzem</strong>. Temat jego komercyjnego zastosowania ucichł wraz z garstką telewizor&oacute;w z niedostępnej na Starym Kontynencie rodziny Vision TV. Tym, co finalnie trafia do użytkownik&oacute;w <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/aplikacje/android-huawei-harmonyos-aktualizacja-telefon-kiedy">ponad 100 urządzeń</a>, jak się pochwalono, jest de facto kolejne wcielenie popularnego robocika. Bardzo estetyczne, bo przywodzące na myśl fenomenalnego w tej kwestii Deepin Linuksa, a ponoć także zoptymalizowane jak nigdy… ale jednak to dalej stare schematy. Co najwyżej w ciekawszym anturażu.</p> <p>Rozumiem poniekąd narrację, że sp&oacute;łka z Shenzhen zunifikowała nazewnictwo, by, jak twierdzą niekt&oacute;rzy komentatorzy, podkreślić wsp&oacute;lny ekosystem. Ma to sens, gdyż <strong>niewykluczone, że prostsze urządzenia – pokroju smart zegark&oacute;w – mimo wszystko otrzymają mikrokernel, czyli prawdziwy HarmonyOS</strong>. Zresztą, na to wskazuje jedna z wypowiedzi Huawei&#39;a, kt&oacute;ry utrzymuje teraz, że jądro Linux trafi wyłącznie na "urządzenia z większą ilością pamięci". Bądź co bądź, patrząc z technicznego punktu widzenia, w najlepszym razie wyszedł z tego chaos, w gorszym – soczysty policzek dla tych, kt&oacute;rzy wierzyli w rewolucję na nieco skostniałym już rynku mobilnych OS-&oacute;w.</p> <p>Konia z rzędem temu, kto się w tym zamieszaniu odnajdzie, <strong>bo pamiętajmy, że – obok projekt&oacute;w z serii Harmony – Huawei rozwija też LiteOS</strong>; mikrokernelowy system dla urządzeń internetu rzeczy. Trochę paradoksalnie, temu ostatniemu jest do pierwotnego HarmonyOS bliżej niż nowej wersji 2.0, kt&oacute;ra stosując dotychczasową nomenklaturę, mogłaby być kolejnym EMUI. Dodatkowo, <strong>sam HarmonyOS pierwszej generacji został wcielony w otwartoźr&oacute;dłowy projekt OpenHarmony</strong>, a ten – żeby było zabawniej – idzie dwoma ścieżkami. Tylko jedna z nich wychodzi od zera, druga to z kolei pocięty Android. Nie zazdroszczę ludziom z PR-u, kt&oacute;rzy będą musieli tłumaczyć te zawiłości statystycznemu konsumentowi. </p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/huawei-harmonyos-architektura-jadro-systemu-android-linuxThu, 03 Jun 2021 10:56:00 +0200Allegro reklamuje podróbki telefonów... bo inni też tak robiąhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/allegro-podrobka-smartfon-telefon<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/03/allegro-podrobki/allegro-promuje-podrobki-0.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Na Allegro aż roi się od podr&oacute;bek popularnych smartfon&oacute;w. Co z tym problemem robi Allegro? Zamiast chronić klient&oacute;w, serwis aktywnie je promuje.</strong></p><p>Jakiś czas temu podczas przeglądania Facebooka <strong>w oczy rzuciła mi się w oczy reklama Allegro</strong>. Na listę promowanych ofert składały się w większości smartfony – Samsung Galaxy S21 Ultra, Huawei Mate 40 Pro, Xiaomi Mi 10 Ultra… Raczej nic niezwykłego, biorąc pod uwagę moją pracę i czego na co dzień w Internecie szukam. Ale mimo wszystko coś mi nie grało, tylko do końca nie byłem pewny co.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Phone 12 Pro Max - podróbka iPhone 12 Pro Max" src="/images/2021/03/allegro-podrobki/iphone-12-pro-mas-podrobka.jpg" /></p> <p>Nagle olśnienie – <strong>wszystkie te telefony nie były modelami, za kt&oacute;re początkowo je brałem, a tanimi „no-name’ami” starającymi się imitować popularne urządzenia</strong>. Oczywiście dla osoby zainteresowanej tematem r&oacute;żnice były widoczne na pierwszy rzut oka: podr&oacute;bki były od oryginał&oacute;w dużo tańsze i miały gorszą specyfikację. Także design po bliższej analizie nie był kopią 1:1, choć<strong> na miniaturce podobieństwo potrafiło być uderzające</strong>. Jeśli ktoś w dzieciństwie dostał pod choinkę konsolę PolyStation zamiast PlayStation, z pewnością wie, o czym mowa.</p> <p style="text-align:center"><img alt="S21U - podróbka Samsung Galaxy S21 Ultra" src="/images/2021/03/allegro-podrobki/samsung-galaxy-s21-ultra-podrobka.jpg" /></p> <p>Sęk jednak w tym, że o ile dla mnie fakt, że mam do czynienia z podr&oacute;bkami, był oczywisty, tak<strong> jestem sobie w stanie wyobrazić, że wiele os&oacute;b nietechnicznych mogłoby się na taką pułapkę łatwo złapać. I nie mam raczej wątpliwości, że taka jest intencja os&oacute;b handlujących tego typu sprzętem</strong>. W końcu, kiedy urządzenie nazywa się „Phone12 Pro Max”, jego design imituje najnowszego iPhone’a, a ikonki interfejsu są żywcem wzięte z iOS, trudno nazwać to przypadkiem, prawda?<strong> </strong></p> <p><strong>Co gorsza, Allegro takich ofert nie tylko nie usuwa, ale wręcz aktywnie je promuje, przez co pojawiają się one m.in. w reklamach platformy na Facebooku i nabierają wiarygodności. </strong>Nie są to też pojedyncze incydenty, a zjawisko, kt&oacute;re obserwuję regularnie od kilku miesięcy i na kt&oacute;re zwr&oacute;cili moją uwagę także znajomi z branży (w tym nasz naczelny, od kt&oacute;rego pożyczyłem poniższy zrzut ekranu).</p> <p style="text-align:center"><img alt="Allegro - reklama podróbek na Facebooku" src="/images/2021/03/allegro-podrobki/reklama-facebook.jpg" /></p> <h3><strong>Allegro: Ale Amazon tez tak robi...</strong></h3> <p>Sytuacja, kiedy największa w Polsce platforma e-commerce podpisuje się pod tego typu praktykami, jest, ujmując rzecz bardzo łagodnie, niepokojąca. Z tego powodu postanowiłem wyjaśnić ją prosto u źr&oacute;dła i dopytać o kilka kwestii – m.in. czy są świadomi takiego procederu i jakie kroki podejmują, by chronić przed nim swoich klient&oacute;w.</p> <p>Jak się okazuje – żadne. Tak w każdym razie wynika z odpowiedzi, kt&oacute;rą po dw&oacute;ch tygodniach otrzymałem od rzecznika serwisu, pana Marcina Gruszki. <strong>Allegro co prawda zabrania w swoim regulaminie handlu towarami łamiącymi polskie prawo – a takimi są podr&oacute;bki – ale jeśli sprzedawca nie afiszuje się z cudzym logotypem, to według przedstawicieli serwisu problemu właściwie nie ma. </strong>M&oacute;wiąc kr&oacute;tko – w opisanej sytuacji serwis umywa ręce.</p> <p>Stanowisko to zostało zresztą podparte bardzo dobrym argumentem – <strong>„bo konkurencja też tak robi”</strong>. Ta „konkurencja” to oczywiście <strong>Amazon</strong>, kt&oacute;ry, jak się dowiedziałem, rzekomo r&oacute;wnież ma w swojej ofercie tanie smartfony podszywające się pod droższe modele renomowanych marek.</p> <div style="text-align:center"> <figure class="image" style="display:inline-block"><img alt="iPhone 12 Pro Max - podróbka" src="/images/2021/03/allegro-podrobki/phone-12-pro-max-hero.jpg" /> <figcaption>Zdjęcie promujące jeden z podrobionych telefon&oacute;w. Logo Apple nie ma, ale podobieństwo jest uderzające.</figcaption> </figure> </div> <p>I faktycznie – jeśli poszukamy, podobne urządzenia znajdziemy r&oacute;wnież w ofercie polskiego Amazona. Oczywiście samo w sobie jest to poważnym problemem i podobnie jak Allegro, także serwis Jeffa Bezosa zasługuje z tego tytułu na słowa krytyki. Ale jest pewna istotna r&oacute;żnica: <strong>nie spotkałem się z sytuacją, by Amazon tego typu produkty aktywnie promował gdziekolwiek poza swoim portalem, a Allegro i owszem</strong>. Dodajmy do tego fakt, że o te niepokojące praktyki zapytaliśmy Allegro jeszcze przed startem Amazona w Polsce.</p> <p>Zresztą o czym my tu rozmawiamy? <strong>Argument „bo inni też tak robią” nie zmienia przecież faktu, że od największej w Polsce platformy e-commerce możemy oczekiwać, że przynajmniej w jakimś stopniu będzie pr&oacute;bowała chronić klient&oacute;w przed sprzedawcami, kt&oacute;rzy żerują na ich niewiedzy.</strong> Tymczasem Allegro wydaje się tą kwestią zupełnie nie przejmować. Na moje pytanie o to, co serwis robi, by bronić użytkownik&oacute;w, w odpowiedzi zasugerowano, że przecież nie ma takiej potrzeby, skoro oferty są  zakwalifikowane do właściwych kategorii i mają poprawnie wypisane parametry.</p> <blockquote> <p>O ile w nazwie kodowej modelu da się doszukiwać podobieństw z modelami topowych producent&oacute;w, to same oferty we wszystkich obszarach są poprawnie zakwalifikowane. Pamiętajmy, że w elektronika to nie moda gdzie wz&oacute;r i kolor jest kluczowy. Tutaj specyfikacja i funkcjonalności są bardziej istotne.</p> </blockquote> <p style="text-align: right;">– tłumaczy Marcin Gruszka, PR Product Manager w Allegro.pl</p> <p>C&oacute;ż, podziwiam tę szczerą wiarę w świadomość konsument&oacute;w kupujących telefony. Szkoda, że wystarczy chwilę porozmawiać z ludźmi na ulicy, by zrozumieć, jak mało ma wsp&oacute;lnego z rzeczywistością.</p> <h3><strong>Prawo też nie chroni konsument&oacute;w</strong></h3> <p>Niestety zła wiadomość jest taka, że bagatelizowanie problemu przez Allegro jest częściowo uzasadnione. Żeby lepiej zrozumieć, jak dokładnie wygląda sytuacja prawna związana z handlem podr&oacute;bkami, <strong>zgłosiłem się do Krajowej Administracji Skarbowej</strong>, kt&oacute;ra na mocy obowiązujących w Polsce przepis&oacute;w jest instytucją odpowiedzialną  za zwalczanie handlu podrobionymi towarami. W ten spos&oacute;b dowiedziałem się także trochę o skali zjawiska handlu podrabianą elektroniką.</p> <p><strong>W 2020 roku działania Skarb&oacute;wki doprowadziły do zatrzymania podrobionej elektroniki na kwotę ok. 2,2 mln zł, z czego niecałe 1,6 mln zł przypada na telefony kom&oacute;rkowe. </strong>Czy to dużo? C&oacute;ż, łączna wartość wszystkich podrobionych towar&oacute;w przechwyconych w tym okresie wyniosła ponad 60 mln zł. Na podstawie tych danych można przyjąć, że w kontekście całego zjawiska handel podr&oacute;bkami telefon&oacute;w to kropla w morzu.</p> <p>Ale jest tutaj pewien haczyk. Przepisy, w oparciu o kt&oacute;re działa Krajowa Administracja Skarbowa, zostały skonstruowane tak, by chronić przede wszystkim prawa własności intelektualnej – w tym przypadku producent&oacute;w, kt&oacute;rych produkty zostały podrobione. M&oacute;wimy tu o logotypach, patentach itd. Jeśli ktoś świadomie narusza tego typu prawa, wprowadzając do obrotu podrobiony towar, grozi mu kara więzienia nawet do 5 lat.</p> <p><strong>Jeżeli jednak do takiego naruszenia nie dojdzie, bo np. zamiast „Xiaomi” napisano „Xioami” nieco innym fontem, dany towar zasadniczo jest legalny i za handel nim nikogo nie można pociągnąć do odpowiedzialności.</strong></p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/03/allegro-podrobki/allegro-promuje-podrobki-2.jpg" /></div> <p><br /> I bardzo dobrze, bo m&oacute;wimy tu o systemie ochrony własności przemysłowej, kt&oacute;ry inaczej skonstruowany m&oacute;głby być podatny na poważne nadużycia. <strong>Problem w tym, że nie chroni on w żaden spos&oacute;b konsument&oacute;w przed produktami podobnymi do tych, kt&oacute;re opisałem na początku artykułu. </strong>W końcu nie znajdziemy tam ani zastrzeżonych znak&oacute;w towarowych, ani nawet skopiowanego 1 do 1 designu – zgodnie z przepisami nie mamy więc do czynienia z podr&oacute;bką. A nawet jeśli – formalnie to nie konsument jest tutaj poszkodowany, a właściciel praw do oryginalnego produktu i to on m&oacute;głby się domagać pociągnięcia dystrybutora bądź sprzedawcy do odpowiedzialności.</p> <p>A co może konsument? <strong>Konsument może spr&oacute;bować skorzystać z rękojmi na normalnych zasadach</strong> i tak właściwie na tym się kończy. Niestety aktualnie obowiązujące przepisy nie dają za bardzo możliwości, by wyciągnąć konsekwencje wobec sprzedawcy, oferującego gorszej jakości produkt, podszywający się w ten spos&oacute;b pod znaną markę.</p> <h3><strong>Świadomy konsument – urocza, ale fikcja</strong></h3> <p>I tu dochodzimy być może do sedna problemu. Aktualne przepisy zakładają, że konsumenci podejmują świadome decyzje zakupowe, o ile sprzedawcy dostarczą im niezbędnych informacji na temat produktu. To zresztą podobna logika do tej stosowanej przez Allegro, choć, jak podejrzewam, wynikająca z trochę mniej cynicznych pobudek. Tylko czy takie założenie ma w dzisiejszych czasach rację bytu? Podejrzewam, że tak ja, jak i większość naszych stałych czytelnik&oacute;w wiedzą, czym r&oacute;żni się Snapdragon 888 od „czterordzeniowego procesora 1,3 GHz”. Tylko czy od każdego można wymagać takiej wiedzy? <strong>Bo bądźmy realistami – większość os&oacute;b jej nie posiada i prawdopodobnie nawet nie wiedziałaby, gdzie szukać takich informacji.</strong></p> <p>Tylko co z takimi ludźmi robić? Zostawić ich samych sobie i patrzeć, jak w akcji prezentuje się kapitalizm? To jedna z opcji. Drugim końcem skali byłoby oczekiwanie, że państwo oraz platformy sprzedażowe staną się szeryfami, weryfikującymi każdy produkt i arbitralnie decydującymi, kt&oacute;re z nich mogą trafić do sprzedaży, a kt&oacute;re nie. Oczywiście taka sytuacja też rodziłaby swoje problemy i prowokowała szereg patologii. Właściwe rozwiązanie leży pewnie gdzieś pośrodku, ale nie uważam, żebym był właściwą osobą do podawania gotowej recepty na ten – bądź co bądź – złożony problem. Jestem natomiast przekonany, że <strong>niepodpisywanie się pod ofertami jawnie żerującymi na niewiedzy konsument&oacute;w to takie minimum, kt&oacute;rego moglibyśmy oczekiwać od największej w Polsce platformy e-commerce</strong> – nawet jeśli konkurencja też tak robi.</p> <p><strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/poradniki/telefon-na-raty-a-smierc-abonenta-co-dalej">Telefon na raty a śmierć abonenta - co dalej?</a><br /> <strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/prawo-finanse-statystyki/allegro-olx-player-google-aplikacje-polska-mediapanel" target="_blank">Allegro, OLX i Player to najpopularniejsze aplikacje w Polsce</a></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/allegro-podrobka-smartfon-telefonWed, 24 Mar 2021 18:05:00 +0100Oto nowa platforma Telepolis.pl do testów hardware’uhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/platforma-testowa-telepolis-testy-hardware<p style="text-align:center"><img alt="Platforma testowa Telepolis.pl" src="/images/2021/03/platforma-testowa/platforma-ze-znakiem.jpg" /></p> <p><strong>Kto nie idzie do przodu, ten się cofa – powiedział kiedyś niemiecki poeta Johann Wolfgang von Goethe. W myśl tej zasady Telepolis.pl idzie do przodu i rozwija się o testy hardware’u, przy kt&oacute;rych nie obejdzie się bez odpowiedniej platformy. Zobaczcie, na czym będziemy sprawdzać podzespoły komputerowe!</strong></p><p>Od kilku miesięcy pracowaliśmy nad stworzeniem platformy testowej, kt&oacute;ra pozwoliłaby nam na merytoryczne i wysokie jakościowo testy podzespoł&oacute;w komputerowych. Kluczowe jest sprawdzanie wydajności kart graficznych, dysk&oacute;w czy pamięci RAM zawsze w tych samych warunkach, aby możliwe było por&oacute;wnywanie ich między sobą. Stąd właśnie wzięła się potrzeba stworzenia wspominanej platformy, co ostatecznie udało nam się zrobić. Patrząc na panującą na rynku sytuację, na pewno domyślacie się, że nie było to zadanie łatwe. Najważniejsze jednak, że ostatecznie możemy pokazać Wam pierwsze efekty tych prac, co nie byłoby możliwe bez naszych partner&oacute;w – Intela, MSI, XPG, Palit oraz AOC.</p> <h3><strong>Specyfikacja platformy testowej Telepolis.pl</strong></h3> <p>Na początek zacznijmy od suchej specyfikacji naszej platformy, a om&oacute;wieniem poszczeg&oacute;lnych element&oacute;w i plan&oacute;w zajmiemy się p&oacute;źniej. Na ten moment, i w najbliższym czasie nie planujemy zmian, nasza platforma wygląda następująco:</p> <ul> <li>Procesor: <a href="https://ark.intel.com/content/www/pl/pl/ark/products/199329/intel-core-i9-10900f-processor-20m-cache-up-to-5-20-ghz.html" rel="nofollow" target="_blank">Intel Core i9-10900F</a></li> <li>Chłodzenie: <a href="https://www.adata.com/pl/xpg/644" rel="nofollow" target="_blank">XPG Levante 240</a></li> <li>Płyta gł&oacute;wna: <a href="https://pl.msi.com/Motherboard/MEG-Z490-UNIFY" rel="nofollow" target="_blank">MSI MEG Z490 Unify</a></li> <li>Pamięci RAM: <a href="https://www.adata.com/pl/xpg/606" rel="nofollow" target="_blank">XPG Spectrix D60G</a> 32 GB (4 × 8 GB) DDR4 4133 MHz CL19</li> <li>Karta graficzna: <a href="https://eu.palit.com/palit/vgapro.php?id=3851&amp;lang=pl&amp;pn=NE63070T19P2-1040J&amp;tab=ov" rel="nofollow" target="_blank">Palit GeForce RTX 3070 JetStream OC 8 GB</a></li> <li> Dysk: <a href="https://www.adata.com/pl/xpg/681" rel="nofollow" target="_blank">XPG GAMMIX S50 Lite SSD NVMe Gen4x4</a></li> <li>Zasilacz: <a href="https://www.adata.com/us/xpg/641" rel="nofollow" target="_blank">XPG Core Reactor 850 Gold</a></li> <li>Obudowa: <a href="https://www.xpg.com/pl/feature/640/" rel="nofollow" target="_blank">XPG Battlecruiser</a></li> <li>Monitor: <a href="https://eu.aoc.com/pl/gaming-monitors/ag251fz" rel="nofollow" target="_blank">AOC AGON AG251FZ</a></li> </ul> <h3><strong>Procesor Intel Core i9-10900F</strong></h3> <p>Sercem naszej platformy jest procesor <strong>Intel Core i9-10900F</strong>. Ten wyposażony jest w 10 rdzeni oraz 20 wątk&oacute;w o taktowaniu bazowym 2,8 GHz, kt&oacute;re w trybie turbo rośnie maksymalnie do 5,2 GHz (na jednym rdzeniu z wykorzystaniem Thermal Velocity Boost). Jest on wyposażony w 20 MB pamięci cache, a jego TDP wynosi 65 W.</p> <p>Dlaczego akurat ten model? Powod&oacute;w jest kilka. Pierwszym i zarazem najważniejszym jest jego wydajność. Jest to w tym momencie jeden z najmocniejszych procesor&oacute;w na rynku, kt&oacute;ry przez długi czas pozwoli nam na testowanie kart graficznych czy pamięci RAM bez ryzyka powstania tzw. bottlenecka, czyli sytuacji, w kt&oacute;rej procesor byłby za słaby pod pozostałe podzespoły i tym samym ograniczałby ich możliwości. Oczywiście można narzekać, że nie jest to model z odblokowanym mnożnikiem. Podkręcenie na pewno wyciągnęłoby z niego trochę dodatkowej mocy, ale wyszliśmy z założenia, że nie jest to potrzebne. Core i9-10900F wystarczy sam z siebie.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Intel Core i9-10900F" src="/images/2021/03/platforma-testowa/_A093764.jpg" /></p> <h3><strong>Chłodzenie XPG Levante 240</strong></h3> <p>Nie bez znaczenia jest też chłodzenie procesora. W naszej platformie, dzięki uprzejmości marki <strong>ADATA XPG, mamy model AiO o nazwie Levante 240</strong>. Ten wyposażony jest między innymi w dwa wentylatory o średnicy 120 mm każdy, kt&oacute;rych obroty mieszczą się w zakresie od 600 do 2000 obrot&oacute;w na minutę. Maksymalny przepływ powietrza, według danych producenta, to 61,5 CFM, a generowany hałas to z kolei 34 dB. W połączeniu z solidną chłodnicą z aluminium oraz miedzianym blokiem wodnym przekłada się na bardzo niskie temperatury pracy CPU.</p> <p>Po co aż tak wydajne chłodzenie do procesora, kt&oacute;ry ma zablokowany mnożnik i nie można go podkręcić? Między innymi po to, aby platforma charakteryzowała się wysoką kulturą pracy. To ważne między innymi przy testach kart graficznych, gdzie będziemy r&oacute;wnież sprawdzać poziom generowanego hałasu. Wydajne chłodzenie nie będzie znacząco wpływać na te wyniki. Poza tym musicie też pamiętać, że planujemy testy samych procesor&oacute;w, w tym r&oacute;wnież takich, kt&oacute;re da się podkręcić. Wtedy AiO będzie rozwiązaniem idealnym.</p> <p style="text-align:center"><img alt="XPG Levante 240" src="/images/2021/03/platforma-testowa/_A224193.jpg" /></p> <h3><strong>Płyta gł&oacute;wna MSI MEG Z490 Unify</strong></h3> <p>Płyta gł&oacute;wna to jeden z najważniejszych element&oacute;w całej platformy testowej. To przecież ona w gł&oacute;wnej mierze decyduje, co będziemy w stanie podłączyć do komputera i tym samym przetestować. Dzięki firmie <strong>MSI </strong>nasza platforma wyposażona jest w model <strong>MEG Z490 Unify.</strong> Ten oferuje między innymi w aż 3 porty M.2, co znacząco ułatwia ewentualne testy dysk&oacute;w (jeden jest już zajęty przez dysk systemowy). Poza tym to płyta ze świetnym systemem chłodzenia, WiFi 6 oraz mocną sekcją zasilania, kt&oacute;ra daje ogromne możliwości na przyszłość. Nie bez znaczenia jest też to, że MSI oficjalnie potwierdziło w tym modelu obsługę standardu PCI-Express 4.0 zar&oacute;wno dla wspominanych dysk&oacute;w, kart rozszerzeń, jak i kart graficznych. Wystarczy tylko aktualizacja BIOS-u, co oczywiście uczynimy. Poza tym płyta gł&oacute;wna Z490 pozwala na testy procesor&oacute;w Intel Core 11. generacji, kt&oacute;re zadebiutują już pod koniec marca.</p> <p style="text-align:center"><img alt="MSI MEG Z490 Unify" src="/images/2021/03/platforma-testowa/_A174085.jpg" /></p> <h3><strong>Karta graficzna Palit GeForce RTX 3070 JetStream OC 8 GB</strong></h3> <p>Nie jest chyba dla nikogo zaskoczeniem, że zdobycie karty graficznej do platformy testowej było największym wyzwaniem. Wiemy, jaka jest sytuacja na rynku i uwierzcie nam, że grafik brakuje dosłownie wszędzie. Dlatego w tym miejscu nie pozostaje nam nic innego, jak tylko podziękować firmie Palit, kt&oacute;ra stanęła na głowie, aby załatwić RTX-a 3070, kt&oacute;rego wzięliśmy z pocałowaniem ręki. Karta będzie niezbędna w trakcie test&oacute;w procesor&oacute;w, pamięci RAM czy nawet dysk&oacute;w SSD, bo w końcu nasz procesor nie ma zintegrowanego GPU.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Palit GeForce RTX 3070 JetStream OC 8 GB" src="/images/2021/03/platforma-testowa/_A093888.jpg" /></p> <p><strong>Palit GeForce RTX 3070 JetStream OC</strong> ma podwyższone taktowanie GPU, kt&oacute;re dochodzi maksymalnie do 1815 MHz. W połączeniu z 8 GB pamięci VRAM o przepustowości 448 GB/s przekłada się to na dużą wydajność, kt&oacute;ra pozwala na granie w rozdzielczości 1440p, a w niekt&oacute;rych produkcjach nawet 4K Ultra HD. Na nasze potrzeby będzie to konstrukcja niemal idealna. Dodatkowo karta oferuje dwa BIOS-y – jeden z trybem wydajności i drugi z trybem cichym, kt&oacute;ry możemy używać przy testach podzespoł&oacute;w, w kt&oacute;rych wydajność GPU nie ma znaczenia.</p> <h3><strong>Pamięci RAM, dysk, zasilacz i obudowa XPG</strong></h3> <p>Nie byłoby naszej platformy, gdyby nie pomoc marki XPG. Wspominałem już o chłodzeniu do procesora, ale opr&oacute;cz tego platforma wyposażona jest też w bardzo szybki dysk <strong>XPG GAMMIX S50 Lite SSD NVMe Gen4x4</strong> z prędkościami zapisu dochodzącymi do 3900 MB/s w przypadku odczytywania danych i 3200 MB przy zapisywaniu plik&oacute;w. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że to więcej niż kiedykolwiek będzie nam potrzebne na potrzeby naszych test&oacute;w. Opr&oacute;cz tego bardzo szybkie, a przede wszystkim ładne pamięci <strong>XPG Spectrix D60G</strong> o łącznej pojemności 32 GB (4 × 8 GB) i taktowaniu aż 4133 MHz przy op&oacute;źnieniu CL19. Przy tym wszystkim ogromne wrażenie robi w nich podświetlenie RGB, kt&oacute;re pokrywa 60% powierzchni pamięci. Dodatkowo iluminacja jest kompatybilna z płytami MSI, więc możemy nimi łatwo sterować. Wiemy, że platforma ma być przede wszystkim funkcjonalna, ale chcemy, aby dobrze prezentowała się też na zdjęciach.</p> <p>[GALERIA:7128]</p> <p>To wszystko mieści się w obudowie <strong>XPG Battlecruiser</strong> w wersji białej, kt&oacute;ra nie tylko świetnie wygląda, ale jest też bardzo praktyczna. Jej największe zalety to przede wszystkim mn&oacute;stwo miejsca w środku, co pozwoliło łatwo zapanować nad kablami i na przyszłość znacząco ułatwia wymianę podzespoł&oacute;w w trakcie test&oacute;w. Może Wam się wydawać, że to bez znaczenia, ale dobra obudowa mocno ułatwia pracę testera hardware’u. Na koniec został zasilacz <strong>XPG Core Reactor 850 Gold</strong>. Co tu dużo m&oacute;wić – moc 850 W, modularna konstrukcja, a do tego certyfikat 80 PLUS Gold to kwestie z naszej perspektywy kluczowe. Model ten nie ogranicza nas w kwestii przyszłych test&oacute;w, np. bardzo mocnych kart graficznych.</p> <h3><strong>Monitor AOC AGON AG251FZ</strong></h3> <p>Uzupełnieniem naszej platformy jest monitor <strong>AOC AGON AG251FZ</strong>. To typowo esportowy model, stąd między innymi matryca TN o jasności 400 nit&oacute;w, ale za to z odświeżaniem na poziomie 240 Hz. Czy jest nam potrzebny aż taki monitor do test&oacute;w? Prawdopodobnie nie, ale jeśli nie mieliście okazji korzystać z monitora 240 Hz, to musicie wiedzieć, że wrażenia płynące z dynamicznych gier, kt&oacute;re są w stanie działać z odpowiednią płynnością, jest niepor&oacute;wnywalne z 60 Hz. W tym miejscu oczywiście możecie się zastanawiać – co z testami w 4K? Tych nie zabraknie. Zdajemy sobie sprawę, że dzisiaj każda karta graficzna powinna być testowana r&oacute;wnież w Ultra HD. Dlatego pracujemy już nad dodaniem drugiego monitora, właśnie z rozdzielczością 4K, kt&oacute;ry poszerzy nasze możliwości. Pomimo tego już teraz możecie się spodziewać test&oacute;w w Ultra HD!</p> <p style="text-align:center"><img alt="AOC AGON AG251FZ" src="/images/2021/03/platforma-testowa/AOC_AGON-AG251FZ.jpg" /></p> <h3><strong>Podsumowanie</strong></h3> <p>Tak na ten moment prezentuje się nasza platforma testowa. <strong>W pierwszej kolejności możecie się od nas spodziewać testu karty graficznej Palit GeForce RTX 3070 JetStream OC</strong>. W przyszłości planujemy testować niemal wszystko, co tylko jest możliwe w przypadku podzespoł&oacute;w komputerowych – karty graficzne, dyski, pamięci RAM, procesory, chłodzenia i wiele, wiele więcej. Mamy nadzieję, że już wkr&oacute;tce zalejemy Was testami hardware’u, dzięki kt&oacute;rym będziecie w stanie wybrać najlepsze podzespoły do swoich PC-t&oacute;w. Przy tym wszystkim życzymy Was i sobie, aby sytuacja na rynku uległa znaczącej poprawie i wystarczyło kart graficznych i procesor&oacute;w dla wszystkich zainteresowanych!</p> <p> </p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/platforma-testowa-telepolis-testy-hardwareThu, 18 Mar 2021 15:02:00 +0100Clubhouse po pierwszym miesiącuhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/clubhouse-ios-android-opinie<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/03/ch/clubhouse-1.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Kilkaset godzin słuchania i rozmawiania, wsp&oacute;łtworzenie społeczności, dyskusje błahe i te bardzo poważne. Hejt i bezpieczne przystanie. Rodzi się właśnie polski Clubhouse - i Ty możesz być jego częścią.</strong></p><h3><strong>Clubhouse to taki Discord dla boomer&oacute;w</strong></h3> <p>Clubhouse to nie do końca nowa aplikacja społecznościowa, kt&oacute;ra wystartowała w USA jeszcze w 2020 roku. Na początku 2021 roku usługa stała się wreszcie dostępna na całym świecie, wciąż jednak <strong>w systemie zaproszeń i wyłącznie na urządzenia Apple&#39;a.</strong></p> <p>Podobnie działał niegdyś Instagram i tak jak przed laty, tak i teraz wiele os&oacute;b puka się w głowę. <strong>Na co to komu?</strong> Aplikacja służy <strong>wyłącznie do komunikacji głosowej</strong> - żadnych emotek, przesyłania zdjęć czy tekstowych elaborat&oacute;w. No ok, można ustawić zdjęcie profilowe, można też wpisać szerokie "bio", wciąż jednak komunikacja obywa się przede wszystkim z użyciem mikrofonu. I jest to <strong>komunikacja synchroniczna - tu i teraz</strong>, w jednym miejscu, wyraźnie odr&oacute;żniająca się od innych platform, gdzie można odpowiedzieć p&oacute;źniej, mniej integrując się ze społecznością.</p> <p>Do dyspozycji użytkownik&oacute;w są pokoje prywatne, publiczne, jak i ograniczone do listy naszych znajomych czy członk&oacute;w danego klubu. Tw&oacute;rcy nie narzucają określonego stylu funkcjonowania pokoi. <strong>Z reguły do czynienia mamy z kilkoma moderatorami, wywoływanymi na scenę uczestnikami i gronem słuchaczy</strong>. Sam przez pierwszy dzień słuchałem, gdy jednak pierwszy raz wypowiedziałem się w jakimś temacie, gadać już p&oacute;źniej nie przestałem.</p> <p><img alt="Clubhouse - głosowy Facebook" src="/images/2021/03/ch/clubhouse-logo-1.jpg" /></p> <h3><strong>Clubhouse, czyli rozmowy o niczym?</strong></h3> <p>Obok pokoi ściśle tematycznych, kt&oacute;re działają przez godzinę czy dwie, szczeg&oacute;lnie w weekendy mnożą się pokoje typowo rozrywkowe. Moda, muzyka, film, medytacja, <strong>wszystko i nic.</strong> Nie ma narzuconego poziomu merytorycznego, nie ma jakiejś specjalnej cenzury, a fakt, że warunkiem bytności w Clubhouse jest pełnoletność sprawia, że <strong>uczestnicy pozwalają sobie często na więcej niż na Facebooku czy Twitterze</strong>. Już po kilku dniach nikogo nie dziwiło nocne czytanie erotyk&oacute;w czy cięższy, rzec można "klubowy" humor.</p> <p>W takim środowisku każdy odnajduje się w inny spos&oacute;b. Chyba <strong>najwięcej korzystają osoby złaknione ludzkiej bliskości</strong> w niespecjalnie optymistycznej rzeczywistości minionego roku. Gorzej jest z influencerami, kt&oacute;rzy przyzwyczajeni do swojej, ściśle moderowanej, jednostronnej komunikacji nagle trafiają na op&oacute;r odmiennego zdania. No a wypowiedzieć może się przecież każdy. <strong>Dystans pomiędzy osobą publiczną a rozm&oacute;wcą jest mniejszy niż w jakimkolwiek innym medium społecznościowym</strong> i przez to wcale nie jest tak trudno o kł&oacute;tnie. Nie da się też w nieskończoność udawać kogoś innego i szybko wychodzi, czy ktoś naprawdę jest sympatyczny, czy to tylko kreuje się na taką postać. <strong>Sito jest bezlitosne i nie da się ukryć, że na Clubhouse jedni bardzo mocno zyskują, a inni ogromnie tracą</strong>.</p> <h3><strong>Clubhouse - raj dla plotkarzy</strong></h3> <p>Tak, i tutaj pojawiają się co chwila jakieś "dramy", a gdy pok&oacute;j, w kt&oacute;rym nastąpiła mini-afera jest zamykany, po chwili wyrastają kolejne, tylko do komentowania minionego zajścia. Nie da się tego uniknąć i nawet teraz, gdy społeczność liczona jest jeszcze w tysiącach to wielki, <strong>gorący kocioł odmiennych zdań i skrajnie r&oacute;żnych umiejętności z zakresu retoryki i erystyki</strong>.</p> <p>Podejrzewam, że wraz z falą użytkownik&oacute;w Androida liczba patologicznych dyskutant&oacute;w dramatycznie wzrośnie. Oczywiście nie zabrakło przy tym narzędzi do blokowania os&oacute;b, z kt&oacute;rymi nie mamy przyjemności przebywania w tym samym pokoju, jak i możliwości zgłaszania nieodpowiednich zachowań. Pamiętajmy jednak, że to nie komunikaty, nad kt&oacute;rymi siedzą PR-y - <strong>nie ma tutaj żadnego op&oacute;źnienia, żadnej korekty</strong>. W jednej chwili z łaski słuchaczy można spaść bardzo nisko. Między innymi z tego powodu raczej mało kt&oacute;ry polityk zdecyduje się na aktywne korzystanie z platformy. Ona zbyt szybko ujawnia wszelkie niedociągnięcia i jest ekstremalnie trudna do szybkiej kontroli. I mnie się to bardzo podoba. Przestrzeń wolna od polityki to dobra przestrzeń.</p> <p><img alt="Clubhouse - tylko na iPhone'y i iPady" src="/images/2021/03/ch/clubhouse-2.jpg" /></p> <h3><strong>Clubhouse biznesowo? Follow za follow</strong></h3> <p>Chyba najbardziej drażniącą stronę Clubehouse&#39;u są <strong>pokoje i kluby tworzone jedynie w celu zasilania ich tw&oacute;rc&oacute;w w kolejnych followers&oacute;w</strong>. Wygłaszane w koło instrukcje, że teraz wchodzimy na profile moderator&oacute;w i ich obserwujemy potrafią sprowadzić na ziemię każdego sympatyka Clubhouse&#39;u. Podobnie jak nalot ludzi komplementujących każdą osobę w pokoju byle tylko złapać upragniony follow i szybko się ulotnić. Tak to jednak działa - <strong>im masz więcej obserwujących, tym łatwiej jest ci otworzyć pok&oacute;j, do kt&oacute;rego przyjdzie wielu słuchaczy</strong>. Nie zabrakło też cwaniak&oacute;w, kt&oacute;rzy wpadają, obserwują wszystkich, a po 2-3 dniach wywalają zbędne polubienia. <strong>Patologia i... biznes zarazem</strong>.</p> <p>Clubhouse dopiero raczkuje w Polsce i <strong>każda przewaga na początku istnienia platformy pozwoli szybciej wyciągać z niej pieniądze.</strong> Jako pierwsi pojawili się rzecz jasna mistrzowie marketingu, coachowie od niczego i trenerzy marek osobistych. <strong>Taki głosowy Linkedin - nudny, wt&oacute;rny i przeważnie na niskim poziomie merytorycznym</strong>. Skrajnym jego przejawem są <strong>ciche pokoje</strong>, w kt&oacute;rych siedzi się, nie m&oacute;wi i tylko dodaje znajomych do Linkedin - czego to korpo nie wymyśli.</p> <h3><strong>Clubhouse - terapia bliskości</strong></h3> <p>Można jednego dnia porozmawiać ze znaną aktorką o afirmacji życia, by innego dowiedzieć się, jak szaleć w pierzynie od popularnej seksuolożki, to zn&oacute;w poznać sekretny przepis na gofry z ziemniak&oacute;w, kt&oacute;ry dopiero za kilka tygodni trafi do książki. Osoby, kt&oacute;re znamy z fanpage&#39;y są nagle na wyciągnięcie kciuka. To jednak nie one są najważniejsze.</p> <p><strong>Pomiędzy wizytami celebryt&oacute;w rozmawiasz - tak po prostu</strong>. Poznajesz ludzi, śmiejesz się i pochłaniasz endorfiny. I<strong>m bardziej jesteś otwarty, tym więcej skorzystasz z tej Clubhouse&#39;owej terapii</strong>. Poznajesz świetnie m&oacute;wiącą po polsku Kolumbijkę mieszkającą w USA, dyskutujesz o kawie z mieszkanką Australii, to zn&oacute;w zagadujesz o kuchnię w Meksyku. Trafiasz też na sąsiad&oacute;w z ulicy obok, to zn&oacute;w znajdujesz bratnią duszę na drugim końcu Polski.</p> <p>Poznajesz niesamowite zawody, od najmu katamaran&oacute;w, przez artystyczne rękodzieło, po tworzenie cewek dla CERN-u, codzienne blaski i trudy życia na r&oacute;żnych stanowiskach. I tak trochę może romantycznie, ale jednak <strong>ponownie zyskujesz wiarę w ludzi</strong>. Tutaj każdy jest inny, ale już po chwili wyłapujesz pozytywne osoby, z kt&oacute;rymi chcesz spędzać czas we wsp&oacute;lnym pokoju, śmiać się z nimi i wsp&oacute;lnie ładować akumulatory.</p> <p>Nie, Clubhouse nie jest dla każdego, ale na ogromie przykład&oacute;w widzę, że <strong>tego typu społeczność była nam od zawsze potrzebna</strong>. Niezwykle angażująca i uzależniająca jak żadne inne medium społecznościowe do tej pory. Szybko okazało się, że czas spędzany na innych "socjalach" zdeponowałem w Clubhouse. Platforma pożarła też słuchane przeze mnie nałogowo podcasty i towarzyszy mi przez długie godziny codziennie, nie licząc weekend&oacute;w.</p> <p>Oddzielny akapit należy się też <strong>osobom niewidomym</strong>, kt&oacute;re czują się tutaj jak ryby w wodzie i dają się poznać bliżej na r&oacute;wnych zasadach. Muzycy, radiowcy, specjaliści od produkcji podcast&oacute;w, a każdy z nich zaskakuje niesamowitymi historiami.</p> <p><strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/aplikacje/twitter-spaces-to-kolejna-wersja-clubhouse">Twitter Spaces to kolejna wersja Clubhouse</a></p> <h3><strong>Clubhouse - dołącz teraz</strong></h3> <p>Prawdopodobnie Clubhouse stanie się niebawem ekstremalnie popularny. Prawdopodobnie to jest idealny czas, by poznać platformę - teraz, gdy wszyscy wciąż uczą się jej. Nie zrażaj się, gdy temat Ci nie podejdzie - <strong>dyskusje na Clubhouse są naprawdę żywe</strong> i sam nie wiesz, kiedy ze stanik&oacute;w przejdą na sposoby zarabiania na kryptowalutach. Śmieję się wręcz, że czas biegnie na Clubhouse znacznie szybciej i 1 godzina na CH to 7 w realnym życiu. Nie trać więc czasu i poznawaj. <strong>Zarezerwuj sobie fajny nick </strong>i wr&oacute;ć na Clubhouse p&oacute;źniej, jeśli nie masz czasu teraz przyjrzeć się lepiej platformie. Mnie udało się zaklepać <strong><a href="https://www.joinclubhouse.com/@lech" target="_blank">@lech</a></strong> - jak nigdy. </p> <p> </p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/clubhouse-ios-android-opinieTue, 16 Mar 2021 07:22:00 +0100Amazon wreszcie w Polsce… tylko czy naprawdę jest się z czego cieszyć?https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/amazon-wreszcie-w-polsce-tylko-czy-naprawde-jest-sie-z-czego-cieszyc<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/03/amazon-w-polsce.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Amazon.pl wreszcie wystartował. Czy to początek rewolucji, na kt&oacute;rą tak długo czekaliśmy? A może wkr&oacute;tce pożałujemy, że wpuściliśmy na nasz rynek wilka w owczej sk&oacute;rze?</strong></p><p>Miało być tak pięknie: miały być towary z całego świata, miały być konkurencyjne ceny, miała być bibliotek Kindle po polsku… C&oacute;ż, miało być dużo rzeczy i <strong>choć każdy z nas wyobrażał sobie start polskiego Amazona nieco inaczej, to chyba nie ma dziś nad Wisłą osoby, kt&oacute;rej by w jakimś stopniu nie rozczarował</strong>. Ceny wcale nie są takie okazyjne, oferta sklepu mocno wybrakowana, a sama strona internetowa roi się od błęd&oacute;w, kt&oacute;re odstraszają potencjalnych klient&oacute;w. Nie na to czekaliśmy.</p> <p><strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/tech/wydarzenia/amazonpl-polska-wersja-sklepu-uruchomiona">Amazon.pl już działa! Polska wersja sklepu oficjalnie wystartowała</a><br /> <strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/fintech/cashless/amazon-pl-blik-platnosci">Na Amazon.pl zapłacisz BLIKIEM</a></p> <p>Ale to dopiero pierwszy dzień. Co prawda falstart polskiego Amazona pewnie będzie go drogo kosztował, ale nie jest powiedziane, że się z niego nie podniesie. A co będzie dalej? A dalej to się może dużo wydarzyć, łącznie z wyczekiwaną rewolucją w polskim e-commerce. Tyle tylko, że <strong>nie wszystkie zmiany muszą być zmianami na lepsze</strong>.</p> <h3><strong>Okno na świat</strong></h3> <p>Nawet jeśli debiut polskiego Amazona trudno nazwać sukcesem, to jedno jest pewne: <strong>wraz z nim na polski rynek e-commerce wkroczyła globalizacja – i to globalizacja przez duże „G”.</strong> To nie jest po prostu kolejny duży gracz – to megakorporacja, kt&oacute;ra działa na całym świecie, a jej nazwa stała się de facto synonimem sklepu internetowego.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Amazon w Polsce - czy jest się z czego cieszyć?" src="/images/2021/03/amazon-w-polsce-1.png" /></p> <p>I w tej globalizacji drzemie spora szansa, przede wszystkim dla polskich sprzedawc&oacute;w. <strong>Amazon jako platforma daje im możliwość dotrzeć ze swoimi produktami do klient&oacute;w w całej Unii Europejskiej</strong>, zapewniając przy tym wsparcie logistyczne. Czy  dadzą radę z tej szansy skorzystać? To oczywiście odrębna kwestia, ale liczy się to, że wreszcie się pojawiła – dla wielu z nich po raz pierwszy.</p> <p>A co zyskujemy jako klienci? Najbardziej oczywistą odpowiedzią jest możliwość łatwiejszego kupowania towar&oacute;w zza granicy, ale to tylko wierzchołek g&oacute;ry lodowej. Amazon słynie także chociażby z <strong>wysokiego standardu obsługi klienta</strong>, gdzie większość spor&oacute;w w zasadzie z automatu rozpatrywana jest na korzyść kupującego, a także <strong>rozsądnie wycenionych i bardzo dobrych jakościowo produkt&oacute;w oferowanych pod własną marką – Amazon Basics</strong>.</p> <p>Wreszcie Amazon to cały ekosystem towar&oacute;w i usług, kt&oacute;re – miejmy nadzieję – wreszcie pojawią się także na polskim rynku. OK, mamy już dostęp do usługi Prime Video, a czytniki Kindle można od jakiegoś czasu kupić w lokalnych sklepach, ale wystarczy rzucić okiem na ofertę Amazona na Zachodzie, by zrozumieć, że to tylko namiastka tego, co firma ma do zaoferowania. W bibliotece Kindle nadal nie znajdziemy książek po polsku, nadal nie możemy skorzystać z usługi Amazon Prime, a z Alexą nadal nie porozmawiamy w rodzimym języku. <strong>Ale jest nadzieja, że skoro polska wersja serwisu wreszcie ruszyła, także reszta ekosystemu giganta wkr&oacute;tce dotrze do Polski. </strong>Zresztą w przypadku Alexy prace nad obsługą jeżyka polskiego są podobno na bardzo zaawansowanym etapie.</p> <h3><strong>Koniec czy początek monopolu?</strong></h3> <p>No dobra, ale o zaletach wejścia Amazona na polski rynek słyszymy od lat, więc ich wymienianie zakrawa na tym etapie o truizm. Ważniejsze jest to, o czym m&oacute;wi się trochę mniej, czyli o zagrożeniach, kt&oacute;re niesie ze sobą pojawienie się światowego giganta.</p> <p><strong>Aktualnie niepodważalnym liderem polskiego rynku e-commerce jest Allegro.</strong> Pozycja serwisu jest tak silna, że stał się on w zasadzie monopolistą, a większość sprzedawc&oacute;w – szczeg&oacute;lnie tych mniejszych – jest skazana na korzystanie z jego usług. I bynajmniej im się to nie podoba – w sieci nie brakuje skarg na spos&oacute;b, w jaki gigant prowadzi sw&oacute;j biznes, wprowadzając cały czas nowe wymagania dla sprzedających oraz regularnie podnosząc prowizje od sprzedaży. <strong>Sprawą zainteresował się nawet UOKiK, kt&oacute;ry toczy aktualnie postępowanie w tej sprawie.</strong></p> <p>Chyba wszyscy zdążyli się już pogodzić z faktem, że na polskim rynku nie ma firmy, kt&oacute;ra mogłaby zagrozić pozycji Allegro. Ale tu na scenę wkracza Amazon, kt&oacute;ry będzie musiał konkurować ze swoim polskim odpowiednikiem nie tylko o klient&oacute;w, ale także sprzedawc&oacute;w, kt&oacute;rzy chcieliby za jego pośrednictwem sprzedawać swoje towary.<strong> Według idealnego scenariusza rywalizacja między serwisami zmusi je do oferowania lepszych warunk&oacute;w jednym i drugim.</strong></p> <p>Słowo-klucz: „według idealnego scenariusza”. Niestety r&oacute;wnie prawdopodobny – może nawet bardziej – jest scenariusz czarny, gdzie jeden monopol zastąpimy drugim. <strong>Amazon to jedna z największych korporacji świata, kt&oacute;rej nieuczciwe praktyki konkurencyjne bynajmniej  nie są obce.</strong> Firmę Jeffa Bezosa stać na to, żeby wygryźć konkurencję np. za pomocą stosowania cen dumpingowych, odkuwając sobie ewentualne straty na zyskach wygenerowanych przez Amazon Web Services.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Amazon w Polsce - czy jest się z czego cieszyć?" src="/images/2021/03/amazon-w-polsce-2.jpg" /></p> <p><strong>Warto także pamiętać, że m&oacute;wimy o jednym ze światowych lider&oacute;w w dziedzinie Big Data.</strong> Amazon zbiera dane nie tylko na temat tego, co kupujemy. Wie także jakie produkty przeglądamy, ile czasu spędzamy na poszczeg&oacute;lnych stronach, co czytamy (na Kindle’u), ile czasu spędzamy w domu i co w nim robimy (dzięki Alexie i urządzeniom Echo) oraz wiele, wiele więcej. Co ważniejsze, potrafi też na podstawie tych danych przewidzieć, jakie produkty nas zainteresują i co zrobić, żebyśmy chcieli je kupić. Oczywiście podobnymi narzędziami dysponuje r&oacute;wnież Allegro i inne, mniejsze platformy, ale m&oacute;wimy tu o zupełnie innej skali. Amazon w oparciu o zgromadzone dane jest w stanie nie tylko dostosować rekomendacje do potrzeb klient&oacute;w – <strong>Big Data jest wykorzystywane do optymalizacji praktycznie wszystkich aspekt&oacute;w działania serwisu: począwszy od marketingu, poprzez ustalanie cen (kt&oacute;re zmieniają się nawet co 10 minut), aż logistykę</strong>. Jego lokalni konkurenci mogą o takim zapleczu najwyżej pomarzyć.</p> <p>Pytanie tylko czy monopol Amazona będzie gorszy od monopolu Allegro? <strong>Na pewno będzie trudniejszy do przełamania i odciśnie mocniejsze piętno na naszej prywatności. </strong>Sprzedawcy r&oacute;wnież wkr&oacute;tce mogą zatęsknić za naszym polskim serwisem, kiedy się okaże, że jego nowy konkurent jest jeszcze bardziej wymagającym partnerem (a takie głosy da się słyszeć nawet teraz). Co do reszty – czas pokaże. Tak czy inaczej warto być gotowym na to, że debiut Amazon.pl wcale nie musi być taką sielanką, na jaką czekaliśmy.</p> <p>Ale to oczywiście nadal pieśń przyszłości, bo na razie przed zespołem Amazon.pl mn&oacute;stwo pracy, jeśli chce zatrzeć fatalne pierwsze wrażenie po wczorajszym debiucie.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/wydarzenia/amazon-w-polsce-poczta-polska-paczki-przesylki-kurierskie">Amazon w Polsce: Poczta Polska rozwija wsp&oacute;łpracę</a><br /> <strong>Zobacz:</strong> <a href="https://www.telepolis.pl/tech/wydarzenia/amazon-paczkomaty-inpost">Amazon podpisał umowę z InPost. Zakupy dostarczy do Paczkomat&oacute;w</a></p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/amazon-wreszcie-w-polsce-tylko-czy-naprawde-jest-sie-z-czego-cieszycWed, 03 Mar 2021 13:27:31 +0100Odeszłam od Google na 2 tygodnie. DuckDuckGo nie nadaje się do poważnej pracyhttps://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/google-duckduckgo-porownanie-wynikow-wyszukiwania-opinie-prywatnosc<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/02/google-duckduckgo/google-duckduckgo-xyrcon.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Czy Google to jedyna wyszukiwarka, kt&oacute;ra ma jakiś sens? Przez dwa tygodnie korzystałam tylko z DuckDuckGo, kt&oacute;ra nie zapisuje żadnych moich preferencji ani historii, ale przez to dostarcza mniej dopasowane do moich potrzeb wyniki. To ma kolosalny wpływ na wyniki wyszukiwania.</strong></p><h3><strong>Dzień pierwszy: DuckDuckGo rządzi!</strong></h3> <p>Zaczęłam od instalacji rozszerzenia DuckDuckGo na komputerze i przeglądarki mobilnej DuckDuckGo na telefonach. Czułam się uskrzydlona tym eksperymentem. W końcu robię coś dla swojej prywatności, wymknę się na chwilę z machiny reklamowej, będę błędem statystycznym, rekordem niepasującym do niczego w Big Data. Fajne uczucie.</p> <p>Zaczęłam eksperyment kr&oacute;tki przed weekendem. To oznacza mniej rycia za informacjami potrzebnymi mi przy pisaniu artykuł&oacute;w, a więcej swobodnych zapytań o potrzebne mi w danej chwili bzdury. Szukałam przepis&oacute;w z kalafiorem, mod&oacute;w do Minecrafta, długości życia szynszyli, mapy pogodowej Indii, tabeli rozmiar&oacute;w dżins&oacute;w i tym podobnych. DuckDuckGo dostarczał za każdym razem. Niekt&oacute;re wyniki jest nawet w stanie prezentować w takich eleganckich ramkach, zupełnie jak Google, ale <strong>bez przepychu, wykres&oacute;w i ozdobnik&oacute;w</strong>. To oszczędza czas, a oszczędzanie czasu jest dobre.</p> <p><img alt="Google i DuckDuckGo, porównanie prezentacji wyników wyszukiwania o koronawirusie" src="/images/2021/02/google-duckduckgo/google-duckduckgo-porownanie-wynikow-wyszukiwania-koronawirus.jpg" /></p> <p>Niekt&oacute;re informacje są może trudniej dostępne, ale z drugiej strony nie muszę oglądać zdjęć świnek morskich, gdy interesują mnie wyłącznie szynszyle. <strong>Mniej ozdobnik&oacute;w to także szybsza strona wyszukiwarki.</strong></p> <p><img alt="Google i DuckDuckGo, porównanie prezentacji wyników wyszukiwania" src="/images/2021/02/google-duckduckgo/google-duckduckgo-porownanie-wynikow-wyszukiwania-szynszyla.jpg" /></p> <p>Do tego przeglądarka mobilna DuckDuckGo przypadła mi do gustu. Podoba mi się możliwość „spalenia” wszystkich otwartych akurat kart i w og&oacute;lności jej wygoda.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/aplikacje/gogole-play-android-najlepsze-aplikacje-duckduckgo-spoko-moj-bik-smog">5 aplikacji na Androida, kt&oacute;re nie powinny ci umknąć w tym tygodniu – część 37</a></p> <h3><strong>Dzień piąty: Halo, policja gramatyczna?</strong></h3> <p>Google poznaje terminy techniczne, nazwy własne produkt&oacute;w i tym podobne. DuckDuckGo radzi sobie z tym r&oacute;żnie. Mam zwyczaj zadawać pytania językiem naturalnym. Wtedy zdarza się, że Google wyszuka mi podobne pytania, zadane na forach i portalach społecznościowych, a jeśli nie, to odmieni sobie słowa sam. DuckDuckGo sobie z tym nie radzi. Język polski to dla niej wielka tajemnica, synonim&oacute;w nie ogarnia, liter&oacute;wki ją pokonują, związki frazeologiczne i dwuczłonowe nazwy rozkłada na kawałki. Zrozumienie intencji na podstawie języka naturalnego w DuckDuckGo leży i kwiczy.</p> <p>W pracy krew mnie zalewała z tego właśnie powodu. Świetny przykład pojawił się, gdy pisałam o cenach i zasadności dostępu do internetu Starlink w Polsce. Potrzebne mi były dane dotyczące polskich gospodarstw domowych, a dostałam hurtownię talerzy.</p> <p><img alt="Google i DuckDuckGo porównanie wyników wyszukiwania informacji" src="/images/2021/02/google-duckduckgo/google-duckduckgo-porownanie-wynikow-wyszukiwania-internet.jpg" /></p> <h3><strong>Dzień si&oacute;dmy: Łatwo ściągnąć obrazek, ale czy wolno go użyć?</strong></h3> <p>Nadzieja odżyła, gdy musiałam znaleźć grafiki ilustrujące tekst o telefonie. DuckDuckGo ma wygodniejszy niż Google interfejs do przeglądania wynik&oacute;w wyszukiwania i pozwala od razu przejść do oryginalnego pliku. Google kiedyś to potrafił, ale przestał. Dla mnie to mały problem. Często korzystam z grafik dla prasy, kt&oacute;re można po ludzku pobrać i z grafik stockowych. I tu dochodzimy do rzeczy znacznie dla mnie ważniejszej, niż łatwe pobieranie. To <strong>możliwość wyszukiwania obraz&oacute;w na wolnych licencjach</strong>, kt&oacute;re mogę wykorzystać. Wyszukiwarka Google zn&oacute;w wygrała.</p> <p><img alt="Wyszukiwanie grafik Google i DuckDuckGo" src="/images/2021/02/google-duckduckgo/google-duckduckgo-porownanie-wynikow-wyszukiwania-grafik.jpg" /></p> <h3><strong>Dzień dziesiąty: Jak to nie ma? Sama to pisałam!</strong></h3> <p>Częścią pracy każdego dziennikarza jest szukanie tekst&oacute;w… kt&oacute;re sam napisał. Poważnie. Przeszukujemy na potęgę portale, na kt&oacute;rych pracujemy, żeby linkować powiązane tematycznie treści, poprzednie części cyklu albo znaleźć odpowiednie cytaty. Kwerenda site:telepolis.pl ląduje w moim pasku wyszukiwania kilka razy dziennie. </p> <p>DuckDuckGo przyprawił mnie o mały zawał. Znasz to uczucie, gdy pamiętasz doskonale, gdzie odłożyłeś klucze, ale teraz ich tam nie ma? Paskudne uczucie. Gdy zdarza się w pracy, jest jeszcze paskudniejsze. A zdarzało się z DuckDuckGo zdecydowanie za często.</p> <p><img alt="Google i DuckDuckGo porównanie wyników" src="/images/2021/02/google-duckduckgo/google-duckduckgo-porownanie-wynikow-z-telepolis.jpg" /></p> <p>Ten problem dotyczy nie tylko TELEPOLIS.PL. Takie same dziury widać przy przeszukiwaniu naszych szanownych konkurent&oacute;w. W takich warunkach nie da się śledzić, co u nich słychać. Nawet największe portale informacyjne są indeksowane „po łebkach”, a ja potrzebuję konkret&oacute;w w konkretnym kontekście.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/tech/aplikacje/nie-tylko-google-duckduckgo-chwali-sie-100-mln-wyszukiwan-dziennie">Nie tylko Google: DuckDuckGo chwali się 100 mln wyszukiwań dziennie</a><br /> <strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/aplikacje-i-rozrywka/google-cookie-ciasteczka-sledzenie-prywatnosc">Google odda nam prywatność, zablokuje pliki cookie z zewnętrznych stron</a></p> <h3><strong>Dzień czternasty: Neutralność totalnie mi się nie opłaca</strong></h3> <p><strong>W pracy nie mam czasu na DuckDuckGo</strong>. Gdy Googluję (ew. Sinuję, bo z Sina.com też korzystam) podczas pisania artykułu, chcę informację tu i teraz, z pierwotnego źr&oacute;dła. Jak się nie da, to niech przynajmniej pochodzi ze źr&oacute;dła, kt&oacute;remu ufam. DuckDuckGo nie ustala takich priorytet&oacute;w. Czasami jest to interesujące, bo można odkryć nowy portal i poszerzyć sobie horyzonty. Tylko takie rzeczy są dobre po godzinach. Czasami DuckDuckGo zawalał mnie stronami wątpliwej jakości, by renomowane umieścić niżej na liście. Po latach pracy w podobny spos&oacute;b <strong>Google „wie”, czego szukam i gdzie spodziewam się to znaleźć</strong>. Prawdopodobnie wie też po co to robię i ile zarabiam, ale niech ma. Oszczędzam dzięki temu masę czasu. Powt&oacute;rzę to jeszcze raz: oszczędzanie czasu jest dobre.</p> <p><img alt="Porównanie wyników wyszukiwania Google i DuckDuckGo" src="/images/2021/02/google-duckduckgo/google-duckduckgo-wyniki-wyszukiwania-porownanie-starlink.jpg" /></p> <p>DuckDuckGo pozwolił mi spojrzeć, jak wygląda internet totalnie neutralny, gdzie nikt nie jest lepszy niż reszta. To piękne w życiu prywatnym, ale kompletnie niepraktyczne, gdy zawodowo szukasz informacji na czas. Ponadto Google ma kilka wyszukiwarek specjalistycznych, kt&oacute;re są bezcenne przy przeszukiwaniu publikacji naukowych (Google Scholar) czy dzieł sztuki (Google Arts & Culture).</p> <h3><strong>Dogrywka: Dwie fajne funkcje, kt&oacute;rych nie ma Google</strong></h3> <p><strong>DuckDuckGo ma kilka funkcji, o kt&oacute;rych można pomarzyć przy używaniu Google</strong> i nie mam tu na myśli ochrony prywatności. Gdy używam Google, tęsknię niezmiernie za skr&oacute;tami do innych wyszukiwarek. Google staje na głowie, by nie wypuścić mnie ze swojego ekosystemu. W DuckDuckGo zaś wystarczy zacząć zapytanie od wykrzyknika i skr&oacute;tu do serwisu. W chwili pisania tego artykułu skr&oacute;t&oacute;w jest 13564. Można przeszukać IMDB, Steam, Stack Overflow, GitHub, słowniki, strony z wiadomościami, dokumentację dla programist&oacute;w i wiele innych. Google też tu jest (!g).</p> <p><img alt="DuckDuckGo – skróty do innych wyszukiwarek" src="/images/2021/02/google-duckduckgo/duckduckgo-skroty-do-innych-wyszukiwarek.jpg" /></p> <p>Do tego można zmienić sk&oacute;rkę, by lepiej pasowała do systemu. Są też ciemne motywy do wieczornego przeszukiwania. To nie rekompensuje wolnego odświeżania informacji o bieżących wydarzeniach i problem&oacute;w z mową naturalną. Po prostu umila wyszukiwanie po godzinach.</p> <p><strong>W pracy wracam do Google.</strong> Niech sobie podgląda, jak szukam informacji o telefonach i statystyk dostępu do internetu.</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/google-duckduckgo-porownanie-wynikow-wyszukiwania-opinie-prywatnoscThu, 18 Feb 2021 12:42:00 +0100Kiedy wrócą karty graficzne i gdzie się podziały?https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/kiedy-wroca-karty-graficzne-ceny-dostepnosc<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/02/dostepnosc-kart-graficznych/Palit-GeForce-RTX-3070-JetStream-OC-8GB-1.jpg" /></div>   <p><strong>Ostatnie miesiące nie są łatwe dla graczy, przede wszystkim PC-towych. Nowe modele RTX 3000 oraz Radeon RX 6000 nie są praktycznie dostępne w sprzedaży. Kiedy karty graficzne wr&oacute;cą na sklepowe p&oacute;łki i co się z nimi w og&oacute;le stało?</strong></p><p>W tym momencie kupno wydajnej karty graficznej po normalnej cenie jest praktycznie niemożliwe. Większość modeli w og&oacute;le nie ma w sprzedaży, a jeśli już się pojawiają, to <strong>ceny są co najmniej o kilkadziesiąt procent wyższe</strong>. Jakby tego było mało, to słaba dostępność RTX-&oacute;w 3000 oraz Radeon&oacute;w RX 6000 wpłynęła też na starsze modele. Radeon RX 580 z 8 GB pamięci jeszcze we wrześniu kosztował około 750 zł. W grudniu i styczniu cena wzrosła do około 900 zł, a aktualnie trzeba za kartę zapłacić nawet 1800-2000 zł. To niemal trzy razy więcej! Nie inaczej jest, chociażby, z kartami GeForce GTX 1660 Super, kt&oacute;re dzisiaj kosztują podobnie do RX 580, chociaż ich normalna cena to około 950 zł. Sam miałem to szczęście, że w listopadzie udało mi się kupić RTX-a 3070 w cenie 2900 zł. Już wtedy była ona nieco wyższa od rekomendowanej, ale dzisiaj dokładnie ta sama karta kosztuje… 5000 zł. Wystarczyły 3 miesiące, aby kwota wzrosła aż o 72 procent!</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/poradniki/jaki-komputer-do-gier-polecane-zestawy-luty-2021">Jaki komputer do gier, pracy, nauki? Polecane zestawy - luty 2021</a></p> <h3><strong>Słaba dostępność kart graficznych - czym jest spowodowana?</strong></h3> <p><strong>Na słabą dostępność kart graficznych wpływ miało kilka rzeczy jednocześnie</strong>. Nie ma co ukrywać, że dużą rolę odegrała między innymi pandemia koronawirusa. Wpłynęła ona na zdolności produkcyjne wielu fabryk, utrudniając tym samym dostęp do kluczowych podzespoł&oacute;w, jak chociażby same układy graficzne, czy też pamięci GDDR6, kt&oacute;re są wykorzystywane we wszystkich dzisiejszych kartach. To z kolei przełożyło się na mniej wyprodukowanych modeli, niż wszyscy by chcieli. Przy czym należy zaznaczyć, że to wcale nie jest też tak, że produkcja idzie słabo. Po prostu nie da się jej tak łatwo zwiększyć i tym samym poprawić podaży.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/02/dostepnosc-kart-graficznych/Palit-GeForce-RTX-3070-JetStream-OC-8GB-3.jpg" /></div> <p>Poza tym nie można też przemilczeć kwestii samego zainteresowania. <strong>Od początku AMD i NVIDIA utrzymują, że gracze niemal rzucili się na nowe karty graficzne</strong>, przez co te błyskawicznie zniknęły ze sklepowych p&oacute;łek. <strong>Do tego dochodzą też kopacze kryptowalut</strong>. Ostatnie miesiące to ciągle rosnące kursy Ethereum i Bitcoina, co tylko zwiększa ich popularność i zachęca kolejne osoby do inwestowania w krypto. Te najłatwiej i najefektywniej wydobywa właśnie się za pomocą kart graficznych, a wyścig zbrojeń sprawia, że najlepiej mieć do tego przynajmniej kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt GPU. Z tego też powodu do i tak wysokiego popytu, spowodowanego przez graczy, dołączyli jeszcze kopacze kryptowalut. Towar deficytowy stał się jeszcze bardziej deficytowy i z sytuacji złej przeszliśmy do tragicznej. Doszło wręcz do tego, że g&oacute;rnicy w Chinach przerzucili się na <a href="https://www.telepolis.pl/tech/sprzet/laptopy-znikna-ze-sklepow-chinczycy-buduja-z-nich-koparki-kryptowalut">wydobywanie kyptowalut za pomocą laptop&oacute;w z mobilnymi RTX-ami 30</a>.</p> <p>Jednak w tym miejscu wiele os&oacute;b mogłoby się zapytać – <strong>czemu sytuacja się nie poprawia?</strong> Przecież fabryki cały czas działają i każdego miesiąca wyjeżdżają z nich tysiące kart graficznych. Co się z nimi wszystkimi dzieje? M&oacute;wiąc wprost – zostały sprzedane wiele tygodni temu. Sklepy mają ogromne kolejki oczekujących na zam&oacute;wione wcześniej modele. Nietrudno natrafić w mediach społecznościowych na komentarze ludzi, kt&oacute;rzy nawet 3 miesiące czekają na zam&oacute;wione karty graficzne. A nawet jeśli jakieś modele pojawiają się w ofercie, to nie dość, że są piekielnie drogie, to i tak często wyprzedają się na pniu.</p> <blockquote> <p>Sytuacja nie zmienia się od miesięcy. Karty regularnie do nas dojeżdżają i dopływają, ale są to liczby, kt&oacute;rymi nie jesteśmy w stanie od ręki dostarczyć wszystkie zam&oacute;wione sztuki. Producenci nadal nie uporali się z tym globalnym problemem. Jedyne co możemy oferować naszym klientom, to cierpliwe czekanie aż chronologicznie wysłana paczka w końcu do nich dotrze lub anulowanie zam&oacute;wienia i zwrot pieniędzy.</p> </blockquote> <p style="text-align: right;">– powiedział a rozmowie z nami Kamil Szwarbuła, rzecznik prasowy x-kom.</p> <h3><strong>Kiedy wr&oacute;cą karty graficzne?</strong></h3> <p>W tym momencie, z perspektywy klienta, najważniejsze jest pytanie – <strong>kiedy sytuacja ulegnie poprawie?</strong> Jeszcze do niedawna najważniejsi gracze, czyli AMD oraz NVIDIA, twierdzili, że poprawę da się zauważyć mniej więcej w drugim kwartale tego roku. Niestety, dzisiaj oficjalne komunikaty są już mniej optymistyczne. W niedawnym wywiadzie (przy okazji ogłoszenia wynik&oacute;w finansowych) <a href="https://www.telepolis.pl/tech/sprzet/dostepnosc-konsole-nowej-generacji-procesory-karty-graficzne">Lisa Su – prezes AMD – przyznała</a>, że <strong>problem prawdopodobnie przeciągnie się na druga połowę 2021 roku</strong>. Przy czym nie będzie tak, że w lipcu nagle każdy będzie m&oacute;gł kupić kartę graficzną w normalnej cenie. Dopiero wtedy sytuacja ma się poprawić, ale do całkowitej „normalności” będzie jeszcze daleko.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Palit GeForce RTX 3070 JetStream OC 8 GB" src="/images/2021/02/dostepnosc-kart-graficznych/Palit-GeForce-RTX-3070-JetStream-OC-8GB-2.jpg" /></p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/tech/sprzet/geforce-rtx-3060-dostepnosc-cena-specyfikacja-wydajnosc">GeForce RTX 3060 - poznaliśmy dokładną datę premiery nowej karty</a></p> <p>Podobnego zdania jest Kamil Szwarbuła, rzecznik prasowy x-kom, czyli jednego z największych sklep&oacute;w z elektroniką w Polsce.</p> <blockquote> <p>Te dostawy cały czas są, ale nie w ilościach zapewniających natychmiastowe zrealizowanie wszystkich zam&oacute;wień. Na taki stan rzeczy składa się wiele rzeczy, ale w mojej opinii najważniejsze jest niedoszacowanie popytu. Producenci kart prawdopodobnie nie przewidzieli, że nowe modele będą miały aż tak wielu potencjalnych użytkownik&oacute;w. Przewidujemy, że trudności z dostępnością kart będą występować w pierwszej połowie tego roku. W drugim p&oacute;łroczu sytuacja powinna się unormować, co będzie miało też wpływ na ceny.</p> </blockquote> <p style="text-align: right;">– m&oacute;wi w rozmowie z nami rzecznik x-komu.</p> <p>O sytuację zapytaliśmy też NVIDIĘ i wygląda na to, że <strong>sytuacja jest dynamiczna i zarazem trudna do przewidzenia</strong>.</p> <blockquote> <p>Dążymy do tego, aby do sklep&oacute;w trafiła jak największa liczba kart graficznych. Naszym celem jest, aby wszyscy gracze mogli wyposażyć swoje komputery w karty GeForce. Stale rosnący popyt na karty graficzne powoduje, że najbliższe miesiące są trudne do przewidzenia. Trzeba jednak zaznaczyć, że podaż kart graficznych jest na wysokim poziomie, a jedynie niespotykany wcześniej popyt powoduje, że ciężko kupić je od ręki w wybranym przez siebie sklepie.</p> </blockquote> <p style="text-align: right;">– powiedział Jan Adryański, Community PR Manager na Europę Środkowo-Wschodnią.</p> <p>Niedawne doniesienia pokazują, że <strong>sytuacja w pierwszych miesiącach 2021 roku nie tylko się nie poprawi, co wręcz pogorszy.</strong> Takie informacje przekazał sklep Alternate, kt&oacute;ry działa w kilku europejskich państwach. Wynika to częściowo z Chińskiego Nowego Roku, kt&oacute;ry rozpocznie się 12 lutego. Z tego powodu część fabryk zostanie zamknięta nawet na 2 tygodnie i w tym czasie po prostu nie będą pracować. Sklep skontaktował się w tej sprawie z firmą NVIDIA, kt&oacute;ra podobno potwierdziła gorszą dostępność z pierwszych miesiącach 2021 roku. Z przekazanych przez Alternate informacji wynika, że najtrudniej w tym momencie kupić modele GeForce RTX 3080 oraz GeForce RTX 3060 Ti. Nieco lepiej wygląda to w przypadku RTX-&oacute;w 3090 oraz 3070, ale nie oznacza to, że te zalegają w sklepowych magazynach. Po prostu jest mniej oczekujących akurat na te modele, ale nadal rozchodzą się one jak świeże bułeczki.</p> <div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/02/dostepnosc-kart-graficznych/Palit-GeForce-RTX-3070-JetStream-OC-8GB-4.jpg" /></div> <p><img alt="Palit GeForce RTX 3070 JetStream OC 8 GB" src="/images/2021/02/dostepnosc-kart-graficznych/Palit-GeForce-RTX-3070-JetStream-OC-8GB-4.jpg" style="display: none;" />Podsumowując, <strong>poprawy sytuacji należy spodziewać się dopiero w drugiej połowie 2021 roku</strong>. Na razie dostępność kart graficznych nie tylko może się nie poprawiać, co nawet może ulec pogorszeniu. Przy czym druga połowa tego roku nie sprawi, że ceny magicznie, z dnia na dzień, spadną. Sytuacja zacznie się systematycznie poprawiać i minie jeszcze wiele miesięcy, zanim wr&oacute;ci do pełnej normalności. Ten możemy realnie spodziewać się dopiero gdzieś pod koniec 2021 roku.</p> <p>PS. Na zdjęciach w tekście jest Palit GeForce RTX 3070 JetStream OC 8 GB,  kt&oacute;ry zasili naszą platformę testową. O  RTX 3080 czy 3090 nawet nie myśleliśmy w obecnej sytuacji rynkowej.</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/kiedy-wroca-karty-graficzne-ceny-dostepnoscWed, 10 Feb 2021 18:10:00 +0100Samsung Galaxy S21 sprzedawany bez ładowarki? Przecież to nie problem!https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/samsung-galaxy-s21-sprzedawany-bez-ladowarki-przeciez-to-nie-problem<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2021/01/samsung-s21-bez-ladowarki-00.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Już za kilka chwil odbędzie się premiera smartfon&oacute;w Samsung Galaxy S21, a w sieci aż roi się od plotek, jakoby telefony miały być oferowane bez ładowarek w zestawie. Internauci wściekli, tylko… czy jest o co?</strong></p><p>Jak zwykle pierwsze było Apple. W ślad za nim poszło Xiaomi, a wiele wskazuje na to, że także Samsung dołączy dziś do trendu sprzedawania smartfon&oacute;w bez ładowarek w zestawie. Według producent&oacute;w takie działania mają się przysłużyć ochronie środowiska. Po drugiej stronie barykady słychać natomiast głosy o żerowaniu na klientach. No i trudno się nie zgodzić – jest w tym oburzeniu jakaś logika.</p> <p>No bo ładowarka w pudełku z telefonem zawsze była. Zawsze. A teraz co? Ktoś chce nam ją zabrać? I jeszcze oczekuje, że za zapłacimy tyle samo? Nie trzeba dyplomu z ekonomii, by dojść do wniosku, że jesteśmy na tym stratni. Skoro my jesteśmy stratni, to znaczy, że ktoś naszym kosztem zarabia i tym kimś jest pewnie producent. Reszta to już żelazna logika – producenci złodzieje, ładowarka świętość.</p> <h3><strong>Ci pazerni producenci!</strong></h3> <p>Postawmy sprawę jasno: na jakie szczytne idee by się producenci nie powoływali, <strong>wiadomo, że chodzi tutaj o optymalizację koszt&oacute;w i w efekcie wyższe zarobki dla producent&oacute;w</strong>. Może niekoniecznie będą zbijać kokosy na samej sprzedaży ładowarek, ale mniejsze pudełka to mniejsze koszty magazynowania i transportu, a to już wymierna oszczędność.</p> <p>Także tak, chodzi o kasę i tego nie mam zamiaru kwestionować. I tak, konieczność zdobycia ładowarki we własnym zakresie to jest pewna niedogodność, ale i tak popieram decyzję producent&oacute;w. No dobra, może „popieram” to za duże słowo, ale uważam, że<strong> jest to bez por&oacute;wnania mniejszy problem, niż pr&oacute;buje się to przedstawiać w Internecie</strong>.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Samsung Galaxy S21 bez ładowarki?" src="/images/2021/01/samsung-s21-bez-ladowarki-1.jpg" /></p> <p>No bo pomyślcie chwilę,<strong> ile macie w domu sprzęt&oacute;w ładowanych bądź zasilanych przez microUSB albo USB-C?</strong> A do ilu z nich były dołączone ładowarki? Sam naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem jakiś produkt – poza smartfonami i tabletami oczywiście – kt&oacute;ry miałby ją w zestawie. Zazwyczaj producenci ograniczają się wyłącznie do kabelka i to zwykle na tyle kr&oacute;tkiego, że i tak się do niczego nie nadaje. A świat się nie kończy.</p> <h3><strong>Kto nie ma ładowarki, niech pierwszy rzuci kablem!</strong></h3> <p>Ktoś może powiedzieć, że to przecież dlatego, że każdy ma ładowarkę do telefonu. No i jest to całkiem trafny argument. Tyle tylko, że ta jedna czy dwie ładowarki w domu to trochę mało. Sam korzystam obecnie chyba z pięciu ładowarek (a i to nie jestem pewien, czy jeszcze o jakiejś nie zapomniałem), z czego do dw&oacute;ch mam na stałe podłączoną lampkę biurkową i Chromecasta, a kolejne trzy czasem nie wystarczą, kiedy akurat w tym samym momencie muszę podładować telefon, słuchawki i aparat. A nie daj B&oacute;g, żeby chciała z nich skorzystać jeszcze żona!</p> <p>Być może ktoś będzie mi pr&oacute;bował zarzucić kiepską logistykę, ale nie chodzi mi w tym momencie o to, czy potrzebuję pięciu, czy jednej ładowarki USB. Zmierzam do tego, że <strong>dawno przestaliśmy m&oacute;wić po prostu o ładowarce do telefonu, tylko o czymś bardziej uniwersalnym, co w domu po prostu musi być i kropka</strong>. To nie wczesne lata 2000., kiedy kabelkiem z wymyślną wtyczką można było naładować tylko kom&oacute;rkę i nic innego. Co się stanie, jeśli nie znajdę ładowarki w zestawie z moim kolejnym smartfonem? Nic, po prostu użyję ładowarki, kt&oacute;rej na co dzień używam do ładowania aparatu. Albo pada do konsoli. Albo odłączę Chromecasta. W każdym razie jakaś ładowarka na pewno się w domu znajdzie, a jak nie, to i tak najwyższy czas, żeby ją wreszcie kupić.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/sprzet/samsung-galaxy-s21-tez-bez-ladowarki">Samsung Galaxy S21 też bez ładowarki?</a><br /> <strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/sprzet/xiaomi-mi-11-bez-ladowarki-ale-jednak-z-ladowarka">Xiaomi Mi 11 bez ładowarki, ale... jednak z ładowarką</a></p> <p>I nie, to nie znaczy, że cieszę się, że wraz z nowym telefonem prawdopodobnie nie dostanę ładowarki. Ale będę robił za adwokata diabła i bronił producent&oacute;w, bo w mojej ocenie <strong>mają święte prawo oczekiwać, że każdy z nas taką ładowarkę jednak ma</strong>. A jeśli nie, to świat nie kończy się na adapterach dodawanych do zestawu i za kilkadziesiąt złotych naprawdę można kupić coś, co będzie nam lepiej służyło i przetrwa niejeden telefon.</p> <p>Także rozumiem oburzenie, ale czy to naprawdę tak wielki problem?<strong> Czy naprawdę powinno się to spotkać z większym oburzeniem niż brak wsparcia dla starszych urządzeń, utrudnianie napraw czy coraz częstsze przemycanie reklam do fabrycznych aplikacji?</strong> Pozwolę to sobie zostawić bez odpowiedzi.</p> <p>[ANKIETA:1261]</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/samsung-galaxy-s21-sprzedawany-bez-ladowarki-przeciez-to-nie-problemThu, 14 Jan 2021 14:58:00 +0100Głuche Telefony 2020https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/gluche-telefony-2020<div class="content-full-width full-width"><img alt="" class="w-100" src="/images/2020/12/gluche-telefony-2020.jpg" /></div> <p><br /> <strong>Są Ig-Noble, są Złote Maliny - a my szesnasty (!) rok z rzędu "nagradzamy" największe wpadki i absurdy telekomunikacji wręczając Głuche Telefony.</strong></p><p>To już szesnasty rok z rzędu, w kt&oacute;rym nagradzamy największe telekomunikacyjne <em>gwiazdy</em> mijającego roku. Jak co roku, <strong>to Wasz głos będzie decydujący</strong> i to Wy wybierzecie zwycięzcę plebiscytu. Dlatego nie zapomnijcie o oddaniu głosu w ankiecie. Wyniki głosowania zaprezentujemy 8 stycznia.</p> <p>Wahaliśmy się, czy w tym trudnym dla wszystkich roku nie odpuścić naszego zestawienia, ale nie - nie psujmy 2020 roku jeszcze bardziej. Uwalniamy zatem wewnętrznych szyderc&oacute;w i zaczynamy redakcyjne nominacje.</p> <hr /> <h3><strong>Prepaid Roku</strong></h3> <p><strong><em>Głuchy Telefon</em> w kategorii Prepaid Roku trafia do T-Mobile Polska, właściciela marki Heyah</strong>. Zaczynamy z grubej rury, ale nie da się inaczej, bo zbyt wiele krwi zepsuła naszym Czytelnikom <strong>nowa oferta czerwonej łapy - Heyah 01</strong>.</p> <p>Lipcowa premiera nie zapowiadała niczego złego - <a href="http://To już piętnasty rok z rzędu, w którym nagradzamy największe telekomunikacyjne gwiazdy mijającego roku. Jak co roku, to Wasz głos będzie decydujący i to Wy wybierzecie zwycięzcę plebiscytu. Dlatego nie zapomnijcie o oddaniu głosu w ankiecie. Wyniki głosowania zaprezentujemy 7 stycznia. O ile w zeszłym roku niektóre kategorie nagród były bardzo trudne do obłożenia, o tyle w tym poprosiliśmy o niezawodną pomoc naszych Czytelników. Oj działo się drodzy Czytelnicy, działo. Świąteczny pstryczek w nos trafia tam, gdzie trafić powinien." target="_blank">miesiąc płacisz, miesiąc nie płacisz</a> - brzmiały zalane czerwienią reklamy. Już we wrześniu jednak mieliśmy inne hasło: <strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/taryfy-promocje-uslugi/heyah-01-awarie-bledy-problemy-jak-zrezygnowac" target="_blank">miesiąc odbijasz się od BOK, miesiąc pr&oacute;bujesz stąd uciec</a></strong>. Wątek na <a href="https://www.telepolis.pl/forum/viewtopic.php?f=22&amp;t=130605" target="_blank">naszym forum</a>, dotyczący Hayah 01 aż wrzał od narzekań użytkownik&oacute;w.</p> <p><strong><strong><img alt="Heyah 01 - Głuche Teklefony 2020" src="https://www.telepolis.pl/images/2020/09/heyah-01-problem.jpg" /></strong></strong></p> <p>Przede wszystkim, w ofercie <strong>nie było aktywnego LTE</strong>. I nie dało się go włączyć ani przez stronę, ani w aplikacji, ani jakimś magicznym kodem. Trzeba było dzwonić na infolinię z nadzieją, że trafi się ktoś kompetentny... a było to ekstremalnie trudne. <strong>Osoby z biura obsługi nierzadko kompletnie nie znały oferty</strong>, nie m&oacute;wiąc nawet o wiedzy jak w ofercie tej uruchomić LTE. Padały często stwierdzenia, że <strong>obsługa Heyah 01 jest tylko przez aplikację</strong>. W skr&oacute;cie, nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? Jak to co? Wyjdę z tego badziewia... a tu stop. Nie tak szybko.</p> <p>Przede wszystkim, gdy uciekniesz z Heyah 01, sieć nadal pobiera opłaty z konta... Samo przeniesienie numeru nie wystarczy, konieczna jest dodatkowa dyspozycja. A już totalnym <strong>absurdem</strong> okazała się sytuacja klienta, kt&oacute;ry postanowił uciec do innej sieci i nagle miał aktywne dwie karty z tym samym numerem - jedną w Heyah 01, drugą w Virgin Mobile. Więcej o perypetiach klient&oacute;w Heyah 01 oraz komentarz operatora znajdziecie pod <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/taryfy-promocje-uslugi/heyah-01-awarie-bledy-problemy-jak-zrezygnowac" target="_blank">tym adresem</a>.</p> <hr /> <h3><strong>Promocja roku</strong></h3> <p><strong><em>Głuchy Telefon</em> w kategorii Promocja Roku trafia do Multimedia Polska. </strong>Promocja Multimedi&oacute;w to jedna z tych, można powiedzieć, że w starym stylu. Z upływem lat rażących gwiazdek w regulaminach jest coraz mniej, tutaj natomiast warto być świadomym, co się kupuje... a raczej wypożycza.</p> <p><img alt="Multimedia pakiet z telewizorem - zrzut ekranu" src="https://www.telepolis.pl/images/2020/05/multimedia-pakiet-z-telewizorem-screen.jpg" /></p> <p>Fajny pakiet, taki nie za tani, ale zaraz, zaraz - telewizor w prezencie i to już znośne całkiem 40 cali. <strong>Sęk w tym, że telewizor nie jest tw&oacute;j</strong>. <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/taryfy-promocje-uslugi/multimedia-oferta-z-telewizorem" target="_blank"><strong>Na koniec umowy zabierzemy ci telewizor</strong></a> - czytamy w tytule popularnego newsa Mariana Szutiaka. Podobnie jak kosztujące grosze dekodery, <strong>telewizor też jest wypożyczony</strong>. Na zakończenie umowy<strong> trzeba go oddać, inaczej czeka nas kara umowna</strong>.</p> <p>I teraz <strong>finał tej dziwnej promocji - kara jest mała i warto ją zapłacić</strong>. W opcji na 2 lata kara umowna to 49 zł (słownie: czterdzieści dziewięć złotych), a przy rozwiązaniu umowy po 36 miesiącach - szalone 1 zł. Nic tylko rozwiązywać umowy...</p> <hr /> <h3><strong>Smartfon roku</strong></h3> <p><strong><em>Głuchy Telefon</em> w kategorii Smartfon Roku trafia do marki Huawei</strong>. To była najtrudniejsza z tegorocznych kategorii, bo i trudno było znaleźć jedno urządzenie, kt&oacute;re zawiodłoby nas najbardziej. Była <strong>Motorola twierdząca u progu epidemii, że głośniki stereo są ważniejsze niż NFC</strong>, albo chwaląca G8 Power Lite za akumulator 5000 mAh, gdzie ten okazał się wadą telefonu... ale to za mało. Było Oppo ładujące procesory ze średniej p&oacute;łki do niby flagowych modeli - mało. Byli producenci z aparatami makro o rozdzielczości 2 Mpix - mało. Był <strong>odgrzewany iPhone SE 2020</strong>, kt&oacute;ry rozładowuje się w połowie dnia - mało. Był też Huawei [tu wpisz dowolny model].</p> <p><img alt="Google Free - Huawei" src="/images/2020/12/google-free-huawei.jpg" /></p> <p>I chociaż Huaweiowi kibicujemy z całych sił, by jak najszybciej rozwijał App Gallery czy też <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/prawo-finanse-statystyki/uslugi-google-wroca-do-huaweia-usa-raczej-znajda-sojusznikow-do-walki-z-chinami" target="_blank">jakoś się dogadał z nowym prezydentem USA</a> w sprawie zdjęcia blokady usług Google&#39;a, to jednak <strong>oprogramowanie telefon&oacute;w tej marki jest wciąż niedostateczne</strong>. W zeszłym roku wstrzymaliśmy się z nominacją Huaweia, w tym nie mogliśmy już sobie na to pozwolić. Zresztą, nie bez powodu telefony dla mas, modele P40 Lite i P40 Lite E dostały u nas oceny końcowe rzędu 3,5-4 na 10.</p> <p><strong>App Gallery nie ma wszystkiego, do czego przyzwyczaił nas Sklep Google&#39;a i mieć nie będzie</strong>. Huawei musi stworzyć znaczną część aplikacji od podstaw i uczynić je konkurencyjnymi dla usług Google&#39;a. A to trwa i jeszcze trochę trwać będzie. Dobrym przykładem może być <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/aplikacje/google-maps-jest-skonczone-huawei-ma-nawigacje-petal-maps" target="_blank">wciąż niedoskonały Petal Maps</a>. </p> <p>Nieświadomy klient będzie zaskoczony natłokiem reklam w sklepach z aplikacjami, przekierowaniami na dziwne strony i innymi cudami, kt&oacute;re dzielą go od pobrania ulubionych aplikacji. O ile w og&oacute;le te aplikacje pobierze. Pal licho, jeśli to jakieś aplikacje rozrywkowe czy durne gierki, ale już biznesowo trudno traktować obecnie Huaweia poważnie. <strong>Nikt o zdrowych myślach nie będzie pobierać z nieautoryzowanych źr&oacute;deł program&oacute;w, w kt&oacute;rych kluczowe są kwestie bezpieczeństwa</strong>. To zbyt duże ryzyko dla firmy i potężny hamulec dla części dotychczasowych miłośnik&oacute;w marki.</p> <p>Jest to o tyle przykre, że <strong>właściwe wszystkie tegoroczne modele telefon&oacute;w Huaweia to topowa jakość sprzętu</strong>, jedne z najlepszych zdjęć na rynku, piękny design<strong> i</strong> <strong>oceny bliskie maksymalnym, gdyby nie ten jeden google&#39;owy mankament</strong>. Redaktorzy odejmowali od ocen końcowych - w zgodzie ze swoim sumieniem - nawet 4-5 punkt&oacute;w. Gorzka to nagroda... jak cały ten rok.</p> <hr /> <h3><strong>Usługa roku</strong></h3> <p><strong><em>Głuchy Telefon</em> w kategorii Usługa Roku trafia do Orange, Play i T-Mobile</strong>, za <strong>5G oparte na technologii DSS</strong>, kt&oacute;re w praktyce jest często <strong>wolniejsze od LTE</strong> w tej samej lokalizacji. I w sumie nie ma co się dziwić, skoro wykorzystywana przez ww. operator&oacute;w technologia ma w sobie <strong>w najlepszym wypadku tylko 38,5% 5G</strong>. Cała reszta to doagregowane LTE. Na obiecywane do 390 Mb/s, g&oacute;ra 150 Mb/s to prawdziwe 5G, reszta to rozpuszczalnik (LTE).</p> <p><img alt="DYSYSY, 5G DSS" src="/images/2020/12/dysysysy.jpg" /></p> <p>Kiedyś mierzyliśmy zawartość cukru w cukrze, teraz przyszedł czas na 5G - jest już blisko dobrze kojarzących się Polakom 40%, ale wciąż słaby ten trunek. U Plusa do 600 Mb/s po 5G to niemal czysty spirytus... no ale i Zieloni by jechali na DSS-ie, gdyby nie leżące odłogiem 2600 MHz TDD.</p> <p>Wr&oacute;ćmy jednak jeszcze do zwycięzc&oacute;w tej kategorii. Opr&oacute;cz<strong> 5G do 390 Mb/s</strong> mają oni w ofercie też stare, poczciwe<strong> LTE-A. Takie do 600 Mb/s</strong>, nazywane nawet przez niekt&oacute;rych dumnie 5G Ready (z czego śmialiśmy się rok temu). I bywa tak, że w danej lokalizacji warto wyłączyć 5G, by Internet przyspieszył. <strong>Nowe wrogiem dobrego? A może jeszcze nie ma tego nowego?</strong></p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/rankingi/test-5g-plus-orange-play-t-mobile-warszawa-kto-najszybszy-opinie" target="_blank">Najszybsze 5G w Polsce – nasz test. Grudzień 2020</a></p> <hr /> <h3><strong>Marka roku</strong></h3> <p><strong><em>Głuchy Telefon</em> w kategorii Marka Roku trafia do Garmina</strong>. W lipcu niespodziewanie sportowcy na całym świecie przestali ćwiczyć. C&oacute;ż się stało, zapytacie? <strong>Przestał nagle działać Garmin Connect i ćwiczenia straciły sens</strong>. Bo i po co biegać bez celu, jeśli efekt&oacute;w przebieżki nie zarejestruje system? Po co robić cokolwiek, jeśli nie można szybko podzielić się wynikami naszych trud&oacute;w na Facebooku?</p> <p><img alt="Awaria Garmin Connect" src="https://www.telepolis.pl/images/2020/07/awaria-garmin-connect.jpg" /></p> <p>Systemy Garmina padły ofiarą cyberataku, a <strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/bezpieczenstwo/garmin-connect-nie-dziala-awaria-ransomware-okup" target="_blank">przestępcy zażądali aż 10 mln dolar&oacute;w okupu</a></strong>. Garminolubna Anna Rymsza z naszej redakcji była naprawdę oburzona, gdy musiała ściągnąć ulubiony zegarek i zastąpić go innym. Garmin długo milczał, a tłum sportowc&oacute;w szalał w sieci, nie mogąc uzyskać żadnych informacji. Czy dane o ich kilometrach b&oacute;lu przepadły? Czy nadal będą mogli biegać i uprawiać sporty jak kiedyś?</p> <p>Patowa sytuacja trwała do końca lipca i <strong>gdy sportowcy zaczęli już obrastać w tłuszcz, nagle system ożył</strong>. Kolos generujący ponad 3 mld dolar&oacute;w przychodu rocznie padł na kolana i... <a href="https://www.telepolis.pl/tech/bezpieczenstwo/garmin-connect-awaria-okup-10-mln-dolarow" target="_blank"><strong>zapłacił okup</strong></a>. Dane udało się odszyfrować, Garmin zn&oacute;w stał się taki piękny i sportowy, tylko ten wiecie niesmak... pozostał.</p> <hr /> <h3><strong>Wydarzenie roku</strong></h3> <p><strong><em>Głuchy Telefon</em> w kategorii Wydarzenie Roku trafia do Rządu RP</strong>, za przemycenie pod "tarczą antykryzysową 3.0" <strong>decyzji o wstrzymaniu aukcji 5G</strong> i za jednym zamachem <strong>zrzuceniu ze stołka prezesa UKE</strong> Marcina Cichego. Jedną z ostatnich czynności prezesa UKE było tym sposobem <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/prawo-finanse-statystyki/aukcja-5g-koniec"><strong>unieważnienie aukcji na częstotliwości radiowe z pasma 3,6 GHz</strong></a>, po czym miał on odejść z urzędu (w ciągu 14 dni od wejścia nowego prawa w życie).</p> <p><img alt="czej, myślę" src="/images/2020/12/czej-mysle-mem.jpg" /></p> <p>Zapowiadane odwołanie prezesa UKE wywołało <strong>zaniepokojenie ze strony komisarza UE ds. rynku wewnętrznego Thierry&#39;ego Bretona</strong>:</p> <blockquote> <p>Jestem głęboko zaniepokojony planowanymi zmianami warunk&oacute;w powoływania i odwoływania prezesa UKE, kt&oacute;re de facto doprowadziłyby do zakończenia mandatu obecnego szefa niezależnego krajowego urzędu regulacyjnego na rok i p&oacute;ł przed końcem kadencji, na kt&oacute;rą został nominowany.</p> <p>Niezależność krajowych organ&oacute;w regulacyjnych w sektorze łączności elektronicznej jest kluczową zasadą prawa UE. Ma to na celu zapewnienie skutecznego i bezstronnego podejmowania decyzji na zliberalizowanym rynku, a także przewidywalności decyzji. W tym celu prawo UE przewiduje zaostrzone wymogi, dotyczące niezależności politycznej krajowych organ&oacute;w regulacyjnych. Wymogi te obejmują obowiązek ustanowienia na początku, tj. przed mianowaniem, zasad dotyczących powod&oacute;w odwołania szef&oacute;w krajowych organ&oacute;w regulacyjnych oraz ich ochronę przed arbitralnym zwolnieniem.</p> </blockquote> <p>Dla nas, zwykłych szaraczk&oacute;w oznaczało to natomiast tyle, że <strong>na porządne, "prawdziwe 5G" trzeba czekać jeszcze ponad rok</strong>. Trafi ono na nasze telefony, przy dobrych wiatrach, dopiero pod koniec wakacji 2021 roku. Analogiczne op&oacute;źnienie dotyczy też wpływ&oacute;w do budżetu państwa z tytułu koncesji na nowe pasma częstotliwości. Rzecz jasna nie przeszkadza to operatorom podwyższać ceny usług już teraz - w końcu mamy to prawie-5G po DSS jako zapchajdziurę.</p> <p>Specjalne wyr&oacute;żnienie należy się <strong>natomiast sieci Play, <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/bezpieczenstwo/forum-play-mozliwy-wyciek-danych" target="_blank">za wyciek danych osobowych z forum i bloga operatora</a></strong>. Sieć Play we wrześniu zalecała użytkownikom Forum Play, by niezwłocznie zmienili oni swoje hasła na innych stronach, jeśli korzystają z takiego samego hasła jak na forum operatora. Jeszcze dobrze nie skończył się hejt na standardy bezpieczeństwa Play, a sieć po zaledwie tygodniu <a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/bezpieczenstwo/blog-play-wyciek-danych-763-uzytkownikow" target="_blank"><strong>musiała świecić oczami za swojego bloga</strong></a>. Tym razem wyciekły dane osobowe 763 użytkownik&oacute;w - to niewiele w stosunku do przeszło 50 tys. kont forum.</p> <p>Play powoli zaczyna płacić za swoje grzechy, w pierwszej kolejności sieć czeka <strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/prawo-finanse-statystyki/virgin-mobile-uodo-kara" target="_blank">1,9 mln zł kary od UODO</a></strong> i to nawet nie tyle za swoje przewinienia, co przejętego w tym roku Virgin Mobile. Dokładnie rok temu, <strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/wydarzenia/wyciekaja-dane-klientow-virgin-mobile" target="_blank">zamiast życzeń świątecznych Virgin Mobile przesłała klientom informację, że ich dane osobowe trafiły w ręce przestępc&oacute;w</a></strong>.</p> <hr /> <h3><strong>Człowiek roku</strong></h3> <p><strong><em>Głuchy Telefon</em> w kategorii Człowiek Roku trafia do Piotra Mieczkowskiego</strong>, dyrektora zarządzającego fundacją Digital Poland, kt&oacute;ry <strong>stwierdził, że ocenzuruje Internet</strong>. Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu i chociaż idea fundacji jest nam bliska - cyfrowa transformacja polskiej gospodarki, to już spos&oacute;b <s>lobbowania</s> prowadzenia dialogu przez pana Piotra niekoniecznie.</p> <p>Wiosną tego roku Piotr Mieczkowski postanowił przekazać Ministerstwu Cyfryzacji "na widelcu" wszystkie strony i grupy na Facebooku oraz kanały na YouTube&#39;ie, kt&oacute;re jego zdaniem <strong>szerzą dezinformację i należy je zlikwidować</strong>.<strong> A jeśli Ministerstwo ma z tym jakiś problem, to niech zmieni prawo.</strong></p> <p>Choć sławetna dyskusja na Twitterze jest już tylko historią, Internet nie zapomina, oto oryginalna wypowiedź, zaczerpnięta z zasob&oacute;w Wykopu:</p> <p style="text-align:center"><img alt="" src="/images/2020/12/piotr-mieczkowski-wykop.jpg" /></p> <p>Informacja o tym, że <strong>prywatny biznes zabiera się za cenzurowanie Internetu</strong> wywołała oburzenie. Do Ministerstwa Cyfryzacji <strong>zaczęły napływać zapytania, w trybie dostępu do informacji publicznej, o udostępnienie tzw. "listy Mieczkowskiego"</strong>.</p> <p><strong>Żeby było jednak śmiesznie, ta lista nigdy nie dotarła do ministerstwa.</strong></p> <blockquote class="twitter-tweet"> <p dir="ltr" lang="pl">Omg... „potężnych lobbyst&oacute;w” czyli Pana, kt&oacute;ry o tym, że taką listę stworzył i rzekomo przekazał pisał na tt? R&oacute;żne, najbardziej wybujałe treści trafiają na skrzynki MC, ale tego cuda nie wykopaliśmy (nomen omen🙃).</p> — Wanda Buk (@WandaBuk) <a href="https://twitter.com/WandaBuk/status/1266364702625415169?ref_src=twsrc%5Etfw">May 29, 2020</a></blockquote> <script async src="https://platform.twitter.com/widgets.js" charset="utf-8"></script> <p><br /> Skończyło się na buńczucznej deklaracji Mieczkowskiego, bez samego czynu... Takie z lekka szerzenie dezinformacji przez orędownika walki z dezinformacją. Potem było blokowanie wszystkich rozm&oacute;wc&oacute;w, ostatecznie usunięcie całego wątku na Twitterze i wydanie oświadczenia, że jednak "nie miało miejsca żadne przekazanie, opr&oacute;cz wskazania w publicznym portalu Twitter linka do listy".</p> <hr /> <h3><strong>Wypowiedź roku</strong></h3> <p><strong><em>Głuchy Telefon</em> w kategorii Wypowiedź Roku trafia do Marka Zag&oacute;rskiego</strong>, kt&oacute;ry <b>na klucz zamknąć chciał pornografię</b>.<b> </b>Na początku 2020 roku, &oacute;wczesny szef resortu cyfryzacji ogłosił sw&oacute;j plan, według kt&oacute;rego<strong> dostęp do treści dla dorosłych miałby być przyznawany urzędowo - w formie specjalnego klucza cyfrowego.</strong></p> <p><img alt="Marek Zagórski - gov.pl" src="/images/2020/12/marek-zagorski-gov-pl.jpg" /></p> <blockquote> <p>Da się to zrobić. Można to zrobić np. na poziomie przeglądarki. Można się dogadać z dostawcami przeglądarek - a jest ich raptem kilku - żeby z defaultu (domyślnie - red.) m&oacute;wiąc nieładnie dostęp do niekt&oacute;rych treści był zablokowany. Można by to było odblokowywać specjalnym kluczem, kt&oacute;ry będziemy generować i udostępniać. (...) Szukamy efektywnego rozwiązania</p> </blockquote> <p style="text-align: right;">- cytuje wypowiedź ministra Zag&oacute;rskiego w RMF FM serwis Gazeta.pl NEXT</p> <p>Rzecz jasna takie zabezpieczenie oznaczałoby w praktyce <strong>prowadzenie ewidencji "pornografiobiorc&oacute;w"</strong>, a uzyskanie klucza pewnie możliwe by było <strong>za okazaniem dowodu osobistego albo przez profil zaufany</strong>... Logujemy się do banku, by obejrzeć goliznę? Nic tylko p&oacute;jść o krok dalej i umożliwić zakupy treści premium czy nawet stworzyć specjalne, <strong>urzędowe pakiety rozrywkowe dla dorosłych</strong>. </p> <p>Marek Zag&oacute;rski zakończył urzędowanie 6 października 2020 roku, gdy po rekonstrukcji rządu pozbyto się Ministerstwa Cyfryzacji. <strong>Nie oznacza to jednak, że możesz spać spokojnie drogi pornolubie</strong> - następnego dnia został on powołany na sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministr&oacute;w i pełnomocnika rządu do spraw cyberbezpieczeństwa. A czym jak nie cyberbezpieczeństwem jest zaglądanie <s>w majtki</s> w przeglądarki Polak&oacute;w?</p> <p><strong>Specjalne wyr&oacute;żnienie</strong> mamy w tej kategorii natomiast dla Wojciecha Jabczyńskiego, rzecznika prasowego Orange Polska, kt&oacute;ry dla portalu Wirtualnemedia <strong>w lutym 2020 roku ostro krytykował szalone pomysły 5G na 2100 i 2600 MHz:</strong></p> <blockquote> <p><strong>Wyścig byle tylko być pierwszym, za wszelką cenę, nawet śmieszności</strong>. Moim zdaniem ogłaszanie teraz z pompą wdrożenia komercyjnego 5G to nic innego, jak <strong>sprzedawanie czegoś, czego nie ma</strong> albo na upartego jego namiastki. Częstotliwości 2100 i 2600 MHz nie dadzą tego, na co pozwolą docelowo 3,4-3,8 GHz. Transfer będzie mniejszy, ale<strong> w reklamie 5G zabrzmi dumnie</strong>. Nie ma przygotowanych do tego smartfon&oacute;w, a jeśli nawet się pojawią na pewno nie będzie to duży wyb&oacute;r.</p> </blockquote> <p>Śmieszkowanie skończyło się w czerwcu, gdy <strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/wydarzenia/orange-uruchomi-5g-juz-1-lipca-nowa-usluga-to-hello5g" target="_blank">Orange sam wprowadził takie 5G do swojej oferty</a></strong>.</p> <hr /> <h3><strong>Wyb&oacute;r Czytelnik&oacute;w</strong></h3> <p>[ANKIETA:1251]</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/gluche-telefony-2020Fri, 25 Dec 2020 14:06:00 +0100PlayStation 5 i Xbox Series X Ci tego nie dadzą. O co chodzi?https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-5-xbox-series-s-premiera-emocje<p style="text-align:center"><img alt="Xbox Series S" src="/images/2020/11/nowa-generacja-felieton/xbox_series_s.jpg" /></p> <p><strong>Nie, nie mam jeszcze PlayStation 5 (ani Xbox Series X/S) i pewnie jakiś czas nowej konsoli jeszcze miał nie będę. I wiecie co? Nawet mi to nie przeszkadza, bo żadna z nich nie daje mi tego, co najważniejsze.</strong></p><p>Koniec listopada 2020. Cały Internet huczy na temat konsol nowej generacji, kt&oacute;re po siedmiu długich latach zastąpią wysłużone PlayStation 4 i Xboxa One. Cały z wyjątkiem jednego polskiego portalu, kt&oacute;ry uparcie stawia op&oacute;r… wr&oacute;ć! Nie ta bajka. W każdym razie nie zdradzę chyba zbyt dużo, jeśli napiszę, że na łamach Telepolis r&oacute;wnież miały pojawić się publikacje z okazji premiery PlayStation 5 i Xbox Series X, ale sprzęt niestety jeszcze do nas nie dotarł.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-5-cena-opinie-gry">PlayStation 5 z napędem czy bez? Bo że PlayStation 5 to już wiadomo</a></p> <p>I w sumie m&oacute;głbym w tym momencie zacząć strasznie marudzić i złorzeczyć. <strong>W końcu jak na geeka i fana marki przystało, na PlayStation 5 czekam od chwili pierwszych zapowiedzi i chciałbym przekonać się na własnej sk&oacute;rze, jak w praktyce ma wyglądać nowa generacja.</strong> Ku mojemu zaskoczeniu zdałem sobie jednak sprawę, że tak właściwie to nawet za bardzo się tym faktem nie przejmuję. Jasne, jest mi przykro, że jako dziennikarz technologiczny nie mogę dostarczyć naszym czytelnikom materiału na jeden z najgorętszych aktualnie w branży temat&oacute;w. Ale tak osobiście, jako pasjonat, kt&oacute;ry chciałby pobawić się nową zabawką? Ani trochę. Uświadomiłem sobie, że dużo bardziej czekałem na drugą paczkę, kt&oacute;ra miała dotrzeć do mnie w zeszłym tygodniu i zgodnie z planem już w piątek popołudniu leżała u mnie w mieszkaniu. Pod wpływem tego odkrycia naszła mnie pewna refleksja, kt&oacute;ra podświadomie towarzyszy mi już od dłuższego czasu – że <strong>być może nowe konsole wcale nie są tym, na co wszyscy czekamy, nawet jeśli pozornie wydaje się nam inaczej</strong>.</p> <p style="text-align:center"><img alt="Everdell" src="/images/2020/11/nowa-generacja-felieton/everdell.jpg" /></p> <p>Zacznijmy jednak po kolei, czyli od zawartości drugiej paczki. Były w niej dodatki do Everdell. Czym jest Everdell? To przepięknie wykonana i jeszcze ładniej zilustrowana gra planszowa o leśnych zwierzątkach, kt&oacute;re muszą przygotować się do nadchodzącej zimy. W jej podstawową wersję z żoną zagrywamy się regularnie, a samych dodatk&oacute;w niecierpliwie wyczekiwaliśmy już od kilku miesięcy. I bynajmniej nie jest to jedyna plansz&oacute;wka, w kt&oacute;rą grywamy i kt&oacute;ra wywołuje u nas podobne emocje. Nie jesteśmy r&oacute;wnież w tym hobby odosobnieni – grono pasjonat&oacute;w gier planszowych od kilku lat rozrasta się w błyskawicznym tempie. Obserwuję to po liczebności grup tematycznych na portalach społecznościowych, obserwuję to na podstawie listy wydawanych każdego roku tytuł&oacute;w i obserwuję to po coraz większej liczbie grających znajomych. Ba, w samej redakcji mamy bardzo silną planszową ekipę (dobra rada – nie zaczynajcie z Leszkiem rozmowy o Brass, jeśli nie chcecie zarwać nocy).</p> <p>Co ma piernik do wiatraka? Czy też raczej – do konsol? W sumie niewiele. Albo bardzo dużo – zależy jak na sprawę spojrzeć. <strong>Boom na gry planszowe trwa co prawda kilka lat, ale to nadal zjawisko stosunkowo świeże – kiedy się rozpoczęło, gry komputerowe już dawno stały się nieodłącznym elementem popkultury.</strong> Czemu w takim razie tylu ludzi szuka w plansz&oacute;wkach ucieczki od elektronicznej rozrywki? Na pewno nie dlatego, że są w jakikolwiek obiektywny spos&oacute;b lepsze. Bo nie są. Gry komputerowe dają o wiele większą swobodę w kreowaniu mechaniki i narracji, w większości przypadk&oacute;w pozostają tańsze, a na dodatek nie wymagają r&oacute;wnie dużo zaangażowania, by czerpać z nich przyjemność – nie trzeba uczyć się zasad, pilnować ich przestrzegania, szukać odpowiednio dużego stołu, partner&oacute;w do gry itd. No więc dlaczego?</p> <p style="text-align:center"><img alt="Wsiąść do Pociągu" src="/images/2020/11/nowa-generacja-felieton/wsiasc-do-pociagu.jpg" /></p> <p><strong>W dużej mierze z tego samego powodu, dla kt&oacute;rego wielu ludzi muzyki zamiast na Spotify słucha z płyt winylowych, a filmy woli oglądać w kinie – chodzi o doświadczenie. </strong>Fotorealistyczna grafika i 120 FPS nie zastąpią uczuć, kt&oacute;re towarzyszą rytuałowi rozkładania plansz&oacute;wki na stole, ręcznemu operowaniu komponentami czy pilnowaniu, by nerwowe rozglądanie się po planszy nie zdradziło przeciwnikowi Twoich plan&oacute;w. Gry planszowe to nie tylko sama rozgrywka – to szereg emocji, kt&oacute;rych nie znajdziemy patrząc w ekran.</p> <p>Tylko czy to znaczy, że gry komputerowe nie mogą dostarczyć nam podobnych emocji? Oczywiście, że mogą. Ba, cały czas ich dostarczają! Wystarczy pomyśleć o ekscytacji, kt&oacute;ra towarzyszy każdej głośnej premierze; o fenomenach pokroju World of Warcraft, Dark Souls czy Among Us; o ludziach, kt&oacute;rych ścieżki splotły się tylko dlatego, że w tym samym czasie wylądowali na jednym serwerze… <strong>Przykład&oacute;w można mnożyć, ale łączy je jedno: za wszystkie tego typu przeżycia w r&oacute;wnym stopniu odpowiadają gry, co sami gracze. </strong> </p> <p>A czy podobnych emocji mogą dostarczyć PlayStation 5 i Xbox Series X? I tu dochodzimy do sedna. Konsola to tylko kilka kawałk&oacute;w krzemu zamkniętych w plastikowej obudowie. Naprawdę czekamy na to, aż pod naszym telewizorem stanie kolejne pudło?</p> <p style="text-align:center"><img alt="PlayStation 5" src="/images/articles/playstation-5-felieton/playstation-5-1.jpg" /></p> <p>Prywatnie coraz częściej dochodzę do wniosku, że chodzi jednak o coś zupełnie innego. <strong>Nie czekamy na nowe konsole, bo do szczęścia są nam potrzebne dziesiątki teraflop&oacute;w. Czekamy, bo chcemy coś przeżyć.</strong> Chcemy zobaczyć, jak gry z dnia na dzień przechodzą rewolucję i dostarczają nam zupełnie nowych wrażeń. Chcemy puścić wodze fantazji i wyobrazić sobie, jakie historie i światy na nowym sprzęcie będą mogły wykreować najbardziej utalentowane studia. Chcemy wiedzieć, czy tym razem lepsze okazało się Sony, czy Microsoft (choć spory na ten temat i tak będą ciągnęły się do końca generacji). Chcemy zaprosić znajomych i powiedzieć „to co, chcecie w coś pograć?” M&oacute;wiąc kr&oacute;tko – chcemy przeżyć emocje towarzyszące premierze każdej nowej generacji.</p> <p><strong>Tylko że źr&oacute;dłem tych emocji nie jest ani nowe PlayStation, ani Xbox.</strong> Te za kilka miesięcy nam spowszednieją i czar pryśnie. Źr&oacute;dłem tych emocji jesteśmy my – społeczność graczy, geek&oacute;w, pasjonat&oacute;w nowych technologii; nasze wyobrażenia i wsp&oacute;lne konfrontowanie ich z rzeczywistością. To doświadczenie, kt&oacute;rego żadna konsola nam nie dostarczy i to właśnie na nie – a nie na kolejny kawał sprzętu – czekaliśmy przez ostatnich siedem lat.</p>https://www.telepolis.pl/artykuly/felietony/playstation-5-xbox-series-s-premiera-emocjeMon, 23 Nov 2020 18:57:33 +0100Rozmawialiśmy z Vivo o wejściu do Polski i telefonach zrobionych dla ludzihttps://www.telepolis.pl/wiadomosci/felietony/vivo-polska-smartfony-android-11-opinie-czy-warto<p><img alt="Vivo w Europie 20 października" src="/images/2020/10/vivo-w-europie-2020-vivo-x50-pro.jpg" /></p> <p><strong>W Polsce będziemy mieli jeszcze większy wyb&oacute;r telefon&oacute;w. 20 października na polskim rynku zadebiutuje marka Vivo. Czym chce się wyr&oacute;żnić? Vivo dopasowuje telefon do człowieka, a nie człowieka do telefonu.</strong></p><p><strong>20 października 2020 Vivo wejdzie nie tylko do Polski</strong>. Marka pojawi się r&oacute;wnież w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii. Polski rynek jest jednak bardzo chłonny i Vivo wiąże z nim duże nadzieje. <strong>Polacy lubią eksperymentować</strong> i chętnie sprawdzają nowinki elektroniczne. Z badań wynika, że robimy to znacznie chętniej niż reszta Europy, Vivo ma więc spore szanse zaistnieć w świadomości polskiego konsumenta.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/wydarzenia/vivo-w-koncu-zadebiutuje-w-europie-wejdzie-tez-do-polski">Vivo w końcu zadebiutuje w Europie, wejdzie też do Polski</a></p> <h3><strong>Vivo, czyli kto?</strong></h3> <p>Marka Vivo 2020 roku skończyła 25 lat. Mimo że nie ma dystrybucji w Europie, nasi Czytelnicy mogą ją kojarzyć dzięki innowacjom, kt&oacute;re odbijają się szerokim echem w smartfonowym światku. To Vivo jako pierwsze wprowadziło czytnik linii papilarnych w ekranie, wysuwaną kamerkę, ekran służący także jako głośnik czy stabilizację obrazu redukującą także obracanie telefonu. Pierwszy telefon z fabrycznie zainstalowanym Androidem 11 także będzie miał znaczek Vivo.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/sprzet/vivo-wyprzedzil-google-a-z-pierwszym-smartfonem-z-androidem-11">Vivo wyprzedził Google&#39;a z pierwszym smartfonem z Androidem 11</a></p> <p>Vivo ma chiński rodow&oacute;d, ale smartfony produkuje także poza krajem – w Indiach, Bangladeszu i Indonezji. Warto zwr&oacute;cić uwagę na to, że swoje produktu robi niezależnie. Vivo ma własne ośrodki R&D (jeden w USA) i własne łańcuchy dostaw.</p> <p>Pierwszym celem Vivo będzie <strong>widoczność marki</strong>. Nie znamy jeszcze szczeg&oacute;ł&oacute;w ewentualnych kampanii reklamowych, ale na pewno chiński producent zamierza sponsorować wydarzenia sportowe w Europie. Poza tym musi się nauczyć europejskiego rynku. Tutejsi użytkownicy mają inne oczekiwania wobec wielu funkcji telefon&oacute;w. Przykład? Azja szaleje na punkcie upiększania twarzy, a w Europie mało kto go używa.</p> <p>Reprezentanci Vivo, z kt&oacute;rymi rozmawialiśmy, są tego świadomi i chyba spodziewają się więcej takich problem&oacute;w. Jednak liczby m&oacute;wią, że Vivo sobie poradzi. Na telefony tej marki zdecydowało się <strong>ponad 370 mln użytkownik&oacute;w</strong> na całym świecie. Są to <strong>gł&oacute;wnie osoby młode</strong>: 36% ma między 26 i 36 lat, 38% jeszcze nie skończyło 26.</p> <p>Vivo nie zamierza podbić polskiego rynku w p&oacute;ł roku. Priorytetem jest przekonanie klient&oacute;w, że ich telefony warto kupić. Sprzedaż powinna ruszyć sama, gdy klienci docenią markę. Przypuszczam, że początki mogą być trudne. Vivo musi dobrze poznać wymagania europejskiego klienta.</p> <h3><strong>Jakie telefony Vivo będą w Polsce?</strong></h3> <p>Vivo nie zacznie od wprowadzenia do Polski swoich najdroższych i najbardziej złożonych modeli. Pełną ofertę poznamy 20 października, ale będą to gł&oacute;wnie „średniaki”. <strong>Topowe modele pojawią się nieco p&oacute;źniej</strong>. Niestety nie udało nam się zdobyć bardziej szczeg&oacute;łowych informacji. Szkoda, bo bardzo nas ciekawi model <strong>Vivo V20 Pro i jego możliwości filmowe</strong>. Liczymy też na obecność w Polsce Vivo V20 – tego z Androidem 11.</p> <p><strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/sprzet/vivo-skupi-sie-na-smartfonach-z-hybrydowym-zoomem">Vivo skupi się na smartfonach z hybrydowym zoomem</a><br /> <strong>Zobacz: </strong><a href="https://www.telepolis.pl/wiadomosci/sprzet/vivo-jeszcze-w-tym-roku-5g-bedzie-w-telefonach-za-ok-870-zlotych">Vivo: jeszcze w tym roku 5G będzie w telefonach za ok. 870 złotych</a></p> <p>Vivo stawia na trzy najpotrzebniejsze użytkownikom cechy smartfon&oacute;w. Po pierwsze: <strong>łatwy w obsłudze interfejs</strong> bez zbędnych dodatk&oacute;w czy duplikowanych aplikacji. Po drugie: <strong>długi czas działania bez ładowarki</strong>, choć oczywiście Vivo zapewni nam możliwość bardzo szybkiego ładowania telefon&oacute;w. Po trzecie: <strong>dobre zdjęcie, a zwłaszcza selfie</strong>.</p> <p>Gdzie je kupimy? Prawdopodobnie wszędzie. Smartfony Vivo będą dostępne w sklepach stacjonarnych, w sprzedaży internetowej i <strong>u przynajmniej jednego z polskich operator&oacute;w</strong>. Więcej dowiemy się 20 października.</p>https://www.telepolis.pl/wiadomosci/felietony/vivo-polska-smartfony-android-11-opinie-czy-wartoTue, 06 Oct 2020 13:14:00 +0200