DAJ CYNK

Test telefonu Dell Venue Pro

18.05.2011

Dodane przez: Mateusz Pakulski (Q!)

Kategoria: Testy sprzętu

Interakcje: 26779

Na plus można zaliczyć jedynie pojawienie się opcji ustawienia punktu dostępowego dla MMS-ów. Jednak opcja ta musiała zostać najprawdopodobniej spersonalizowana pod lub przez Della - w aktualnej wersji systemu na innych telefonach (np. HTC Trophy) nie odnajdziemy tej pozycji. Czy ta funkcja działa? Nie wiem - znajomi już się przyzwyczaili, że gdy korzystam z telefonu z WP7, to nie warto przysyłać MMS-ów, bo i tak ich nie odczytam. W zamian za to ślą zdjęcia na maila - szybciej, wygodniej, często taniej i bardziej poręcznie.

Z formalnego punktu widzenia warto wspomnieć o wnętrznościach telefonu, chociaż od pozostałych telefonów z Windows Phone 7 nie różnią się one zbyt wiele. Ot, standard i minimum narzucone przez Microsoft, następnie przyklepane przez Della. Sercem jest tutaj procesor Qualcomm Snapdragon, który tyka z prędkością 1 GHz. Za mózg, czyli operacje graficzne, odpowiada układ Adreno 200 GPU. Do pomocy mają one 512 MB pamięci operacyjnej oraz pamięć wewnętrzną o wielkości 8 (w testowanym telefonie 7,06 dostępnych dla użytkownika) lub 16 GB, bez możliwości rozbudowy kartami pamięci. Wszystko to brzmi nieźle, ale żaden z tego pożytek patrząc na stabilność systemu.



Książka telefoniczna

Standardowa jak na system. Zapiszemy w niej nazwę kontaktu, kilka numerów telefonów, adres, stronę WWW itd. Z pomocą w zwiększaniu ilości informacji o danym kontakcie przyjdzie nam natywnie obsługiwany Facebook, który zaimportuje jakie tylko się da. Feler? Brak możliwości wpływania na to która informacja z tak pobranego kontaktu zostanie zapisana lub usunięta.

Sama książka zintegrowana może być z Facebookiem - podgląd kontaktu, przesunięcie ekranu w prawo i już znajdujemy się na "ścianie" profilu danej osoby w tym serwisie. Standard, ale przydatny, w przypadku Windows Phone 7.

Dźwięki

Jak sama nazwa wskazuje telefon służy do prowadzenia rozmów. Te w testowanym urządzeniu są na dobrym poziomie - my jesteśmy słyszani przez naszego rozmówcę dobrze, podobnie jak i my słyszymy go bez większych zastrzeżeń. O ile nie liczyć charakterystycznego trzeszczenia głosu w słuchawce. W zasadzie za bardzo to nie przeszkadza, jednak niezbyt dobre wrażenie pozostaje. Jest nieźle, ale na wyższą półkę jakościową wdrapać czy dokrzyczeć się już nie uda.

Nic natomiast nie brakuje w kwestii informowania o przychodzącym połączeniu podczas słuchania muzyki na zestawie słuchawkowym. W takim przypadku dźwięk jest płynnie wyciszany i dopiero po jego wyciszeniu w słuchawkach rozlega się dźwięk dzwonka. Podobnie po zakończeniu połączenia, kiedy to muzyka zgłaśniana jest płynnie. Logiczne? Jak najbardziej. Ale jak do tej pory ze świecą szukać takiego rozwiązania u konkurencji.

Z niewiadomych przyczyn odebranie połączenia wymaga od nas wykonania dwóch ruchów - najpierw w celu odblokowania ekranu, a dopiero w drugiej kolejności reakcji na połączenie (odebranie lub odrzucenie).

Włączamy dźwięk na głośnik zewnętrzny i co słyszymy? W zasadzie niewiele. Wyrazistości tutaj jak na lekarstwo, dynamika jest zbliżona do rozpłaszczonej przez pociąg, dwuwymiarowej (2D) żaby, a basy brzmią jakby… nie, basy nie brzmią, bo ich po prostu nie ma. "Byle coś grało" to idealne określenie tego, co dobiega do naszych uszu.



Komentarze
Zaloguj się