DAJ CYNK

Vivo V23 5G z lampą do selfie. Nie wiedziałam, że go potrzebuję!

Anna Rymsza (Xyrcon)

Testy sprzętu

Vivo V23 5G, zbliżenie na aparat
Zdjęcia i filmy: Nie wiedziałam, że mi go brakowało

W ciągu kilku dni spędzonych ze znajomymi na festiwalu przekonałam się, że LED-y z przodu znacząco poprawiły mój komfort życia. Uwiecznianie spotkań ze znajomymi w czasie koncertów okazało się znacznie przyjemniejsze, gdy zdjęcia wychodzą, jak trzeba. Moje ulubione ustawienie to maksymalnie ciepłe światło – wydaje mi się, że w nim skóra prezentuje się najkorzystniej.

selfie z lampą selfie bez lampy

Nie ulega wątpliwości, że dodatkowe doświetlenie selfie się przydaje. Z pomocą Vivo V23 5G uwieczniłam sporo scen, które inaczej byłyby do niczego. Oczywiście można też próbować doświetlenia ekranem, ale ma ono węższy kąt i jest znacznie słabsze. Przy zdjęciach grupowych zupełnie się nie sprawdza. Podoba mi się też regulacja temperatury światła LED-ów nad aparatem.

Interfejs aparatu Vivo V23 5G

Jestem zadowolona właściwie ze wszystkich zdjęć, które zrobiłam frontowym aparatem głównym. Owszem, nocne bywają poruszone, ale tego można było się spodziewać. Szerokokątny już mniej mi się podoba – potrafi zwariować przy nietypowym oświetleniu. Niemniej do grupowych zdjęć bardzo się przydaje. Poniżej możesz porównać zdjęcia z aparatu głównego i szerokokątnego.

selfie z lampą selfie bez lampy

Aparat szerokokątny do selfie ma też sporadyczne problemy z kolorami. Dobitnie pokazuje to zdjęcie, które wyszło fioletowe, a było po prostu robione „pod słońce”. Jestem też trochę zawiedziona brakiem optycznej stabilizacji obrazu, którą miał poprzednik, ale coś za coś – tam nie było szerokokątnego aparatu portretowego z przodu.

Jak widać, bawiliśmy się przednio, robiąc sobie selfie praktycznie przy każdej okazji. Na kilku zdjęciach możesz sprawdzić też, jak radzi sobie odcinanie pierwszego planu od tła i efekty bokeh. Nieźle sprawdza się też upiększanie twarzy – jest tu sporo ustawień, więc można dobrać poziom jego działania do aktualnych potrzeb. Fani filtrów i efektów również nie będą narzekać. Jedynie do tłumaczenia nazw muszę się przyczepić, bo „vapor” zostało przetłumaczone na „para”. Chodzi o neonowy styl vaporwave, a nie widoczność z rzymskiej łaźni.

Frontowym aparatem głównym można kręcić filmy 4K 60 kl./s, ale diody doświetlające są dostępne jedynie przy rozdzielczości 1080p. Frontowy aparat szerokokątny również może nagrywać filmy 1080p 30 kl./s i z reflektorem, ale nie jest tu dostępny HDR. Aparat makro z tyłu filmów nie kręci. Tylny aparat główny może nagrywać filmy 4K tylko w 30 kl./s, szerokokątny zaś w 1080p i 30 kl./s. Przez ten bajzel straciłam sporo ślicznych ujęć. Jeśli zamierzasz nagrywać coś aparatem szerokokątnym, musisz najpierw zmienić rozdzielczość nagrywanego filmu. Moim zdaniem to nieintuicyjna bzdura, choć przynajmniej u Vivo wyraźnie widać rozdzielczość nagrywanego materiału i można ją łatwo zmienić.

Efekty są różne i na pewno nie polecam Vivo V23 5G do kręcenia filmów nocą. Nagrywanie dźwięku też kuleje i czasami ledwo słychać, co mówię. Nie ma tu żadnego mechanizmu pomagającego lepiej nagrać mowę. Niskich tonów nie ma wcale, wysokie trzeszczą i o ile vloga z komentarzem nagrać się da, o koncertach można zapomnieć.

Jedno jest pewne: zdjęcia nocne wychodzą Vivo V23 5G lepiej niż filmy kręcone o tej samej porze. Widać też, że po zmroku stabilizacja obrazu przestaje działać tak intensywnie, jak w dzień. Przypuszczam, że moc obliczeniowa zostaje przekierowana na rejestrowanie jak najwięcej światła i usuwanie szumu.

Zdjęcia robione dowolnym aparatem Vivo V23 5G po zmroku nie będą idealne. Większość nawet nie będzie dobra. Przede wszystkim będą miały sporo artefaktów. To wynika zapewne z usuwania szumu podczas przetwarzania obrazu. Szkoda, bo przez to sporo zdjęć nadaje się najwyżej na media społecznościowe. Po powiększeniu ich czar pryska. Z kolorystyką jest nieźle, jeśli ktoś lubi soczystą, przerysowaną oprawę. Sztuczna inteligencja dobrze rozpoznaje sceny i w razie potrzeby włączy HDR, który co prawda odzyska stracone szczegóły, ale zrobi ze zdjęcia pastelowy kicz. Efekty są moim zdaniem zbyt nieprzewidywalne, by zdać się w pełni na automat.

Aparat szerokokątny zwykle staje na wysokości zadania, ale jest wyraźnie gorszy od głównego. Często też rejestrowane przez niego kolory różnią się od tych z aparatu podstawowego, a obiekty na krawędziach kadru są nie tylko zniekształcone, ale i rozmyte. 

Aparat makro równie dobrze mógłby nie istnieć. Aparat główny robi bardzo dobre zbliżenia x2, które rejestrują znacznie więcej detali, niż ciemne, pełne aberracji zdjęcia z aparatu makro.

Przypomnę jeszcze pełną specyfikację aparatów w Vivo V23 5G:

  • główny aparat do selfie ma matrycę Samsung S5KJNV o rozdzielczości 50 MPix i obiektyw f/2,0 o bardzo przyjemnej ogniskowej, zbliżonej do 23 mm;
  • aparat szerokokątny z przodu dostał matrycę 8 MPix i obiektyw f/2,28;
  • aparat główny z tyłu dostał 64-megapikselową matrycę Samsung S5KGW1 o pikselach wielkości 0,8 μm, obiektyw ma ogniskową zbliżoną do 26 mm i jasność f/1,89;
  • aparat szerokokątny z tyłu ma matrycę 8 MPix i obiektyw f/2,2 z kątem widzenia 120°;
  • aparat makro z tyłu ma matrycę 2 MPix i obiektyw f/2,4.

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News

Źródło zdjęć: Własne

Źródło tekstu: Własne

Przewiń w dół do następnego wpisu