Odkurzacz idealny. Dreame X50 Ultra po pół roku (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 12:31

Odkurzacz idealny. Dreame X50 Ultra po pół roku (test)

Nowoczesny robot sprzątający powinien być niezawodny i niemal niewidoczny w codziennym życiu. Dopiero po kilku miesiącach widać, które funkcje faktycznie ułatwiają dbanie o dom, a czego brakuje. W lipcu 2025 roku do mojego domu trafił robot sprzątający Dreame X50 Ultra. Wcześniej przez wiele miesięcy używałem modelu Dreame X40 Ultra. Ponieważ przestał działać prawidłowo, a sprzedawca nie odpowiedział na moją reklamację z tytułu rękojmi na czas, stary model zwróciłem, kupując w jego miejsce nowy. Obietnice producenta, dotyczące tego urządzenia, były bardzo duże. 20 tysięcy Pa mocy ssania, mechaniczne nogi do „przeskakiwania” progów i wieżyczka LiDAR, która chowa się wewnątrz obudowy, by wjechać pod najniższe szafki. To tylko część tych obietnic. Teraz, po sześciu miesiącach codziennej walki z kurzem, igłami z choinki czy innymi  zabrudzeniami, sprawdzam, czy ten sprzęt za około 4000 zł (tyle zapłaciłem) to faktycznie król autonomii, czy tylko kosztowny gadżet z problemem „chmurowym”. Dreame X50 Ultra miał być kompletnym urządzeniem. Po półrocznym użytkowaniu mogę z czystym sumieniem przyznać, że to maszyna niemal doskonała. Jednak kilka rzeczy po drodze zdążyło mnie zirytować. Jakich? Tego między innymi dowiesz się z poniższej recenzji, do której przeczytania i komentowania zapraszam. Dane techniczne robota sprzątającego: Plastikowa obudowa w kolorze białym, Wymiary robota: 350 x 350 x 89 mm (111 mm z wysuniętym LiDARem), masa robota: 4,53 kg, Wymiary stacji dokującej: 457 x 340 x 590 mm, masa stacji dokującej: 9,09 kg, Silnik: TurboForce 6. Generacji, Maksymalna moc ssania: 20 000 Pa, Typ filtra: EPA(E11), Funkcje: mopowanie (wyjmowane pady mopujące), MopExtend RoboSwing, czyszczenie padów mopujących w gorącej wodzie oraz suszenia gorącym powietrzem, wysuwanie padów mopujących oraz szczotki bocznej, automatyczne opróżnianie zbiornika na kurz, unoszenie padów mopujących (10,5 mm), 4 poziomy ssania, 4 poziomy przepływu wody, dozowanie detergentu, System nawigacji: VersaLift DToF, Pokonywanie przeszkód jednostopniowych do 4,2 cm wysokości i dwustopniowych do 6 cm, Pojemność zbiornika na kurz (robot): 395 ml, Pojemność worka na kurz (stacja): 3,2 l, Pojemność zbiornika czystej/brudnej wody (stacja): 4,5 l/4 l, Wbudowana kamera i zdalny monitoring, Zasilanie: akumulator o pojemności 6400 mAh, do 207 minut pracy, Kompatybilność: aplikacja Dreamehome, Alexa, Siri, Asystent Google. System VersaLift i koniec z „pukaniem” w szafki Jedną z największych bolączek poprzednika, modelu X40 Ultra, była wieżyczka LiDAR, która uniemożliwiała wjazd pod niektóre meble. W X50 Ultra rozwiązano to po mistrzowsku. System VersaLift pozwala robotowi schować laser do środka obudowy. Dzięki temu wysokość urządzenia spada do 89 mm. Po pół roku widzę realną różnicę, Robot bez problemu wjeżdża pod moje niskie cokoły w kuchni, gdzie X40 Ultra tylko bezradnie „pukał” obudową. Drugim „bajerem” są nogi ProLeap, służące do przeskakiwania progów o wysokości nawet 6 cm. Muszę być jednak uczciwy jako tester – w moim mieszkaniu progów praktycznie nie ma, więc ta funkcja u mnie głównie „pachniała nowością”. Fajnie, że jest, bo daje poczucie bezpieczeństwa, że robot nie utknie w starszym budownictwie. Ale sam tego na co dzień nie wykorzystywałem. 20000 Pa jest cichsze, niż myślisz Mogłoby się wydawać, że moc 20000 Pa zamieni robota w startujący odrzutowiec. Nic bardziej mylnego. X50 Ultra jest wyraźnie cichszy od X40 Ultra, mimo że dysponuje znacznie większą siłą ssania. To ogromny plus – robot może pracować, gdy oglądam film, nadmiernie mi nie przeszkadzając. System HyperStream DuoBrush (podwójne szczotki) rewelacyjnie radzi sobie z włosami, co potwierdzam po pół roku. Jednak sezon pochoinkowy ujawnił słaby punkt – igły choinkowe bardzo łatwo zapychają kanały dolotowe powietrza. Trzeba uważać, bo robot próbuje wciągnąć wszystko, co napotka. Czasem kończy się to „zadławieniem”. Jeśli chodzi o plamy, to cudów nie ma. Z zaschniętymi zabrudzeniami wymagającymi szorowania robot sobie nie poradzi i trzeba sięgnąć po tradycyjnego mopa. Dałem mu autonomię W testowanym robocie sprzątającym wykonałem istotną modyfikację – pozbyłem się zbiorników na wodę. Zamiast nich użyłem zestawu do stałego podłączenia do wodociągu i kanalizacji. Największym zaskoczeniem i plusem jest to, że moduł kupiony do starszego modelu Dreame X40 Ultra pasuje tutaj idealnie. Dreame nie zmieniło rozstawu złączy, co oszczędziło mi kilkaset złotych na nowym sprzęcie. Dodatkowym atutem X50 Ultra w stosunku do poprzednika jest zbiornik na detergent wewnątrz stacji. Robot sam dawkuje płyn, co w połączeniu z automatycznym pobieraniem wody sprawia, że interakcja z urządzeniem ogranicza się do minimum. Raz w miesiącu przecieram sensory i wymieniam elementy eksploatacyjne, których – co ważne – na rynku jest „od cholery”, zarówno oryginalnych, jak i tańszych zamienników. Kierunek paneli i firany, czyli aplikacja i AI Aplikacja Dreamehome jest solidna i oferuje kilka genialnych patentów. Możemy ustalić kierunek układania paneli podłogowych, dzięki czemu robot sprząta wzdłuż łączeń, a nie w poprzek. To nie tylko wygląda estetycznie, ale też mniej niszczy krawędzie desek. Kolejny „smaczek” to wykrywanie firan. Robot wie, gdzie wiszą i omija je tak, by się w nie nie zaplątać. [gallery][img]245139[/img][img]245140[/img][img]245141[/img][img]245142[/img][img]245143[/img][img]245144[/img][/gallery] System rozpoznawania przeszkód AI Action działa w miarę przyzwoicie. Niestety (lub stety) nie mam psa, więc nie mogłem przetestować legendarnych już „incydentów kałowych”, czyli omijania odchodów zwierząt. Robot po prostu sprząta i rzadko wymaga uwagi, co było moim głównym celem, gdy go kupowałem. Widzisz to, co on, czyli zdalny monitoring Dreame X50 Pro został wyposażony w kamerę, która normalnie służy między innymi do wykrywania przeszkód na jego drodze. Ten gadżet można jednak również wykorzystać do zdalnego monitoringu domu. W aplikacji smartfonu zobaczymy to, co widzi kamera robota. Co więcej, możemy nim jeździć jak zdalnie sterowanym samochodem. Pozytywnie zaskoczyła mnie tu bardzo wysoka responsywność urządzenia na polecenia wydawane za pomocą dotykowych przycisków w aplikacji. Matter i problem chmury Czas na największą wadę. Już od pół roku w Internecie krążą plotki o wsparciu dla standardu Matter. Dopiero jednak dosłownie kilka dni tego odkryłem, że w końcu można to włączyć. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ do tej pory, żeby sterować odkurzaczem, trzeba było to robić przez chmurę producenta. Oznaczało to, że do włączenia odkurzacza przy pomocy jakiejś automatyki domowej trzeba było kontaktować się z nim przez Internet. Teraz można robić to lokalnie. Jest tylko jeden problem. To, co Dreame X50 Ultra udostępnia w ten sposób, jest bardzo ubogie. W przypadku integracji przez chmurę mamy dostęp do 190 encji. Robotem można więc sterować kompleksowo i elastycznie. W przypadku standardu Matter mamy tylko 4. W zasadzie możemy tylko rozpocząć, zatrzymać i zakończyć sprzątanie, wysłać robota do stacji bazowej oraz podejrzeć jego status. [gallery][img]245155[/img][img]245156[/img][img]245157[/img][/gallery] Implementacja Matter w testowanym robocie jest bardzo uboga, ale lepsze to niż nic. Mam nadzieję, że z czasem będzie z tym lepiej. Zależność od Internetu i serwerów Dreame kłóci się z ideą w pełni lokalnego, bezpiecznego inteligentnego domu i dla wielu zaawansowanych użytkowników to spory minus. Tak jest i w moim przypadku. Higiena stacji, czyli koniec z „mułem” Warto wspomnieć o poprawionej stacji PowerDock. W modelu X40 Ultra tacka odciekowa przy mopach często zapychała się „mułem” z mokrego kurzu. W X50 Ultra po pół roku sprawdzania co chwilę – problemu nie ma. System czyszczenia i suszenia mopów (teraz w 80°C) wydaje się dużo wydajniejszy i lepiej przemyślany pod kątem odprowadzania brudu. Więcej możliwości za mniejsze pieniądze Dreame X50 Ultra kosztował mnie około 4000 zł. To bardzo dobra cena za tak użyteczny sprzęt. Na start był on o 1000 zł tańszy niż poprzedni model, X40 Ultra. Mimo niższej ceny, urządzenie oferuje wiele ważnych ulepszeń. Niewątpliwą zaletą jest chowana wieżyczka laserowa. Dzięki niej robot mieści się pod niskimi szafkami. Ma też specjalne nogi do pokonywania wysokich progów. Sprząta bardzo mocno, ale robi to ciszej niż starsze modele. [gallery][img]245152[/img][img]245154[/img][img]245153[/img][/gallery] Stacja dokująca pracuje teraz niemal samodzielnie. Sama myje mopy w temperaturze 80°C i dozuje płyn. Nowa konstrukcja sprawia, że w środku nie zbiera się już brudny osad. Można ją też podłączyć bezpośrednio do domowej sieci wodnej i kanalizacji. System AI sprawnie wykrywa firany, aplikacja pozwala też ręcznie ustawić kierunek paneli. Główną wadą jeszcze do niedawna był brak wsparcia dla standardu Matter, choć obiecywano to od dawna. X50 Ultra był przez to w pełni zależny od Internetu i chmury producenta, jeśli chciało się go zintegrować z własnym systemem smart home. W ostatnich dniach się to zmieniło, ale w bardzo ograniczonym zakresie. Pomimo pewnych niedociągnięć uważam, że Dreame X50 Ultra to kompletny i godny polecenia sprzęt.

0
MARIAN SZUTIAK
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Tę opcję w telefonie na pewno przełączysz. Ucywilizuje rozmowy
Aplikacje 13:16

Tę opcję w telefonie na pewno przełączysz. Ucywilizuje rozmowy

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
x-kom szaleje. Świetny sprzęt niemal o połowę taniej
Telepolis.pl
Sprzęt 13:13

x-kom szaleje. Świetny sprzęt niemal o połowę taniej

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Może i jest to kawał kloca, ale w świetnej cenie i wiele osób bez takiego nie rusza się z domu
Telepolis.pl
Sprzęt 11:44

Może i jest to kawał kloca, ale w świetnej cenie i wiele osób bez takiego nie rusza się z domu

1
PAWEł MARETYCZ
1.
ZUS zyskał nowe uprawnienia. Wejdą do domu i wylegitymują
Fintech 11:00

ZUS zyskał nowe uprawnienia. Wejdą do domu i wylegitymują

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Koszmar aktualizacji Windowsa trwa nadal. Microsoft z kolejną łatką
Bezpieczeństwo 10:22

Koszmar aktualizacji Windowsa trwa nadal. Microsoft z kolejną łatką

4
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Ministerstwo Finansów publikuje komunikat. Ważny dla milionów Polaków
Fintech 08:48

Ministerstwo Finansów publikuje komunikat. Ważny dla milionów Polaków

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
PlayStation 6 zadebiutuje później. Dużo później
Sprzęt 08:02

PlayStation 6 zadebiutuje później. Dużo później

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Przykładasz smartfon i jedziesz. Wygodniej się po prostu nie da
Telepolis.pl
Sprzęt 24 STY 2026

Przykładasz smartfon i jedziesz. Wygodniej się po prostu nie da

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Ten telewizor to świetny wybór dla graczy, a dziś jest za 2499 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 24 STY 2026

Ten telewizor to świetny wybór dla graczy, a dziś jest za 2499 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Google Pixel straci funkcję na wyłączność? Ma trafić do Galaxy S26
Bezpieczeństwo 24 STY 2026

Google Pixel straci funkcję na wyłączność? Ma trafić do Galaxy S26

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Ten powerbank jest na każdą kieszeń i do każdej kieszeni
Telepolis.pl
Sprzęt 24 STY 2026

Ten powerbank jest na każdą kieszeń i do każdej kieszeni

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Jak jest z toksyczną męskością i jak często występuje? Dane zaskakują
Nauka 24 STY 2026

Jak jest z toksyczną męskością i jak często występuje? Dane zaskakują

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Ładowarka samochodowa, którą szybko naładujesz nawet laptopa? Dziś to tylko 54,99 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 24 STY 2026

Ładowarka samochodowa, którą szybko naładujesz nawet laptopa? Dziś to tylko 54,99 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Służby specjalne dostaną twój klucz. Microsoft się tłumaczy
Bezpieczeństwo 24 STY 2026

Służby specjalne dostaną twój klucz. Microsoft się tłumaczy

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Masz telewizor tej marki? To jest coś, co musisz zrobić
Sprzęt 24 STY 2026

Masz telewizor tej marki? To jest coś, co musisz zrobić

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Tani laptop z 24 GB RAM. To świetna okazja na ciężkie czasy
Telepolis.pl
Sprzęt 24 STY 2026

Tani laptop z 24 GB RAM. To świetna okazja na ciężkie czasy

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Taki Grundig w Action to wielkie zaskoczenie. Tylko 33,99 zł
Sprzęt 24 STY 2026

Taki Grundig w Action to wielkie zaskoczenie. Tylko 33,99 zł

2
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Widzą wszystko, co oglądasz. Producenci TV w sądzie
Sprzęt 24 STY 2026

Widzą wszystko, co oglądasz. Producenci TV w sądzie

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Więcej nowości
Szykuj się na off-roadową wiosnę. Engwe Y1000 daje do pieca
Sprzęt 24 STY 2026

Szykuj się na off-roadową wiosnę. Engwe Y1000 daje do pieca

W świecie hulajnóg elektrycznych jest marketowe badziewie i są modele, które potrafią wyrwać z butów. Przedstawicielem tej drugiej rodziny jest Engwe Y1000, model terenowy, o olbrzymiej mocy 2400 W i zasięgu 100 km. Engwe pokazuje, że od hulajnogi można wymagać więcej Marka Engwe znana jest w Polsce przede wszystkim z oferty rowerów elektrycznych, takich jak kultowy już Engwe Engine Pro 2.0 czy karbonowy Engwe N1 PRO. Producent ma w swojej ofercie też inną kategorię pojazdów, hulajnogi elektryczne, która właśnie dorobiła się nowego, flagowego modelu Engwe Y1000. Sercem Y1000 jest system dwóch silników o łącznej mocy 2400 W, umożliwiający jazdę w trybie jedno- lub dwusilnikowym w zależności od potrzeb. Ta konfiguracja pozwala na adaptacyjną kontrolę jazdy, a urządzenie zdolne jest do pokonywania podjazdów o kącie 20 stopni, co gwarantuje dynamiczną jazdę nawet w wyjątkowo trudnym ternie. Hulajnoga wyposażona jest w baterię 52V 22,5 Ah o pojemności 1170 Wh, zapewniającą zasięg do 100 kilometrów na jednym ładowaniu. Czyni to Y1000 modelem doskonałym na dalsze wycieczki, a nie tylko na krótkich, miejskich dystansach. Odblokowanie przez Bluetooth i NFC oraz systemy bezpieczeństwa Podobnie jak wybrane rowery w ofercie producenta, hulajnoga oferuje proste i bezpieczne odblokowywanie za pomocą NFC lub po zbliżeniu się do urządzenia ze sparowanym telefonem. Do tego w aplikacji jest kilka bajerów jak, system cruise control czy regulacja efektów paska świetlnego. [DIFF:{"before":"245321","after":"245322","description":""}] Wracając zaś do kluczowych kwestii, Engwe Y1000 wyposażona jest w zaawansowany system hamulcowy – dwutłokowe hamulce hydrauliczne z dyskami o średnicy 140 mm o doskonałej dyspersji ciepła. Do tego dochodzi przednie i tylne zawieszenie o nośności aż 2000 funtów (907 kilogramów) zapewniające doskonałą absorpcję wstrząsów w terenie. Niestety w udostępnionych materiałach zabrakło informacji na temat masy urządzenia, a z racji zastosowanej amortyzacji i pojemnych akumulatorów może być ona pokaźna. Nie wiemy też jeszcze na tym etapie, jaki jest czas ładowania urządzenia.  Cena i dostępność Cena sprzętu ustalona została w Europie na 1099 euro, co daje w przeliczeniu około 4600 zł. Nie jest to mało, ale też nie jest to pierwszy lepszy model, tylko sprzęt dla osób szukających czegoś więcej niż konwencjonalna hulajnoga. Warto przypomnieć, że w ofercie producenta nadal dostępne są tańsze modele Y400 i Y600. Firma zapełnia już powoli magazyny nowym modelem, pełna dostępność dla klientów z Polski planowana jest na marzec, a więc od razu, wraz z ogólnoświatową premierą.

0
LECH OKOń
1.

Więcej nowości

Za ten streaming zapłacisz więcej. Ceny ostro w górę
Telewizja i VoD 24 STY 2026

Za ten streaming zapłacisz więcej. Ceny ostro w górę

Stało się. Kolejna duża platforma VoD w Polsce postanowiła podnieść swoje ceny. Chcesz płacić mniej? Spiesz się. Obecnych abonentów podwyżka nie obejmie. SkyShowtime weryfikuje cenniki po 3 latach To na Skyshowtime obejrzysz genialne seriale Yellowstone, Landman: Negocjator, Dexter: Nowa Krew albo spędzisz wieczór z filmem Jak wytresować smoka czy Mission: Impossible - The Final Reckoning. Trudno nie odnieść wrażenia, że platforma mocno zainteresowała się polskim rynkiem, bo jej oferta istotnie wzbogaca się o wysokiej jakości produkcje w ostatnim czasie. I to nie z napisami, jak na Apple TV, lecz z polskim lektorem. Obecnie miesięczna cena subskrypcji SkyShowtime za plan Standard z reklamami wynosi 19,99 zł, a za plan Standard – 24,99 zł. W obu przypadkach maksymalna rozdzielczość udostępnianego strumienia wideo to Full HD (2 ekrany jednocześnie, 30 plików do pobrania mies.). Natomiast cena planu Premium, dającego dostęp do treści 4K, oglądania na 5 urządzeniach w tym samym czasie i możliwość pobierania nawet 100 plików miesięcznie to 49,99 zł. Ceny pakietów istotnie maleją przy wyborze płatności z góry na 6 mies. (o 33%) lub w subskrypcji rocznej (o 40%). Plany Standard i Premium nie mają reklam. Podwyżki w dolnych planach Jak czytamy w serwisie Wirtualnemedia.pl, nowy cennik zacznie obowiązywać od 24 lutego, a zmiany dotyczą dwóch najtańszych planów. Pakiet Standard z reklamami zdrożenie z 19,99 zł do 24,99 zł, a pakiet Standard z 24,99 zł do 34,99 zł. Co ważne, obecni subskrybenci platformy nie będą objęci podwyżką. Jest to więc ostatnia szansa, na dostęp do tej platformy w wyjątkowo niskiej cenie na tle innych serwisów VoD w Polsce. SkyShowtime jest przy tym słowny — szczęściarze, którzy wybrali usługę w 2023 roku z premierowym rabatem 50% taniej na zawsze nadal płacą zaledwie 12,49 zł i nie będzie tutaj żadnych podwyżek. Będzie tylko drożej Nie da się nie zauważyć, że chociaż jednostkowo opłaty za usługi streamingu nie są w Polsce wysokie (płacimy mniej niż zachodni sąsiedzi), to gdy jednak zsumujemy sobie kilka takich pakietów, robi się coraz mniej wesoło. Kiedyś rozwiązaniem było współdzielenie kont, teraz potentaci tacy jak Netflix coraz skuteczniej to blokują i oczekują dodatkowych opłat. W efekcie wielu Polaków decyduje się na rotowanie platformami, zamiast utrzymywania ich wszystkich w tym samym czasie i mają np. miesiąc z Netfliksem, a potem miesiąc z Disney. Jeszcze inni wracają do stron pirackich i telewizji liniowej, która wbrew ponurym prognozom analityków, ma się wciąż doskonale.

0
LECH OKOń
1.

Więcej nowości

Motorola Signature: szybki twardziel w garniturze (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 22 STY 2026

Motorola Signature: szybki twardziel w garniturze (test)

Motorola Signature weszła już do sprzedaży w Polsce. Smartfon ma wyznaczać nowy etap u producenta, który chce być jeszcze bardziej kojarzony z urządzeniami z wyższej półki. Debiutujący telefon dobrze wygląda, zachęca bardzo dobrym zestawem funkcji, a przy tym nie odstrasza ceną. Motorola Signature dostępna jest w Polsce za 4299 złotych, w wersji pamięciowej 16 + 512 GB. To cena już prawie jak z flagowców, a nowość przedstawiana jest przez producenta jako smartfon „ultra-premium”. Trochę na wyrost, ale tylko trochę.  Po pierwsze to model umieszczony jedno pięterko wyżej od linii smartofnów Edge Ultra, które również miały bardzo dużo do zaproponowania. Ostatni model Edge 50 Ultra kusił na tyle interesującą specyfikacją, że w Signature trudno dostrzec rewolucyjne zmiany, to raczej naturalna ewolucja, z jednym podwyższeniem standardu – układem SoC lepszej klasy. Gdyby Motorola Signature zadebiutowała jako Edge 70 Ultra, nikt by się nie zdziwił.  [PHONE:4455] Wygląd i konstrukcja Mniejsza jednak o te analizy, spójrzmy na Motorolę Signature chłodnym okiem, bez uprzedzeń. Nowy model ma obudowę o grubości 6,9 mm – jest więc bardzo smukły, co pasuje do obecnych trendów, ale nie przesadnie płaski. Szczerze? Jakoś mnie nie przekonuje ta moda na cienkie obudowy, choćby ze względów ergonomicznych. Motorola Signature zachowuje jednak sensowy złoty środek. Smartfon wygląda elegancko, zgrabnie, a jednocześnie stosunkowo dobrze leży w dłoni, a tego się obawiałem – że płaska obudowa będzie się wyślizgiwała. To się zdarza, ale bardzo rzadko i w specyficznych sytuacjach. Motorola już od paru ładnych zachowuje bardzo podobną stylistykę swoich smartfonów, jednocześnie eksperymentując z materiałami wykończenia i kolorami PANTONE. Nie inaczej jest tym razem. Motorola Signature powstała w dwóch wersjach – grafitowej PANTONE Carbon oraz oliwkowej PANTONE Martini Olive. Pierwszy kolor można podciągnąć pod czarny, czyli bezpieczny, drugi wiąże się z pewnym ryzykiem. Chodzi o to, że obydwa warianty mają wykończenie przypominające sploty materiałów (len, twill), a to może w tych kolorach budzić różne skojarzenia. Jednym z zasłyszanych w przypadku wersji zielonej jest „stara kanapa” (nie kojarzy się z luksusem, prawda?), ale to opinia na podstawie zdjęcia, a nie oględzin telefonu. Mnie z kolei ta oliwka bardziej się kojarzy z militariami, choć splot jest delikatny, więc raczej nie przypomina materiału wojskowej kurtki. Jednocześnie dzięki temu w odpowiednim połączeniu taka stylistyka będzie też pasowała do kobiecej torebki.  Matowe, materiałowe plecki efektownie kontrastują z metalową wyspą aparatów i aluminiową ramką okalającą obudowę. Całość może się podobać, jest bardzo oryginalna, różni się od większości smartfonów na rynku, więc w tym szaleństwie jest metoda. Piszę „szaleństwie”, choć oliwkowa Motorola Signature to telefon stworzony dla mnie. Bardzo lubię tę kolorystykę, a dodatkowo mój zachwyt wywołuje wytrzymałość potwierdzona testami MIL-STD-810H oraz certyfikatami IP68/IP69. Do tego otrzymujemy ekran ze szkłem Gorilla Glass Victus 2. Czyli Signature jest trochę jak pancerniak jak telefon dla fana militariów, ale w bardzo „ą ę” wydaniu. Intrygujące, niebanalne, w sumie na plus. Zestaw przycisków na obudowie ro sprawdzony standard, zapewniający wysoką ergonomię, ale dodatkowo z lewej strony znalazł się nowy element – przycisk Moto AI, pozwalający szybko włączyć nowe funkcje Motoroli Signature. W górnej części obudowy wzrok przyciąga dodatkowy wylot głośnika.  W zestawie z Signature nie ma zbyt wielu ciekawych dodatków. Ładowarki oczywiście brak, jest kabelek USB-C, szpilka do szuflady SIM, a do tego sztywne, przezroczyste etui z pierścieniem do ładowania magnetycznego.  Ekran Ekran Signature jest lekko zaokrąglony na brzegach, na wszystkich 4 krawędziach. Przy tak płaskiej obudowie telefon sporo by zyskał, gdyby szkło było jednak całkiem płaskie, estetycznie i ergonomicznie. Co prawda te lekkie zaoblenia sprawiają, że konstrukcja wydaje się smuklejsza, jednak gdy używam Motorola Signature zdarzają mi się sytuacje, że coś się przez przypadek niepotrzebnie uaktywnia – np. rozwija się górny panel szybkich ustawień. Sam wyświetlacz to jednak poezja. To matryca Extreme AMOLED o przekątnej 6,8 cala i rozdzielczości Super HD (1264 x 2780), z odświeżaniem obrazu do 165 Hz. Podobną częstotliwość oferują nowe telefony OnePlus, ale trzeba mieć świadomość, że jest wartość dostępna tylko w grach (w trybie Gametime) oraz tylko w kilku obsługujących ją tytułach. Na co dzień pozostaje więc 120 Hz. Producent obiecuje jasność sięgającą szczytowo 6200 nitów, co jednak jak zawsze należy odnosić tylko do treści HDR. Wyświetlacz zapewnia wsparcie dla Dolby Vision i HDR10+, więc do multimediów jest idealny. Producent chwali się też certyfikacją PANTONE, gwarantującą wierne odwzorowanie kolorów. I w zastosowaniach multimedialnych, i w grach i podczas codziennego używania wyświetlacz cieszy oczy pięknymi, żywymi kolorami, choć bez nadmiernego przesycenia. Do wyboru są trzy tryby kolorystyczne, dodatkowo opcja podbicia dynamiki w filmach – nikt nie powinien narzekać. No dobra, a jak jest z tą jasnością w typowych sytuacjach, nie w HDR? Ekran w ręcznym trybie jasności jest skalibrowany dość dziwnie – osiąga zaledwie ok. 350 nitów, jednak pod wpływem mocniejszego światła już się wyraźnie rozjaśnia, więc jest to bardziej taki tryb pół-ręczny. W pełnym trybie automatycznym zmierzyłem najwięcej 1350 nitów, co jest oczywiście bardzo dobrym wynikiem, zapewniającym świetną czytelność w pełnym słońcu.  Wydajność i łączność Sercem Motoroli Signature jest układ Snapdragon 8 Gen 5, czyli wersja nie Elite znana już z OnePlus 15R. W serii Edge bywały już nawet wyżej pozycjonowane układy jak topowy Snapdragon 8 Gen 2 w Edge 40 Pro, więc nowa linia Signature poza zmianą generacyjną nie wprowadza rewolucyjnej zmiany jakościowej. Oczywiście nie ma co narzekać – to świetny układ. Dostępna w Polsce wersja ma 16 GB pamięci RAM LPDDR5X oraz 512 GB pamięci wewnętrznej w szybkim standardzie UFS 4.1. W sumie więc otrzymujemy optymalne połączenie jak z flagowca. Snapdragon 8 Gen 5 (3 nm) rozpędza się z dwoma szybszymi rdzeniami CPU do 3,8 GHz, a za grafikę odpowiada GPU Adreno 840. Różnica w porównaniu do modelu Elite dotyczy głównie taktowania, a z punktu widzenia użytkownika w większości sytuacji będzie to niezauważalne.  W Motoroli Signature oczywiście wszystko śmiga, smartfon radzi sobie bez problemu z każdą aplikacją czy grą, wysoką wydajność odczujemy też w aparacie czy przetwarzaniu AI. Co jednak ciekawe, w testach syntetycznych Signature nie wypada aż tak dobrze. Na przykład w benchmarku AnTuTu 11 smartfon wykręca 2,87 mln punktów, gdy OnePlus 15R z 12 GB pamięci RAM osiąga 2,97 mln. Różnica nie jest kosmiczna, ale jest – a OnePlus chwali się dodatkową optymalizacją układu, więc coś w tym jest. Co więcej, w przeliczeniach CPU lepiej wypada Signature. Z drugiej strony OnePlus 15R znacznie słabiej wypadł w starszym AnTuTu 10 (patrz tabela). Wydajność ogólna AnTuTu 10 Geekbench 6 AIBenchmark 3D Mark Maksymalnatemperaturaobudowy [°C] Jeden rdzeń Wszystkierdzenie Wild LifeExtreme Wild LifeExtremeStress Test Asus ROG Phone 8 Pro 2167000 2309 7314 3296 5242 92,70% 63,5 ASUS Zenfone 10 1597632 2037 5625 2108 Maxed out 45,80% 46,8 Google Pixel 10 1413309 2306 6345 753 3164 81,40% 44 Google Pixel 10 Pro 1498557 2288 6245 783 3386 67,20% 47,9 Honor Magic6 Pro 2018784 2176 6747 3124 5183 48,50% 51 Honor Magic7 Pro 2631061 3052 9314 10438 6541 46,90% 45 Motorola Edge 50 Pro 821507 1150 3058 555 1456 87,20% 39,3 Motorola Edge 60 653522 1045 2969 577 852 99,30% 38 Motorola RAZR 60 Ultra 1709972 2801 6617 11081 5457 69,50% 59,2 Motorola Signature 2349809 2921 8789 17774 5634 66,10% 45 Nothing Phone (3a) Pro 819910 1174 3288 1248 1057 99,60% 37 Nubia Redmagic 10 Pro 2620653 3081 9627 12112 6514 84.7% 50 Nubia Z60 Ultra 1978425 2191 6881 3051 5097 71,60% 54 OnePlus 13 2631122 3040 9388 10709 6786 65,10% 51,6 OnePlus 15 2808019 3682 11002 20438 6894 70,90% 45 OnePlus 15R 2022401 2838 8073 13940 4978 72,70% 45 Oppo Find X8 Pro 2324903 2500 7599 9667 6298 48,30% 45 Oppo Find X9 2889195 3295 9601 8763 7006 43,70% 48,6 Realme GT 7 Pro 2844283 3069 9329 818 6374 72,40% 49 Realme GT 8 Pro 2920594 3757 11377 21149 7898 33,00% 51,6 Samsung Galaxy S24 Ultra 1950701 2310 7201 3193 5073 57,40% 47,8 Samsung Galaxy S25 Ultra 2398401 3150 10088 10969 7230 48,90% 45,7 Vivo X200 FE 1929468 1975 6924 9437 4661 46,30% 51,1 Vivo X300 Pro 3013358 3468 10230 21296 7195 45,20% 47,2 Xiaomi 14 2024302 2143 6909 3179 5032 75,30% 51,5 Motorola Signature to pierwszy smartfon marki wyposażony w system chłodzenia wykorzystujący miedzianą siatkę i ciekły metal, czyli rozwiązanie jak ze smartfonów gamingowych. Producent deklaruje, że system ten pozwala obniżyć temperaturę układu o ponad 4 stopnie C w porównaniu do poprzednich rozwiązań z komorę parową, a powierzchnia odprowadzania ciepła jest o 20% większa. Mimo takich usprawnień Signature potrafi się nagrzać – nie są to poziomy krytyczne, ale np. podczas grania może się zdarzyć, że smartfon już po 15 minutach zacznie osiągać odczuwalne temperatury około 45 stopni C. Nie ma jeszcze tragedii, ale wrażenia dla użytkownika są niezbyt przyjemne, zwłaszcza że metalowa ramka mocno kumuluje powstające ciepło. OnePlus 15R zachowywał się bardzo podobnie, więc to chyba specyfika układu Snapdragon 8 Gen 5. Signature niezawodnie sprawdzi się jako narzędzie komunikacji. Smartfon ma co prawda tylko jedno gniazdo nanoSIM (drugie jest nieaktywne), ale można też skorzystać dodatkowo z eSIM. Smartfon sprawnie łączy się z 5G w paśmie C, osiągając w pomieszczeniu blisko 700 Mb/s (Orange), a na otwartym terenie ponad 1 Gb/s. Bez zarzutu działają też VoLTE i Wi-Fi Calinng. Z koeli łączność przewodową zapewnia szybki standard USB 3.2. Sound by Bose Widoczne na pudelku z telefonem oznaczenie Sound by Bose od razu obiecuje niezłe doznania dźwiękowe i trzeba przyznać, że nie są to obietnice na wyrost. Mimo płaskiej obudowy, co stanowi ograniczenie dla dobrego brzmienia, jakość dźwięku jest naprawdę dobra. Głośniki stereo aktywują się w trybie poziomym, a tworzona przez nie scena pozwala cieszyć się muzyką, efektami w filmach i dźwiękami w grach. Są nawet lekkie basy, więc całość brzmi nieźle. Oczywiście osobnego głośnika Bluetooth smartfon nie zastąpi, ale można sobie czasem posłuchać muzyki z telefonu, gdy nie ma nic lepszego pod ręką. Jak na Motorolę przystało, w ustawieniach znajdziemy zestaw ustawień Dolby Atmos, które działają także z głośnikami. Jest kilka ciekawych opcji, w tym tryb dodatkowo zwiększający przestrzenność dźwięku, co też może dostarczyć miłych wrażeń odsłuchowych (choć do muzyki średnio się nadaje). Po podłączeniu słuchawek użytkownik ma do dyspozycji kodeki LDAC, aptX HD i aptX Adaptive. Co więcej, Motorola Signature jest zgodna z pakietem Snapdragon Sound, a po połączeniu słuchawek z obsługą bezstratnego kodeku aptX Lossless telefon pozwala na osiągnięcie takiej właśnie jakości sygnału (poprzez kontener aptX Adaptive). Dźwięk przez słuchawki jest bardzo dobry, choć domyślne strojenie Dolby Atmos wydaje mi się nieco zbyt agresywne, sam więc często wyłączałem ten tryb. W razie potrzeby można też skorygować dźwięk 10-pasmowym korektorem graficznym.  System i aplikacje Motorola Signature pracuje pod kontrolą najnowszego Androida 16, a producent obiecuje 7-letni okres gwarantowanych aktualizacji, czyli do 2033 roku. Jak to u Motoroli otrzymujemy „prawie czystego Androida”, czyli Moto UX, choć chyba z wersji na wersję liczba dodatków i modyfikacji sprawia, że system coraz bardziej staje się osobnym bytem, wciąż jednak zachowuje ducha jak z Pixeli. Pierwsze uruchomienie trwa zniechęcająco długo, nie można się szybko przekilikać do pulpitu, a na dodatek producent wciska trochę niekoniecznie potrzebnych aplikacji (Facebook, Instagram, LinkedIn, Opera, katalog z instalatorami głupich gierek), w rezultacie już od początku robi się trochę tłoczno.  W pakiecie dostajemy także zestaw własnych aplikacji Motoroli, a także zaszyty w systemie pakiet zabezpieczeń ThinkShield. Nie zabrakło także dodatków AI, choć Motorola się tu nie narzuca za bardzo. Poza obowiązkowym Gemini czy Circle to search dostajemy pakiet Moto AI, zawierający generator grafik czy narzędzie do tworzenia playlist. Specjalnymi dodatkami są aplikacje Copilot i Perplexity, a w tym drugim przypadku na start otrzymujemy półroczną subskrypcję planu Pro.  Do wywołania funkcji Moto Ai służy wspomniany, dodatkowy klawisz z lewej strony obudowy. W porównaniu do konkurencji, jak Honor, Oppo czy OnePlus, Motorola poszła trochę na skróty, bo zestaw jej funkcji AI jest skromniejszy i bazuje bardziej na zewnętrznych usługach, ale nie zabrakło też bardzo przydanych własnych narzędzi, jak rejestrator dźwięku z automatyczną funkcją transkrypcji, w tym także w języku polskim. Działa to całkiem dobrze, można na bieżąco zapisywać np. wykłady i konferencje, a smartfon zamienia to na tekst. Aparaty Sekcja foto w Motorola Signature to mocny atut tego modelu. Choć otrzymujemy w zasadzie już klasyczne w smartfonach z wysokiej półki połączenie trzech matryc 50 Mpix (plus czwarty selfie, też 50 Mpix), bez żadnych ekstrawagancji jak sensor 200 Mpix, to na konfigurację nie można narzekać.  Główny aparat wykorzystuje matrycę Sony LYTIA 828 (rozmiar 1/1.28", przysłona f/1,68,  24 mm, OIS) – tę samą, która znalazła się w fotograficznych modelach Oppo Find X9 Pro czy Vivo X300 Pro. Do tego otrzymujemy aparat 50 Mpix (Sony LYTIA 600) z teleobiektywem peryskopowym (71 mm, f/2,4) z zoomem optycznym 3x i funkcją 100x Super Zoom Pro, a także aparat 50 Mpix z obiektywem ultraszerokokątnym (122 stopnie, 24 mm, f/2,0, OIS), oferujący również funkcję aparatu makro. W aplikacji aparatu znajdziemy bogaty zestaw trybów i opcji, w tym nieznaną mi dotąd opcję zamiany domyślnego trybu kolorów „Naturalnego” na „Twój retusz” z kolorami Moto oraz opcjonalnym dostrojeniem za pomocą AI.  Premiera Motoroli Signature przypadła akurat na środek ostrej zimy, więc nie miałem jeszcze okazji sprawdzić aparatu w różnych scenariuszach. Mimo tego da się zauważyć, że aparat wyróżnia się precyzyjnym doborem ekspozycji i szerokim zakresem tonalnym HDR. Kolory są naturalne, a balans bieli neutralny, co przekłada się na przyjemny dla oka, realistyczny obraz. Zimowe krajobrazy pozbawione są przebarwień, zwłaszcza częstego w takich sytuacjach zaniebieszczenia. Jednocześnie zdjęcia są niemal pozbawione szumów, nawet w trudniejszych warunkach oświetleniowych, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej szczegółowości tekstur. Aparat główny, zoom 1x i 2x [gallery][img]245016[/img][img]245010[/img][img]245015[/img][img]245011[/img][img]245026[/img][img]245024[/img][img]245017[/img][img]245021[/img][img]245018[/img][img]245012[/img][img]245013[/img][img]245019[/img][img]245022[/img][img]245020[/img][img]245014[/img][img]245023[/img][img]245009[/img][img]245027[/img][img]245025[/img][img]245028[/img][/gallery] Są jednak pewne słabości aplikacji, być może doczekają się poprawki wraz z aktualizacją – w pewnych sytuacjach aparat w trybie automatycznym nieprawidłowo ustawia ekspozycję, przez do kadry są zbyt jasne lub zbyt ciemnie. Być może to tylko specyfika zimowej scenerii. Rozwiązaniem jest ręczne wskazanie punktu ostrości, co zmienia też ekspozycję. Ostrość jest przyzwoita, ale niekiedy widać delikatne rozmycie, w zależności od zoomu lub trybu aparatu.  W trybie nocnym smartfon radzi sobie bardzo dobrze – obrazy są odpowiednio naświetlone, zachowują dynamikę i mają niski poziom zaszumienia. Zdjęcia nocne ze wszystkich aparatów [gallery][img]244979[/img][img]244985[/img][img]244978[/img][img]244988[/img][img]244991[/img][img]244995[/img][img]244994[/img][img]244980[/img][img]244993[/img][img]244990[/img][img]244976[/img][img]244982[/img][img]244984[/img][img]244981[/img][img]244986[/img][img]244987[/img][img]244989[/img][/gallery] W podglądzie aparatu można wybrać pięć opcji przybliżenia – 0,5x, 1x, 2x, 3x oraz 6x, a po rozwinięciu koła zoomu uwidacznia się jeszcze przełącznik 10x. Przeciągając zoom ręcznie, można wejść na poziom 100x. Poziomy zoomu są kuszące, jednak najbezpieczniej chyba pozostać na optycznym 3x i hybrydowym 6x, a już na pewno nie przekraczać 10x. Przy takich zbliżeniach można uzyskać całkiem fajne rezultaty. Przy wyższych poziomach dość szybko obraz traci ostrość, co też może wynikać z tego, że trudno utrzymać stabilny kadr, a stabilizacja OIS nie jest tak skuteczna, jak można oczekiwać. Motorola obiecuje 100x Super Zoom Pro, co sugeruje jakieś mocne algorytmy przetwarzania obrazu, np. AI, co nawet sprawdza się we flagowcach konkurencji. Jednak wygląda na to, że Motorola nie zamierza się ścigać z Honorem, Oppo, Realme czy nawet OnePlusem. Obraz z maksymalnym zoomem jest mocno rozmyty, słabo to wygląda. Aparat z teleobiektywem, 3x, 6x, 10x [gallery][img]245062[/img][img]245044[/img][img]245035[/img][img]245039[/img][img]245060[/img][img]245061[/img][img]245043[/img][img]245036[/img][img]245038[/img][img]245030[/img][img]245032[/img][img]245047[/img][img]245051[/img][img]245046[/img][img]245041[/img][img]245037[/img][img]245048[/img][img]245053[/img][img]245045[/img][img]245050[/img][img]245031[/img][img]245034[/img][img]245033[/img][img]245040[/img][img]245042[/img][img]245049[/img][img]245054[/img][img]245059[/img][img]245056[/img][img]245055[/img][img]245058[/img][img]245052[/img][img]245057[/img][/gallery] Aparat szerokokątny, 0,5x [gallery][img]245065[/img][img]245068[/img][img]245069[/img][img]245067[/img][img]245064[/img][img]245063[/img][img]245066[/img][/gallery] Po przełączeniu się na kamerę zyskujemy możliwość nagrywania wideo w 8K w 40 kl./s, lub 4K w 60 kl./s, w tym drugim przypadku także z HDR w trybie Dolby Vision. Stabilizacja świetnie się sprawdza bez żadnych dodatkowych przełączników, dobrze nagrywany jest dźwięk, można więc myśleć o ciekawych ujęciach filmowych.  Wideo testowe 4K 60 kl./s Dolby Vision https://youtu.be/o_DvQMFQOtM Wideo testowe 4K 60 kl./s https://youtu.be/h2Dtha-3nP4 Wideo testowe 8K 30 kl./s https://youtu.be/pBdTfPmJ6EE Czas pracy Motorola Signature jest płaska, więc akumulator krzemowo-węglowy o pojemności 5200 mAh wydaje się dobrym osiągnięciem, zwłaszcza na tle grubszych modeli z serii Edge (np. Edge 50 Ultra – 4500 mAh). Z drugiej strony na w porównaniu do chociażby wspomnianego OnePlus 15R (7400 mAh), taka pojemność wypada blado. Testując ten ostatni model, przyzwyczaiłem się dobrego, tym razem musiałem wrócić do nawyku częstego ładowania, choć w sumie jednak Motorola Signature się broni. Po całym dniu używania telefonu włącznie z aparatem zostaje jeszcze około 30% baterii. Mniej intensywne używanie zapewnia 1,5 do 2 dni pracy, co jest typowym rezultatem dla akumulatorów o zbliżonej pojemności. Nie można więc narzekać. Gorzej smartfon spisuje się w grach, zwłaszcza gdy się nagrzewa – tu bateria wystarczy na kilka godzin. W naszym teście odtwarzania wideo (4K, jasność 300 nitów) smartfon wypadł całkiem dobrze – przepracował 17,5 godziny, co przy takiej pojemności jest solidnym wynikiem. Wytrzymałość akumulatora Akumulator (mAh) Wyświetlacz Czas pracy (minuty) Przekątna (cale) Rozdzielczość (piksele) Odświeżanie (Hz) Google Pixel 10 4970 6,3" 1080 x 2424 120 857 Google Pixel 10 Pro 4870 6,3" 1280 x 2856 120 748 Honor Magic6 Pro 5600 6,8" 1280 x 2800 120 1345 Honor Magic7 Pro 5270 6,8 1280 x 2800 120 1153 Motorola Edge 50 Pro 4500 6,7" 1220 x 2712 144 796 Motorola Edge 60 5200 6,67" 1220 x 2712 120 906 Motorola RAZR 60 Ultra 4700 7" 1224 x 2992 120 1 093 Motorola Signature 5200 6,8" 1264 x 2780 120 1049 Nothing Phone (3a) Pro 5000 6,77" 1080 x 2392 120 808 Nubia Redmagic 10 Pro 7050 6,85" 1216 x 2688 144 1167 Nubia Z60 Ultra 6000 6,8" 1116 x 2480 120 1018 OnePlus 13 6000 6,82" 1080 x 2376 120 1331 OnePlus 15 7300 6,78" 1272 x 2772 165 1462 OnePlus 15R 7400 6,83" 1272 x 2800 165 1474 Oppo Find X8 Pro 5910 6,78" 1264 x 2780 120 1122 Oppo Find X9 7025 6,59" 1080 x 2374 120 1334 Realme GT 7 Pro 6500 6,78" 1264 x 2780 120 1393 Realme GT 8 Pro 7000 6,79" 1080 x 2352 120 1412 Samsung Galaxy S25 Ultra 5000 6,9" 1080 x 2340 120 1113 Vivo X300 Pro 5440 6.78" 1260 x 2800 120 976 Xiaomi 14 4610 6,36" 1200 x 2670 120 934 Signature obsługuje szybkie ładowanie przewodowe 90 W TurboPower oraz bezprzewodowe 50 W, co daje połączenie jak z flagowca. Jest też ładowanie zwrotne (bezprzewodowe 10 W i przewodowe 5 W). W zestawie nie ma ładowarki, więc sprawdziłem kostki innych marek. OnePlus o mocy 80 W nie chciała szybko ładować, Vivo 90 W została rozpoznana jako TurboPower, ale do pełnego naładowania potrzebowała prawie półtorej godziny. Chyba najlepiej kupić jednak oryginalną ładowarkę. Czy warto postawić na Motorolę Signature? Nowy smartfon Motoroli to w sumie udany model. Fajnie wygląda, ma oryginalne wykończenie, jest solidnie wykonany, cieszy oko pięknym ekranem. Połączenie najnowszego Snadpragona i szybkiej pamięci RAM zapewnia doskonałą wydajność, Signature świetnie sprawdzi się też jako narzędzie komunikacji i odtwarzacz multimedialny. Mocnym atutem jest niemal flagowa konfiguracja aparatów i dobra kamera wideo. Co się może mniej podobać? Niestety wysokiej wydajności towarzyszy szybkie nagrzewanie się obudowy, co z kolei powoduje dławienie termiczne. Traci na tym także czas pracy, bo podczas grania w wymagające gry bateria może się dość szybko rozładować. W mniej intensywnych scenariuszach czas pracy jest zadowalający, więc nie można narzekać. Mnie początkowo zraził też śmietnik aplikacyjny – Motorola wciska podczas instalacji zbędne apki, które na szczęście można odinstalować. Mimo wszystko trochę to nie pasuje do telefonu premium.  Osobna kwestia to cena. Kwota 4299 złotych niebezpiecznie zbliża się już do pełnych flagowców, a porównywalny do pewnego stopnia, choć też trochę słabiej wyposażony OnePlus 15R z tym samym układem kosztuje około 1 tys. zł mniej. Signature jest lepsza, ale w jej cenę jest też wliczony podatek od luksusu. Z drugiej strony porównywalna Motorola Edge 50 Ultra (16 GB/1 TB) w 2024 roku kosztowała aż 4499 zł, a wcale nie oferowała więcej (poza pamięcią masową). Czyli kwota zaproponowana za Signature zaczyna nabierać sensu. Podsumowując – jeżeli Motorola Signature podoba ci się z wyglądu, a kwota nie wydaje się przesadna, zakup tego modelu na pewno będzie udany. [SALE-2986] [SALE-2987]

20
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Popularne porównania